Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Tosin Abasi (Animals As Leaders)

Tosin Abasi (Animals As Leaders)

Tosin Abasi reprezentuje nowe pokolenie wirtuozów gitary. Wraz ze swoim zespołem Animals As Leaders udowadnia, że metal może być naprawdę wolny od uprzedzeń.

Czy sztuka tworzenia technicznej gitarowej muzyki instrumentalnej odchodzi do lamusa? Od czasu triumfu takich gwiazd, jak Steve Vai, Joe Satriani i Yngwie Malmsteen, nie rozbłysły wystarczająco jasno żadne inne gwiazdy tego gatunku. A zatem czy muzyka instrumentalna ma jeszcze szansę zaistnieć? Okazuje się, że tak. I do tego ma się całkiem dobrze. Dowodem na to jest Tosin Abasi, założyciel i gitarzysta prowadzący grupy Animals As Leaders, który może na nowo zainspirować młode pokolenie gitarzystów technicznych. Nawet sam Steve Vai powiedział kiedyś w wywiadzie: "Kiedy po raz pierwszy usłyszałem Animals As Leaders, byłem pod dużym wrażeniem. To twórcza, ciężka i pełna wirtuozerii muzyka gitarowa. Uważam, że to przyszłość muzyki instrumentalnej. Ci faceci są niesamowici".

Połączenie wielkiego talentu, oryginalności i ciężkiej pracy sprawiło, że dwudziestoośmioletni Tosin zdecydowanie wyróżnia się na tle młodego pokolenia gitarzystów. Jest otwarty na różne gatunki muzyczne i wciąż poszerza swoje środki muzycznej ekspresji. Wraz z drugim gitarzystą w zespole, Javierem Reyesem, łączy jazz z elementami muzyki elektronicznej i progresywnym metalem. Na najnowszej płycie zespołu Animals As Leaders, zatytułowanej "Weightless", można posłuchać brzmień, które ci dwaj gitarzyści razem wyczarowali. Czas porozmawiać z Tosinem i dowiedzieć się o nim czegoś więcej...

Kto zainspirował cię do sięgnięcia po gitarę?


Zacząłem grać na gitarze w okresie popularności alternatywnego rocka. Nie wiedziałem zbyt wiele na temat innych gatunków muzyki. Słuchałem tego, co nadawała lokalna stacja radiowa i MTV. Uczyłem się grać kompozycje, które tam słyszałem, czyli kawałki Nirvany, Smashing Pumpkins i Green Day. Miałem wtedy dwanaście lat. Z czasem zacząłem słuchać innej muzyki, której nie nadawano w radiu i do której trochę trudniej było dotrzeć. Zacząłem się rozwijać w innych kierunkach.


Kto zainspirował cię do doskonalenia umiejętności technicznych?


Dla mnie najważniejszym zespołem był Dream Theater, szczególnie jego wczesna twórczość, na przykład "The Ytse Jam". To był materiał instrumentalny z pewnymi neoklasycznymi motywami. Znalazło się w nim sporo nieszablonowych podziałów rytmicznych, co sprawiło, że ta muzyka była bardziej skomplikowana technicznie niż wszystko, czego wcześniej słuchałem. Dream Theater pozwolił mi wejść na wyższy poziom muzycznego rozwoju. Później zacząłem się interesować gitarzystami solowymi - słuchałem Tony’ego MacAlpine’a, Yngwiego Malmsteena i Planet X.


Uczyłeś się sam czy brałeś lekcje gry?


Jestem samoukiem. Uczyłem się, obserwując i naśladując innych gitarzystów. Nauczyłem się bezbłędnie odtwarzać czyjąś grę, patrząc na palce danego muzyka. Później odkryłem lekcje gry na video: REH i Hot Licks. Instruktorami byli długowłosi metalowcy z lat 80. i 90. Kupowałem kasetę wideo i oglądałem ją aż do zdarcia. Ciągle przewijałem i wracałem do fragmentów, które chciałem rozpracować. Mniej więcej po miesiącu kupowałem kolejną kasetę i cały proces zaczynał się od nowa. Tak właśnie doskonaliłem swoje umiejętności techniczne.


Później postanowiłeś pójść do szkoły muzycznej. Twój wybór padł na Atlanta Institute Of Music. Dużo się tam nauczyłeś?


Po pierwsze przekonałem się, że jako muzyk muszę się pozbyć wielu ograniczeń. Miałem już dziesięcioletnie doświadczenie w grze i wypracowałem sobie niezłą technikę, oglądając lekcje na wideo. Brakowało mi jednak teorii, nie miałem podstawowej wiedzy na temat harmonii, takiej jak choćby budowa akordów. Nie umiałem też czytać nut. W tej szkole miałem okazję wszystkie te zaległości nadrobić. Zdobyłem wiedzę, która pozwoliła mi stać się profesjonalnym muzykiem. Dowiedziałem się, co to jest triada, co to jest alteracja, dominanta itd., a także jak każdy element aranżu wpływa na inne i jaką odgrywa rolę. Nauka w Atlanta Institute Of Music pozwoliła mi spojrzeć na gitarę inaczej, zacząłem mieć większą kontrolę nad instrumentem.


Czy wcześniej grałeś tylko w zespołach metalowych?


Tak. Byłem gitarzystą metalowym. Gdy ktoś poprosił mnie o zagranie ballady jazzowej lub czegoś w tym rodzaju, stawiał mnie raczej w kłopotliwej sytuacji. I nagle zdałem sobie sprawę, że jest jeszcze mnóstwo rzeczy, nad którymi muszę popracować.


Czy fascynacja jazzem wpłynęła na twój styl gry? Czy grając inaczej, dobierasz teraz nuty?


Zdecydowanie tak. Jazz miał na mnie ogromny wpływ, przede wszystkim ze względu na znacznie bardziej rozbudowaną harmonię, co przejawia się między innymi w bogactwie interwałów. Dla mnie jazz to przede wszystkim bardzo śmiała melodyjna ekspresja, szczególnie jeśli chodzi o post- -bop. W metalu dużo współbrzmień jest osadzonych w bezpiecznych i przewidywalnych obszarach. W jazzie dobór dźwięków jest zupełnie odmienny, inne są harmonie, aranżacje i melodie, dzięki czemu moje uszy otworzyły się na zupełnie nowe i nieznane mi wcześniej doznania dźwiękowe. Teraz w ogóle o tym nie myślę. Po prostu jazz stał się częścią mojego stylu gry, inaczej podchodzę też do tworzenia własnych solówek. Na przykład, kiedy gram akord, zwracam uwagę na to, co dzieje się z każdym jego składnikiem. Tworząc melodię, zawsze myślę o dźwiękach stanowiących dla niej tło. Bardzo lubię takie niuanse i dwuznaczności brzmieniowe.


Którzy gitarzyści jazzowi byli dla ciebie największą inspiracją?


Moim numerem jeden, jeśli chodzi o gitarę jazzową, jest Allan Holdsworth. Jego styl można określić jako jazz fusion, choć to, co gra, jest niezależnym gatunkiem samym w sobie. Jeśli chodzi o konwencjonalny jazz, na pewno duży wpływ miał na mnie Kurt Rosenwinkel. Gra modern jazz. Właśnie słuchając jego albumu "The Next Step", zakochałem się w jazzie. Kolejnym gitarzystą grającym modern jazz w stylu bebop jest Adam Rogers. Bardzo podobają mi się jego kompozycje. Studiował grę na gitarze klasycznej, ma więc zupełnie inne korzenie.


Grupa Animals As Leaders jeździła w trasę z wieloma zespołami metalowymi. Czy uważasz, że statystyczny fan grupy niekoniecznie musi być miłośnikiem metalu?


Owszem, nasza muzyka ma w sobie elementy metalowe, ale zawiera też dużo elementów z innych gatunków. Myślę, że na tym etapie nie można określić naszej muzyki mianem stricte metalowej. Wprawdzie są wśród naszych fanów osoby, dla których jesteśmy najcięższym zespołem, jakiego słuchają, ale uważam, że nasi fani są otwarci, bo tworzymy muzykę, która jest wyzwaniem dla słuchaczy. Są to osoby, które nie mają nic przeciwko słuchaniu muzyki bez wokalisty, i to w dodatku w dziwacznym metrum.


Wytwórnia Prosthetic Records zaproponowała ci nagranie płyty solowej. Wtedy grałeś jeszcze w metalowym zespole Reflux. Dlaczego im odmówiłeś?


To było, zanim podjąłem studia na Atlanta Institute. Nie byłem gotowy na takie wyzwanie. Tworzenie muzyki bez linii wokalu w typowym zespole rockowym to nie było to, czego oczekiwałem. Nie byłem pewny, czy sobie poradzę. Czułem, że moja wiedza jest jeszcze ograniczona, i to był powód, dla którego zdecydowałem się iść do szkoły. Grałem w kapeli Reflux, zespół odnosił sukcesy, a ja już całkiem sporo umiałem jako gitarzysta. Ale słuchałem gry Holdswortha i nie rozumiałem, dlaczego wybiera on takie a nie inne nuty, i co się działo w tej muzyce poza warstwą techniczną. Zaczęło mnie to wkurzać. Chciałem jego muzykę (zresztą nie tylko jego) rozłożyć na czynniki pierwsze. Wiedziałem, że chcę grać na gitarze do końca życia i że muszę coś z tym zrobić, dlatego zapisałem się do Atlanta Institute. Gdy otrzymałem propozycję z wytwórni Prosthetic Records, uznałem, że nie jest to dobry moment na nagranie płyty solowej. Po szkole oczywiście nabrałem odpowiedniej pewności siebie i dzięki temu byłem już gotowy na nagranie takiej płyty.


Czym styl gry Javiera różni się od twojego? Uzupełniacie się?


Javier nie do końca sprawdza się w roli gitarzysty prowadzącego, choć gra bardzo czysto, za to jest świetny jako gitarzysta rytmiczny. Zaczynał na hiszpańskiej gitarze klasycznej, dlatego, gdy gra na ośmiostrunowym wiośle, nie ma problemów z kontrolowaniem każdej ze strun i potrafi je doskonale wytłumić. Zresztą sam zacząłem go naśladować w tym względzie. Już wcześniej razem graliśmy i muszę powiedzieć, że dobrze się uzupełniamy. Kiedy gram jakiś akord, on jest w stanie stworzyć jego inwersję, która go znakomicie uzupełnia. Moim zdaniem Javier jest świetny w swojej drugoplanowej roli.


Debiutancki album zespołu "Animals As Leaders" nagrałeś razem z Mishą Mansoorem z zespołu Periphery. On sam twierdzi, że wiele się od ciebie nauczył. Czy ty również się od niego czegoś nauczyłeś?


Misha jest niewiarygodnie utalentowany. Nigdy nie odebrał konwencjonalnego wykształcenia muzycznego, ale pomógł mi rozbudowywać harmonie o dodatkowe, pięknie prowadzone głosy. Byłem pod dużym wrażeniem jego umiejętności, które sprawiły, że potrafił tak szeroko zastosować harmonie, i to bez żadnej wiedzy teoretycznej. Misha jest też niezwykle muzykalnym kompozytorem. W formie demówek jego utwory nie przedstawiały zbyt dużej wartości. Kiedy jednak je skończył i dopieścił, zamieniły się w prawdziwe perełki. Mają niesamowity klimat i płyną lekko, zupełnie bez wysiłku. Nauczyłem się od niego wiele, jeśli chodzi o komponowanie. Pracował z wieloma znanymi zespołami i pisał dla nich materiał muzyczny. Często okazuje się, że nasz ulubiony fragment jakiegoś utworu wyszedł właśnie spod palców Mishy.


Materiał na wasz drugi album zatytułowany "Weightless" stworzyliście jako zespół. Jak wyglądał proces jego powstawania?


Ja cały czas tworzę muzykę, i to dosłownie za każdym razem, gdy tylko sięgam po gitarę. Dzięki temu zawsze mam w zanadrzu kilka gotowych riffów, wokół których można zbudować utwór. Kiedy więc zaczynamy nagrywać, wychodzimy właśnie od tych riffów. Materiał nagrywamy na oprogramowaniu Cubase, aranżujemy utwór na komputerze i tam dodajemy wszystkie warstwy, jakie chcemy.


W utworze "An Infinite Regression" mamy do czynienia z nowatorskim podejściem do techniki fingerstyle. Efektem tego jest brzmienie będące hybrydą gitary i basu. Jak udało wam się uzyskać coś takiego?


To długa historia, więc może zacznę od początku. Mój znajomy basista, Evan Brewer, gra w zespole The Faceless. Wydał też solowy album pod szyldem Sumerian Records. Dorastał w Nashville, skąd pochodzi też Victor Wooten. Victor ma starszego brata o imieniu Regi, który jest znany jako "Nauczyciel". Miał wielu uczniów i to on pomógł bratu opanować wszystkie techniki, które obecnie stosuje. Jedna z nich to właśnie technika, którą tu słychać. Chodzi o to, że kciuka używasz prawie jak kostki, zarywając strunę zarówno z góry na dół, jak i w odwrotnym kierunku. Następnie dodajesz palce wskazujący i środkowy - tak samo jak podczas gry tremolo na gitarze klasycznej. Dzięki temu można w bardzo efektywny sposób zagrać naprawdę gęsto upakowane dźwięki. Dodatkową korzyścią jest zróżnicowane brzmienie osiągane przez kciuk oraz pozostałe palce, co prowadzi do uzyskania dosyć perkusyjnego efektu. Evan nauczył mnie podstaw tej techniki, dzięki czemu rozwinąłem swoje umiejętności w obszarze gry klasycznej.


Można powiedzieć, że całkowicie opanowałeś techniczną stronę gry. Czy teraz zamierzasz skupić się na pracy nad feelingiem?


Tak. W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, jak ważne są inne (poza techniczną) strony gry na gitarze. W szkole poznałem Jimmy’ego Herringa. Obecnie gra on w zespole Widespread Panic, a także nagrywa albumy solowe. Wprawdzie jego styl można określić jako bluesowy, ale używa on w swojej grze dużo elementów bebopu. Kiedy po raz pierwszy usłyszałem grę Jimmy’ego, myślałem, że z wrażenia spadnę z krzesła. Jego wibrato i podciągnięcia są po prostu niesamowite. W jego grze można znaleźć niewiarygodne bogactwo artykulacyjne, pełne tych wszystkich niuansów, które są sednem dobrego stylu. Z biegiem lat coraz bardziej skupiam się na pracy nad własnym warsztatem i nad samodoskonaleniem się.


Uczysz też gry na gitarze. Co poradziłbyś młodemu gitarzyście, który chce się rozwijać? Poradziłbyś, żeby był otwarty na różne gatunki?


Mam nadzieję, że dobry gitarzysta słucha różnorodnych gatunków muzycznych. Z każdej muzyki można zaczerpnąć coś dla siebie. Być może blues nauczy cię lepszej ekspresji. Jeśli interesuje cię gra techniczna, to też dobrze, ale pamiętaj, żeby rozwijać się wszechstronnie. Nie musi nas inspirować koniecznie gitara, może to być także wokal - może nas zachwycić frazowanie, które można wpleść w partię na gitarę. A więc inspiracja może przyjść zewsząd.


Wielu spośród twoich fanów to muzycy. Czy nie masz wrażenia, że rośnie nowe pokolenie gitarzystów progresywnych?


Z całą pewnością. I myślę, że nasi fani to nie tylko nastolatki. Są wśród nich miłośnicy starszych zespołów progresywnych, choć na koncertach widzę głównie młodych ludzi w wieku poniżej osiemnastu lat. Ci naprawdę zainteresowani tym, co dzieje się w warstwie muzycznej, mają nawet czternaście, piętnaście lat. Jest to więc jak najbardziej następne pokolenie. Młody narybek interesuje się inteligentną i trudną muzyką, co napawa mnie dużym optymizmem na przyszłość.


Tekst: Robert Laing
zdjęcia: Adam Gasson

GALERIA
NieWolnOść Hunter

Dystans jaki oddziela dziś zespół Hunter od własnych nagrań z przełomu XX i XXI wieku jest trudny do zmierzenia. Kapela weszła w proces muzycznej...Gramy dalej

3 /10
Popestar Ghost

Jako jeden z nielicznych w redakcji naszego magazynu uparcie bronię Ghost.

Gramy dalej

9 /10
Breaking Habits
Gatunek: Rock
Testament ocena 8
Brotherhood of the Snake
Gatunek: Thrash metal
When The Smoke Clears
Gatunek: Hardcore
Zobacz wszystkie