Kup Magazyn Gitarzysta

Strona główna / Ludzie / Artykuły / Helloween - 17.12.2010 - Warszawa

Helloween - 17.12.2010 - Warszawa

... i tak oto nastał pewien grudniowy wieczór. Zimno, ciemno i do domu stosunkowo daleko. Dość spory tłumek przed Stodołą, ale i niestety karetka na sygnale. Cóż to za święto lasu? Ano dyniogłowi postanowili odwiedzić nasz szanowny kraj po raz kolejny. Czy warto było czekać?

Ale zacznijmy od początku. Patrząc na spory tłumek pod Stodołą myślałam, że dam spokojnie moim stopom odmarznąć. Wszystko poszło wyjątkowo sprawnie i nawet kolejka do szatni prawie biegła do przodu zamiast stać. W tak zwanym międzyczasie można było zajrzeć do sklepiku z koszulkami i napotkać przesympatycznego Markusa Grosskopfa kręcącego się w pobliżu punktu rejestracji doktorów Steinów (napisanych z błędem). Muzyk chętnie (jak zwykle) rozdawał autografy, robił sobie zdjęcia z fanami i zamieniał z nimi po parę słów.

Pierwszy na scenę wszedł Avatar. Występ nie był jakimś szaleństwem i wyjątkowo emocjonującym wydarzeniem. Ale przynajmniej publika odtajała. A ci, którzy nie mieli ochoty podziwiać ich na żywo pili sobie piwko.

Bez dłuższego przestoju scenę przywłaszczył sobie Stratovarius. Panowie spowodowali natychmiastowe zapełnienie się sali i krzyki rozentuzjazmowanych fanów były słyszalne pewnie i 3 ulice dalej. Timo Kotipelto złapał świetny kontakt z widownią, wysilił się również na krzyknięcie kilka razy "Warszawa". Cały występ był bardzo energetyczny, głośny i taki jak być powinien. Publika była ukontentowana do tego stopnia, że nie chciała wypuścić zespołu ze sceny. Tyle, że wszystko co dobre szybko się kończy. Co ciekawe i chyba nieco niezrozumiałe dla recenzentki, po zakończeniu występu wielu fanów... zmyło się do domu. A przecież główna atrakcja miała dopiero wejść na scenę. Widocznie Polsat oferował na ten wieczór lepsze atrakcje.

Tak więc supporty w końcu minęły i zaczęło się radosne czekanie na gwiazdę wieczoru. Zespół wywoływany krzykami, śpiewami i tupaniem całej sali fanów w końcu wkroczył na scenę. Bez zbędnej kurtuazji panowie zaczęli od ciężkiego, ostrego i nowego "Are You Metal?". Kawałek rozpalił do czerwoności publikę, która dzielnie śpiewała razem z Derisem. Następnie pewien zespół na H zaprezentował połączenie znanych, kultowych i absolutnie koncertowych kawałków, które zna każdy fan jak i nowości z "7 Sinners". Te ostatnie różniły się dość znacząco od repertuaru starego, pozytywnego Helloweena. Ale trzeba oddać cesarzowi co cesarskie. Na żywo brzmiały obłędnie. A i publice nie były zupełnie obce. Chociaż i tak największy entuzjazm oczywiście wzbudziły stare, sprawdzone numery, takie jak: "Eagle Fly Free", "Keeper of The Seven Keys" (w kawałku), "Power", czy "March of Time".

Wokalista najwyraźniej w bardzo dobrym humorze (być może pomogła woda rozmowna ;)  ) co chwila zaczepiał publikę, chwalił ją, zachęcał i zmuszał do śpiewania (a tego właśnie bardzo mi brakowało na poprzednim koncercie). Pokusił się nawet o świński żart. Przy "I Want Out" zgromadzeni w Stodole fani wprawili ściany w drganie krzycząc "out!", ale już przy "Future World" dach był niebezpiecznie blisko zawalenia się.

Myślę, że tak żywiołowej, entuzjastycznej i wspaniałej publiki jak tu, zespół mógłby szukać ze świecą, albo mikroskopem pożyczonym od doktora Steina. Wszystkie piosenki, czy pogadanki, albo inne solówki były oklaskiwane, okraszane falą wycia i wiwatów.

Dwa finałowe numery, całkowicie mnie rozbroiły. Wspaniałe wykonanie, genialna energia. Szczególnie podczas "Dr Stein" na którym to 9 szczęśliwców przebranych za tytułowego doktorka znalazło się na scenie wraz z zespołem. Jeden z nich nawet posiadał czapkę mikołaja (w końcu idą święta) i pomimo dokuczania Derisowi został wyprzytulany tak, aż mu oczka na wierzch wyszły. Ba! Nawet Gestner wręczył mu gitarę do potrzymania!

Podobno stołeczna publika pobiła rekord doktorów, bo do tej pory najwięcej w jednym miejscu zgromadzono 8. No cóż, zawszę uważałam, że nie ma to jak fani z Polski.

Koncert był absolutnym zjawiskiem, Helloween po raz kolejny potwierdził swoją klasę i miłość do fanów. To był wspaniały wieczór i mam szczerą nadzieję, że panowie nie każą nam czekać na siebie kolejnych pięciu lat.

Tracklista Helloween:

Are you metal?
Eagle Fly Free
March of Time
Where the Sinners Go
Steel Tormentor
I'm Alive
You Stupid Mankind
Forever and One (Neverland)
A Handful of Pain
I Want Out

Bisy:
Future World
Dr Stein


Julia Kata

Hard Truth Coco Montoya

Coco Montoya po raz kolejny udowadnia, że nie trzeba być wybitnym gitarzystą, by stać się topowym bluesmanem.

Gramy dalej

7 /10
Atonement Immolation

Są piłkarze, których lubię, a których kariery układały się różnie. Jedni błysnęli za młodu, ale nigdy nie potwierdzili drzemiącego w nich...Gramy dalej

8 /10
Obituary ocena 8
Obituary
Gatunek: Death metal
Lost In Paris Blues Band
Gatunek: Blues rock
Emmure ocena 8
Look at Yourself
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie

POZOSTAŁE

Sięgnij po sławę - 25 porad

25 porad dla wszystkich myślących o profesjonalnej karierze muzycznej.

Gramy dalej
Disperse, Retrospective - 12.03.2017 - Rzeszów

Ostatnim przystankiem na zakończonej w niedzielę trasie zespołów Retrospective i Disperse był Rzeszów. Na scenie Vinyl Clubu wystąpił również Ayden.

Gramy dalej
Antimatter - 12.03.2017 - Katowice

W niedzielę w Katowicach, na pierwszym z trzech koncertów w Polsce wystąpiła formacja Antimatter.

Gramy dalej
Blues Pills - 4.03.2017 - Kraków

Dowodzony przez zjawiskową Elin Larsson, Blues Pills wrócił do Polski z kolejnymi koncertami. Jeden z nich odbył się w krakowskim Kwadracie.

Gramy dalej
Sabaton, Accept - 3.03.2017 - Kraków

Kolejne święto heavy metalu za nami. Kto jeszcze parę lat temu wieszczył rychły koniec klasycznego grania, ten już wie, w jak dużym był błędzie.

Gramy dalej