Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Incoming Cerebral Overdrive

Incoming Cerebral Overdrive

Incoming Cerebral Overdrive to przykład zespołu, którego popularność jest odwrotnie proporcjonalna do jakości muzyki, którą oferuje.

Włosi mieszają agresję z progresją w sposób wyjątkowy i na wysokim poziomie, co sytuuje ich w gronie najlepszych kapel tej stylistyki. Przed nimi długa i ciężka droga, by wreszcie przebić się do świadomości słuchaczy, a pomóc im w tym może najnowszy, znakomity album "Le Stelle - A Voyage Adrift". Na nasze pytania odpowiedzieli basista Alessio Corsini oraz wokalista Samuele Storai.

Na początek, gratulacje! "Le Stelle: A Voyage Adrift" to świetny album. Myślisz, że będzie dla was tym przełomowym?


Wielkie dzięki za uznanie! Szczerze, naprawdę nie wiem, czy oceniać w ten sposób ten materiał. Może będzie przełomowy, a może nie. Pewne jest jedno - nasz nowy album najlepiej obrazuje, czym Incoming Cerebral Overdrive jest teraz.


Wyraźnie słychać, że tym razem zrobiliście coś nowego, świeżego, odważyliście się pójść o krok dalej, i to w kilku kierunkach naraz. "Le Stelle" bez dwu zdań zaskakuje. Z takim właśnie założeniem podeszliście do tworzenia materiału, czy wyszło to naturalnie?


W pewnym sensie, było to zamierzone. Chcieliśmy pójść o krok dalej, rozwinąć nasze brzmienie w kierunku nieco bardziej progesywnym i mrocznym. To była długa i wcale niełatwa droga. Na początku nie oczekiwaliśmy rzecz jasna żadnego konkretnego rezultatu, nie mogliśmy przecież przewidzieć, gdzie nas to zaprowadzi, ale generalnie taki był nasz cel. Tym bardziej cieszymy się, że udało nam się plan zrealizować, a efektem jesteśmy w pełni usatysfakcjonowani.


Wasze płyty nigdy nie były szczególnie łatwe w odbiorze, ale "Le Stelle" w jeszcze większym stopniu, niż poprzednie materiały, wymaga wielokrotnego zagłębiania się w wypełniające ją dźwięki. Po kilkunastu przesłuchaniach wciąż można odnaleźć nowe smaczki. Co o tym myślicie?


Cieszę się, że to zauważyłeś. Za każdym razem, nasze zaangażowanie w pracę nad materiałem na płytę jest wyższe niż przeciętne, ale tym razem przeżywaliśmy to jeszcze intensywniej niż w przeszłości. Miało to na pewno związek z naszym sposobem komponowania, z procesem tworzenia, i chyba nie mogło przebiegać inaczej. Kiedy zaczęliśmy tworzyć nowy materiał, z każdym dniem wciągało nas to coraz bardziej, stawaliśmy się coraz bardziej wybredni, chcieliśmy doprowadzić każdy element do perfekcji. Dlatego, ostateczny rezultat, efekt końcowy naszego twórczego wysiłku, finalnie okazał się być głęboko ustrukturyzowany. To płyta technicznie, kompozycyjnie skomplikowana, dlatego wymaga niejednego, uważnego przesłuchania, by odnaleźć w niej wszystko to, co chcieliśmy za jej pośrednictwem przekazać.


W dzisiejszych czasach ludzie po ściągnięciu muzyki z sieci, po jednym przesłuchaniu decydują o tym, czy album jest dobry, czy nie. Nie boicie się, że podobny los może spotkać "Le Stelle"? Jedno przesłuchanie to zdecydowanie za mało, by w pełni docenić ten krążek.


Przede wszystkim, mamy nadzieję, że zdecydowana większość osób, która zetknie się z tą płytą, doceni ten materiał i będzie do niego wracać, niezależnie od tego, czy ściągną go z sieci, czy zdobędą w inny sposób. Mógłbym napisać tu elaborat o reakcjach ludzkiego umysłu na wszystko, co nowe, czy wcześniej niespotkane lub niedoświadczone, ale zanudziłbym Was tym pewnie na śmierć. Niech każdy robi to, na co ma ochotę. Najważniejsze, żeby na koniec ludzie przyszli na nasz koncert!


Popraw mnie, jeśli się mylę, ale na "Le Stelle", prócz logicznych inspiracji w rodzaju Mastodon, słychać również pewne wpływy... black metalu. Myślę tu o niektórych partiach wokalnych, choć nie tylko. Czasem, jak w "Polaris" czy "Pherkad", przypomina mi to progresywne blackmetalowe granie spod znaku Enslaved... Z kolei, klawisze w "Pherkad" przypominają mi waszych rodaków z Sadist.


Dzięki za to spostrzeżenie, bo to dowód na to, że wsłuchałeś się w płytę naprawdę uważnie! Tak, black metal jest jedną z naszych inspiracji, choć nie powiedziałbym, że czerpiemy z dorobku jednej, konkretnej kapeli, inspiruje nas raczej cały gatunek, muzyka której sami słuchamy na co dzień. Staramy się wyekstrahować z niej to, co przemawia do nas najbardziej, a następnie wykorzystać to we własnej twórczości. Z drugiej strony, to zrozumiałe, że nasza muzyka może brzmieć podobnie do tego, co powstało wcześniej, co już w świecie dźwięków istnieje. Nut jest w końcu tylko 7, a zespołów miliony!


Również wokale są bardziej urozmaicone niż kiedykolwiek wcześniej. Samuele czy specjalnie przygotowywałeś się do sesji. Korzystasz z dodatkowych efektów wokalnych?


Kiedy pracowaliśmy nad ścieżkami wokalnymi na “Le Stelle", uznaliśmy, że kawałki będą brzmieć znacznie lepiej, jeśli podejdziemy do nich inaczej niż w przeszłości. Styl wokalny “Controverso" był zdecydowanie bardziej brutalny, agresywny, w pewnym sensie prymitywny. Tym razem starałem się bardziej śpiewać, na tyle, na ile jestem w stanie, interpretując utwory całkiem inaczej niż dotąd. Brałem też lekcje śpiewu, by dopracować nowy styl, co zresztą bardzo pomogło mi stworzyć i umocnić umiejętności, bazę pod wypracowaną nową manierę. Zyskałem dzięki temu całkiem inną perspektywę, pokonałem własne ograniczenia, odnalazłem nową, bardziej eksperymentalną drogę wyrażenia siebie przez śpiew. Natomiast, w występach na żywo wspomagają mnie dwa efekty: octaver i pogłos. Tego ostatniego używam przy czystych wokalach na “Pherkad", “Betelgeuse", “Polaris" oraz “Rigel".


Zamykający album, dziesięciominutowy "Rigel" to dla was coś zupełnie nowego. Czy utwór ten w pewnym sensie wyznacza kolejny kierunek waszej muzycznej podróży? Wiem, że niektórzy bardzo by sobie tego życzyli...


Napisaliśmy ten kawałek w dość krótkim czasie, zaledwie kilka tygodni przed wejściem do studia. Od początku wiedzieliśmy, że w jakimś stopniu będzie różnić się od pozostałych. Ostatecznie, zresztą nie bez wsparcia ze strony Ufomammut, zdecydowaliśmy się umieścić go na płycie i wydać. Dla nas było to coś całkiem nowego, po raz pierwszy napisaliśmy tego rodzaju utwór. Dziś nie potrafię powiedzieć, czy powtórzymy to jeszcze kiedykolwiek w przyszłości. To, co mogę teraz powiedzieć na pewno, to że generalnie podoba nam się ten kawałek jako potencjalna zapowiedź nowego kierunku dla ICO. Ale z drugiej strony, szczerze mówiąc, nie zastanawialiśmy się jeszcze zanadto nad przyszłością, choć z pewnością jest to jedna z możliwości. Jak będzie, czas pokaże.


To już właściwie tradycja, że płyty “zamykacie" utworami różniącymi się od reszty albumu. Tak było w przypadku "There" z "Controverso", a zwłaszcza "Vibrated" z "Cerebral Heart".


To bardzo dobre pytanie! I bardzo prosta odpowiedź: nie znaleźliśmy jak dotąd lepszego sposobu na odpowiednie zakończenie materiału.


W niedawnym wywiadzie z Ufomammut, pytaliśmy Urlo i Poię o ich udział w pracy nad “Rigel". Przyznali, że ich zaangażowanie było skromne, i że tak doskonały efekt to wyłącznie wasza zasługa.  Jak to wygląda z waszej perspektywy?


Po pierwsze, świetnie było współpracować z nimi nad aranżacjami utworów, przede wszystkim z uwagi na ich niekwestionowane doświadczenie w kreowaniu tej wyjątkowej atmosfery, niepowtarzalnego klimatu. To dzięki temu "Rigel" brzmi tak monolitycznie, dokładnie tak, jak powinien brzmieć utwór, wieńczący całą płytę.

Co do wsparcia ze strony Ufomammut, naprawdę bardzo nam zależało na ich udziale w pracy nad krążkiem. To był czas, kiedy zbliżaliśmy się już do końca, jeśli chodzi tworzenie materiału na album. Byliśmy na etapie dopracowywania kompozycji i rejestrowania ich w warunkach domowych, tak by Urlo i Poia mieli szansę przesłuchać ostateczne efekty i wiedzieć, czego można się po nas się spodziewać. Po przesłuchaniu całości, w tym oczywiście "Rigel", wyszło całkiem naturalnie, że właśnie ten utwór wybraliśmy jako materiał do kolaboracji. Później, Urlo dograł jeszcze trochę partii klawiszy do "Sirius B". Dlatego, nie wierz w to co mówią, to nieprawda, że ich wkład w ostateczny kształt "Rigel" był bez znaczenia!


"Le Stelle" opowiada o samotnej międzygwiezdnej podróży, zaś tytuły poszczególnych utworów to nazwy gwiazd. Skąd wziął się ten pomysł? Czym kierowaliście się, wybierając konkretne gwiazdy?


Każda gwiazda wyznacza kolejny etap podróży, zarówno poprzez jej umiejscowienie w kosmosie, jak i przez jej znaczenie mitologiczne. Poszczególne gwiazdy, które wybraliśmy na tytuły, pochodzą z trzech różnych konstelacji, poza "Rigel", który miał być ostatecznym podsumowaniem całości. Z początku, planowaliśmy właśnie na tym oprzeć strukturę płyty. Miała być podzielona na jakby trzy rozdziały (odpowiadające konstelacjom), oraz zawierać dodatkową część, rodzaj podsumowania w postaci "Rigel" - stanowiącego samodzielny, odrębny koncept. Taki był pierwotny zamiar, ale ostatecznie uznaliśmy, że piosenki będą brzmieć lepiej w innym porządku, inaczej usystematyzowane, dlatego zmieniliśmy tracklistę w taki sposób, jaki ostatecznie znalazł się na krążku.


Przy okazji, na wszystkich dotychczasowych płytach ICO tytuły utworów składają się z jednego słowa. Dlaczego?


Bo dzięki temu znacznie łatwiej je zapamiętać! (śmiech)


Wasze nowe logo, zaprojektowane przez Malleus, to jednocześnie skrót waszej nazwy i symbol solarny. To był wasz pomysł? Będziecie posługiwać się nim również w przyszłości, czy to jedynie logo związane z konceptem “Le Stelle"?


Szczerze mówiąc, nie wiem, nie mam na ten temat zbyt wiele do powiedzenia. Na pewno chciałbym, by ICO pozostało przy tym logo, bo bardzo mi się podoba.


Przy produkcji waszej pierwszej płyty, współpracowaliście ze znanymi nazwiskami. Miksami zajął się Kurt Ballou z Converge, a masteringiem Alan Douches. Jednak już od "Controverso", zaczęliście  pracować z rodakami. Dlaczego?


Zasadniczy, a zarazem w zasadzie jedyny powód był taki, że zależało (i zależy) nam na współpracy oraz bliskim kontakcie z dźwiękowcem, zarówno podczas rejestracji materiału, jak i w trakcie miksów. Przy okazji, muszę przyznać, że jesteśmy bardzo zadowoleni z pracy, jaką swego czasu wykonali dla nas Kurt i Alan.


Przy "Le Stelle" po raz pierwszy pracowaliście z Lorenzo Stecconi. Czy wybraliście go dlatego, że to stały producent Ufomammut? Jesteście z niego zadowoleni?


Znamy się z Lorenzo od lat, mieliśmy czas zostać dobrymi przyjaciółmi, a jeśli chodzi o muzykę - przy okazji rozmów o niej, różnych nagrań i tak dalej, przekonaliśmy się, że w bardzo wielu kwestiach mamy podobne poglądy, zgadzamy się ze sobą w odniesieniu do wielu tematów. Z biegiem czasu, coraz bardziej utwierdzaliśmy się w przekonaniu, że to Lorenzo jest najwłaściwszą osobą, z którą powinniśmy współpracować przy okazji nowego albumu. Poza tym, Ufomammut ze swej strony także powiedzieli nam o swoich jak najbardziej pozytywnych doświadczeniach i wrażeniach z pracy z Lorenzo. Mając to wszystko na uwadze, nie mogliśmy postąpić inaczej. Btw, Lorenzo pracował z nami już wcześniej - był naszym dźwiękowcem podczas poprzedniej europejskiej trasy w kwietniu 2012 roku.


Mam wrażenie, że jesteście bardzo niedocenionym zespołem. Przynajmniej częściowo przyczyny takiego stanu rzeczy upatrywałbym w pochodzeniu ICO. Co o tym myślisz?


Nie mogę z pełnym przekonaniem stwierdzić, że gdybyśmy urodzili się w innym kraju, na pewno skupilibyśmy na sobie więcej uwagi ze strony słuchaczy. Ale z drugiej strony, jeśli chodzi o muzykę, Włochy nie oferują zbyt wielu możliwości, szczególnie w ostatnich latach. Dlatego, w pewnym sensie, zgadzam się z Twoją tezą.


Alessio, jak zaczęła się twoja przygoda z gitarą basową. Dlaczego Twój wybór padł właśnie na ten instrument?


To w gruncie rzeczy głupia historia, która wydarzyła się w czasach, gdy jeszcze chodziłem do szkoły. Pewnego dnia, podczas strajku w mojej szkole, usłyszałem zespół grający punk rock. Miałem wtedy 14 lat, oni grali w jednej z klas, a jedynym instrumentem, który brzmiał głośniej i dosadniej niż perkusja, był bas. Jego dźwięk zapisał mi się w pamięci na tyle potężnie, tłusto i nisko, że szczerze  zakochałem się wtedy w tym kawałku drewna. I tak mi już zostało.


Wasze najbliższe plany?


Plan na październik to intensywny tour po Europie, w którym Incoming Cerebral Overdrive będzie supportować Ufomammut (relacja z koncertu w Lipsku - TUTAJ). Bardzo na to czekaliśmy, w związku z czym cholernie cieszymy się na tę trasę! Po powrocie do domu, planujemy skoncentrować się na pracy nad nowym materiałem, a także nad planowaniem kolejnej, samodzielnej trasy, promującej “Le Stelle". Bardzo chcielibyśmy zawitać wtedy do Polski, mam nadzieję, że nam się uda!


Dzięki za Wasz czas i powodzenia!


To my dziękujemy!


Małgorzata Napiórkowska-Kubicka
Szymon Kubicki

GALERIA
Popestar Ghost

Jako jeden z nielicznych w redakcji naszego magazynu uparcie bronię Ghost.

Gramy dalej

9 /10
Breaking Habits Meller Gołyźniak Duda

Wreszcie doczekaliśmy się polskiej supergrupy z prawdziwego zdarzenia. Nie jakiejś tam odpustowej zgrai muzykantów do kieliszka, ale ekipy złożonej...Gramy dalej

8 /10
Testament ocena 8
Brotherhood of the Snake
Gatunek: Thrash metal
When The Smoke Clears
Gatunek: Hardcore
Shklo ocena 7
Shklo Music
Gatunek: Alternatywa
Zobacz wszystkie