Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Totentanz

Totentanz

W przyszłym roku formacja Totentanz wydaje nową płytę. To bardzo ciekawy moment na porozmawianie z grupą, oczywiście nie tylko na temat planów wydawniczych.

Totentanz powstał w roku 2005 za sprawą Erika Bobella (muzyk amerykańskiego pochodzenia), Dariusza Pawłowskiego i Dariusza Durała -  pierwotnie jako zespół instrumentalny. Obecnie z pierwszego składu pozostał tylko amerykański gitarzysta basowy do którego kolejno dołączyli: Rafał Huszno (gitara, śpiew), Sebastian Mnich (perkusja) i Damian Gwizd (gitara).

Nazwa Totentanz pojawiła się w roku 2006, zaczerpnięta została z utworu Ferenca Liszta skomponowanego w roku 1849 na fortepian i gitarę. Taniec śmierci lub taniec szkieletów, początkowo tuż po powstaniu był dziełem bardzo popularnym, później mocno zapomnianym, obecnie wraca do łask, ściślej do sal koncertowych. Nie jest więc dziełem przypadku koncert w roku 2009 TT wraz z Tarnowską Orkiestrą Kameralną na tarnowskim Rynku.

W Koninie na koncert przyszły dwie sympatyczne starsze panie. Miały bilety, gustownie się ubrały, oczywiście stosowne fryzury. Były święcie przekonane, iż wybrały się na Totentanz Liszta. Wyszły z koncertu po czwartym kawałku w asyście młodych, klaszczących ludzi. Nie zażądały zwrotu pieniędzy za bilety.

Pochodzisz ze Stanów Zjednoczonych. Jak postrzegasz różnice w muzycznej mentalności Amerykanów i Polaków, o ile dostrzegasz takowe?


Eryk Bobella: Nie widzę różnic. Myślę iż zarówno w Polsce jak i w USA mentalność muzyczna jest taka sama. Natomiast wciąż duża różnica jest w dostępie do sprzętu.


Jesteś bardzo sprawnym basistą, mieszkasz w Polsce, ale jesteś obywatelem świata. Cieszę się, zresztą chyba nie tylko ja, iż zdecydowałeś się brać udział w polskim projekcie muzycznym - no właśnie: dlaczego?


Eryk Bobella: Mieszkam  w Polsce już ponad 20 lat  i to dla mnie było oczywiste, iż będę grał w zespole. Przecież język muzyki jest uniwersalny. Totentanz nie jest dla mnie projektem, to pasja i bardzo się cieszę że dzielę ją z właściwymi ludźmi.


W swoich tekstach poruszasz bardzo ważne, często osobiste tematy, opisujesz trudne, nierzadko patologiczne zjawiska dotyczące sfer naszego życia robiąc to w sposób absolutnie mistrzowski nieosiągalny dla innych, czy pisanie o takich sprawach jest rzeczą trudna?


Rafał Huszno: W istocie to, o czym piszę dotyczy trudnych, często bardzo trudnych zagadnień codziennego życia, z którymi przecież każdy z nas ma do czynienia w bliższym albo dalszym sąsiedztwie. Wielokrotnie niestety nawet w rodzinie. Bagaż doświadczeń jaki udało mi się zdobyć podczas dotychczasowej egzystencji, konieczność kontaktu z pewnymi specyficznymi środowiskami oraz od zawsze obserwacja i analiza tego, co się dzieje wokół, pozwala często na obiektywne opisanie danych zjawisk, a że w akurat formie tekstów do piosenek? Dlaczego nie? Czasami wolałbym nie mieć tematu. Niestety, życie codziennie dostarcza nowych źródeł i inspiracji, a przerażające jest to, że te źródła zamiast wysychać przybierają na sile, rozlewają się i w końcu zalewają otocznie tworząc jakby nową jakość. Śmierć niewinnych małych dzieci, fala samobójstw, brak wiary w cokolwiek, wyścig szczurów, walka o władzę, polityczny psychiatryk, przyzwolenie na donosicielstwo, brak wartości moralnych, moda na kretynizm i głupkowatych celebrytów i w tym wszystkim człowiek zagubiony jak przysłowiowa skorupka na morzu z przekonaniem, że tak ma być. Praktycznie każde z tych zagadnień to pomysł na tekst, a że niektórych doświadczyłem osobiście łatwiej jest o nich pisać.


Jak udaje Ci się połączyć swój warsztat literacki z tym muzycznym - gitarowym. Kwestia korelacji tych dwóch czynników zwłaszcza na scenie nie jest sprawa łatwą. Nie mogę również nie zapytać Ciebie, jako gitarzysty, o Twój podręczny arsenał (gitary, piece efekty).


Rafał Huszno: No jakoś to łączę, choć wokalistą zostałem dawno temu przypadkiem i tak odrobinę z musu zacząłem śpiewać i grać. Potem już z przyzwyczajenia grałem i śpiewałem co popadnie i tak zostało. Mam w swojej historii muzycznej (przeszło dwudziestoletniej) epizody tylko wokalne, ale wtedy nie bardzo wiadomo co zrobić z rękami. Myślę, że to kwestia koordynacji. Mnie to zupełnie nie przeszkadza, choć są rzeczy, których nie ugram śpiewając - nie mylić z tym, że często nie gram w zwrotkach - tak ma być! Bardzo lubię gitarę akustyczną i nucenie sobie czegoś tam, zresztą tak najczęściej powstają piosenki.
Pytasz o arsenał podręczny:
Gitary:Epiphone (Gibson Les Paul) Custom, Fender Stratocaster Classic, akustyk T.Burton (Limited Ediction), wzmacniacz Laboga - Mr.Hector Custom/100W lampa plus paczka Marshall (model 1960) 300W, efekty: kostka Boss chorus CE-5 ale bardzo rzadko.


Jesteś perkusistą, a tu nagle na płycie "Inni" dałeś się poznać jako autor tekstów. Dlaczego tak rzadko sięgasz do tego arsenału swoich zdolności?


Sebastian Mnich: Faktycznie, muszę przyznać, że jak dostałem możliwość napisania tych kilkunastu słów bardzo się ucieszyłem i sprawiło mi to bardzo dużą przyjemność .Nie będę też ukrywał, że chętnie bym jeszcze coś napisał, może na najnowszą płytę, ale muszę  poczekać do momentu, kiedy Rafał będzie miał brak weny twórczej i w tedy zaatakuje.


Zwykle na scenie zajmujesz miejsce w ostatniej linii, nie bardzo jesteś widoczny chociaż doskonale słyszalny. Czy biorąc pod uwagę chociażby twoje wspomniane wcześniej inklinacje autorskie nie myślałeś o dodatkowym mikrofonie wokalnym, czy może boisz się Rafała?


Sebastian Mnich: Oczywiście, myślałem i nawet próbowałem, natomiast musiałbym poświęcić wiele czasu na próbach, żeby to miało ręce i nogi, a w związku z tym, że tych prób i czasu jest niewiele to poczekam na lepsze czasy.


W zespole jesteś stosunkowo krótko. Powiedz, jak się czujesz w tym sprawdzonym i zgranym kolektywie i czy droga muzyczna, którą podąża zespól jest tożsama z twoją drogą muzyczną?


Damian Gwizd: Z Totentanz zacząłem przygodę w listopadzie ubiegłego roku i od samego początku czuję się w tym zespole świetnie. Myślę, że nie składają się na to tylko aspekty muzyczne. Jest to ekipa wspaniałych, pozytywnie nastawionych, pełnych energii ludzi. Bycie członkiem takiego zespołu jest spełnieniem moich marzeń, które miałem od samego dzieciństwa.


Czy jako najmłodszy w zespole to właśnie Ty biegasz po zapałki, całkiem jednak serio czym muzycznie wkupiłeś się w łaski zespołu?


Damian Gwizd: Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Po pierwszej wspólnej próbie każdy z nas stwierdził, że po prostu zażarło.


W jaki sposób możesz scharakteryzować, tak z punktu widzenia jak i słyszenia inżyniera dźwięku brzmienie TT?


Grzegorz Pyda (realizator dźwięku): Totentanz to zespół, który ma jasno określone brzmienie. Mocne, przesterowane gitary pracują z ostrą sekcją, jasnymi, agresywnymi bębnami oraz potężnym basem. Wokal musi być bardzo czytelny, ponieważ teksty odgrywają tu niezwykle ważną rolę, przy czym nie może górować nad resztą tak jak w przypadku popowych wykonawców. Praca z TT nie jest zbyt trudna. Zespół świetnie brzmi na scenie więc wystarczy tylko przenieść to brzmienie na front. Miks opieram głównie na gitarach, które muszą brzmieć potężnie jednak nie zbyt konturowo - trzeba zostawić miejsce na bas i wokal, który zmiksowany jest lekko powyżej gitar. Puls utworom nadaje stopa. Lubię, kiedy gra jednocześnie bardzo nisko w dole - wtedy czuć ją na nerkach - i selektywnie w najwyższych pasmach. Do tego werbel - Sebek ma niesamowity cios, więc wystarczy podstawić mikrofon i czasem lekko rozjaśnić. Reszta zestawu służy głównie do przebitek choć kilka numerów opiera się też na tomach. Tu muszę uważać aby floor tom zajmował inne pasmo niż bas, bo lubi zabierać dużo miejsca w miksie. Wokal, jak już mówiłem, miksuję lekko z przodu. Rafał ma bardzo mocny głos, dzięki czemu nie ma problemów z przesłuchami. Pozwala to uzyskać selektywne brzmienie z charakterystyczną szpilką. Całość uzupełniam basem Eryka, który wypełnia resztę pasma. W dole miksuję go powyżej stopy a w środku znajduję pazurek lekko powyżej gitar, jednak niżej niż stopa. To tyle.


Jesteś absolwentem inżynierii dźwięku AGH, prowadziłeś zajęcia ze studentami tej uczelni, co skłoniło Cię do zmiany barw i transfer do Totentanz oraz zaopiekowanie się studentami tej uczelni?


Grzegorz Pyda: To jest tak: jak byłem mały to lubiłem muzykę, trochę grałem i chodziłem na koncerty. Zawsze kręciły mnie te wielkie, analogowe konsolety z milionem gałek. Chciałem wiedzieć do czego służą, i jak to wszystko działa. Dlatego poszedłem na studia z myślą, że się tego nauczę. I nauczyłem się. Nauczyłem się też innych rzeczy, które zaczęły mnie fascynować. W ogóle fizjologia oraz psychologia słyszenia czyli ogólnie mówiąc psychoakustyka to bardzo ciekawe zagadnienia. Zacząłem się wkręcać w to jakie zjawiska zachodzą w przyrodzie i jakie zachodzą w niższych i wyższych piętrach naszego układu słuchowego. Kiedy i jak się to łączy i co z tego wynika. No i zaczęły się prace badawcze, sympozja i artykuły w całkiem wziętych czasopismach akustycznych. No i myślałem, żeby zostać w tym naukowym świecie. Razem z koleżanką z roku - Magdą Plewą - założyliśmy koło naukowe a potem powstał pomysł doktoratu. Równolegle zacząłem pracę realizatora dźwięku w krakowski klubie Lizard King. No i przypomniałem sobie po co właściwie poszedłem na te studia - chciałem robić koncerty. Przez jakiś czas robiłem i naukę i koncerty. Coraz więcej koncertów miesięcznie. Do tego zaczęły się pierwsze wyjazdy z zespołami. Brakowało czasu na wszystko. Pewnego dnia stanąłem przed wyborem: wystąpienie na konwencji AES w Londynie albo kilkudniowa trasa z zespołem Akurat. Wybrałem to drugie i tak już zostałem praktykiem.


Plany i strategia marketingowa, innego pytanie nie mogę zadać człowiekowi zajmującego się szeroko rozumiana organizacją.
 

Jacek Borzęcki (management): Przede wszystkim chcemy postawić na sukcesywne działania i promocje. Koncertować w każdym miesiącu przez jeden lub dwa weekendy, a nie jak do tej pory w systemie piłkarskiej ligi czyli wiosna - jesień. Jest wiele takich zakątków w Polsce gdzie zespól nie dotarł z koncertami. Z pewnością więcej uwagi poświecimy tez wszystkim odbywającym się u nas w kraju festiwalom. Oczywiście duch zespołu, pozytywna energia i pasja płynące od każdego z członków ekipy oraz wzajemne porozumienie i szacunek jeden do drugiego. Tak samo jak szacunek zespołu dla wszystkich fanów. To dajemy ale tego tez oczekujemy od innych.


Na zakończenie rozmowy poproszę o krótką rekomendacje najnowszego, właśnie powstającego krążka.


Jacek Borzęcki: W bardzo wielu już wywiadach odnosiliśmy się do nowego materiału, nawet 3 utwory są już grane promocyjnie na koncertach. Na pewno warto będzie (premiera - wiosna 2013) sięgnąć po ten krążek, będzie to wykładnia tego co w Totentanz było i jest najważniejsze: dynamika, motoryka i sceniczna zadziorność w warstwie instrumentalnej oraz refleksja nad kondycja współczesnego człowieka w warstwie tekstowej.


Jarek Skrzypek

Death Resonance Soilwork

Kariera Soilwork to dość ciekawy przypadek. Zespół, który nigdy nie splamił się słabym wydawnictwem, a od "Stabbing The Drama" (czyli dekady)...Gramy dalej

8 /10
Sounds From the Heart of Gothenburg In Flames

Dobór utworów pożegnalnego DVD In Flames z Danielem Svenssonem za zestawem perkusyjnym jest mocno dyskusyjny.

Gramy dalej

7 /10
Bad Vibrations
Gatunek: Metal
Rage ocena 8
The Devil Strikes Again
Gatunek: Heavy metal
Big Jesus ocena 5
Oneiric
Gatunek: Alternative rock
Zobacz wszystkie