Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Agnieszka Leśna (Desdemona)

Agnieszka Leśna (Desdemona)

Premierowy krążek Desdemony pt. "Endorphins" powinien na trwałe zapisać się w pamięci fanów zespołu, a przy okazji pozyskać całkiem nowe grono ludzi spragnionych porządnego industrialno rockowego grania.

Wśród wielu atutów tego materiału ważną rolę pełnią wokale Agnieszki Leśnej, która do zespołu dołączyła zaledwie cztery lata przed premierą albumu. Utalentowana wokalistka w wywiadzie dla Magazynu Gitarzysta zdradziła co nieco z kulisów swojego udziału przy powstawaniu "Endorphins", przypomniała swoje pierwsze kroki w zespole, a także opowiedziała, jak kształtowała się jej muzyczna tożsamość oraz w jaki sposób pozwoliła jej rozkwitnąć.   

Cześć! Na wstępie gratuluję świetnego albumu. W moim przekonaniu Twój wokal stanowi jeden z głównych atutów "Endorphins". Jest to o tyle dla mnie zaskakujące, bo przed 2008 rokiem nie widziałem o istnieniu Agnieszki Leśnej. Kiedy wymyśliłaś sobie, że będziesz wokalistką?


To dość długa, aczkolwiek niezwykła historia… śpiewać lubiłam zawsze, w mojej rodzinie muzyka była bardzo ważna. Jednak w dzieciństwie interesowały mnie bardziej sztuki plastyczne i aż do liceum upierałam się przy karierze malarki. Pewnego dnia wszystko się zmieniło. Pamiętam jak dziś wyjście do kina na musical "The Phantom of the Opera", piękno muzyki jaką tam zaprezentowano powaliło mnie! Próbowałam później podśpiewywać sobie partie wokalne z owego filmu i ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że nawet nieźle mi to wychodzi. Postanowiłam spróbować swoich sił i zaczęłam ćwiczyć regularnie śpiew. W 2006 roku dostałam się do Studia Teatralnego "Próby" w Poznaniu gdzie od tej pory pobierałam lekcje z zakresu różnorodnych działań scenicznych i w ten sposób zdobywałam doświadczenie. Będąc już w teatrze nadal nie wiedziałam co konkretnie chcę robić w przyszłości. Wahałam się pomiędzy studiami plastycznymi, teatralnymi a muzycznymi. Wiedziałam jednak, że prędzej czy później odpowiedź się znajdzie. I tak też się stało. Wybrałam się z moimi rozterkami na koncert Apocalyptiki, który wywarł na mnie ogromne wrażenie jako, że stałam w pierwszym rzędzie i czułam moc ich muzyki bardzo intensywnie (śmiech). Pod koniec dostałam nawet pałeczki od Mikko Siréna. "To jest ten znak" pomyślałam i wiedziałam już, że będę śpiewać. Nawet pomimo, że w tym zespole akurat nikt nie śpiewa (śmiech).


W jaki sposób szlifowałaś swój wokal? Inspirowałaś się kimś szczególnym ze świata muzyki?


Głos ćwiczyłam na początku sama w domu. Kiedy już dostałam się do teatru tam regularnie ćwiczyłam emisję głosu, dykcję, rytmikę i temu podobne. To mi jednak nie wystarczało. Byłam wtedy zafascynowana śpiewem klasycznym więc brałam też prywatne lekcje od nauczycieli z poznańskiej Akademii Muzycznej. To wszystko nadal mnie nie syciło, więc zamykałam się na długie godziny w jednej z sal naszego teatru w CK Zamek i tam ćwiczyłam. Śpiewałam wtedy głównie rzewne pieśni Nightwisha, Within Temptation, Theriona czy też typowe klasyczne arie operowe, no i oczywiście pieśni z mojego ulubionego musicalu. Miałam wtedy taki mroczny nastrój… Oprócz tego inspirował mnie zawsze Freddie Mercury, bo dążę do tego żeby mój głos wyrażał wszystkie emocje i ubierał je w piękną formę, a Freddie był w tym mistrzem. Najlepiej rozgrzewa mi się głos na piosence Theriona "The Blood of Kingu" bo śpiewam wtedy i te ostre rockowe, i te subtelne klasyczne partie. Muszę też wspomnieć o mojej najmłodszej inspiracji, wcześniej niedocenionej, jaką jest zespół Depeche Mode. Kocham to jak tworzą idealny nastrój, słowa i melodię, a głos Martina Gore’a sprawia, że mam ciarki…


Czy przed angażem w Desdemonie udzielałaś się w innych zespołach?


Nie, Desdemona jest moim pierwszym zespołem. Tak jak wspomniałam wcześniej udzielałam się w teatrze, co rozwinęło mnie na każdym polu zadań scenicznych i nadal rozwija, bo to wielka część mojego życia i chcę korzystać z doświadczeń jakie przynosi realizacja każdego kolejnego spektaklu.


Jak to się stało, że trafiłaś do Desdemony? Czy interesowałaś się wcześniej twórczością tego zespołu?


Kolejna ciekawa historia (śmiech). Kiedy zaczynałam moją przygodę z tak zwanym mrocznym brzmieniem pewien kolega zabrał mnie do klimatycznego klubu "U Bazyla" w Poznaniu. To było moje pierwsze wyjście do "takiego" klubu. Dziwnym trafem okazało się, że tego właśnie dnia odbywał się tam koncert Desdemony! Pamiętam, że muzyka nie przypadła mi od razu do gustu, bo była bardzo trudna i niemelodyjna, grali wtedy materiał z płyty "Version 3.O", ale sam zespół zrobił na mnie duże wrażenie, szczególnie kiedy gitarzysta rozwalił swoja gitarę o ścianę (śmiech). Później odbył się opisany przeze mnie koncert Apocalyptiki, a po nim konkurs "APODREAM", w którym wzięłam udział. Nagrałam z pomocą przyjaciółki amatorski clip i cover "I’m not Jesus", które znalazły się na Youtube. Po chyba dwóch miesiącach od konkursu dostałam tajemniczo zatytułowanego maila. Już chciałam wyrzucić go do spamu, ale zaintrygowało mnie słowo "Art" w adresie nadawcy. Otworzyłam i przeczytałam cztery razy zanim uwierzyłam w to co widzę! Menager Desdemony złożył mi mailowo propozycję zostania ich wokalistką! Natrafił przypadkiem na moje konkursowe nagranie i tak mu się spodobało, że postanowił mnie  zwerbować do demonicznych szeregów. Po kilku dniach odwiedzili mnie dwaj czarni panowie i umówiliśmy się na próbę. Miałam przygotować wokale do jednej z kompozycji Roberta, pamiętam nawet, że była to "XXX". Na pierwszej  próbie coś między nami zaiskrzyło, mój wokal im się bardzo spodobał, widzieli ponoć moje "duże możliwości" i ot tak przyjęli do zespołu! Myślę, że to był jeden z takich kosmicznych zbiegów okoliczności, które łączą ludzi.


Nie ma co ukrywać, że weszłaś na trudny teren. Wszakże angaż w Desdemonie siłą rzeczy musiał wiązać się z porównaniami wobec poprzedniej wokalistki. Ba! Swego czasu część osób nie wyobrażała sobie zespołu bez Agaty Pawłowicz w składzie. Czy zatem nie obawiałaś się, że tego po prostu nie udźwigniesz?


Zanim zagrałam pierwszy koncert miałam pewne obawy. Na szczęście po pierwszym koncercie we Wrocławiu okazało się, że nie będzie tak źle, wydaje mi się, że publiczność mnie zaakceptowała. Nie spotkałam się jeszcze z jakimiś niemiłymi porównaniami, jest pozytywnie.


A pamiętasz reakcje publiczności podczas Twoich pierwszych koncertów w barwach Desdemony? Który z dotychczasowych występów wspominasz najlepiej?


Pamiętam bardzo dobrze wspominany pierwszy koncert we Wrocławiu. Miałam koszmarnego stresa!!! Ciągle się rozśpiewywałam po kątach i powtarzałam teksty. Publiczność też była zaaferowana, byli mnie bardzo ciekawi, co sprawiało, że czułam straszną presję! W drodze z backstage’u na scenę trzęsły mi się nawet ręce, ale wszystko zniknęło kiedy na nią weszłam. Doświadczenie na scenie w teatrze sprawiło, że nie czułam się nieswojo. Scena to moje powietrze, czuje się na niej idealnie. Z tego co pamiętam komentarze dotyczące mojego debiutu opierały się właśnie na zaskoczeniu tą swobodą sceniczną. Nikt nie mógł uwierzyć, że to był mój pierwszy koncert, a jednak był (śmiech). Usłyszałam też wiele pochwał na temat samego głosu. Były pewnie jakieś negatywne opinie, ale nikt mi ich nie wyraził w twarz. Miło wspominam ten koncert, byłam pozytywnie zaskoczona reakcją publiczności.


Może są też takie, o których wolałabyś zapomnieć?


Ojjjj tak! Supportowanie VNV NATION! Była zima, minus nie pamiętam ile, ale za dużo! Korki w Poznaniu to było nic w porównaniu do późniejszych przygód. Nie dość, że nie można było się spieszyć, bo droga była oblodzona, to natrafiliśmy na jakiś straszliwy korek z TIR-ów! Mega śnieżyca spowodowała, że dojechaliśmy spóźnieni i absolutnie zestresowani na własny koncert. VNV byli tak mili, że na nas czekali, ale okazało się, że już dużej nie mogą i kiedy my rozładowywaliśmy sprzęt oni zaczęli grać. Na szczęście sami rozgrzali publiczność i koncert im się udał. Za to my zaczęliśmy grać około 24:00 przy prawie pustej sali, przez pogodę sporo ludzi nie dojechało, a ci co byli w dużej ilości opuścili klub. Okazało się jednak, że to nam wyszło na dobre, bo po tej całej przygodzie z dojazdem, nie byliśmy w najlepszej formie, a i akustyk nam nie sprzyjał. To był koncert z serii do wycięcia, na razie na szczęście jedyny.


Desdemonie czasem przypinano gothic rockową łatkę. Tymczasem "Endorphins" brzmi szalenie industrialnie. Cała oprawa instrumentalna, w tym gitary, oddają klimat tego nurtu. Czy to przypadek, że Desdemona przeszła lifting stylu wraz z Twoim angażem, a może to naturalny krok w muzycznej ewolucji zespołu?


Jak trafiłam do Desdemony to większość materiału na nową płytę była już wstępnie naszkicowana przez Roberta (chodzi o klawiszowca zespołu Roberta Pląskowskiego - dop. K. S. Morawski). Nasza współpraca polegała na tym, że ja dostawałam podkłady i na podstawie skojarzeń pisałam do nich tekst oraz wymyślałam linię wokalną. Utwory Roberta brzmiały od początku bardziej ludzko, żywo i melodyjnie niż na poprzednich płytach. Ja wniosłam rozmaitość emocji i barw wokalu, czasami nalegałam na niektóre wokalizy, których Robert absolutnie nie znosi, on woli mocne i dość brutalne brzmienie. Jednak na podstawie pomysłów i kompromisów wszystkich członków zespołu udało nam się stworzyć coś innego, co zawiera część każdego z nas z osobna. Pewnie z tego wypłynęła magia endorfin.


Twoje wokale, w tym właśnie kapitalne wokalizy zawarte na "Endorphins" doprowadziły moje głośniki do wielokrotnego nieobjętego gwarancją orgazmu. Podjęłaś jakieś szczególne przygotowania do nagrania wszystkich partii na nową płytę, czy podeszłaś do tego zadania raczej "z marszu" i bez dodatkowych ćwiczeń?
   

Ćwiczyłam, ćwiczyłam, ćwiczyłam! Szukałam odpowiednich emocji i barw. Szukałam inspiracji i kombinowałam, to była świetna zabawa!


Ile trwało zarejestrowanie Twoich partii na płytę? Pozwalałaś sobie na jakieś spontaniczne przyśpiewki w trakcie studyjnych wojaży, a może miałaś z góry ustalone co i jak chcesz zaśpiewać?


Nagrywanie trwało dość długo, na początku przyjeżdżałam na kilkudniowe sesje nagraniowe, później była dość długa przerwa spowodowana moim wypadkiem. Po wyjściu ze szpitala nie mogłam pracować w normalnych studyjnych warunkach, a terminy nas goniły, wiec znaleźliśmy domek na odludziu, w który wpakowaliśmy masę studyjnego sprzętu. Tam mogłam równocześnie nagrywać i wracać do zdrowia.  A czas nagrań przed wypadkiem wspominam bardzo wesoło. Miałam z góry ustalony plan tego jak ma wyglądać wokal w danym utworze, był on przećwiczony na próbach i sprawdzony na kilku koncertach, ale też podczas sesji wpadały mi do głowy różne dziwne pomysły. Na bieżąco je komentowaliśmy i szukaliśmy innych. Nagrało się sporo udziwnionych wersji czy fraz, z których Krzysiu (chodzi o gitarzystę zespołu Krzysztofa Chorążego - dop. K. S. Morawski) powybierał najciekawsze i doprawił elektronicznym smaczkiem. Nie bałam się eksperymentować.


W jaki sposób ocenisz potencjał koncertowy "Endorphins"? Które utwory z tej płyty Twoim zdaniem najlepiej nadają się na scenę?


Odpowiem na podstawie ostatniego koncertu podczas Castle Party. Pamiętam jak dziś, ten entuzjazm i ożywienie wśród publiczności kiedy rozległ się alarmujący początek "Bring In All", pamiętam jak ludzie falowali przy "Poison" i "In Flames", przytupywali do "Let’s Play love", podskakiwali do "Jealous Sky", podśpiewywali "Sorrow", czy uruchomili włosy na "XXX". Nie umiem powiedzieć który utwór jest najlepszy do grania na żywo. Jest kilka, które ożywiają, kilka które bujają, kilka do machania włosami i coś do potańczenia i falowania. Idealna mieszanka.


Wyszło na to, że od jesieni ubiegłego roku kariera Desdemony znowu nabrała rozpędu. Koncerty, świetny krążek i entuzjazm publiczności są tego najlepszymi przesłankami. Niemniej szczególnie w Twoim przypadku droga do tego celu nie była usłana różami. Czy pamiętasz coś z feralnego 31 marca 2011 roku?


Ten wypadek to dla mnie i mojej rodziny coś o czym chcielibyśmy zapomnieć. Ja sama nic nie pamiętam, przez pięć dni byłam nieprzytomna.


Pewnie wielu twardzieli rozpadłoby się na kawałki. Tymczasem Ty nie tylko wracałaś do zdrowia, ale też zaczęłaś nagrywać i koncertować z zespołem. Może to i banalne pytanie, ale też dające nadzieję innym. Skąd wzięłaś siły aby przetrzymać najtrudniejsze chwile?


Po wypadku nie byłam do końca sobą. Straciłam pewność siebie i myślałam dużo o życiu i śmierci. Bliskie spotkanie z końcem odmienia człowieka… na szczęście wyszłam z wypadku bez uszczerbku na zdrowiu, za to z masą przemyśleń. Nie byłam pewna czy to wszystko ma sens. Rodzina była dla mnie dużym wsparciem, jednak w takich sytuacjach potrzebna jest jakaś bliska osoba, która cierpliwie poświęci swój czas, wysłucha, pocieszy i nada nowy sens. Na szczęście znalazłam ją wtedy…


Czym zatem dla Agnieszki Leśnej jest "Endorphins"?


"Endorphins" to jest to co czuję, kiedy spełni się marzenie…


Bardzo dziękuje za udzielony wywiad. Trzymam kciuki za Desdemonę, a przy okazji możesz zapisać mnie do obszernej listy niewolników Twojego talentu wokalnego...


Dziękuję za wywiad, wszystkie pochwały i zainteresowanie. To bardzo miłe!


Konrad Sebastian Morawski

Zdjęcia: Set Sorenquist/oficjalna strona zespołu

GALERIA
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
Snakes of Eden CETI

Dwa lata po znakomitym albumie "Brutus Syndrome" CETI powraca z kolejnym mocnym uderzeniem zatytułowanym "Snakes Of Eden".

Gramy dalej

9 /10
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Ghost ocena 9
Popestar
Gatunek: Heavy metal
Zobacz wszystkie