Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Skunk Anansie

Skunk Anansie

Grupa Skunk Anansie wróciła na dobre. Idole znani szerszej publiczności z ich dokonań w latach 90. wrócili w 2010 roku na sklepowe półki z albumem Wonderlustre.

Krążek był różnie odbierany przez krytykę, ale pozwolił Skin i chłopakom zgrać się na nowo, co z pełnym zaangażowaniem zaprezentowali na swoim najnowszym albumie Black Traffic. Wydawnictwo, które trafia do sprzedaży we wrześniu promuje utwór "I Believed In You". Magazyn Gitarzysta udał się na poranną filiżankę małej czarnej w towarzystwie charyzmatycznej liderki Skin i jej nadwornego gitarzysty Ace’a. Wspólnie opowiedzieli nam o swojej własnej wytwórni płytowej, sprzęcie i wizji bojkotowania dwupłytowych albumów…

Spotkaliśmy się z okazji wydania płyty Black Traffic. Całkiem niedawno ukazał się teledysk do utworu "I Believed in You". Powiedz mi, jakie są reakcje na ten kawałek?


Jak do tej pory same pozytywne (śmiech). Nowa piosenka została przyjęta naprawdę dobrze. Ludzie reagują jednak wspaniale na naszą reaktywację, nowe utwory i teledyski. Wszystkim bardzo się to podoba i nie sposób się z tego nie cieszyć.

You need to a flashplayer enabled browser to view this YouTube video


Dosłownie za chwilę nagrywacie kolejny teledysk. Do jakiej piosenki i kiedy będzie można go zobaczyć?


Klip ukazuje się we wrześniu, przy okazji premiery płyty. Nagraliśmy go do kawałka "I Hope To Get To Meet Your Hero". Postanowiliśmy to zrobić trochę wcześniej, gdyż za dwa miesiące będziemy prawdopodobnie już bardzo zajęci.

You need to a flashplayer enabled browser to view this YouTube video


Powiedzieliście, że Black Traffic będzie lepszy od poprzedniego krążka...


My nigdy tego nie powiedzieliśmy! (śmiech)


Może dlatego, że zawsze staramy się stworzyć płytę lepszą od poprzedniej (śmiech).


Myślę, że ta płyta powinna być lepsza, bo ostatecznie każdy artysta dąży zawsze do tego by być jeszcze lepszym i by każdy następny album przyćmiewał swojego poprzednika.


Czym w takim będzie się różnić nowa płyta od Wonderlustre?


Wonderlustre było płytą, na której od nowa się zgrywaliśmy. Dopiero teraz czuję jakbyśmy znowu złapali dawne tempo. Stworzyliśmy tę drużynę od nowa. Wydajemy teraz w naszej niezależnej wytwórni, dzięki czemu mamy większą pewność siebie i poczucie bezpieczeństwa. Jest w nas zdecydowanie więcej nastawienia pt.: "Jak się nie podoba to spierdalajcie". Przy poprzedniej płycie było dużo niepewności. Nie wiedzieliśmy jak wszystko się potoczy po reaktywacji. Teraz jesteśmy już spokojniejsi. Mam wrażenie, że Black Traffic będzie przez to o wiele solidniejszą płytą.


Nowa płyta jest znacznie bliżej waszych pierwszych trzech, klasycznych krążków, niż Wonderlustre. Mówiliście o tym, że nowa wytwórnia daje wam większą wolność. Gdzie w takim razie objawia się ona na nowym wydawnictwie?


Niezupełnie się z tobą zgodzę - gdybyś wziął naszą pierwszą płytę i skonfrontował ją z Black Traffic, nie znalazłbyś tam żadnych podobieństw. Ta płyta jest zdecydowanie bardziej agresywna niż poprzednia. Ludzie jej słuchają i rzeczywiście mówią: "To brzmi jak z lat 90.", ale bierze się to z tego, że właśnie wtedy tacy byliśmy - głośni i agresywni (śmiech). Ponieważ nowy materiał faktycznie się tym charakteryzuje, ludzie automatycznie utożsamiają go z tamtym okresem. Między Paranoid And Sunburst, a Black Traffic jest jednak kolosalna różnica. Nowa płyta jest przede wszystkim bardziej eksperymentalna. Ma większą moc i faktycznie jest głośniejsza od tego co nagrywaliśmy ostatnio, jednak mimo to nie ma za wiele wspólnego z twórczością z lat 90. To zdecydowanie brzmienie dzisiejszego Skunk Anansie.


Czego w takim razie nie mogliście robić za czasów waszej poprzedniej wytwórni, a co dała wam nowa?


To wiele zwykłych, podstawowych spraw. Nikt nie stoi nad nami i nie mówi nam co mamy robić. Nie musimy mieć na przykład tego samego singla wydanego w każdym kraju. Jeśli gdzieś podoba się inny utwór, proszę bardzo. Niech to będzie wasz singiel. Możemy tworzyć teledyski znacznie mniejszym kosztem, możemy wypuszczać klipy w których pojawia się jedynie tekst naszych utworów (np. "Sad Sad Sad" - przyp. red.). Jest tyle różnych sposobów na promocję zespołu, o których niekoniecznie myślą duże wytwórnie płytowe. W dużej wytwórni dwadzieścia osób myśli o dwudziestu zespołach. My mamy trzy osoby, które mogą na spokojnie usiąść i omówić te wszystkie sprawy. Teraz tylko od nas zależy jak będziemy rozwiązywać problemy i jak się promować. To właśnie jest najlepsze w posiadaniu własnej wytwórni. To my mamy nad wszystkim kontrolę. Zaprezentowaliśmy nową okładkę na Facebooku, jednak później stwierdziliśmy, że może być jeszcze lepsza i po prostu ją zmieniliśmy. W wielkiej wytwórni byłoby to niemożliwe. Powiedzieliby, że skoro okładka pojawiła się już w mediach to nic nie da się już zmienić. Teraz nie mieliśmy takiego problemu. Skoro pojawiła się raz to przecież może pojawić się drugi, w innej formie. Właśnie taką wolność daje posiadanie własnej wytwórni.


Zmiana wytwórni to jedna sprawa, a jak zmienił się rynek muzyczny od lat 90.? Jak odnaleźliście się w tym wszystkim po tylu latach przerwy?


Naprawdę wiele się zmieniło. Przede wszystkim sposób w jaki ludzie kupują obecnie muzykę i to jak ją zdobywają.


W dzisiejszych czasach nikt nie spędza już dwóch godzin w sklepie muzycznym, a potem nie wychodzi z dziesięcioma, trzema czy nawet dwoma płytami. Teraz po prostu wyciągają smartfona i pobierają to co akurat im się spodoba. Szukają muzyki na iTunes albo na innych serwisach. Konsumpcja muzyczna diametralnie się zmieniła. Liczba osób kupujących muzykę bardzo spadła. Sposób jej kupowania też uległ zmianie. W dużej mierze sprawę spieprzyły największe wytwórnie płytowe. Mimo, że piractwo nieco spadło, to spadła też liczba osób kupujących płyty. Wynika to z tego, że nie ma już tylu sklepów płytowych co kiedyś. Sprzedaż płyt w klasycznej formie, na przestrzeni ostatnich lat, spadła o 70%. Smutne jest także to, że muzyczne telewizje nie zajmują się już pokazywaniem muzyki, tylko programami reality show. Staramy się z tym w jakiś sposób walczyć. Po pierwsze, mamy świetne piosenki. Po drugie, świetny zespół, dający z siebie wszystko podczas koncertów. Zamiast narzekać i biadolić na to, że ludzie ściągają twoją muzykę z sieci, po prostu idź z duchem czasu i wymyślaj nowe sposoby dotarcia do odbiorcy - nowe sposoby na robienie muzyki.


Pora na pytanie, które nie powinno was zaskoczyć: dlaczego tytuł Black Traffic?


Płyta nawiązuje w dużej mierze do aspektów społecznych i politycznych. Album mówi o niewidzialnych siłach, sprawujących kontrolę nad różnymi rzeczami. Przez aferę z bankiem Barclays wiele osób straciło dach nad głową, tylko dlatego, żeby ktoś inny mógł zarobić naprawdę duże pieniądze. To właśnie jest Black Traffic. Nie wiesz, czy tak naprawdę jesteś wolny. Może po prostu ktoś chce, żebyś tak myślał…


Utwór "I Believed In You" jest chyba jednym z najbardziej upolitycznionych na płycie. Ukazujecie w nim pewien powszechny problem. Macie jakiś pomysł na to jak go rozwiązać?


Łatwo przypina się muzykom łatkę tych, którzy potrafią rozwiązać wszystkie problemy tego świata, a to przecież zupełnie nie nasza rola. Jesteśmy artystami. Oczywiście wielu muzyków angażuje się w politykę, jednak nie do tego służy nasz talent. Możemy go wykorzystać do krytyki tego, co politycy powinni, a czego nie powinni robić. Mówimy o tym, co nas dotyka, co nas boli i oczywiście bierzemy za to odpowiedzialność. Podejmujemy konkretne tematy, dając ludziom możliwość dyskusji na ich temat. Utwór "I Believed In You" może odnosić się na przykład do rządów Tony’ego Blaira. Stojąc przed nim mogłabym mu dzisiaj powiedzieć: "Wierzyłam w ciebie, ale się pomyliłam" (fragment utworu - przyp. red.). Naszą rolą jako artystów jest pokazać konkretny problem, jednak tak samo jak wy dziennikarze, nie mamy gotowych odpowiedzi. Wiem natomiast, jak dany problem bezpośrednio wpływa na mnie i moje otoczenie. I właśnie o tym chcę mówić.


W takim razie, jakie inne tematy są poruszane na nowej płycie?


Jest dużo spraw społecznych, które dotykają nas na co dzień. Przede wszystkim staraliśmy się unikać banalnych tematów. Są też bardziej osobiste piosenki, takie jak "Sticky Fingers In Your Honey", "Sad Sad Sad", "I Will Break You" czy "Diving Down".


A jak wyglądał proces nagrywania tej płyty? Czy trwało to dłużej niż w przypadku poprzedniego krążka?


Tak, trwało to kilka tygodni dłużej, jednak nagrywanie płyt w naszym przypadku nigdy nie ciągnęło się zbyt długo. To zazwyczaj około dwóch miesięcy. Różnica była taka, że poprzednie płyty nagrywaliśmy bardziej "na żywo". Zamykaliśmy się w studio, katowaliśmy materiał, nagrywaliśmy i płyta była gotowa. Tym razem dużo więcej uwagi poświęciliśmy procesowi komponowania. Było więc mniej prób jako takich, a więcej samego pisania piosenek. Budowaliśmy je jak z klocków, które dopasowywaliśmy do pierwotnego szkieletu. Graliśmy na żywo bazę utworu, która pozwalała nam uchwycić energię i ogólny zarys, a następnie konstruowaliśmy pełną wersję kawałka siedząc w jednym pomieszczeniu, wymieniając się pomysłami i eksperymentując. Oczywiście wszystko działo się bardzo spontanicznie. Chodziło o to, żeby energia jaka drzemała w zarysie utworu wracała później w ostatecznej wersji piosenki. To nowoczesne podejście - mimo całej swojej analityczno- eksperymentalnej otoczki - świetnie się sprawdziło. Każda kompozycja była nagrywana indywidualnie. Kończąc utwór zastanawialiśmy się, czego jeszcze może mu brakować. Dodawaliśmy nowe smaczki, melodie i podkłady. A później zaczynaliśmy z kolejnymi piosenkami, które były już zbiorami zupełnie innych pomysłów. Mimo to wszystkie razem tworzą całość, definiującą styl naszego zespołu. Piękno tej płyty tkwi w wielkiej różnorodności brzmień, które tworzą spójną całość.


Płyta jest jednak dość krótka. Czy zdecydowaliście się odrzucić jakieś piosenki?


To chyba powszechny problem, że zespoły umieszczają na swoich płytach za dużo piosenek…


Wreszcie ktoś to powiedział!


To często popełniany błąd. Jeśli zostało wam kilkanaście minut na płycie to naprawdę nie ma obowiązku, żeby je zapełnić.


Green Day w najbliższych miesiącach zapełni aż trzy płyty…


Naprawdę?! Boże… Wiesz, kiedy widzę podwójny album w stu procentach przypadków mogłabym wybrać z tych dwóch płyt dziesięć utworów, które stworzyłyby jeden genialny krążek. Jedyna podwójna płyta jaka przeczy tej zasadzie to Songs In The Key Of Life Steviego Wondera. Kocham każdą piosenkę z tego wydawnictwa i zdaję sobie sprawę, że jedne są gorsze od drugich, ale mam do nich słabość. Jednak w większości przypadków pojedynczy album w zupełności wystarcza. Na nową płytę nagraliśmy 16 utworów. Wyrzuciliśmy jeden, który nam nie pasował i zostało piętnaście kawałków. Cztery były niewystarczająco dobre, żeby znaleźć się na krążku więc ostatecznie zostało 11 kompozycji. Musieliśmy być ze sobą szczerzy i otwarcie powiedzieć sobie: "OK, te piosenki wylatują". Uważam, że najlepsze płyty, a przynajmniej te, do których sama osobiście wciąż wracam, nie mają więcej niż 8 utworów i nie trwają dłużej niż 30 minut. The Police, album Tapestry Carole King, czy Nick Drake, oni wszyscy nagrywali krótkie płyty z krótkimi piosenkami i było to wystarczające. Kiedy Black Traffic się kończy - co chcesz zrobić dalej? Chcesz włączyć ją od początku. Tak to powinno działać. Powinieneś chcieć przesłuchać płytę ponownie. A potem jeszcze raz i jeszcze raz…


Pytanie natury technicznej - na jakim sprzęcie nagrywaliście nową płytę?


Całe pomieszczenie było wypełnione sprzętem. Sprowadziłem sporo gitar i wzmacniaczy, z których lubię korzystać. Było tego naprawdę dużo. Nawet jeśli nagrywaliśmy na jednej ścieżce, to w wielu utworach rejestrowała ona dwa wzmacniacze jednocześnie. Często kombinowaliśmy. Głowa z jakiej często korzystałem to Marshall JCM800 - to dosyć oldschoolowy sprzęt, jednak zdecydowałem się go kupić. Odwiedziłem fabrykę Marshalla i wybrałem to co brzmiało dla mnie najlepiej. Skin korzystała z Fendera Tone Master - to prawdziwy vintage. Połączyliśmy więc brzmienie tych dwóch wzmacniaczy i otrzymaliśmy naprawdę niesamowity dźwięk. Tone Master grał z oryginalną kolumną dedykowaną tej głowie, a Marshall z bardziej współczesnymi kolumnami. Wykorzystałem też paczkę przygotowaną dla mnie przez firmę Zilla, wzorowaną na kultowym modelu firmy Orange, popularnym w latach 70. W środku zamontowane są oryginalne głośniki Orange, więc po połączeniu tego z Marshallem udało się uzyskać naprawdę świetny dźwięk, balansujący między vintage, a współczesnym brzmieniem. Na poprzednich płytach dużo eksperymentowałem - nagrywałem w różnych konfiguracjach na starych Voxach, Marshallach, czy sprzęcie od Orange - wiedziałem już więc, co chciałbym uzyskać.


A co z gitarami?


Okazało się, że na tej płycie najlepiej sprawdzą się przystawki typu single, a nie humbuckery z których korzystałem do tej pory. Używałem między innymi gitary PRS Mira z pickupami typu soap-bar, Fendera Telecastera i włoskiego Telecastera Alusonic. Wykorzystałem też mojego Rickenbackera i Gibsona Les Paula. Na tym ostatnim nagrywane było chociażby "I Will Break You" czy "Sticky Fingers In Your Honey". W studio był też z nami mój customowy PRS Singlecut. Wiesz… nie zdziwiłbym się gdyby niektóre partie nie zostały nagrane nawet na Stratocasterze (śmiech). Generalnie sporo eksperymentowaliśmy. Jeśli potrzeba było jaśniejszego brzmienia, zmieniałem instrument i próbowaliśmy dalej. Aż do skutku. Wszystko musiało się zgadzać. Często było tak, że brzmienia były bardzo odległe od tego co chcieliśmy uzyskać, albo po prostu brzydkie. W końcu jednak znajdowało się coś szalonego, co dziwnym trafem akurat pasowało.


Mówicie o strasznie dużym instrumentarium wykorzystanym przy nagrywaniu płyty, jak poradzicie sobie z tą różnorodnością podczas koncertów?


Zabieramy w trasę wiele gitar i trzy lub cztery wzmacniacze, które można łączyć w dowolnych konfiguracjach.Poza tym mam dużo różnych efektów podłogowych i multiefekty w racku, które można odpowiednio zaprogramować. Ten sprzęt w zupełności wystarczy żeby odtworzyć brzmienia z płyty.


Podstawą jest dobry techniczny od gitar. Musi mieć odpowiednie wyczucie czasu i być naprawdę szybki. Mamy takiego!

rozmawiał Marcin Kubicki

Popestar Ghost

Jako jeden z nielicznych w redakcji naszego magazynu uparcie bronię Ghost.

Gramy dalej

9 /10
Breaking Habits Meller Gołyźniak Duda

Wreszcie doczekaliśmy się polskiej supergrupy z prawdziwego zdarzenia. Nie jakiejś tam odpustowej zgrai muzykantów do kieliszka, ale ekipy złożonej...Gramy dalej

8 /10
Testament ocena 8
Brotherhood of the Snake
Gatunek: Thrash metal
When The Smoke Clears
Gatunek: Hardcore
Shklo ocena 7
Shklo Music
Gatunek: Alternatywa
Zobacz wszystkie