Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Artykuły / Dlaczego Bruce Springsteen uratował punk rocka?

Dlaczego Bruce Springsteen uratował punk rocka?

Obok Johnny’ego Casha to właśnie Bruce jest największym badassem i punkiem rock and rolla. Trzeba tylko pamiętać, że Springsteen to więcej, niż Born In The USA.

Folkowo-country’owo-rockowe sny niezbyt bogatego kolesia o brylowaniu wśród wielkomiejskiego zgiełku. Amerykanin z krwi i kości, a przy tym żaden redneck. Na zawsze oddany stanowi New Jersey.

You need to a flashplayer enabled browser to view this YouTube video

Przenosząc się w czasie paręnaście/dziesiąt lat do przodu, z punka owianego mgłą wyłania się Brian Fallon. Na zawsze oddany stanowi New Jersey. Lider The Gaslight Anthem, fan(atyk) Bruce’a Springsteena. Od pierwszej płyty pisał piosenki z folkowo-romantyczno-nostalgicznym zacięciem - piosenki o wielkomiejskim zgiełku. Widzicie podobieństwo?

You need to a flashplayer enabled browser to view this YouTube video

Jak Jersey Shore sound mogło zdefiniować punka na nowo? Jak taki twór, przeznaczony przecież dla tatusiów na suto zakrapianych grillach (lub BBQ party), jak heartland rock mógł zmienić oblicze tej muzyki i przenieść punk rock na wielkie, festiwalowe sceny, jednocześnie zapewniając mu pierwotną autentyczność?

Końcówka lat '90. Straight edge albo już dawno zaczęli grać emo/emocore, albo metalcore, albo iksy zamienili na białe kołnierzyki. Legendy wykłócają się o pieniądze, ciągają po sądach, składy teoretycznie nie do ruszenia reaktywują się z nowymi wokalistami psując swój dawny status. Punk definiowany jest poprzez dowcipne teksty o seksie z członkami rodziny Blink-182.

Każdy jest trochę punkiem. Każdy się trochę wkurwia. Z czasem złość ta przeradza się w żal i tęsknotę za niewinnością lat dziecięcych. Emo króluje. Mickiewicz pierwszym emo? Wszystko możliwe. W 1994 Jawbreaker nagrał taką płytę, jak 24 Hour Revenge Therapy. Album ten zawsze już będzie stał na czele inspiracji orgcore-punków. Trzy lata później Lifetime wydaje Jersey’s Best Dancers. Melodyjnie, szybko, w tekstach bardzo nastoletnio i naiwnie. Nieco bardziej rozkrzyczany Tom Petty na speedzie. Skąd byli Lifetime? Z New Jersey.

You need to a flashplayer enabled browser to view this YouTube video

Co to jest ten cały orgcore? Orgcore to termin odwołujący się do pewnej grupy kapel punkowych, w których gdzieś tam pobrzmiewa 90’s emo, sporo folku, pop-punka i melodyjnego hardcore. I oczywiście Jersey Shore sound. Fani tych kapel gromadzili się na jednym z największych forów i serwisów punkowych - punknews.org - stąd ta intrygująca nazwa.

Orgcore to jeden z najluźniejszych terminów definiujących muzykę. Każdy z nas ma kumpla, który uwielbia Against Me! (nawet po zmianie Toma w Laurę). Ten kumpel, oprócz Against Me! bardzo lubi Dillinger Four, Strike Anywhere i Hot Water Music. Nosi koszule w kratę, najzwyklejsze dżinsy, vansy i kilkudniowy zarost. Ekscytuje się The Fest na Florydzie, mimo, że istnieje duża szansa, że nigdy tam nie pojedzie. I najważniejszym wydarzeniem obecnie trwającej dekady dla niego jest powrót Descendents i Kid Dynamite na FYF Fest w Los Angeles.

To ten sympatyczny koleś, który na koncertach stoi blisko sceny, ale z boku i popija sobie piwo. Ten rodzaj punka, który nie cierpi sceny podziemnej, woli The Gaslight Anthem na festiwalu gdzieś w Niemczech, ale i tak jest na każdym koncercie na lokalnym skłocie. Skąd fenomen tego zjawiska?

Życie często brutalnie weryfikuje plany i idee. Nie trzeba popadać jednak w wątki zbyt egzystencjalno-filozoficzne. Wystarczy zajrzeć do portfela. Praca, rodzina, dom - i cały nihilizm, "no future", czy zdeklarowany sprzeciw wobec korporacji gdzieś znikają. Pojawia się powrót myślami do niewinności z dzieciństwa (Jawbreaker czy American Football) i jednocześnie, mimo często osiągniętego szczęścia, gdzieś-tam tkwiący niedosyt, tj. marzenia biednego (lub średnio bogatego) kolesia o brylowaniu w wielkomiejskim zgiełku. Gdzieś to już było - Jersey Shore.

W moim subiektywnym odczuciu każda z tych kapel jest smutna. Jeśli teksty nie opowiadają o rozstaniach, zawodach i snach utraconych, to gdzieś w samej muzyce pojawia się pierwiastek, który w pewien sposób porusza serce. W którym pobrzmiewa tęsknota. To te pierwsze dźwięki Infrared od Strike Anywhere. To wstęp i refren The ’59 Sound The Gaslight Anthem. To zwrotki w A Jingle for the Product Dillinger Four.

Ze względu na szerokie widełki tego terminu gdzieś na last.fm czy Rateyourmusic możemy wpisać sobie orgcore i przeglądać kapele nieco grające na naszych uczuciach. Bo choć Andrew Jackson Jihad, Snowing, RVIVR i Hot Water Music nie brzmią podobnie w żadnym stopniu, to każdy z tych zespołów okupuje statystyki orgcore punków na ww. portalach. To pierwszy tag w muzyce odnoszący się nie do instrumentów, brzmienia czy mieszania styli, a do wrażliwości twórcy, jak i odbiorcy. Folk punk tutaj wcale nie znaczy celtycko-pirackiego grania, a raczej quasi-Dylanowe piosenki.

You need to a flashplayer enabled browser to view this YouTube video

Orgcore’owcy to nudziarze? A skądże! Przez kolegów po punkofachu są jednak traktowani, jak stare dziady w wieku dwudziestuparu lat - choćby ze względu na jakąś, choćby pozorną, obojętność wobec podziemnej sceny. Against Me! w pierwszym okresie swojej działalności mieli chyba więcej numerów gloryfikujących tanie piwo od polskich jabol-punkowych kapel pokroju KSU czy Sedesu.

Najpiękniejszy moment tego całego orgcore’u, a jednocześnie nagranie, które niczym w pracy naukowej potwierdzają postawioną tezę o wpływie Springsteena, to koncert The Gaslight Anthem w londyńskim Hyde Parku sześć lat temu. Sam król Bruce wystąpił tam z kilkadziesiąt lat młodszymi chłopakami - i mimo całego, wręcz synowskiego, szacunku do idola, już na pierwszy rzut oka widać, że jest to relacja stricte kumpelska. Że przyświecają im te same idee, podobne podejście do życia. I choć teraz członkowie i E Street Bandu, i kapeli Briana Fallona raczej mogą pozwalać sobie na brylowanie, to tylko ze względu na swoją ciężką pracę. Przecież to najzwyklejsze chłopaki są. Uosabiający blue-collar workerów. Może wzruszać bardziej niż niejedna ballada o utraconej miłości Michała Bajora.

You need to a flashplayer enabled browser to view this YouTube video

Co jest godne uwagi w tej muzyce, rzecz jasna prócz wyżej wymienionych prekursorów i tych najbardziej znanych? Czas na 10 must-have’ów.

Title Fight - Shed (2011)

Choć ich najnowsze dokonania wskazują na wkroczenie na grząski, 90’sowo-shoegaze’owy grunt, to ich pełnoprawny debiut, Shed, pokochają (albo już pokochali) wszyscy wyżej wspomnieni - ci zainspirowani Blink-182, ci od niechęci do sceny DIY jak i ortodoksi.

Joyce Manor - Joyce Manor (2011)

Płyty trwające 20 minut (druga nawet trzynaście) i melodyjna, punkowa muza inspirowana starym emo? Jak to? W świadomości przeciętnego słuchacza zaistnieli podczas "afery" na ostatniej trasie związanej z przerywaniem koncertów ze względu na agresywny mosh czy stage-diving. Nie czas teraz na rozważania - w żadnym stopniu zakaz skoków ze sceny nie przekreśla ich dokonań muzycznych.

The Menzingers  - Rented World (2014)

Obok The Gaslight Anthem, The Menzingers to zespół, któremu chyba najbliżej do grania spod znaku heartland rocka. Potężne refreny stworzone do śpiewania ich na koncertach (I Don’t Wanna Be an Asshole Anymore!) i nieco skate-punkowe riffy dają obraz perfekcyjnej kapeli punkowej. Ich najnowszy album to zresztą ich najdojrzalsze i najbardziej dopracowane wydawnictwo.

Sport - Bon Voyage (2014)

Ponoć najlepsza francuska kapela ostatnich lat. Ciężko się nie zgodzić, jednak na pewno najbardziej czerpiąca ze starego twinkling emo, jednakże w ich wydaniu - opartego na wesołych progresjach akordów. Jeśli można bawić się w tworzenie nowych szufladek, to każde wydawnictwo Sport to esencja beardpunka.

Japandroids - Celebration Rock (2012)

W Polsce kojarzeni głównie z Off Festivalem, ale ze stricte offową muzyką mają raczej mało do czynienia - jak sami mówią w wywiadach, grają classic rocka łamane przez punk rocka, a za największe inspiracje podają Bruce’a Springsteena, Toma Petty’ego i The Replacements. Przypadek? Celebration Rock w całej swojej garażowości i niechlujności wręcz poraża hymnicznością (The House That Heaven Built).

Iron Chic - Not Like This (2010)

Najnostalgiczniej i najsmutniej, ale jednak dalej bardzo pop-punkowo. Według zachodnich krytyków muzycznych Not Like This to definicja nowoczesnego orgcore’u - kamień milowy, jakim paręnaście lat temu były płyty Lifetime czy Kid Dynamite. Śpiewane na dwa wokale Cutesy Monster Man zwiększa Syndrom Zapętlenia Jednego Utworu u słuchaczy.

The Story So Far - Under Soil and Dirt (2011)

Równie dobrze mogą na tym miejscu być The Wonder Years, Man Overboard czy Real Friends. I choć ruch związany z całym Defend Pop-Punk to coś nieco odmiennego, to biorąc pod uwagę szerokość terminu orgcore pierwszy album kalifornijskiej ekipy wpasowuje się w zeń idealnie. Nostalgiczne melodie gitarowe i breakdowny w pomieszaniu z wesołym soundtrackiem pod wypad na deskę, i ostatnio wypuścili akustyczną EP - kto się nadaje do tego zestawienia lepiej, niż oni?

Rooftops - WUF (2014)

Sąsiedzi z Rosji w tym roku wypuścili takie oto dzieło - WUF. Grunge, shoegaze, 90’s emo jak i rasowy punk rock - wszystko to jest zmiksowane na tym wydawnictwie.  Co może do nich przekonać lepiej od tekstu utworu, który otwiera płytę: Take me back to when I was happy as a child?

Astrid Lindgren - Posłuchaj jak mam dziś mało do powiedzenia (2012)

Czas na polski akcent. Astridzi kojarzeni są zdecydowanie bardziej z rasowym emocore’m, jednakże nikt nie potrafi tak jak oni nawiązywać do naszych najgłębszych wspomnień - już za sprawą samej nazwy kapeli. Swego rodzaju poetyckość w tekstach tworzy w ich przypadku wręcz syntezę sztuk. Bo kto podczas słuchania Minionych Dni nie ma przed oczami namalowanego przez wokalistę krajobrazu?

Whale Heart Music - Whale Heart Music EP (2012)

Jedyna polska kapela czysto orgcore’owa - nazywająca się tak i z takim założeniem tworząca. Wybuchł na nich niesamowity szał zaraz po wypuszczeniu pierwszego materiału (house show, parę fajnych gigów, narastające oczekiwania)... i niestety jak szybko się pojawili, tak szybko też zniknęli. Ich reunion show pewnie będzie naszą polską reaktywacją Kid Dynamite.

Igor Prusakowski

Popestar Ghost

Jako jeden z nielicznych w redakcji naszego magazynu uparcie bronię Ghost.

Gramy dalej

9 /10
Breaking Habits Meller Gołyźniak Duda

Wreszcie doczekaliśmy się polskiej supergrupy z prawdziwego zdarzenia. Nie jakiejś tam odpustowej zgrai muzykantów do kieliszka, ale ekipy złożonej...Gramy dalej

8 /10
Testament ocena 8
Brotherhood of the Snake
Gatunek: Thrash metal
When The Smoke Clears
Gatunek: Hardcore
Shklo ocena 7
Shklo Music
Gatunek: Alternatywa
Zobacz wszystkie

POZOSTAŁE

Kingston Wall i Petri Walli. Fińska progresja, której nie było

Zagramy w skojarzenia? Wypowiem dwa słowa, a wy następnie podacie kolejne, które będą do nich pasować. Finlandia i muzyka rockowa. Nightwish! Apocalyptica! Children of Bodom! Amorphis! Leningrad Cowboys!

...
Gramy dalej
Ufomammut - 7.11.2016 - Lipsk (Niemcy)

Ufomammut zamyka cykl koncertów związanych z ostatnim albumem "Ecate". Jeden z ostatnich na krótkiej europejskiej trasie odbył się w Lipsku.

Gramy dalej
Skillet - 28.11.2016 - Kraków

Dwa pełne kluby przywitały w Polsce zespół Skillet, który już od 20 lat nagrywa muzykę dla fanów chrześcijańskiego rocka. My postanowiliśmy zobaczyć grupę w Krakowie.

Gramy dalej
Organek - 26.11.2016 - Rzeszów

Organek kontynuuje promocję swojego nowego albumu podróżując po Polsce. Tym razem zawędrowaliśmy za nim do Rzeszowa.

Gramy dalej
Killing Joke - 21.11.2016 - Kraków

Legenda muzyki post-punkowej, brytyjska formacja Killing Joke, wystąpiła w krakowskim Kwadracie.

Gramy dalej