Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Mike Lewis (Lostprophets)

Mike Lewis (Lostprophets)

Przed koncertem Lostprophets w berlińskim klubie Huxleys Neue Welt udało nam się porozmawiać z Mikem Lewisem, gitarzystą zespołu.

11 maja 2012. Berlin tonie w ostatnich promieniach upalnego słońca. W oddali widać tourbus Lostprophets, a ja stoję przed ciężkimi drzwiami prowadzącymi na backstage. W venue Huxley’sa powitał mnie półmrok oraz spokojna twarz Mike’a Lewisa. Szybkie podanie dłoni, wymiana uśmiechów i w ten sposób rozpoczęło się miłe kilkanaście minut spędzonych na rozmowie przy uchylonych drzwiach i siąpiącym już deszczu.

Najnowszy album Lostprophets ukazał się 2 kwietnia 2012. Przez krytyków uznany za “świeży powrót do korzeni", spotkał się z gorącym przyjęciem ze strony fanów zespołu czekających dwa lata na nowy krążek. Zespół nie pozwolił jednak o sobie zapomnieć ani na chwilę, zaczynając trasę koncertową jeszcze przed wydaniem tego materiału.

Bogactwo czy powodzenie u kobiet?


Wolałbym być po prostu szczęśliwy.


Ulubiony dźwięk?


Cisza.


Kolacja z blondynką czy śniadanie z brunetką?


Kolacja.


Pierwsza myśl po przebudzeniu?


Zastanawiam się czy moja córka już wstała.


Jeśli nie byłbyś członkiem Lostprophets, to byłbyś...


Międzynarodowym super-szpiegiem.


Jeśli miałbyś wybrać jeden album, którego miałbyś słuchać do końca życia, byłby to...


The Clash “London Calling".


Masz szansę spędzić dzień z kimś kto nie żyje. Kto to taki?


Perkusista Clash. Chociaż nie. Czekaj. Odwołuję. Jest masa bardziej interesujących ludzi. Może Winston Churchill?


Wolałbyś być głuchy czy ślepy?


Głuchy.


No to teraz, bardziej poważnie. Jak zacząłeś grać?


Miałem jakieś trzynaście lat. Byłem zakochany w Metallice i Megadeth. Chciałem nauczyć się grać jak James Hetfield, więc kupiłem gitarę i “The Black Album", a potem siedziałem i uczyłem się jak grać piosenkę po piosence.


Opowiedz mi o swojej obecnej gitarze.


Na dzień dzisiejszy moją główną jest Ampeg Dan Armstrong, zrobiona z pleksi. Bardzo interesująca.


Masz nadal gitarę marzeń?


Nie, w sumie już nie. Zawsze chciałem mieć jedną z tej serii. Marzyła mi się taka oldschoolowa, ale kupiłem reedycję, ponieważ miała lepszy mostek. Nawet jeśli to nie jest do końca gitara moich marzeń, to jest bardzo blisko tego miana.


Co cię inspiruje do pisania?


Wszystko. Może być to, że usłyszysz nowy album - wiadomo, nie tyle, że chcesz tworzyć muzykę, która brzmi podobnie, ale sam fakt nowych dźwięków po prostu sprawi, że stajesz się kreatywny. Czasami zobaczenie jakiegoś filmu podkręca tę iskrę twórczości w tobie. Uwielbiam przypatrywać się ludziom. Po prostu kocham. Dzisiaj na przykład spędziłem godzinę w jednej z kawiarenek Hackescher Markt obserwując tylko przechodzące postaci. Różne rzeczy mnie inspirują. Po prostu życie.


Opisz swoją muzykę w pięciu słowach.


Energetyczna. Emocjonująca. Agresywna.


*długa chwila ciszy a potem śmiech*

Żywa. Nie wiem. Poddaję się.


Zdradź mi sekret związany z “Weapons".


Nawet nie wiem czy jakiś istnieje.


*dłuższa cisza*

Ciężkie pytanie, co?


Całkiem, ponieważ nie sądzę, aby był jakiś sekret. Na “Better Off Dead" planowaliśmy zaprosić kogoś do rapowania niektórych fragmentów, ale skończyło się na tym, że Ian to zrobił. Może to nie sekret, ale to jedyna rzecz, która przychodzi mi do głowy i wydaje mi się w miarę interesująca.


Czy kiedykolwiek się kłócicie jak dany fragment utworu powinien brzmieć?


Cały czas.


Kreatywny proces?


Tak. To jest coś, co sprawia, że on jest kreatywny. Sądzę, że pomysły muszą być kwestionowane, krytykowane, aby wyjść z bezpiecznej strefy i by były jeszcze lepsze niż na początku.


Czy jest jakaś piosenka z “Weapons", której nie planujecie zagrać na żywo?


Póki co i tak nie gramy dużo z nowego materiału. Wydaje mi się, że tylko cztery utwory są na set-liście. Mam wrażenie, że “Somedays". Może, gdzieś, kiedyś, ale póki co nie jestem sobie w stanie wyobrazić nas grających ten kawałek na żywo.


Najtrudniejsza piosenka jaką napisaliście do tej pory?


Było ich już trochę. Zwykle te, które się ciężko pisze nie trafiają na płytę. Nigdy nie są wystarczająco dobre. To, co znajdziesz na krążku było najłatwiejsze w tworzeniu, niektóre z nich nawet pisały się same. Przy “Weapons" mieliśmy kilka piosenek, które nie znalazły się na płycie, bo właśnie były trudne do dopracowania.


Piosenka, z której jesteś najbardziej dumny?


Prawdopodobnie “Can’t Catch Tomorrow" [z płyty  "Liberation Transmission"]. Ponieważ napisałem jej większość. Wydaje mi się, że bardziej interesuję się punkiem niż reszta chłopaków i ten kawałek ma w sobie wiele z mojego charakteru.


Co robisz, kiedy nie jesteś w trasie?


Surfuję, gram w piłkę nożną, piszę muzykę, spędzam czas z rodziną. Przeciętne rzeczy.


Pięć rzeczy, które zawsze zabierasz ze sobą w trasę? Telefon i komputer się nie liczą.


Najwięcej bielizny jak się tylko da, aby oszczędzić sobie prania. Fa Breeze. Ładowarka. Zawsze mam przy sobie aparat i przynajmniej jedną książkę. Masa nudnych rzeczy.


Czy kiedykolwiek zapomnieliście o kimś podczas trasy?


Prawdę powiedziawszy to nawet ostatnio. Byliśmy na stacji benzynowej i Ian wysiadł, ale nikt o tym nie wiedział i odjechaliśmy bez niego. Wydaje mi się, że kilka lat temu, w Stanach Zjednoczonych zostawiliśmy kogoś również na stacji i musieliśmy po niego wracać. Z tego co pamiętam, był to któryś z technicznych.


Kto sprawia najwięcej kłopotów?


*dłuższa cisza*

Sądzę, że Lee. Może, ale tak naprawdę, to wszyscy. Bo jeśli ktoś jest sam, to z reguły jest spokojny. Kiedy jesteśmy razem i jeden drugiego prowokuje do zrobienia czegoś, to zwykle kończy się tym, że razem wpadamy w tarapaty.


Najciekawsza część życia w trasie?


Wejście na scenę i granie w ciekawym mieście po raz pierwszy. Granie jest niesamowite, ale to stała i oczywista część dnia. Jednak kiedy jesteś w nowym miejscu, czy wracasz do miasta, które kochasz, to zupełnie inna bajka. Osobiście uwielbiam Berlin. Za każdym razem, kiedy tu jesteśmy, staram się gdzieś wyjść, coś zrobić, zobaczyć coś nowego. Czasami ci nie zależy, po prostu siedzisz i nic ci się nie chce, ale z drugiej strony, kiedy odwiedzasz taki Paryż, Berlin czy Moskwę, jedne z najlepszych miast świata, to po prostu nie możesz usiedzieć na miejscu.


Jeśli mógłbyś cofnąć czas, wybrałbyś inną ścieżkę kariery?


Nie. Nigdy. Zawsze chciałem być muzykiem. Uważam się za szczęściarza pod tym względem.


Jak widzisz siebie za dziesięć lat?


Nie wiem. Może ciągle robiąc to samo?


Nie czujesz się czasami zmęczony?


Zdarza mi się. Ale robię to od dwunastu lat, może nawet trochę dłużej, więc w sumie już się przyzwyczaiłem. Teraz jest trochę inaczej, ponieważ mam rodzinę. Nie zmienia to jednak faktu, że to co robię, jest tym czym zawsze chciałem się zajmować. Jeśli nie to, to może coś innego, związanego z muzyką? Nie mam pojęcia.


Najbardziej niezapomniany koncert na którym byłeś?


Zapewne koncert Pantery, kiedy byłem jeszcze dzieciakiem. Miałem jakieś piętnaście lat i wyszedłem z niego zbierając żuchwę. Można powiedzieć, że wszystko się po nim zmieniło.


Najlepszy koncert, który zagraliście?


Prawdopodobnie bycie headlinerem Download Festival w Wielkiej Brytanii, jakieś cztery lata temu. Może to nie był najlepszy koncert. Jednak moment, kiedy jesteś jedną z głównych gwiazd takiego festiwalu i to, co działo się w tym czasie sprawiło, że to wszystko było naprawdę niezapomniane.


Co byś powiedział komuś kto dopiero zaczął grać na gitarze?


Trzymaj się tego. Pamiętam, że kiedy ja zaczynałem, byłem święcie przekonany, że to łatwizna. Kupiłem byle jaką gitarę i takiej samej jakości wzmacniacz. Myślałem, że jak tylko podłączę sprzęt do prądu i pobrzdąkam trochę to będę grać jak na “Master of Puppets" Metalliki. Oczywiście tak nie było. Po prostu się nie poddawaj. Fakt, może trochę potrwać, zanim wyczujesz co i jak, ale kiedy ten moment nastąpi wszystko się zmieni. A potem będzie już tylko niesamowicie.


Jak byś przedstawił Lostprophets komuś, kto nie zna waszej muzyki?


Po prostu posłuchaj. Nienawidzę opisywać mojego zespołu czy ogólnie muzyki. Każdy interpretuje ją w inny sposób. Ja słyszę inaczej, ty słyszysz inaczej. Nie toleruję  narzucania ludziom sposobu w jaki mają odbierać muzykę. Obojętnie czy to jest moja, czy kogoś innego. Musisz sprawdzić i przekonać się samemu.
 

Aleksandra Twardowska
Zdjęcia:
Aleksandra Twardowska i Jagoda Ferenc

GALERIA
Zaklęty krąg Cugowscy

Krzysztof Cugowski jest na polskiej rockowej scenie od zawsze, zaś jego dwaj synowie Piotr i Wojciech od prawie zawsze, ale po raz pierwszy wspólnie...Gramy dalej

8 /10
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
CETI ocena 9
Snakes of Eden
Gatunek: Heavy metal
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie