Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Dawid Lewandowski, Marcin A. Steczkowski (Minimatikon)

Dawid Lewandowski, Marcin A. Steczkowski (Minimatikon)

Tym razem z Dawidem Lewandowskim i Marcinem A. Steczkowskim nie rozmawiałem na temat Orange The Juice. A przynajmniej nie był to główny temat wywiadu. Skład ich macierzystego zespołu - pod szyldem Minimatikon - zajął się bowiem nagraniem ścieżki dźwiękowej do niemego filmu "Gabinet Doktora Caligari".

Wydaliście w końcu soundtrack do "Gabinetu Doktora Caligari". Pierwsze informacje o jego powstawaniu pojawiły się chyba jakieś trzy bądź cztery lata temu. Czy pamiętasz jak ten materiał powstawał, jaka jest jego geneza i jakie metamorfozy przechodził?


Jak moglibyśmy zapomnieć ! To była nasza wielka przygoda z muzyką filmową. Razem z Marcinem usiedliśmy do niej pewni i doświadczeni, z misternie utkanym planem działania. A przynajmniej tak nam się wtedy wydawało  Pamiętam, że mieliśmy mało czasu, a za plecami "sapał" termin koncertu w związku z Nocą Muzeów. Przychodziliśmy do sali prób jak na pierwszą zmianę w hucie, około 7:00 rano. Graliśmy we dwóch różne motywy, oglądaliśmy film ze wszystkich możliwych stron, aż z czasem wydawał się nie być niemy (śmiech). Powoli, pomiędzy krótkimi przerwami obiadowymi klarowała się nasza wizja. Później dołączyła do nas reszta radosnego kolektywu i wspólnie wygładzaliśmy nasz postrzępiony szkic. Było naprawdę mało czasu. Nie pamiętam ile dokładnie, ale na premierę nie potrzebowaliśmy charakteryzacji. Mimo początków anemii projekcja wypadła super, a my nabraliśmy apetytu. W niedługim czasie zajęliśmy się nagraniami w małym studiu Marcina. Większość materiału nagrywaliśmy na "setkę", wszystko trwało jedną noc (!), nie licząc mozolnych, cierpkich godzin spędzonych nad materiałem w poszukiwaniu szczegółów. W tym jesteśmy wytrwali do granic możliwości. Potrafimy spędzić godziny nad jakimś kilkusekundowym motywem. Czasami to bywa dość uciążliwe. Niektórzy nazywają to nerwicą natręctw (śmiech). Tak to wyglądało w wielkim skrócie. Teraz przyjemnie jest popatrzeć na efekt końcowy. Słucha się tego równie dobrze, ale wierz mi, że znamy to na wylot.


No tak, ciężko zapomnieć o naszym "Doktorze". Z jednej strony soundtrack do tego filmu jest formalnie utkaną strukturą, a z drugiej zaś zostawiliśmy pole manewru dla szalonego kolektywu, który okrasił niemalże zamknięte formy improwizacją. Myślę, że właśnie takie podejście do komponowania wyróżnia tę ścieżkę dźwiękową spośród innych. Oczywiście uwielbiamy szaleć w improwizacyjnym pląsie, ale właśnie regułą w muzyce dedykowanej filmom niemym jest improwizacja - a my chcieliśmy podejść do tej materii po prostu inaczej, nie jak taper-pianista. Natomiast to, co zaproponowaliśmy jako soundtrack to nie tylko zbiór utworów wykorzystanych w filmie. Można tam usłyszeć surrealistyczne maszyny do pisania, dźwięki z wnętrza płuc lunatyka, jarmark, ptaków śpiew, strach podczas morderstwa, a nawet szpital psychiatryczny. Tak naprawdę płyta "The Cabinet of Dr. Caligari - Soundtrack" jest niemalże odzwierciedleniem 1:1 tego, co dzieje się w filmie. Zatem polecam eksperyment: wygodny fotel, godzina wolnego czasu i odsłuch płyty.
Co widzisz ... ?


Czy tworząc muzykę do "Gabinetu…" słuchaliście ścieżki dźwiękowe autorstwa Art Zoyd czy Popol Vuh? To zespoły, które również zasłynęły stworzeniem bardzo poruszających soundtracków do niemych filmów…


Nic nie zakłócało naszych wizji. Usiedliśmy nad filmem z czystymi kartkami papieru i otwartymi głowami. Ja nawet nie kojarzę soundtracków, o których mówisz, ale nie jestem ignorantem i z pewnością niebawem posłucham.


Podeszliśmy do materiału "na świeżo". Skupiliśmy się po prostu na ilustracyjnym charakterze muzyki. Nie zastanawialiśmy się nad tym, czy korzystać ze sprawdzonych w przyrodzie sposobów na podbijanie emocji. Nie ukrywam, że nie słyszałem wymienionych przez Ciebie soundtracków. Niestety moja ignorancja sięga czasami zenitu, co ma oczywiście swoje dobre i złe strony. Na pewno pozytywnym aspektem ignorancji jest (wbrew pozorom) koncepcyjna tabula rasa.


Zakończenie filmu jest otwarte. Jak Ty je odbierasz?


Dla mnie najbardziej spójna wersja zakończenia to ta, w której wszystko okazuje się urojeniami Francisa. Pamiętam, że byłem zaskoczony, ale utwierdziłem się w tym przekonaniu na tyle mocno, że nic innego mnie nie przekonuje. Zgodzę się, że można wysnuć co najmniej trzy teorie spiskowe, jednak koniec z szaleństwem jest po prostu najfajniejszy. Podobało mi się, że film okazał się nie pierwszym horrorem jak to jest często określane, a raczej thrillerem psychologicznym co dodatkowo pięknie koreluje z surrealistycznym światem filmu. Do dziś powstają tytuły oparte na tym pomyśle, np. "Shutter Island".


Tak jak cały ekspresjonizm w nurcie fantastycznym - obłęd i tajemniczość. Rzeczywiście - zakończenie jest otwarte. Czy Francis od początku był chory psychicznie? Czy jednak Caligari wyplątując się z sieci oskarżeń zamknął Francisa w szpitalu jednocześnie obarczając go winą? Czy może jednak Francis był słaby psychicznie i morderstwo, śmierć przyjaciela (Alana) i porwanie ukochanej spowodowały, że oszalał i trafił do szpitala na wiele lat - sprawa ucichła, świat zapomniał o Caligarim a ten wymknął się i jako nowa persona zaczął zarządzać szpitalem? Co stało się z lunatykiem Cesar? Pytań jest wiele, a domniemanych odpowiedzi jeszcze więcej.


Wspomnieliście o "Shutter Island". Z podobnych filmów mogę wymienić "Zagubioną autostradę" czy "Mechanika", gdzie rzeczywistość miesza się ze snem.


Albo "Beautiful Mind" choć tu scenariusz napisało życie, "Sierociniec" czy "Labirynt Fauna" no i oczywiście Freddy Krueger z ulicy Wiązów…(śmiech).


A ja wymienię (raczej jako dygresję do pytania) "Zakochani widzą słonie" (reż Dagur Kari Petursson), "Restart" (prod. Czechy / Finlandia).. i dorzucę krótkie metraże: "L"Accordeur" (reż Treneir Olivier) "Naklilugu" (reż Heleri Saarik)...


Czy pisząc muzykę staraliście się oddać potencjalne szaleństwo głównego bohatera? Czy Waszym zamysłem była pewna interpretacja tej historii?


No właśnie, potencjalne. Środki kompozycji, które miałyby oddać szaleństwo bohatera są dostępne praktycznie "od ręki". Jeśli chodzi o potencjalne szaleństwo - jest to aspekt, przy którym trzeba zatrzymać się na dłużej, żeby sprecyzować jak miałoby ono brzmieć. Szaleństwo potencjalne tkwi z reguły w postaciach, które targane są namiętnościami oraz wyrastają ponad przeciętność. W postaciach, których umysły są wrażliwe czy wręcz kontemplacyjne. Może to właśnie obłęd (lub potencjalne szaleństwo) jest oznaką bogactwa wewnętrznego takich postaci? Oczywiście, w swoisty, naturalny sposób dokonaliśmy interpretacji (muzycznej) historii domniemanego (lub rzeczywistego) obłędu - nie chcieliśmy jednak doszukiwać się klarownego sensu i przedstawiać go w opiniotwórczy sposób. Dlatego też nasza interpretacja nie jest werdyktem. Jest otwarta.


Pięknie to ująłeś. Cóż, chcieliśmy po prostu żeby muzyka była tłem dla obrazu, a nie środkiem narzucającym naszą interpretację. Są zatem sceny gdzie celowo zaciągamy lejce nie podnosząc w oczywisty sposób emocji. Moim zdaniem wpływa to na głębsze przeżywanie tego co dzieje się na ekranie, i właśnie taki był jeden z naszych celów. Choć nie ukrywam, że czasami chcemy po prostu nastraszyć widza. (śmiech)


Czy chcielibyście napisać muzykę jeszcze do jakiś filmów? Jakiego typu obrazy w szczególności Was poruszają i inspirują?


Chętnie, ale w pewnym sensie zawsze było tak, że to filmy przychodziły do nas same, a my nie musieliśmy ich wybierać. Oczywiście nie oznacza to, że teraz biernie czekamy. Chodzą nam po głowach różne pomysły. Ja osobiście miałbym ochotę na jakąś animację, najlepiej suitę z kilku luźno powiązanych, krótkometrażowych filmów. Zobaczymy. Póki co mamy pewien film w zanadrzu. Jeśli wszystko ułoży się po naszej myśli w niedługim czasie będziemy mogli pochwalić się nowym wydawnictwem, choć nie wiem czy określenie "nowy" jest adekwatne, bo mowa o epizodzie jeszcze przed Caligarim, musimy po prostu odkurzyć kilka półek z nutami w naszych głowach.


Przez cały czas ilustrujemy muzycznie otaczający nas świat. Napisanie muzyki do filmu jest więc w naszym przypadku miłą formalnością (śmiech).


Korzystając z okazji nie mogę nie zapytać Was o nowy album Orange The Juice


Dobre pytanie. Znasz może datę premiery? Ha ha ha… A tak zupełnie na poważnie to szukamy pomysłu na miks, czy raczej koncepcji jak to zrobić, kto powinien to zrobić itd. Wierz mi, że to naprawdę skomplikowany materiał z mnóstwem niuansów, skrajności, smaków i kolorów. W zasadzie można z nim pójść w prawie każdym kierunku. Dlatego trudno oddać go w czyjeś ręce nie ryzykując zgrzytu. Rozpatrujemy różne możliwości, skłaniając się jednak powoli do samodzielnej pracy. Koniec końców nikt nie zna tego materiału lepiej od nas i nikt nie potrafi czytać w naszych myślach. Z drugiej strony, świeży umysł mógłby wnieść zaskakująco orzeźwiającą bryzę. Jak widzisz nie brak dylematów, ciężko stwierdzić jednoznacznie co będzie najlepsze. Tak czy siak, chcemy ten temat zamknąć możliwie najszybciej, znaleźć wydawcę i rozpocząć nowy etap w biografii Orange The Juice.


Myślę, że Dawid wymienił wszystkie aspekty i dylematy... Mogę tylko dodać, że materiał na nową płytę jest łatwy, przyjemny, przebojowy oraz zaspokoi szerokie grono odbiorców.


Jacek Walewski

Wild World Bastille

Przy okazji słuchania drugiej płyty Bastille doszedłem do wniosku, że chyba nigdy nie zrozumiem zwyczajów zakupowych współczesnych fanów muzyki....Gramy dalej

7 /10
Ostatnia rodzina - muzyka z filmu Różni Wykonawcy

"Ostatnia rodzina" to jeden z najgłośniejszych filmów ostatnich miesięcy, który trafi do kin pod koniec września. Z kolei dwa tygodnie temu premierę...Gramy dalej

7 /10
Soilwork ocena 8
Death Resonance
Gatunek: Melodic death metal
In Flames ocena 7
Sounds From the Heart of Gothenburg
Gatunek: Melodic death metal
Bad Vibrations
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie