Kup Magazyn Gitarzysta

Strona główna / Ludzie / Artykuły / Gojira - 25.08.2010 - Warszawa

Gojira - 25.08.2010 - Warszawa

Moja babcia zwykła mawiać, że co się odwlecze to nie uciecze. Jednak odwlekana od grubo ponad 10 lat wizyta w krainie nadwiślańskiej dawała wyraźnie do zrozumienia, że od tego sukcesywnego odwlekania szansa na jakąkolwiek rekompensatę ze strony Gojiry uciekła już dawno w ciemny las. I nagle: Masz babo placek! Niczym koza do woza (kolejne powiedzenie babci) przyjechali. Francuski potwór zaplanował inwazję na dwie polskie stolice i zaatakował je, będąc w swojej szczytowej formie. Niedowierzanie zostało w tę i z powrotem przejechane muzycznym walcem, a ja miałam okazję uczestniczyć w jednym z najlepszym koncertów tego roku. W jednym z najlepszych, bo o najlepszym pod koniec sierpnia mówić jeszcze nie przystoi.

Fajnie zaczynać od środka, a jeszcze lepiej wracać do początku. Punktualnie o godzinie 19 Masachist pojawia się na scenie i rzucając w stronę publiczności kawałem porządnego, ostrego grania rozpoczyna death metalowy pogrom warszawski. Dla niektórych za głośno. Dla innych za krzykliwie. Ale czego się spodziewać kiedy w jednym miejscu krzyżują się geny Decapitated, Hate, Dimmu Borgir, Huntera, Azarath czy Yattering? Ja byłam pod wrażeniem. Ekstremalnym.

O ile 25 sierpnia Masachist po raz pierwszy pokazało się na scenie, o tyle kolejny support może pochwalić się dyszącym w kark i nieuchronnie zbliżającym się dwudziestoleciem kariery. Nie ma co przegadywać. Lost Soul zagrało bardzo dobry koncert, który różnorodnością i energią sprawiał, że tłum pod sceną gęstniał w oczach.

Jeśli już mowa o tłumie, to w tym miejscu chciałabym również schylić czoła przed publicznością obecną tego dnia w Stodole. Może na co dzień wciąż jesteśmy narodem, który żyje przeszłością. Może wciąż krzyczymy że husaria, że papież Polak, że Wałęsa. A jednak wtedy zobaczyłam przegląd pokoleń, przedział wiekowy od 10 do 70, tu i teraz, z taką samą energią, z taką samą, niemalże dach unoszącą, radością. Publika potrafi wykreować nową jakość koncertu. O ile podczas występów Masachist i Lost Soul spisywała się po prostu świetnie, o tyle koncert Gojiry wyniosła niemal pod nieboskłon.

Na gwiazdę wieczoru czekałam bardziej niż na pierwszą gwiazdkę i wielkanocnego zajączka razem wziętych, a każda minuta przerwy po koncercie Lost Soul zdawała się nadgorliwie przemierzać dystanse nieznośnie dłuższe od standardowych 60 sekund. Kiedy poczułam się tak jakby muzyczna torpeda z prędkością światła przeleciała ponad moją głową wiedziałam, że pierwszy koncert Gojiry na polskiej scenie właśnie się zaczął.

Od pierwszych utworów, z "Lizard Skin" na czele, dawali z siebie wszystko. Z zapałem furiatów miotali się po scenie, a ja wciąż zastanawiałam się czy aby na pewno TAKA mobilność w połączeniu z TAKIM graniem jest w naturze dozwolona. Szczególne zasługi w tej dziedzinie należy oddać basiście zespołu. Jean-Michel Labadie podczas środowego koncertu przebiegł naprawdę solidny dystans pokonując "stodolnianą" scenę wzdłuż i wszerz, kiedy tylko miał ochotę na chwilę przerwy od machania głową.

Gojira zagrała pięć utworów ze swojej najnowszej płyty, przeplatając je najstarszymi, najlepszymi i najbardziej wyczekiwanymi kawałkami spośród dorobku zespołu. Nie zabrakło mechanicznego "A Sight To Behold", metalowego majstersztyku w postaci "The Art Of Dying" czy takich hitów jak "Flying Whales".

Joe Duplantier nawiązał świetny kontakt z publicznością i - jak na lidera muzycznego potwora przystało - zaplanował krwawą rzeź w postaci circle pit, które suma sumarum obyło się bez śladu krwi i rzezi. Wszystkim ocalałym i wszystkim w muzycznym boju nie uczestniczącym obiecał rychły powrót do Polski, a po owacjach przed bisami, po bisach w postaci kultowego "Love" i "Oroborus" z najnowszej płyty i pożegnaniu światła zgasły, muzyka umilkła, a scena opustoszała. Nie powiem, że grali za krótko. Powiem jednak, że zeszli ze sceny pozostawiając chyba w każdym ze słuchaczy choćby śladowe ilości niedosytu. Mam nadzieję, że obietnicy dotrzymają i wkrótce ponownie nakarmią nas swoją muzyką. Tym razem do syta.


Tekst: Olga Kowalska
Zdjęcia: Marcin Kamiński

Return to Ommadawn Mike Oldfield

Oldfield w wielkiej formie! Już wprawdzie przynależące do popowej części twórczości Mika, "Man on the Rocks" zwiastowało, że artysta złapał...Gramy dalej

8 /10
Lykaia Soen

Progmetalowa supergrupa ze szwedzkim rodowodem ciągnie słuchacza w przeszłość, do starożytnej Grecji, na stoki Wilczej Góry (góry Likajon),...Gramy dalej

7 /10
Rapid Foray
Gatunek: Heavy metal
Rules
Gatunek: Hardcore
Queen ocena 9
On Air - The Complete BBC Sessions
Gatunek: Rock
Zobacz wszystkie

POZOSTAŁE

Skunk Anansie - 20.02.2017 - Kraków

W ramach promocji albumu “Anarchytecture" do Polski zawitała formacja Skunk Anansie. Jednym z przystanków trasy był Kraków.

Gramy dalej
Apocalyptica - 17.02.2017 - Warszawa

Dwadzieścia lat (i kilka miesięcy) minęło od premiery debiutanckiego albumu Apocalyptica "Plays Metallica by Four Cellos". Warszawski koncert zespołu doskonale przypomniał te czasy.

Gramy dalej
Rod Stewart - 19.02.2017 - Kraków

Po ogromnym sukcesie ubiegłorocznego występu w Łodzi, Rod Stewart wrócił do Polski na dwa wyjątkowe koncerty. Pierwszy z nich odbył się 19 lutego w Krakowskiej Tauron Arenie.

Gramy dalej
Devin Townsend Project - 18.02.2017 - Kraków

18 lutego w krakowskim Kwadracie wystąpił Devin Townsend Project. W roli supportu zaprezentowała się norweska formacja Leprous oraz Amerykanie z Between The Buried And Me.

Gramy dalej
Neil Zaza - 18.02.2017 - Bochnia

Mistrz gitarowej melodii, Neil Zaza wystąpił w Bochni w ramach cyklu Bochnia Rocks.

Gramy dalej