Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Greg Chandler (Esoteric)

Greg Chandler (Esoteric)

Choć Esoteric to jeden z najważniejszych przedstawicieli najcięższej i najtrudniejszej odmiany doom metalu, a przy okazji zespół inny niż wszystkie w tej stylistce, nie przekłada się to na jego popularność w naszym kraju. O ostatniej, znakomitej płycie rozmawialiśmy z liderem, gitarzystą i wokalistą formacji Gregiem Chandlerem.

"Paragon of Dissonance" jest na rynku od paru miesięcy. Ja jestem zachwycony, inni recenzenci chyba też. Jak Ty oceniasz ten materiał i odbiór, z jakim spotkała się płyta?


Dzięki za uznanie. Moim zdaniem, nie sposób być w pełni zadowolonym z albumu, który stworzyło się samemu i którego jest się w pewnym sensie częścią. Zwykle po fakcie, z perspektywy czasu i tak dochodzi się do wniosku, że coś można by poprawić, zrobić inaczej albo lepiej. W praktyce, takie spostrzeżenia wykorzystuje się później przy pracy nad kolejnymi albumami czy przy produkcji innego materiału. Mam własne studio, więc ludzie często myślą, że możemy nagrywać płytę, kiedy tylko chcemy i mamy możliwość spędzić przy pracy nad nią tyle czasu, ile nam się żywnie podoba. Niestety, to nie działa w ten sposób. Prowadzenie studio wiąże się ze sporymi kosztami, dlatego, żeby wszystko funkcjonowało jak należy, studio musi 'pracować' non stop. Poza tym, kiedy zbyt długo pracujesz nad materiałem, może to doprowadzić do sytuacji, w której tracisz kontrolę, gonisz własny ogon i kręcisz się w kółko. Dążyć do perfekcji to jedno, zawsze należy robić wszystko najlepiej, jak tylko się da, ale z drugiej strony trzeba pamiętać o zachowaniu równowagi między przychodami a kosztami...

Jeśli chodzi o nasz najnowszy album, zaliczka od Season of Mist pozwoliła nam zabukować studio na cztery pełne tygodnie, w ciągu sześciotygodniowego okresu (2 pozostałe tygodnie spędziliśmy na pracy z innymi muzykami i inne sesje nagraniowe). W tym czasie musieliśmy zmieścić się z całością prac, począwszy od nagrywania, na ostatecznym masteringu skończywszy. To generalnie wystarczająca ilość czasu, by ukończyć podwójny album. Dzięki temu musieliśmy skoncentrować się na zadaniu, bez zbędnego przeciągania pracy i dokładania dodatkowych dni, tak jak to miało miejsce w przypadku dwu wcześniejszych krążków Esoteric. Tym razem postanowiliśmy podejść do tematu w sposób bardziej organiczny, działać bardziej płynnie, i to zdało egzamin. Generalnie, jestem zadowolony z ostatecznego kształtu płyty na tyle, na ile mogę być, mając na uwadze okoliczności, moje zaangażowanie, etc. Gdybyś zapytał mnie o ocenę tego materiału, o to, co bym zmienił, np. w tydzień po nagraniach, moja odpowiedź z pewnością byłaby inna, niż za miesiąc czy za rok. Zawsze znalazłoby się pewnie coś, co chciałbym poprawić. Najważniejsze jednak to zamknąć w muzyce uczucia i wydaje mi się, że w przypadku tego albumu, a przynajmniej w przypadku jego znacznej części, udało nam się to osiągnąć.



Pewne rzeczy pozostają bez zmian - "Paragon of Dissonance" to kolejny dwupłytowy album w waszej karierze, choć zgodnie z prawem serii następne wydawnictwo powinno być jednokrążkowe. Będzie?


Teraz nie jestem w stanie tego zadeklarować. Zazwyczaj nie snujemy tu żadnych planów, nie zakładamy, czy album będzie jedno- czy dwupłytowy, to rozstrzyga się w pewnym sensie samo, na zasadzie będzie co będzie. Jeśli chodzi o najnowszą płytę, wydawało nam się na początku, że powstanie jeden rozbudowany krążek. Tymczasem, kiedy przystąpiliśmy do pracy i daliśmy upust naszej kreatywności, zaczęliśmy rejestrować i szlifować utwory, które powstały po premierze "The Maniacal Vale", okazało się, że mamy bardzo dużo materiału do wykorzystania. Generalnie, faktem jest, że wolimy wydawać podwójne płyty. Nasze utwory są urozmaicone, różnią się między sobą nastrojem czy sposobem komponowania, dlatego materiał jest bardziej kompletny, kiedy zawiera większą liczbę kompozycji, które zamknięte są w ramach jednego albumu. Poza tym, dzięki takiemu podejściu dana płyta w większym stopniu spełnia rolę 'mostu', który łączy ją z kolejnym wydawnictwem Esoteric.


"Paragon of Dissonance" to Wasz pierwszy album, który powstał bez udziału Gordona Bicknella (choć jego partie pojawiły się w jednym utworze). Dlaczego Gordon po 19 latach opuścił zespół?


To nieporozumienie. Gordon formalnie nigdy nie opuścił szeregów zespołu, po prostu zrobił sobie przerwę od pełnoetatowego działania w kapeli, choć wciąż grał z nami próby pomiędzy "The Maniacal Vale" i "Paragon of Dissonance". Nie pojawiał się z Esoteric na żywo między czerwcem 2010 r. a listopadem 2011, napisał natomiast jeden pełny utwór, który znalazł się na najnowszym krążku - "Non-Being". Komponowaniem reszty materiału oraz wszystkimi pozostałymi partiami gitar zająłem się ja oraz Jim (Nolan). Każdy z nas przygotował po 3 kawałki i w ten sposób na album trafiło ich siedem. Mamy nadzieję, że w końcu, w przyszłości okoliczności zmienią się na tyle, że Gordon znów będzie mógł w pełni uczestniczyć w życiu zespołu.


Jak przebiegała praca w studio? Czy po odejściu Bicknella sposób komponowania muzyki Esoteric uległ zmianie?


Co nieco już o tym mówiłem. Praca w studio co do zasady przebiegała jak zwykle. Dobrze wiemy, czego chcemy, mamy jasną wizję tego, co chcemy osiągnąć, mamy pełną świadomość, jak postępować, by zrealizować plany. Większość materiału jest gotowa i ograna na próbach już wcześniej, zanim wejdziemy do studia. Jako producent mam wrażenie, że odkąd komputery na dobre zadomowiły się w naszej pracy, zamiast koncentrować się na muzyce i jej produkcji, więcej czasu poświęcamy na dopracowywanie szczegółów, szlifowanie materiałów nagrywanych przez niedostatecznie przygotowane do sesji zespoły, albo na mastering, którego celem jest wprowadzenie do ich muzyki większej dawki klarowności. Moim zdaniem, zupełnie nie o to w tym wszystkim chodzi. Praca w studio powinna polegać na uchwyceniu efektów pracy muzyków, którym zależy na odegraniu kompozycji na wysokim poziomie, którzy gotowi są poświęcić wiele po to, by naprawdę dobrze zagrać, albo w razie potrzeby zaimprowizować jakiś fragment.

Co do samego procesu kompozycyjnego, wszystko przebiegało tak, jak zazwyczaj przebiega w Esoteric. W zespole kawałki tworzy kilku muzyków. Jak wspomniałem, tym razem nad materiałem pracowały trzy osoby, z których każda odpowiada w przeważającej mierze za własne kompozycje. Generalnie jest tak, że dany, wstępnie skomponowany kawałek przedstawiany jest reszcie zespołu na próbie, gdzie go ogrywamy, eksperymentujemy, dodajemy nowe elementy, czy poddajemy augmentacji. Każdy z instrumentalistów dokłada coś od siebie, dorzuca dodatkowe partie. Nie uznajemy sztywnego schematu pracy, za każdym razem robimy to nieco inaczej. Materiał na "The Maniacal Vale" to zasługa czterech gości - Gordona, moja, Oliviera (Goyet - ex-klawiszowiec) i Marka (Bodossian - bas); każdy z nas napisał szkielety dwóch numerów. Następnie, dodaliśmy do nich nawzajem nasze partie, dzięki czemu z czystym sumieniem można powiedzieć, że stały się wynikiem prawdziwej zespołowej pracy. Dzięki takiemu układowi - tj. kilku kompozytorom w jednej kapeli, materiał jest bardziej urozmaicony, a jednocześnie nie traci stylistycznej esencji.


Mam wrażenie, że "Paragon of Dissonance" jest nieco łagodniejszy niż na przykład "The Maniacal Vale". Proporcje między spokojniejszymi a apokaliptycznymi fragmentami nieco się wyrównały. Czy to było zamierzone?


Nie, to nie było zamierzone. To raczej wynik nieco innego sposobu komponowania każdego z nas. Jim koncentruje się na melodiach, Gordon na klimacie, ja z kolei na mroczniejszych fragmentach. Zresztą nie powiedziałbym, że "Paragon of Dissonance" jest spokojniejszy; na pewno bardziej melodyjny. Z drugiej strony, zwróć uwagę na “Loss of Will" i “A Torrent of Ills", to najbardziej mroczne, a zarazem najbardziej przerażające kawałki, jakie kiedykolwiek nagraliśmy. Album mieni się szeroką paletą barw, nie bez znaczenia jest też jego czystsza produkcja.


No właśnie, wcześniej sam określiłeś ten materiał jako "różnorodny miks emocji i muzycznych krajobrazów". Moim zdaniem to klucz do jego sukcesu - 90 minut mija w mgnieniu oka.


Tak, moim zdaniem krążek ten jest na tyle urozmaicony, że przez 90 minut powinien utrzymać zainteresowanie każdego, kto lubi naszą muzykę.


W recenzji albumu wspomniałem, że gracie w tak charakterystyczny sposób, że właściwie sami tworzycie odrębną szufladę stylistyczną - Esoteric doom metal. Co ty na to?


Generalnie, zgadzam się, że jesteśmy w miarę unikalnym bandem, ale rzecz jasna nie aż tak oryginalnym, że moglibyśmy dać początek odrębnemu gatunkowi. Ludzie jednak zawsze będą potrzebować kategoryzowania, by móc wyrobić sobie jakąś opinię o muzyce jeszcze zanim ją usłyszą. Pewnie dlatego za wszelką cenę muszą przyporządkować każdy zespół do  jakiejś stylistycznej szuflady.


Popraw mnie jeśli się mylę, ale moim zdaniem cechą charakterystyczną Esoteric są  bogate (jak na ten gatunek) partie instrumentalne. Nie tylko "kosmiczne" klawisze, ale również jedyne w swoim rodzaju ścieżki gitary, które tworzą wyjątkowy klimat.


Na pewno sporo eksperymentujemy, kombinujemy i spędzamy mnóstwo czasu na tworzeniu dźwięków i efektów, które podkreślają atmosferę w naszej muzyce. W tym celu tworzymy wszystko to, co akurat nam pasuje - od minimalistycznych, głębokich fragmentów, po ścianę przekształconych dźwięków i ogólny chaos. Większość efektów dźwiękowych generujemy przy pomocy gitar, wokali oraz partii basu. Zdecydowanie rzadziej używaliśmy tym razem klawiszy i syntezatorów, przede wszystkim dlatego, by zostawić więcej przestrzeni w miksie.


W tym roku obchodzicie 20-lecie istnienia. Planujecie z tej okazji coś specjalnego? Może uda się z winylowym boxem od Aesthetic Death?


Byłoby świetnie, gdyby się udało, ale nie wydaje mi się, żeby to był realny termin. Przede wszystkim ze względu na spore koszty produkcji, jak również czas potrzebny do wydania na winylu w pierwszej kolejności naszych poszczególnych płyt. Aktualnie mamy już trzy albumy w tej wersji. “The Maniacal Vale" będzie na rynku w lipcu, a do końca roku pojawi się jeszcze jeden materiał Esoteric na tym nośniku.


W trakcie Asymmetry 2010, pod koniec waszego setu na sali pozostało bardzo niewiele osób. Większość publiki nie wytrzymała takiej ilości Waszej muzyki. Czy podobne sytuacje zdarzają się częściej? Jak wspominasz ten koncert?


Cóż, czasem tak się dzieje na naszych koncertach, ale raczej niezbyt często. To fakt, że czasem, kiedy gramy w towarzystwie innych zespołów, nasza muzyka okazuje się być zbyt dużym wyzwaniem dla części publiczności. Co do samego festu, wszystko związane z tym koncertem było w porządku: miejsce, brzmienie, organizacja. Dlatego byliśmy zadowoleni, nawet jeśli ostatecznie publika w trakcie naszego setu nie była zbyt liczna.


Zauważyłem, że na żywo używasz mikrofonu nagłownego. To bardzo rzadko spotykany obrazek w muzyce metalowej czy rockowej, a jeśli już, to stosowany głównie przez perkusistów. Dlaczego zdecydowałeś się na takie rozwiązanie?


Szczerze mówiąc, używam go wyłącznie dlatego, że stojąc przed statywem do mikrofonu, nie byłbym w stanie posługiwać się wszystkimi efektami do gitary i wokalu. Rozwiązanie z mikrofonem nagłownym było po prostu, z mojego punktu widzenia, najprostsze. Nie lubię go, ale dzięki niemu mogę swobodnie poruszać się po scenie i bez problemu przełączać efekty.


Nie da się ukryć, że wasza muzyka nie jest najłatwiejsza w odbiorze, nawet biorąc pod uwagę standardy niszowego doom metalu. Odnoszę wrażenie, że jesteście trochę niedoceniani. Jak to oceniasz?


Trudno powiedzieć, to zależy od punktu widzenia. Kiedy jesteś w coś osobiście zaangażowany, zawsze oceniasz to z innej perspektywy. Nasza muzyka z pewnością nie jest łatwa do słuchania i dlatego mało prawdopodobne jest, że kiedykolwiek stanie się bardziej popularna. Zresztą, nas nigdy to nie interesowało. Nagrywamy i wydajemy płyty, bo uwielbiamy grać, a jeśli to, co robimy, podoba się ludziom, traktujemy to jako fajny, ale nie oczekiwany bonus.


"Paragon of Dissonance" dowodzi, że Esoteric nie uznaje kompromisów. Nie myślałeś kiedyś o złagodzeniu brzmienia, o jakimkolwiek geście pod publikę?


Co do zasady, twórczość Esoteric oparta jest na uczuciach, dlatego staramy się tworzyć materiał naturalnie, bez ciśnienia. Muzyka to dla nas coś bardzo osobistego, coś, co ma zdecydowanie intymne podłoże, bierze się z emocji, także, a może przede wszystkim tych, gdzie do głosu dochodzi mroczniejsza strona naszych umysłów. Nie tworzymy muzyki, odpowiadając na gusta innych ludzi, czy narzucając sobie jakiekolwiek ograniczenia w tej materii.


Jakiego sprzętu używasz? Gitary, wzmacniacze, efekty itd.


Korzystamy z kolumn Engla. Ja używam głowy Engl Powerball, Jim wzmacniacza Crate, a Gordon Ibaneza. Mark podpina bas do wzmacniacza Genz-Benz. Używamy masy efektów pedałowych i urządzeń rozmaitych marek: Alesis, Eventide, Lexicon, TC Electronic, Electroharmonix, Blackstar, Earthbound Audio, oraz wielu innych, mniej znanych producentów.


Jesteś śpiewającym gitarzystą czy raczej wokalistą, grającym na gitarze? Na pierwszych albumach zajmowałeś się tylko wokalami. Jak dzisiaj (jeśli w ogóle) szlifujesz swój gitarowy warsztat?


Jestem w równym stopniu gitarzystą, co wokalistą. Wcześniej również grałem na gitarze na koncertach i zawsze pisałem muzykę dla zespołu, z użyciem gitary. Czasem tworzę też na pianinie czy klawiszach. Na pierwszych dwóch płytach nie grałem na gitarze, to fakt, ale kiedy Simon (Phillips) opuścił kapelę w 1997 roku, stało się dla mnie oczywiste, że prócz śpiewu przejmę również obowiązki gitarzysty, tym bardziej, że wiedziałem, jak grać nasze utwory. Oczywiście, ćwiczenia są ważne dla utrzymania umiejętności na przyzwoitym poziomie, dla opanowywania nowych technik. Może nie ćwiczę szczególnie często, ale na pewno sporo ostatnio gram, co pozwala mi zachować właściwą 'gitarową' sprawność.


Czy zróżnicowane wokalizy, które słyszymy na płytach, to twoje naturalne możliwości, czy pomagasz sobie przy pomocy jakiś efektów?


Surowy wokal zawsze jest mój, używam natomiast sporej ilości różnych efektów do augmentacji moich partii i stworzenia właściwej atmosfery, uzyskania większej dawki przestrzeni w kompozycjach. Moim zdaniem, takie podejście pasuje do muzyki Esoteric. Stosuję delaye, pogłosy, modulatory oraz filtry echa, które pozwalają mi wpływać na wokal w czasie rzeczywistym, podczas grania. Nie używam za to przesterów i harmonizerów do podkręcenia wokalu, na płytach słychać więc moją naturalną skalę głosu, zmienioną jednak przy pomocy psychodelicznych i przestrzennych efektów. Na płytach można również znaleźć fragmenty, gdzie efekty te nie występują wcale lub są bardzo subtelne.


Pracujesz także jako producent i inżynier dźwięku, zajmujesz się masteringiem, miksujesz materiały innych kapel. Spod twoich palców wyszły m.in. takie perełki jak "Journey Through Lands Unknown" Pantheist. Czy, pracując w tym charakterze nad płytami Esoteric, podchodzisz do tematu w inny sposób niż do materiałów innych kapel?


Myślę, że moje podejście generalnie różni się w zależności od zespołu, z którym w danym momencie mam do czynienia. Większość kapel działa w taki czy inny, charakterystyczny dla siebie sposób. W Esoteric gramy bardzo dużo prób i zawsze robimy preprodukcję, włącznie z programowaniem efektów, podczas gdy produkcja materiałów większości zespołów nabiera kształtów dopiero w studio.


Priory Recording Studios należy do ciebie?


Tak, to mój własny biznes. Przejąłem to studio w 2006 r. od poprzedniego właściciela. Wcześniej pracowałem jako freelancer w różnych studiach, w tym od 1999 r. również w Priory. Kiedy więc nadarzyła się okazja, przejąłem prowadzenie tego przedsięwzięcia.


Jak wyglądają plany Esoteric na najbliższą przyszłość?


W tej chwili (tj. na początku czerwca - przyp.) jesteśmy na trasie z Ahab, która układa się bardzo dobrze. Drugiego września gramy w Danii na Kill Town Death Fest. Mamy też nadzieję na kilka sztuk w Stanach pod koniec tego albo w przyszłym roku.


Dzięki za wywiad


Wielkie dzięki za wsparcie!

Małgorzata Napiórkowska-Kubicka
Szymon Kubicki

Zdjęcia: Małgorzata Napiórkowska-Kubicka

GALERIA
Popestar Ghost

Jako jeden z nielicznych w redakcji naszego magazynu uparcie bronię Ghost.

Gramy dalej

9 /10
Breaking Habits Meller Gołyźniak Duda

Wreszcie doczekaliśmy się polskiej supergrupy z prawdziwego zdarzenia. Nie jakiejś tam odpustowej zgrai muzykantów do kieliszka, ale ekipy złożonej...Gramy dalej

8 /10
Testament ocena 8
Brotherhood of the Snake
Gatunek: Thrash metal
When The Smoke Clears
Gatunek: Hardcore
Shklo ocena 7
Shklo Music
Gatunek: Alternatywa
Zobacz wszystkie