Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Artykuły / Ufomammut - 18.07.2012 - Warszawa

Ufomammut - 18.07.2012 - Warszawa

W ostatnim wywiadzie z Ufomammut, Urlo wspomniał nam coś o zamiarze podbicia Polski. Biorąc pod uwagę warszawski koncert zespołu, można dojść do wniosku, że plan ten jest właśnie na etapie konsekwentnego wdrażania.

Po pierwsze, frekwencja. Znacznie wyższa niż na wielu innych koncertach teoretycznie bardziej uznanych marek, które miałem okazję nieraz widzieć w Progresji. Mam wrażenie, że muzyka z pogranicza stonerowo-doomowej szuflady osiąga właśnie apogeum popularności, czego dowodem może być również przekrój wiekowy publiczności, pośród której nie zabrakło przedstawicieli młodszego pokolenia fanów dobrej muzyki. Co więcej, Ufomammut spotkał się ze znakomitym przyjęciem, i zrewanżował się wszystkim przybyłym do klubu, znakomitym koncertem; chyba  najlepszym ze wszystkich dotychczasowych występów, danych w naszym kraju. Mam porównanie, bo widziałem wszystkie :-)

Zanim jednak na scenę wkroczył Mammut, wcześniej pojawiły się na niej dwa supportujące zespoły,  reprezentujące krajowe podwórko, całkiem dobrze dobrane do klimatu imprezy; to zresztą cecha charakterystyczna wszystkich gigów w ramach Days of The Ceremony. Dopelord i Belzebong można, nieco upraszczając, określić jako dwie odsłony czerpania z tej samej, drogocennej i niewyczerpanej skarbnicy twórczości Electric Wizard. I tak, lubelski Dopelord to odpowiednik bardziej przebojowego oblicza Czarodzieja, który prócz słusznej dawki ciężaru chętnie sięga i po dobre, wpadające w ucho melodie. Sprawdziło się to zarówno na świeżo wydanym, bardzo przyzwoitym debiutanckim krążku (o tym pewnie za jakiś czas w recenzji), jak i na koncercie. To właśnie Dopelord podobał mi się tego wieczoru bardziej, choć momentami długość kawałków, niestety nie idąca w parze z ich urozmaiceniem, nieco nużyła. Trudno również za oryginalne uznać wyświetlane w tle filmy (ta uwaga dotyczy również Belzebonga), w których erotyka miesza się z grozą. Dokładnie to samo robi Electric Wizard (a przecież nie tylko on), warto byłoby zatem postarać się o coś własnego, mniej odtwórczego.

Belzebong z kolei bardziej upodobał sobie doomową, monotonną i zamulającą odsłonę Czarodzieja. Maszyna do produkcji dymu ledwo dawała radę, ciężar mieszał się z mrokiem, a nieco hipnotyczne dźwięki zmuszały do powolnego, ale motorycznego gibania się pod sceną. A w gruncie rzeczy o to właśnie chodzi.



"Teraz jest dobrze, gramy "Oro" łatwo, naturalnie, bez wysiłku" - mówił Urlo w niedawnym wywiadzie. I tak jest rzeczywiście. Choć początki koncertowego ogrywania "Oro: Opus Primum" na pewno nie były usłane różami, dziś jest już zupełnie inaczej. Materiał z najnowszej płyty świetnie wypadł już na Hellfest, jednak w Warszawie było jeszcze lepiej. Włosi grali swobodniej i na jeszcze większym luzie. Czuć było niesamowicie pozytywne wibracje i świetną atmosferę, wynikającą zarówno z postawy kapeli, jak i publiczności. Pod tym względem był to wieczór idealny. Co więcej, "Oro" w pełni ujawniło swe, zbyt głęboko dotychczas skrywane, oblicze. Choć w wersji studyjnej wciąż coś mi na tym krążku umyka, ten koncert okazał się być brakującym elementem układanki. Stało się jasne, że najnowszy album jest wręcz stworzony do grania na żywo. O ile dramaturgiczne akcenty na rewelacyjnym "Eve" rozkładają się niczym sinusoida, tak "Oro" jest bardziej niejednorodne, poszarpane, a mocniejsze, gwałtowniejsze momenty swobodniej przeplatają się z fragmentami wyciszenia. Odegrane w całości "Oro" doskonale wkomponowało się zarówno w tradycyjnie zagraną na początek "Stigmę", jak i kończący set, rozbudowany i poprzeplatany improwizacjami "God". Wspaniała, kosmiczna podróż.

You need to a flashplayer enabled browser to view this YouTube video

You need to a flashplayer enabled browser to view this YouTube video


Zdjęcia i video: Małgorzata Napiórkowska-Kubicka
Tekst: Szymon Kubicki

NieWolnOść Hunter

Dystans jaki oddziela dziś zespół Hunter od własnych nagrań z przełomu XX i XXI wieku jest trudny do zmierzenia. Kapela weszła w proces muzycznej...Gramy dalej

3 /10
Popestar Ghost

Jako jeden z nielicznych w redakcji naszego magazynu uparcie bronię Ghost.

Gramy dalej

9 /10
Breaking Habits
Gatunek: Rock
Testament ocena 8
Brotherhood of the Snake
Gatunek: Thrash metal
When The Smoke Clears
Gatunek: Hardcore
Zobacz wszystkie

POZOSTAŁE

Kingston Wall i Petri Walli. Fińska progresja, której nie było

Zagramy w skojarzenia? Wypowiem dwa słowa, a wy następnie podacie kolejne, które będą do nich pasować. Finlandia i muzyka rockowa. Nightwish! Apocalyptica! Children of Bodom! Amorphis! Leningrad Cowboys!

...
Gramy dalej
Ufomammut - 7.11.2016 - Lipsk (Niemcy)

Ufomammut zamyka cykl koncertów związanych z ostatnim albumem "Ecate". Jeden z ostatnich na krótkiej europejskiej trasie odbył się w Lipsku.

Gramy dalej
Skillet - 28.11.2016 - Kraków

Dwa pełne kluby przywitały w Polsce zespół Skillet, który już od 20 lat nagrywa muzykę dla fanów chrześcijańskiego rocka. My postanowiliśmy zobaczyć grupę w Krakowie.

Gramy dalej
Organek - 26.11.2016 - Rzeszów

Organek kontynuuje promocję swojego nowego albumu podróżując po Polsce. Tym razem zawędrowaliśmy za nim do Rzeszowa.

Gramy dalej
Killing Joke - 21.11.2016 - Kraków

Legenda muzyki post-punkowej, brytyjska formacja Killing Joke, wystąpiła w krakowskim Kwadracie.

Gramy dalej