Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / James Monteith (Tesseract)

James Monteith (Tesseract)

Z Jamesem Monteith, gitarzystą oraz człowiekiem odpowiedzialnym za PR brytyjskiego Tesseract, rozmawiamy m.in. o nowym wokaliście zespołu, roli wytwórni płytowych jako elementu przemysłu muzycznego oraz potrzeby wykorzystania PR w karierze zespołu.

Jak znaleźliście Ashe’a (O'Hara - wokal)? Według mnie, idealnie wpisuje się w styl zespołu. W zasadzie, to każdy z trójki waszych wokalistów jest wyjątkowy.


Dziękuję za opinię. Myślimy dokładnie tak samo. Mamy jedną konkretną wizję tego zespołu, i mamy to szczęście, że każdy z wokalistów, z którym przyszło nam pracować pozwalał nam na to, aby ją realizować. Najprościej rzecz ujmując: by tworzyć muzykę z pasją i siłą, pomimo wszystkich oczekiwań słuchaczy i gatunkowego szufladkowania. Ashe trafił do nas dość szybko, ponieważ był niejako w okolicy. Każdy mniej lub bardziej kojarzył kolesia, i raptem 48 godzin po odejściu Elliota braliśmy pod uwagę jego kandydaturę. Jednakowoż, nie spieszyliśmy się z tym i daliśmy sobie odpowiednią ilość czasu, aby przemyśleć całą sytuację. Teraz, kiedy patrzę wstecz, dochodzę do wniosku, że zmarnowaliśmy kilka miesięcy na szukanie innych opcji, a Ashe od samego początku był właściwym człowiekiem. Dobrze, że sprawa została rozwiązana i jest z nami na stałe.


Ashe jest ustawicznie porównywany do Dana. Nie rozumiem tych porównań, bo to dwaj zupełnie inni wokaliści, którzy byli w tym zespole na pewnym jego etapie. Zmieniła się muzyka, Tesseract wyewoluował. Co ciekawe, mimo, że wciąż gracie bardzo technicznie, dzięki Ashe’owi, co wnoszę po singlu, wasza muzyka nabrała trochę popowego, przebojowego flow. Czuliście presję związana z jego obecnością w zespole?


Oczywiście, że tak. Nerwy związane zarówno z przyjściem jak i odejściem Elliota były nie do opisania, więc podobnie czuliśmy się teraz. Jak się jednak okazuje, ku naszej uciesze i zaskoczeniu, fani oraz opinia publiczna cenią sobie zmianę. To spore wyzwanie, by zachować własną tożsamość, rozwijać się, mieć poczucie wolności, a zarazem nie zawieść oczekiwań innych ludzi. Ashe pozwala nam na swobodę, a to niezwykle istotna kwestia w Tesseract. Wreszcie jesteśmy wolni od stereotypów i gatunkowych łatek. Kiedy pisaliśmy "One", inni członkowie zespołu zastanawiali się nad tym, czy nie warto zostawić nieco ostrzejszych wokali, bo tego oczekiwali fani, dziś, okazuje się, że droga którą podążamy jest tą właściwą. Bez screamów.


Zatem skoro macie już permanentnego wokalistę, czy pracujecie nad nowym albumem?


Na chwilę obecną mamy skończone 75 % materiału. To niesamowite, że nowe rzeczy potrafimy zrobić w ciągu sześciu tygodni, a nad debiutem siedzieliśmy aż sześć lat. Spodziewajcie się czegoś zdecydowanie innego niż "One". Sam jestem ciekaw finalnego efektu, bo zarówno stary materiał, jak i nowy, na etapie prac, prób czy nagrań wciąż ewoluuje. Dlatego wszystko dokumentujemy w formie DVD. Po trzystu koncertach, które jak do tej pory zagraliśmy, wiele rzeczy, oraz patentów, które wykorzystywaliśmy wcześniej uległo zmianie. Dlatego musimy dokumentować cały ten proces.


Niebawem zagracie na Euroblast Festival. Podoba Ci się idea tej imprezy? Jak oceniasz jej rozwój?


Ten festiwal to jedna z głównych przyczyn, z powodu której progresywny metal odżył w Europie. Doroczne, święto dobrej, inteligentnej muzyki. To, że festiwal odbywa się w tym roku w "The Live Music Hall" to coś niesamowitego. Pamiętam, czasy gdy ta impreza odbywała się w Bogen 2 - istne szaleństwo. Na chwilę obecną, ten festiwal powinien mieć w lineupie Opeth czy Messhugah. Organizatorzy są na to przygotowani. Traktuję ten event jak Bloodstock w UK, od fanów dla fanów. Liczy się miłość do muzyki. Nie kasa.


W grudniu będziecie supportować Devina Townsenda w ramach jego trasy na Wyspach. Masz jakieś konkretne oczekiwania odnośnie tych koncertów?


Jasne, że tak! Kiedy w 2010 roku graliśmy koncerty z jego zespołem, był to mój pierwszy i chyba jedyny raz w życiu, kiedy co noc oglądałem headlinera. Koncerty Devina są tak nieprzewidywalne, tak genialne, że aż ciężko to ubrać w słowa. Po prostu musisz to zobaczyć. Dodaj do tego Fear Factory w lineupie i jest… no, kurwa, dobrze! (śmiech). Żałuję, że nie możemy zagrać całej trasy, ale cóż, album sam się nie zrobi...


Djent inspiruje metalcore’owców, wydaje się być atrakcyjny również dla producentów electronic dance music (z powodu brzmienia basu). To wciąż trend, czy zjawisko na szeroką skalę?


Djent stał się etykietą, określającą raczej nietuzinkowe myślenie. Ale, nie ukrywam, że djent jest cliché. Ludzie oczekują, że zrobisz coś nieoczekiwanego (śmiech). W Tesseract staramy się zaskakiwać, ale chcemy by słuchacze mieli poczucie więzi z naszą muzyką. By wracali do niej jak do starego przyjaciela, ale wciąż mieli poczucie pewnej tajemniczości.


Wiele zespołów (zwłaszcza w USA) kończy karierę lub zawiesza działalność, z powodu braku korzyści z gry w zespole. Co zatem zmusza ludzi do tego, by porzucili swoje dotychczasowe zajęcie? Złe kontrakty z wytwórniami? Ich polityka wypłacania należności zespołom? A może, odwieczny problem, ściąganie muzyki z sieci?


Jak ze wszystkim w życiu, nic nie ma wyłącznie jednej przyczyny. Przynajmniej z naszej perspektywy jako zespołu w szeregach dużego labela, ale możliwe, że tak jest na scenie alternatywnej, gdzie nie ma większych pieniędzy na start. Moment, w którym nastąpiła cyfrowa rewolucja odcisnął piętno na wszystkim, od firm prowadzących management, przez wytwórnie a na samych artystach kończąc. Dopóki nie zmieni się generalny model zarządzania, tak długo będziemy cierpieć z powodu tamtych zmian. Stare metody promocji i zarządzania już nie działają. Należy mieć to na uwadze, a wydaje mi się, że wielu pracowników wytwórni o tym zapomina. Pobieranie muzyki z Internetu, jest nielegalne już z definicji. Po prostu, okradasz kogoś. Każde takie jednorazowe pobranie płyty, to załóżmy 34MB kompletnie bezdusznej treści, która ląduje gdzieś tam, koło setek, tysięcy, a nawet dziesiątek tysięcy podobnych. Nieważne jak wytłumaczysz takie zachowanie, to kradzież. Ostatnio potrzebowałem naprawdę dużej kasy aby opłacić rachunki. Nie ma lekko. Tak więc, potrzebuję zarabiać na tym co robię, bo nie mam nawet czasu na to, aby zajmować się czymś innym. To jedyny sposób (naszego) zarabiania na życie. Na całe szczęście, te wytwórnie i zespoły, którym udaje się utrzymać wywołują zmiany w sposobie myślenia i prowadzenia działalności, dlatego trzymam kciuki za biznes. Może będzie lepiej.


Jakiego sprzętu używasz?


Nie używam wzmacniaczy. Wykorzystuję jedynie procesor Fractal AXE FC Ultra. No, i monitorów HH. Poza tym, gram na gitarach Ibanez. Tyle.


Poza graniem w zespole, jesteś jednym z dwójki założycieli agencji Hold Tight! PR. Jak ważny z Twojego punktu widzenia jest PR zespołów w dzisiejszych czasach?


Mimo, że metody oraz same media ewoluują, muzyczny PR nie jest niczym szczególnie nowym. Za podstawowe zadanie w naszej firmie traktujemy dostarczanie wytwórniom i dziennikarzom naprawdę dobrej muzyki. Proces budowania wizerunku zespołu jest żmudny i wymaga zarówno odpowiedniej strategii jak i wzajemnych oczekiwań. PR polegający na załatwianiu wywiadów, recenzji czy nawet pojawiania się na okładach magazynów, to tylko część, tego, co kapela poza koncertowaniem powinna robić.
PR jest czymś, co zespoły powinny brać pod uwagę wyłącznie wtedy, gdy mają obraną strategię rozwoju swojej marki. Wiele zespołów kontaktuje się z nami w celu uzyskania pomocy, czasem nawet komentarza, ale nie mają żadnego planu ani wizji tego, co chcą osiągnąć. Zazwyczaj myślą, że zatrudnienie agencji PR to fajna prosta sprawa i natychmiastowy klucz do sukcesu. Nic bardziej mylnego.


Dzięki za Twój czas.


To ja dziękuję. Zapraszam do kontaktowania się z Hold Tight! PR i mam nadzieję, że nasz nowy album przypadnie Wam do gustu.


Grzegorz "Chain" Pindor

Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
Snakes of Eden CETI

Dwa lata po znakomitym albumie "Brutus Syndrome" CETI powraca z kolejnym mocnym uderzeniem zatytułowanym "Snakes Of Eden".

Gramy dalej

9 /10
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Ghost ocena 9
Popestar
Gatunek: Heavy metal
Zobacz wszystkie