Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Łukasz Dunaj (Behemoth - Konkwistadorzy Diabła)

Łukasz Dunaj (Behemoth - Konkwistadorzy Diabła)

Napisanie biografii Behemotha nie jest łatwym zadaniem. I nie chodzi bynajmniej o to - co zespołowi zarzucało wielu forumowych "znawców" - że grupa istnieje zbyt krótko, by opisywać jej historie.

Po lekturze "Konkwistadorów Diabła" każdy dojdzie raczej do wniosku, że moment jest właściwy, a sam podejrzewam, że gdyby tylko opisać wszystkie anegdoty muzyków, jakie są sobie w stanie przypomnieć, biografia musiałaby mieć dwa tomy. Szczegóły powstawania książki, a także swoje prywatne zdanie na temat Nergala i jego piekielnej spółki zdradził nam sam autor biografii - Łukasz Dunaj.

Łukasz, nie chcę pytać Cię o genezę i sam pomysł napisania biografii Behemotha - zapewne każdy inny dziennikarz mnie w tym wyręczy (śmiech). Interesuję mnie jednak, czy nie miałeś pewnych obaw dotyczących pisania tej pozycji z powodu faktu, że osobiście znasz zarówno Nergala jak i większość byłych i obecnych muzyków zespołu. Czy w takiej sytuacji nie jest ciężej zachować pewien dystans do całej opowieści?


Oczywiście, że miałem obawy tego typu. I bardziej towarzyszyły one nie tyle mojemu podejściu do "tematu", co odbioru tej biografii przez innych. Obawiałem się trochę zarzutów o kolesiostwo, włazidupstwo, pisanie zespołowi jakiejś hagiografii, jakkolwiek głupio by ten termin nie brzmiał w tym akurat kontekście. Z drugiej strony, nasza wieloletnia znajomość przekuła się w coś konstruktywnego. Właśnie dlatego, że się dobrze znaliśmy i kilka hucznych przygód razem przeżyliśmy, miałem niepowtarzalną zapewne okazję do przeprowadzenia wielu bardzo otwartych rozmów z muzykami Behemoth. Nie tylko z Nergalem, ale i innymi członkami zespołu, którzy tak jak np. Inferno bynajmniej do gadatliwych nie należą. O dystans początkowo było faktycznie dość trudno, ale z czasem pojawiało się go coraz więcej. Kiedy już przyzwyczaiłem mózg do skali przedsięwzięcia, wystąpiła również upragniona przeze mnie przyjemność z samego pisania.


Właściwie zaskoczył mnie tytuł biografii - "Konkwistadorzy diabła". Nergal balansuje w naszych mediach pomiędzy wizerunkiem fajnego faceta, wymarzonego zięcia a groźnego satanisty. Kto wpadł na taki a nie inny szyld książki?


Chcieliśmy, aby tytuł był bardzo "metalowy", nawet balansujący na pograniczu kiczu. Właśnie dlatego, aby pokazać, że Behemoth wciąż ma pazury, że nie jest zespołem dla każdego, w takim pozytywnym tego znaczeniu. Odrzuciliśmy kilka innych pomysłów, w tym wszystkie te bardziej napuszone, patetyczne, łacińskie i tak dalej. Ostatecznie przedstawiłem zespołowi 3-4 tytuły do wyboru. Oni odbyli burzę mózgów w swoim gronie i podobno o wyborze "Konkwistadorów" zadecydował głos Inferno.


Jakie inne rockowe biografie były dla Ciebie wzorem w czasie pisania "Konkwistadorów..."?


Uwielbiam wiele biografii; z jednej strony "Brud", "Bliznę", "Ja, Ozzy", "Białą gorączkę", "Trudną drogę z piekła",  z drugiej "Życie to surfing" o Myslovitz czy "Desperado" wywiad rzekę z Tomaszem Stańko. Wiedziałem z góry, że nie dane mi będzie napisać książki o intensywności obyczajowej pierwszej z wymienionych, ani tak boleśnie szczerej jak ostatnia. Nie miałem również zbyt wiele punktów odniesienia, jeżeli chodzi o biografie metalowych zespołów ekstremalnych, więc postanowiłem po prostu iść swoją drogą. Bez kompleksów i bez zerkania w dzieła innych.


W większości biografii muzycznych pojawiają się wątki dzieciństwa członków zespołów. Ty w swojej książce zręcznie je omijasz. Dlaczego?


Jeżeli uważasz, że zręcznie, to bardzo Ci dziękuję! Szczerze? Nudzą mnie. Zawsze mnie irytowały w muzycznych biografiach. Wiedziałem, że chłopaki z Behemoth nie przeżyli w dzieciństwie jakichś spektakularnych traum, które by ich naznaczyły na resztę życia. Pochodzą z normalnych rodzin, więc grzebanie się w pieluchach czy sprawdzanie, na jaką ocenę pozdawali maturę było poza sferą moich zainteresowań. Oczywiście wiem, ze są ludzie, może nawet są oni w większości, których by to zainteresowało, ale tym razem musieli się obejść smakiem. To była z mojej strony w pełni świadoma decyzja.


Jak wyglądały prace nad książką? Spotykałeś się z muzykami i słuchałeś ich wspomnień czy uczestniczyłeś też może w ostatnich koncertach grupy, by poczuć klimat zespołu?


Wszystko po trosze. Byłem wielokrotnie w Trójmieście, gdzie spotykałem się z ludźmi związanymi w przeszłości z Behemoth. Odbyłem wiele takich spotkań, chociaż część osób mogłem poznać tylko mailowo, jak np. Adama Malinowskiego, ale były to bardzo owocne relacje. W koncertach zespołu uczestniczę (oczywiście na ile zdrowie i siła pozwala) od wielu lat i tutaj akurat nie musiałem robić szczególnych przymiarek do "klimatu". A z samym Behemoth widywałem się iks razy, w bardzo różnych okolicznościach. Począwszy od imprezowych sytuacji, po konspiracyjne szeptanie w warszawskich kawiarniach.


W jakich okolicznościach zetknąłeś się z muzyką Behemoth i samym Nergalem po raz pierwszy? Czy w czasie pierwszej rozmowy "face to face" wyczuwałeś w Adamie tą siłę, która zaprowadziła go w miejsce, gdzie jest obecnie? W swojej książce ustami Tomka Krajewskiego z Pagan Rec. wspominasz, że na początku działalności zespołu, sam jego lider niekoniecznie należał do przesadnie charyzmatycznych...


Pierwszy raz, tak zupełnie pierwszy, spotkaliśmy się jadąc jednym autokarem na Metalmanię w 1998 roku, gdzie grali Judas Priest i Morbid Angel. Wtedy na pewno mnie nie zapamiętał. Potem zaczęliśmy się widywać w miarę regularnie w Warszawie, kiedy współpracowałem w takiej mikroskali z firmą Novum Vox Mortiis, która wydawała w Polsce "Pandemonic Incantations". Potem były moje wywiady dla Thrash’em All i tak dalej… A tę siłę, o której mówisz, pierwszy raz poczułem kiedy przekonywał mnie z ogniem w głosie, że utrata całego składu, tuż po premierze "Sataniki", to nic wielkiego, że to tylko przejściowa trudność, bo i tak da sobie doskonale radę. Historia pokazała, że rzeczywiście tak się stało. Z drugiej strony tamtego niezwykle podekscytowanego, a jednocześnie trochę młodzieńczo naiwnego Nergala nie da się porównywać z Nergalem, którego znamy obecnie. Przez te kilkanaście lat przeszedł niesamowitą metamorfozę.


Właśnie! Zdaniem wielu Adam należy do osób o dość dużym ego. Czy ten fakt nie utrudniał Ci pisania? Czy Nergalowi zdarzało się ingerować w treść książki?


Ego Adama nie przesłania mu rzeczywistości i we współpracy jest bardzo otwartym, komunikatywnym facetem. Jedyne utrudnienia wynikały z jego momentami małej dostępności, szczególnie w okresie choroby - co oczywiście było zrozumiałe - jak i nagrywania programu "Voice Of Poland". Nergal był pierwszym czytelnikiem książki i pewne rzeczy uległy drobnym modyfikacjom, ale nie cenzurze. To chciałbym podkreślić - sugerował niektóre zmiany, ale nie ciął tekstu cenzorskimi nożycami. W kategoriach "niemoralnych opowieści" mieliśmy zgodność, co może okazać się zbyt dużym przegięciem.


Najdramatyczniejszym rozdziałem w historii Behemotha jest choroba Nergala. Adam zachorował na białaczkę w czasie, gdy już pracowałeś nad "Konkwistadorami...". Czy w tym czasie kontynuowałeś pisanie? Miałeś wtedy pewne obawy, że książka nigdy nie zostanie opublikowana?


Kiedy dowiedziałem się o chorobie, to było jak uderzenie obuchem. Teraz mogę przyznać, że w okresie zmagań Nergala z białaczką, czyli praktycznie w całej drugiej połowie 2010 roku, nie powstało ani jedno zdanie. Jakbym się podskórnie bał, że kontynuując pisanie tej książki, zapeszę, że stanie się najgorsze… To było zupełnie irracjonalne, ale tak właśnie to wyglądało. Dopiero po przeszczepie Adama, wstąpiły we mnie nowe siły, żeby ukończyć tę książkę choćby nie wiem, co miało się później stać. O publikacji w ogóle nie myślałem, to były na tamtym etapie zupełnie drugorzędne kwestie.


Obecnie jednak Behemoth znajduje się chyba u szczytu swojej popularności, zaś Nergal stał się nie tylko muzykiem, ale też celebrytą. Gdy zaczynałeś zbieranie materiałów do biografii zespołu czułeś, że książka może ujrzeć światło dzienne w tak korzystnych marketingowo warunkach?


Skrajnie korzystne marketingowo warunki to już były, kiedy Nergal występował jako juror w "Voice Of Poland". To był absolutny szczyt jego medialnej popularności, każdy tygodnik tzw. opinii zabijał się o wywiad z nim. Mieliśmy kłopot ze spotykaniem się w jakichkolwiek miejscach publicznych w Warszawie, bo spokojna rozmowa była praktycznie nierealna. Pierwotnie książka miała się ukazać w listopadzie 2011. Z wielu powodów nie zdążyliśmy i szczerze mówiąc, nie żałuję. Pewnie wówczas sprzedałaby się lepiej, ale byłoby to trochę sztucznie nadmuchane. Teraz po książkę sięgną ludzie, których naprawdę interesuje historia tego zespołu. Zaznaczmy bowiem, że to biografia Behemoth, a nie Adama Darskiego. Masz rację jednak, że oglądanie z boku procesu przeobrażania się Nergala w celebrytę i jednego z najbardziej "gorących tematów" w kraju, było fascynującym doświadczeniem. Z czysto socjologicznego punktu widzenia.


Zapewne rozmawiałeś z Nergalem o jego planach na przyszłość. Czy możesz opisać, jak wygląda wizja Behemoth za kilka lat? Czy Adam w ogóle planuje tego typu rzeczy?


Mam wrażenie, że on bierze życie takim, jakim jest. Carpe diem, pełną gębą. W 2013 roku ukaże się dziesiąta płyta Behemoth, potem pewnie nastąpi dwuletnia trasa koncertowa. Co dalej? Myślę, ze tego nawet nie wie sam Szatan… Liczę, że będzie ciekawie, to że popełniłem biografię Behemoth, nie wyeliminowało mnie przecież z grona fanów tego zespołu. Czekam na to, co się wydarzy, tak samo jak wszyscy inni.


Jak wyglądają relacje pomiędzy muzykami w zespole? Chodzi mi o to, jak ze sobą współpracują, jak dzielą się obowiązkami na jak i poza sceną i salą prób.


O tych relacjach chyba wystarczająco napisałem w książce. Nergal jest pełnokrwistym liderem, ale w sprawach organizacyjno-logistycznych wspiera go wydatnie Orion. Inferno trzyma obecnie bardziej z Sethem, ale oni wszyscy tworzą jeden zespołowy organizm. Z tym zastrzeżeniem, że gdzie diabeł nie może, tam Setha pośle…  Są też rzeczy, do których nie miałem dostępu. Nie wiem na przykład, kto gasi światło w sali po skończonej próbie.


To ostatnie zapewne zawiedzie sporo czytelników (śmiech). W "Konkwistadorach..." pojawia się ciekawe zdanie na temat uzupełniających się charakterów Nergala i Inferno. Właściwie po przeczytaniu go miałem skojarzenie z duetem Hetfield-Ulrich. Czy Ty również w ten sposób odbierasz współpracę Adama ze Zbyszkiem jako pewne uzupełnianie się dość skrajnymi charakterami?


Ja ich chyba porównałem do tandemu Satyr - Frost z Satyricon. Twoja paralela jest jednak odważniejsza (śmiech). Oczywiście, że tak jest, uzupełniają się doskonale właśnie dzięki temu, że są tak skrajnie różni. Nergal jest człowiekiem, który uosabia swoim podejściem amerykańską maksymę, że "only sky is the limit", to urodzony zwycięzca, Inferno zaś jest taką kotwicą, która uwiarygodnia zespół wśród maniaków blackmetalowego podziemia. Stanowi konieczny balans, jest swoistą oazą normalności. Obu łączy niesamowita pracowitość i dążenie do perfekcji, chociaż każdy robi to na swój sposób. Poza tym, wszystko ich dzieli. Dzień, w którym zobaczę Inferno jak zamawia sushi i pije kawę ze Starbucksa, będzie dniem, w którym pęknie niebo!


Jacek Walewski