Kup Magazyn Gitarzysta

Wilki

Na kilka dni przed premierą płyty Światło i mrok, jednego z najbardziej rozpoznawalnych zespołów polskiej sceny muzycznej, mieliśmy przyjemność porozmawiać z dwoma gitarowymi trzonami tej formacji. Mikisi Cupas i Maciej Gładysz zdradzili nam kilka ciekawostek na temat samego zespołu, swoich karier i sprzętu z jakiego korzystali przy nagrywaniu najnowszego longplaya.

Mikis Cupas

Nagrałeś właśnie nową płytę z Wilkami. Czym ten krążek różni się od waszych poprzednich dokonań?


Głównie zmianą składu i instrumentarium. Na płycie pojawił się co prawda gościnnie Andrzej Smolik, ale teraz kiedy nie jest on już oficjalnym członkiem zespołu, jego rola była znacznie mniejsza. Do tego zawsze na gitarze grałem ja i Robert. Teraz z kolei przesunęliśmy ciężar gry na dwie pełnoprawne gitary zmniejszając przy tym rolę instrumentów klawiszowych. Można zatem powiedzieć, że ta płyta jest dużo bardziej gitarowa niż poprzednie. Znajdziesz tutaj też więcej dynamicznych numerów, które nie zawsze pojawiały się na płytach Wilków.


Znajdą się na tym krążku przeboje na miarę chociażby "Baśki"?


Piosenki w stylu "Baśki" chyba nie ma. Takie rzeczy strasznie trudno przewidzieć i założę się, że nawet ci co się zarzekają, że nie nagrywają hitów na pewno chcieliby w swoim życiu chociaż jeden trafić (śmiech). "Baśka" na początku była żartem, a okazała się wielkim przebojem, który zapadł w pamięć - tego nigdy nie przewidzisz. Nie zastanawiamy się nigdy nagrywając materiał, co będzie miało potencjał singlowy. Czasami się coś trafia, a czasami nie. Poza tym mam wrażenie, że taki zespół jakim są Wilki nie musi już na siłę szukać przeboju. Może jeszcze coś się w życiu trafi, ale nie potrzebujemy tego tak bardzo jak kiedyś.


W 2009 roku pojawił się album Wilki Unplugged. Można było wtedy wnioskować, że jest to już może swego rodzaju podsumowanie waszych dokonań, a tymczasem wy nagrywacie nowy krążek. Nadal jest w was tyle pasji i motywacji do robienia muzyki?


Przy nagrywaniu płyty Unplugged było między nami różnie. Coś się zaczynało dziać i widać było, że czegoś zaczyna w zespole brakować. Pamiętam, że przy poprzednich płytach mieliśmy dużo mniej prób i wychodziło nam znacznie lepiej, a tu pomimo wielu godzin spędzonych na ogrywaniu materiału efekt końcowy nie był zadowalający. W tej chwili po odświeżeniu składu i atmosfery zaczęło nam się na powrót chcieć grać. Od jakiegoś czasu wszystko idzie dobrze i gdzieś nawet przeczytałem w jakimś wywiadzie, że Robert powiedział, iż jest to obecnie najlepszy skład Wilków. Jest w tym chyba nawet trochę prawdy (śmiech). Pamiętam jeszcze niedawno jak zaczynałem grać z Gładyszem, obawiałem się, że będą miedzy nami jakieś przepychanki na gitarach, ale nic z tych rzeczy nie miało miejsca - wręcz przeciwnie - rozłożyliśmy sobie to idealnie.


Przemysł muzyczny dość mocno zmienił się przez ostatnie 10 lat. Jak to jest dzisiaj jak się wydaje płytę? Jesteście świadomi swoich szans na rynku muzycznym?


Wydaje mi się, że ten przemysł najbardziej zmienił się w ostatnich kilku latach tak naprawdę. Jeszcze 10 lat temu nie wyglądało to tak najgorzej. Wiesz, nie chcę narzekać, ale trochę się pozmieniało. Płyta jest dzisiaj trochę taką wizytówką, którą pokazujesz światu. Jest to swego rodzaju informacja o tym, że pojawi się coś nowego. Wytwórnie płytowe zakładają zawsze jakiś plan minimum, w którym jeśli zwrócą się koszty płyty to jest już genialnie. Niestety młodzi ludzie przestali kupować płyty. Dzisiaj targetem dla krążków są głównie pasjonaci. Mam jednak nadzieję, że wyniki będą na tyle zadowalające, aby chociaż przyjemnie grało się nam nowe kawałki na koncertach. Internet rozwodnił wszystko totalnie. Spowodował, że muzyki na wysokim poziomie jest dzisiaj tak dużo, że szczerze mówiąc przestaje się to wszystko ogarniać. Nie ma dzisiaj już takich młodych zespołów, które zapełniałyby stadiony podobnie jak Metallica, czy Red Hot Chili Peppers. To wszystko raczej trafia do wąskiego grona, a mega gwiazdy powoli odchodzą na emeryturę. Wiesz, dzisiaj masz na iPodzie tysiąc płyt, a kiedyś leciałeś przez pół miasta, żeby kupić sobie tą jedną jedyną. Dzisiaj liczy się to kto ma bardziej pojemny odtwarzacz i to też spowodowało, że muzyka sama w sobie się trochę rozwodniła. Nie ma jednak co histeryzować. Nadal jest kilka świetnych starych zespołów, które trzymają formę i dbają o fanów.


Na nowej płycie jest 11 kawałków - krótko i treściwie. Jak wyglądał podział obowiązków?


Większość pomysłów tym razem przyniósł Robert. Potem oczywiście wszystko to było wspólnie aranżowane na próbach. Gitary z Maćkiem wymyślaliśmy sobie co prawda sami, ale  wszystko jest tak czy owak dziełem całego zespołowym.


Na jakich gitarach nagrywałeś Światło i Mrok?


Nie trzymałem się jednego modelu i szczerze powiedziawszy nie pamiętam już dzisiaj tak dokładnie co to było (śmiech). Przy nagrywaniu demówek dostaliśmy z Maćkiem sporo gitar, wolną salę i mogliśmy sobie trochę poeksperymentować. W trakcie tej zabawy okazało się, że jemu najlepiej podchodzi mu stary Gretsch, a mi PRS Hollowbody II. Nie dość, że osobno brzmiały dobrze, to jeszcze razem świetnie się dogadywały. Potem chyba większość rzeczy nagrywałem właśnie na tym PRSie i swoim Bognerze. Miałem też piec Orange, kilka Gibsonów, coś nagrałem również na Fenderze Telecasterze, ale nigdy za daleko nie odchodziłem od wspomnianego Hollowbody.


Kiedyś pamiętam chyba więcej grałeś na sprzęcie Orange niż teraz?


Lubię raz na jakiś czas coś radykalnie zmienić. Zawsze grałem na Gibsonie i na Marshallach. Potem był inny model PRSa i Orange’a, ale ponieważ brakowało mi trochę większej palety barw to wymyśliłem sobie właśnie tego Bognera Ecstasy 101. Model ten ma trzy kanały, które dają spore pole do popisu. Brzmi bardzo oldschoolowo, ale obsługę ma nowoczesną, co również strasznie mi się w nim spodobało. W Orange’u tak naprawdę masz tylko jedną gałkę, a czasami to po prostu za mało. Co więcej, Orange’a trzeba dość mocno rozkręcić, żeby on się w ogóle odezwał, więc często były narzekania, że jest trochę za głośno (śmiech). Bogner nie ma już tej wady, pozwala na trochę więcej swobody i daje fajne brzmienie.


W 2011 roku powstał album, którego autorami byłeś ty i Adam Wolski. Planujesz więcej takich wypraw?


Pewnie, że są jakieś pomysły i niezrealizowane plany. Oprócz grania w Wilkach zajmuje się również komponowaniem. Jestem też muzykiem sesyjnym dla różnych artystów popowych. Zdarzyło mi się napisać piosenkę Krzysztofowi Krawczykowi, Maryli Rodowicz czy nawet Dodzie (śmiech) i Ani Wyszkoni, więc raczej nie próżnuje. Płyta z Wolskim była taką rzeczą, która niezwykle mnie nakręciła głównie dlatego, że mogłem ją zrobić od początku do końca i strasznie nabrałem apetytu na takie projekty. Kiedy piszesz coś dla kogoś, to nie wiesz co ostatecznie stanie się z tym materiałem. Tutaj rzecz ma się zupełnie inaczej i przyznam się szczerze, że coś już sobie tam knuje kolejnego. Myślę, że prędzej czy później uda mi się jeszcze coś takiego wydać. Zresztą każdy w Wilkach cos robi, więc chłopaki się raczej nie obrażą (śmiech).




Maciej Gładysz

Jesteś w sumie całkiem nowym nabytkiem w zespole. Jak twoim zdaniem ten krążek wypada na tle poprzednich dokonań Wilków?


Jest to chyba jak do tej pory najmocniejszy album Wilków. Razem z Mikisem zadbaliśmy o to, żeby było tu sporo rockowego grania. Ciekawe jest to dla mnie szczególnie w perspektywie faktu, że grałem kiedyś na pierwszym krążku tego zespołu i widzę teraz diametralną zmianę w brzmieniu.


No waśnie, bo jak się okazuje nie z jednego pieca chleb już jadłeś. Poza tym, że nagrywałeś już kiedyś z Robertem, byłeś członkiem takich zespołów jak Tamerlane czy Human. Czemu te projekty tak szybko upadły? Jak wspominasz to doświadczenie?


Z Tamerlane był to w sumie bardziej eksperyment. Sama płyta podzielona została na dwie części. Jedna z nich była funkowo-rockowa i dlatego słychać na niej sporo wpływu chociażby Franka Zappy. Druga natomiast była z kolei jazzowa. Nie było na początku założenia, że mam grać na tej drugiej części, ale ostatecznie w kilku utworach zaistniałem. Całą tą przygodę, która miała miejsce w sumie już jakieś 20 lat temu, potraktowałem wtedy jako zupełnie nowe doświadczenie. Szukałem w tamtym czasie czegoś, żeby się rozwinąć. Dzisiaj bardzo mile to wspominam. Jeśli chodzi natomiast o Human to myślę, że jest to grupa w jakiś sposób dzisiaj legendarna. Dużo było tam popisów gitarowych, z czego osobiście jestem bardzo dumny. Bardzo fajnie nam to wtedy wyszło i trochę szkoda, że nie udało się tego ciągnąc dalej. Był już nawet materiał przygotowany na drugi krążek, ale przez pewne personalne sytuacje nigdy nie ujrzał on światła dziennego.


W twojej karierze było sporo podobnych kolaboracji i projektów. Miałeś przygody z Edytą Bartosiewicz, Beatą Kozidrak, grałeś przez chwilę nawet w zespole IRA. Które z tych wszystkich doświadczeń muzycznych dało ci najwięcej?


Chyba mimo wszystko z Edytą Bartosiewicz. Pracuje z nią już od wielu lat i nigdy nie narzekałem. Nie ma tam może jakichś specjalnych popisów gitarowych, ale klimat grania i jego charakterystyka pozwoliły mi się bardzo rozwinąć. Każda z tych kolaboracji była mi w jakiś sposób potrzebna i każda pozytywnie wpłynęła na moją grę.


Na jakim sprzęcie grywasz dzisiaj?


Jeśli chodzi o gitary to mam trzy podstawowe modele: Fender Stratocaster Ultra z początku lat 90., Gretsch Double Cutaway z 1972 roku i Guild S-100, czyli odpowiednik Gibsona SG z 1971 roku. Bez nich nie ruszam się z domu (śmiech).


A jaką gitarę z kolei poleciłbyś młodym adeptom tego instrumentu?


Wszystko tak naprawdę zależy od tego jakim dysponujesz budżetem. Ja zawsze byłem raczej zwolennikiem starych instrumentów, choć i wśród nowszych jest człowiek w stanie znaleźć coś dobrego. Jeśli bym kupował to na pewno jakąś używaną i rozegraną. Można w tej chwili kupić japońskie odpowiedniki, bądź też kopie Fendera za całkiem nie duże pieniądze.

rozmawiał Michał Lis

foto: Anna Głuszko-Smolik

Wild World Bastille

Przy okazji słuchania drugiej płyty Bastille doszedłem do wniosku, że chyba nigdy nie zrozumiem zwyczajów zakupowych współczesnych fanów muzyki....Gramy dalej

7 /10
Ostatnia rodzina - muzyka z filmu Różni Wykonawcy

"Ostatnia rodzina" to jeden z najgłośniejszych filmów ostatnich miesięcy, który trafi do kin pod koniec września. Z kolei dwa tygodnie temu premierę...Gramy dalej

7 /10
Soilwork ocena 8
Death Resonance
Gatunek: Melodic death metal
In Flames ocena 7
Sounds From the Heart of Gothenburg
Gatunek: Melodic death metal
Bad Vibrations
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie