Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Artykuły / Przystanek Woodstock 2009 (finał eliminacji) - 27.06.2009 - Warszawa

Przystanek Woodstock 2009 (finał eliminacji) - 27.06.2009 - Warszawa

Eliminacje do Przystanku Woodstock rozstrzygnięte! Wiemy już, kto zagra na dużej scenie tegorocznej edycji największego festiwalu open-air w Europie.

W sobotni wieczór w warszawskim klubie Stodoła odbył się finał eliminacji do Przystanku Woodstock 2009. Na imprezie nie zabrakło emocji, a poziom grających zespołów wspiął się na prawdziwe wyżyny. Zacznijmy jednak od początku.

Eliminacje do Przystanku Woodstock odbyły się po raz pierwszy, dzięki wspólnej inicjatywie organizatora koncertu, czyli Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, oraz portalu Fabryka Zespołów. Pomysł był prosty - stworzyć możliwość nieznanym zespołom zaprezentowania się wielomilionowej publiczności podczas najbliższego Przystanku. Aby zgłosić swoją chęć udziału w eliminacjach, wystarczyło przesłać demo. No i przesłało... ponad 500 kapel! Pierwszej selekcji dokonała redakcja Fabryki Zespołów, wyłaniając 50 płyt. W dalszym etapie do grona decydentów dołączył Jurek Owsiak, co zaowocowało wybraniem 20 najlepszych zdaniem jury kandydatów do konkursu. Prawie wszyscy zmierzyli się pod koniec maja w warszawskiej Stodole, grając krótkie sety koncertowe. Piszę prawie, bo niestety dwa składy muzyków z przyczyn losowych nie były w stanie dotrzeć na miejsce eliminacji na czas.

Podczas finału zmierzyło się pięć najlepszych zespołów, prezentujących się w trakcie majowych występów. Do końcowego etapu eliminacji na Przystanek Woodstock dostały się: Big Fat Mama, Pampeluna, Chico, Infernalia oraz Kochankowie Gwiezdnych Przestrzeni. Oznaczało to, że 27 czerwca na jednym koncercie usłyszymy miks różnych gatunków muzycznych: od funky, poprzez reggae, aż po ciężkie, metalowe łojenie.

I tak też się stało. Jako pierwsi na scenę podczas finału eliminacji weszli chłopaki z Pampeluny. Już od pierwszych nut wiadomo było, że zespół lubuje się w ciężkich brzmieniach. Elementem wyróżniający zespół jest użycie języka hiszpańskiego, do czego nawiązuje nawet nazwa formacji. Przygniatające swoim ciężarem riffy w jednym z utworów przeplatały się z nadającą nieco egzotyki sekcją dętą. Podczas występu Pampeluny ze sceny biła mocna dawka energii, a jedyne, co można zarzucić zespołowi, to zbyt częste zapożyczanie znanych melodii oraz zagrywek i wplatanie ich w swoje utwory.

 



 
 
 
  
    


Po ciężarze, jaki zaproponowała nam Pampeluna, przyszedł czas na bujanie biodrami w rytm dźwięków kapeli Kochankowie Gwiezdnych Przestrzeni. Ten bardzo nietypowy i kolorowy skład porusza się w klimatach bliskich Jamajce, włączając do swojej muzyki wiele nietypowych elementów. Do instrumentarium Kochanków należy, prócz standardowej perkusji czy gitary, sekcja dęta, klawisze, bongosy, dzwonki oraz szereg innych "przeszkadzajek".  Występ ubarwiał charyzmatyczny wokalista, tańczący i skaczący w rytm granych przez kolegów partii. Przekaz zawarty w tekstach podkreślał wyciągnięty w pewnym momencie przez wokalistę karabin z wetkniętymi w lufę kwiatami.



 
 
 
 
    
 
 


Gdy na scenie pojawili się członkowie formacji Big Fat Mama, wszystkim na sali poprawił się humor, a uśmiech zagościł na twarzach jury. Jak tu bowiem nie cieszyć się na widok tak pozytywnych i czujących to co robią muzyków. Humor, energia, luz i bujające rytmy - tak w skrócie można określić występ Dużej Grubej Mamy. Występ zauroczył zgromadzonych nie tylko humorystycznym wyglądem zespołu, lecz także wyjątkowym klimatem wytworzonym przez grajków w nawet najdalszym kącie sali.  


  
  
 
   


Kolejnym mocnym akcentem w trakcie sobotniego koncertu był moment zaprezentowania się kapeli z Grudziądza - Infernalia. Trzeba przyznać, że był to najmocniejszy pod względem repertuaru skład, jaki zagrał tego wieczoru w Stodole. Metal w czystej i brutalnej postaci wyciekał z głośników, inspirując długowłosych słuchaczy do machania głowami. W Infernalii widać duży potencjał, który w połączeniu z młodym wiekiem muzyków daje znakomite rokowania na przyszłość. Szczególnie Bartosz, spełniający rolę basisty, zaprezentował się jak prawdziwe, sceniczne zwierze, co chwila serwując interesujące miny i pozy. Efekty zobaczycie w naszej fotogalerii.




    
   
    
    
    


Finał eliminacji wieńczył występ zespołu Chico. To kolejna dawka ciężkiego łojenia, tym razem z połączeniem wielu partii czystych i melodyjnych wokali. Dodajmy, połączenia niezwykle udanego i na wysokim poziomie. Podobnie jak podczas półfinałów, Chico wystrzeliwało w kierunku publiki mięsistymi riffami i wpadającymi w ucho refrenami. Pomimo początkowych problemów technicznych (brak prądu) występ świętochłowiczan zaliczam do udanych i co najważniejsze - pełnych mocnej, metalowej werwy.

 
   
   
   
   
   


Po występie Chico przyszedł czas na obrady jury w składzie: Jurek Owsiak (Prezes Zarządu Fundacji WOŚP), Gosia Kaczmarek (Prezes Portalu Fabryka Zespołów), Andrzej Puczyński  (Izabelin Studio), Krzysztof Dobies (Fundacja WOŚP), Paweł Boroń (Redaktor Prowadzący Fabryka Zespołów). Po około trzydziestu minutach wyniki były już znane.

Ku wielkiemu zaskoczeniu wszystkich, w tym chyba również samych jurorów, na dużą scenę przystanku zaproszono nie jeden, lecz... aż trzy zespoły spośród prezentujących się podczas finałowego koncertu! Wielkim zwycięzcą, zresztą bardzo słusznie, okazał się zespól Big Fat Mama. Oprócz występu na Przystanku formacja otrzymała nagrody w postaci koncertu na targach Music Media, 5.000 zł w gotówce oraz nowego zestawu perkusyjnego marki Mapex. Na dużej scenie polskiego Woodstocku zaprezentują się jednak również dwa metalowe składy: Infernalia oraz Chico. Pamiętając o Ares & The Tribe, wybranym już w trakcie półfinału eliminacji, łącznie aż cztery kapele zaproszono do występu podczas największego open-air w Europie. Dobitnie pokazuje to, jak wysoki poziom prezentowały finałowe formacje.

To jednak nie koniec niespodzianek, jakie jury przygotowało tego wieczoru. Wszystkim finalistom studio Izabelin ufundowało nagranie demówki. Dodatkowo planowane jest wypuszczenie  płyty audio z zapisem z koncertu, dalsze szczegóły na temat tego wydawnictwa nie są jednak jeszcze znane.



  
 
    


Eliminacje do Przystanku Woodstock zatem za nami. Impreza obyła się po raz pierwszy, jednak wszystko wskazuje na to, że nie ostatni. Inicjatywa odniosła niesłychany sukces i udowodniła, że bez układów i znajomości możliwe jest dotarcie do wielkiego grona publiczności. Liczy się jedynie poziom muzyki. I tak właśnie powinno być!

Tekst i zdjęcia: Marcin Kamiński
Zaklęty krąg Cugowscy

Krzysztof Cugowski jest na polskiej rockowej scenie od zawsze, zaś jego dwaj synowie Piotr i Wojciech od prawie zawsze, ale po raz pierwszy wspólnie...Gramy dalej

8 /10
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
CETI ocena 9
Snakes of Eden
Gatunek: Heavy metal
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie

POZOSTAŁE

Amon Amarth - 07.12.2016 - Kraków

Cieszący się dużą popularnością w Polsce, Amon Amarth, w towarzystwie grupy Grand Magus, zagrali w krakowskim Klubie Kwadrat.

Gramy dalej
Anita Lipnicka - 06.12.2016 - Warszawa

Anita Lipnicka wróciła w wielkim stylu. W ramach jej trasy koncertowej, odwiedziła również stołeczny Klub Stodoła.

Gramy dalej
Daniel O’Sullivan. Muzyk nowej ery

Dziwna i niewypowiedziana magia roztacza się wokół wszystkich projektów muzycznych, w których dotąd uczestniczył Daniel O'Sullivan. To muzyk nowej ery, którego talent eksplodował na początku pierwszej... Gramy dalej

Kingston Wall i Petri Walli. Fińska progresja, której nie było

Zagramy w skojarzenia? Wypowiem dwa słowa, a wy następnie podacie kolejne, które będą do nich pasować. Finlandia i muzyka rockowa. Nightwish! Apocalyptica! Children of Bodom! Amorphis! Leningrad Cowboys!

...
Gramy dalej
Ufomammut - 7.11.2016 - Lipsk (Niemcy)

Ufomammut zamyka cykl koncertów związanych z ostatnim albumem "Ecate". Jeden z ostatnich na krótkiej europejskiej trasie odbył się w Lipsku.

Gramy dalej