Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Maciej Maleńczuk

Maciej Maleńczuk

Maciej Maleńczuk to ikona, której kariera jest tak długa, że ze względu na ograniczone miejsce nie można jej tu przedstawić.

Magazyn Gitarzysta skupił się więc głównie na ostatniej płycie muzyka, Psychocountry, którą nagrał wraz z zespołem Psychodancing. Artysta zdradził nam szczegóły dotyczące samego procesu twórczego, trasy koncertowej oraz planów wydawniczych w niedługim czasie.

28 maja odbyła się premiera twojej płyty. Pierwsze, o co chciałbym w związku z nią zapytać, to jak narodził się pomysł utrzymania albumu w klimacie country?


Chciałem zrobić country już od dawna. W tej chwili dokładnie nie pamiętam dlaczego, ale wiem, że już od jakiegoś czasu fascynowałem się Johnnym Cashem, jego głosem, tym mrocznym emploi. Kupiłem sobie kilka jego przekrojowych płyt z czasów, kiedy był jeszcze w szczytowej formie wokalnej, w wieku pomiędzy 50 a 60 lat. Takie głosy dojrzewają z czasem, sam mam teraz 50 lat i wokal poszedł mi w dół, kiedy byłem młodszy, śpiewałem dużo wyżej. Tonacja C była dla mnie dobra, ale tylko wysokie C. Wracając, nie chciałbym się porównywać do Casha, to byłoby ciężkie, ale jakieś tam podobieństwa zauważyłem. Zostałem dobity płytą American IV, gdzie sięgnął po utwory Nine Inch Nails czy po "Personal Jesus", który w jego wykonaniu jest sto razy lepszy od oryginału! A jest tam przecież tylko fortepian i prosta gitara. Właśnie na tej płycie zobaczyłem, jak banalnie można coś zinstrumentować, że nie potrzeba wcale wielu instrumentów aby uzyskać dobre brzmienie. Pomyślałem więc, dlaczego miałbym czegoś takiego nie zrobić? Nie ukrywam też, że zafascynowały mnie teksty piosenek. W Polsce, która jest biała, chrześcijańska, w której królują wartości rodzinne, gościnność, dobroć, gdzie człowiek powinien kierować się do Boga, widać jacy są ludzie, tak jak widział to Johnny. Ludzie są hipokrytami (śmiech).


Czym w takim razie kierowałeś się przy doborze utworów?


Mogę na wstępie zdradzić, że utworów jest więcej, ale zmieściliśmy tylko szesnaście. Nagraliśmy dobre dwadzieścia, choć nadal uważam, że aby przedstawić ludziom country, to przydałaby się jeszcze jedna taka płyta. Przy wyborze utworów kierowałem się głównie tekstem, nie patrzyłem na autorstwo, nieważne, czy był to utwór Casha czy nie. Faktycznie, sporo utworów spodobało mi się w jego wykonaniu. W pewnym momencie zaprzestał śpiewania tylko swoich piosenek, zaczął wykonywać cały repertuar country. Wszystko, co brał na tapetę, stawało się od razu jego! Dzięki tym piosenkom chciałem przedstawić wartości rodzinne, ponieważ o ile sobie dobrze przypominam, coś takiego w polskiej muzyce rozrywkowej w ogóle nie istnieje. Po drugie, chciałem wyciągnąć humor, ten dowcip, tę pogardę dla śmierci. Maszynista Casey Jones jest gotowy przejechać własną matkę, bo ma dostarczyć pocztę. Taki jest biały człowiek, może zabić kolesia tylko po to, żeby patrzeć jak umiera. Tacy jesteśmy my! Ameryka nie byłaby Ameryką, gdyby nie Polacy, gdyby nie Niemcy. W muzyce country zauważam bardzo silne niemieckie wpływy, nawet najzwyczajniejsze jodłowanie. Tak jest z całą tą muzyką. Chcesz się dostać do pracy np. do radia, to przez pierwsze pół roku nosisz kawę i nie dostajesz za to złamanego grosza (śmiech). To ewidentne niewolnictwo!


Zauważyłem, że w wielu piosenkach stosujesz ciekawy zabieg, mianowicie zwrotki śpiewasz po polsku, natomiast refreny po angielsku. Skąd taki pomysł?


Przede wszystkim zaufałem już Polakowi. Może niekoniecznie tekstu angielskiego nie zrozumie, ale może czterokrotnie powtórzony refren już chwyci - może na tyle ten biały, polski chrześcijan ten angielski już zna (śmiech). Poza tym chciałem zachować oryginalne brzmienie tych piosenek. Ludzie powinni sobie uświadomić, że kiedyś, gdy słuchało się Radia Luxembourg, to te wszystkie utwory tam leciały i my je wszystkie jakby trochę znamy.


Wszystkie tłumaczenia są twoimi autorskimi?


Dokładnie, wszystkie tłumaczenia są moje.


Na płycie Psychocountry gościnnie udziela się kilku artystów. Muszę o to spytać: jak udało ci się namówić Nergala do zaśpiewania bez jego "growlingowej" maniery? (śmiech). O powiesz coś o gościach?


Słuchaj, po pierwsze Nergal sam chciał, a po drugie, kiedy wyszedł ze swojej choroby, powiedział, że teraz będzie polskim Johnnym Cashem. Nie wiem, czemu to powiedział, ale pomyślałem sobie "stary, co ty robisz"! Ja właśnie nagrywam płytę country! Przyspieszyłem tylko pracę, bo jeszcze mnie ktoś uprzedzi (śmiech). Uznałem, że skoro nie możemy kogoś obezwładnić, to go zawsze możemy zaprosić (śmiech). Nergal się zgodził. On zapraszał mnie wcześniej, robiliśmy "Lucifera". Chciałem, żeby zrobił "Ring of Fire" w growlu, ale stwierdził, że tego nie zaśpiewa w taki sposób, bo byłoby to karykaturalne - zresztą jak cały growl (śmiech). Także utwór "Ring of Fire" nie wszedł na tę płytę. Tak więc z Nergalem nie było najmniejszego problemu. Tak samo jak z Gienkiem Loską, w końcu dzięki mnie wygrał X-Factor (śmiech). John Porter zgodził się, oczywiście za uiszczeniem odpowiedniej sumy. Dziękuję mu za to, że zrobił mi kilka świetnych chórków i poprawił mnie w mojej angielszczyźnie w dwóch czy trzech miejscach. Chciałem mieć Anię Rusowicz. Cały czas jednak nie miała czasu. Zadzwoniliśmy więc po Agę Burcan, która ma angielski perfekt i super śpiewa. Notabene chciałem, żeby zaśpiewała to moja żona, ale nie zgodziła się. Tak to jest, każda inna puka do drzwi, a własna nie chce. (śmiech).


Jakieś kolejne plany wydawnicze?


Chcemy zrobić taki dodruk za pół roku - wydać album jeszcze raz, ale z dodatkową płytą, bo bardzo dużo materiału nam zostało. Niektórych strasznie szkoda, więc na święta wypuścimy drugą płytkę z dodatkami ze studia. Nagrywając te country stworzyliśmy masę śmiesznych rzeczy. No, i wspomniany wyżej "Ring of Fire" w wykonaniu Nergala może znajdzie się właśnie na tej płycie. Mogę też zdradzić, że będziemy kręcić klip z Grupą 13 - tą samą, która tworzyła klipy Behemotha. Będziemy kręcić "Highwaymana". Bardzo chciałbym też nakręcić klip do piosenki "Sprzedaj mnie faktowi", na który mam już pomysł i chciałbym być reżyserem tego klipu.


Zdradziłbyś szczegóły dotyczące trasy koncertowej?


Jedziemy do Mrągowa na festiwal country - to jest pewne. Chciałbym też, tak samo jak przy Wysockim, zrobić serię koncertów, w tych samych miejscach, gdzie zwykle gramy - filharmonie lub dość duże sale. Wszystko wymaga odpowiednich ciuchów, zaproszenia gości, należy pamiętać, że na płycie pojawia się również koleś, który gra na łyżwie, jest świetny skrzypek, dziewczyna, która gra na harfie. I chciałbym tak pojeździć w składzie dziewięcioosobowego bandu i grać ten repertuar, trochę się tym pobawić. Jestem pewny, że przy niektórych utworach publika nie wysiedzi, wszyscy wstaną i zaczną tańcować. Najchętniej to bym piwo rozdawał, ale w Polsce się to chyba nie uda. Wszędzie obostrzenia, ani nie zapalisz, ani się piwa nie napijesz. Niestety.


Dla RMF FM powiedziałeś, że "To jest płyta dla przeciętnego Polaka, średnio inteligentnego, średnio zorientowanego i ogólnie zamulonego gościa, bo tacy są Polacy". Dlaczego tak uważasz?


Bo tak jest. A Niemcy niby są inni? Jest to płyta dla 50-letniego, 60-letniego białego chrześcijanina o średnich horyzontach umysłowych. Modlącego się hipokryty, alkoholika. Człowieka kultywującego wartości rodzinne, ale nie stroniącego też od pasa i małego domowego terrorku jaki tu sobie urządzamy. Tacy są chrześcijanie - pij wódę i módl się (śmiech). I to jest dla nich, a co gorsza, o nich (śmiech).


Psychocountry, to album dość specyficzny. Różni się od twoich poprzednich płyt. Uważasz, że to może być przełom dla Ciebie?


Nie, to po prostu kolejny krok dalej. Nie będę grał bluesa, mimo że znam się na tym. Jestem białym człowiekiem. To taki rodzaj rozliczenia się, tak samo jak z "Nigdy więcej nie patrz na mnie takim wzrokiem". Gdzieś to we mnie siedzi. Było to w moim dzieciństwie, tak mnie wychowano, to nuciła moja mama. Chciałbym to z siebie wyrzucić, mieć to za sobą, aby zrobić później coś całkowicie od siebie, coś szczerego, gdzie się nie farbujemy. Przecież na co dzień nie chodzę w kapeluszu i z pistoletami. W ogóle też nie jestem chrześcijaninem.


Przejdźmy w takim razie do warstwy technicznej. Na jakim sprzęcie nagrywaliście?


Jeśli chodzi o gitary akustyczne, tym razem ich nie obsługiwałem, chłopcy wszystko za mnie robią. Gitarzysta grał na Hofnerach. Ja gram na gitarach firmy Clark - to australijska firma. Mówię o akustykach, bo jeśli chodzi o elektryki to zawsze Gibsony. "Only a Gibson is good enough" - dlatego właśnie Jimi Hendrix rozwalił i spalił na scenie swojego Stratocastera (śmiech). Jeśli pojedziemy już na te koncerty, to zamówię sobie Guilda, żeby to jakoś wyglądało. Na Guildzie grał na przykład Johnny Cash.


Odbiegając już od płyty, ciekawi mnie, jak oceniasz rynek muzyczny w Polsce…


Niektórych wykonawców jak najgorzej (śmiech). Już nie chce pokazywać palcem i wypominać, jak to niektóre divy nie są w stanie się odważyć i wydać własnej płyty, a mimo to nadal są w stanie pobierać milionowe wypłaty za jakieś reklamy. Ja wydaję płytę rok w rok i za każdym razem płyta uzyskuje platynę. Zna to cały kraj. Uważam, że polska widownia daje się robić w konia różnym celebrytom - do których się absolutnie nie zaliczam - a dla których najważniejsze jest, aby figurować w kronikach towarzyskich, bo w ten sposób uzyskują kontakty reklamowe, od dawna nie wydając niczego dobrego. Nadal mamy zdolność reklamodawczą, z tego się tu żyje. Niektóre chłopaki robią reklamy tylko wtedy, kiedy skończy im się poprzedni kontrakt. Od reklamy do reklamy. To skandal.


Powiedziałeś kiedyś, że nie ma rock and rolla bez narkotyków i narkotyków bez rock and rolla. Nadal tak uważasz?


Oczywiście. Przeczytaj sobie gazety, "dlaczego marihuana będzie zalegalizowana". Powiem ci szczerze, że kiedy czytam te artykuły, to mi się odechciewa palić. Mi ta legalizacja nie jest potrzebna (śmiech). W Polsce rock and rolla nie ma na pewno bez alkoholu. Nie da się przejechać 500km trasy, wyjść i coś dobrze zaśpiewać. Po drodze trzeba sobie walnąć setę (śmiech).


Pytanie na koniec, czego słucha Maciej Maleńczuk?


Maciej Maleńczuk słucha jazzu i to się nie zmieni. W każdym rozmiarze. Może być dixie, może być free, może być jazz rock, harmolodic czy też połączenie jazzu z orkiestrą symfoniczną - też bardzo to lubię. Zawsze byłem fanem trzeciego nurtu, coś jak np. Penderecki, ale mało kto wie, że coś takiego w ogóle istnieje (śmiech). Jestem absolutnym fanem jazzu i bez fałszywej skromności powiem, że znam się na tym.


Marek Mysłek

GALERIA
Sounds From the Heart of Gothenburg In Flames

Dobór utworów pożegnalnego DVD In Flames z Danielem Svenssonem za zestawem perkusyjnym jest mocno dyskusyjny.

Gramy dalej

7 /10
Bad Vibrations A Day To Remember

Amerykanie zbyt długo kazali czekać na swój nowy album.

Gramy dalej

8 /10
Rage ocena 8
The Devil Strikes Again
Gatunek: Heavy metal
Big Jesus ocena 5
Oneiric
Gatunek: Alternative rock
Divine Touch
Gatunek: Melodic death metal
Zobacz wszystkie