Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Remi Gallego (The Algorithm)

Remi Gallego (The Algorithm)

Przedstawiamy zapis rozmowy z Remim Gallego - mózgiem i twórcą The Algorithm, którego ostatni album "Polymorphic Code" spotkał się z szerokim uznaniem słuchaczy i krytyków.

Cześć Remi! Słuchaj, na początek przedstaw się naszym czytelnikom.


Hello! Nazywam się Remi, mieszkam we francuskim mieście Montepellier, kocham pizzę, meksykańskie żarcie i żółwie ninja. Poza tym tworzę muzykę (śmiech).


Co skłoniło Cię do tego aby ze swoją twórczością uciec z Francji do UK. Na Wyspach ludzie są bardziej otwarci na muzykę niż w Twojej ojczyźnie?


Fakt, że mam podpisany deal z brytyjskim labelem oczywiście pomaga mi dotrzeć do odbiorców z tej części kontynentu. Nie jest to jednak tak, że w moim kraju, czy w ogóle na głównej części kontynentu ludzie tego nie rozumieją. Co do tego, czy słuchacze są otwarci bądź zamknięci na muzykę - staram się nie rozpatrywać ich podejścia w takich kategoriach. Ale, uważam, że Anglicy zawsze byli głodni nowych dźwięków i doznań, dlatego wybór państwa i niejako rynku na początek był logiczny. A wracając do Francji, nie jest tak źle. Niedawno grałem w małym klubie dla 250 osób, a wkrótce zagoszczę w Paryskim La Cigale, co traktuję jako duży sukces.


Zastanawiam się czy masz świadomość tego, że ze swoją muzyką zrobiłeś coś zupełnie nowego. Metal jest już tak mocno wyeksploatowany, a tu taka niespodzianka. Co było pierwsze w twoim życiu - gitary czy elektronika?


Od zawsze słuchałem metalu, ale z biegiem czasu zacząłem poszukiwać nowych rzeczy. To doprowadziło do tego, że dziś słucham całej gamy kompletnie różnych od siebie rzeczy, co odzwierciedlam w swojej muzyce. A najprościej rzecz ujmując i zarazem odpowiadając na Twoje pytanie - nie jestem ani bardziej metalowcem, ani typem zakochanym w elektronice. Kocham muzykę jako całość.


A skoro mówimy o muzyce elektronicznej, bądź tanecznej. Twoi krajanie z deathmetalowego As They Burn nie raz dzielili scenę z grime’owym zespołem Dope D.O.D. Myślisz, że i Ty możesz grać koncerty u boku metalowych kapel, albo z dj’ami?


Myślę, że tak. Metal to dla mnie dość naturalne środowisko i moja popularność bierze się właśnie z tej sceny. Mam nadzieję, że w przyszłości jeszcze nie raz zaskoczę i będę miał okazję zrobić coś interesującego z innymi artystami. (Remi wkrótce zagra z Enter Shikari - przyp.red).


Jak sam opisałbyś swój debiut? Uważam, że mimo, iż zawiera naprawdę progresywne dźwięki, ma doskonały flow, jest na swój sposób przebojowy, ma potencjał czysto imprezowy, nawet na dj set, a poza tym, cholera, miejscami zmusza do tańca! (śmiech)


Dzięki! Właściwie to uważam dokładnie tak samo! To, czego nie lubię w dj setach, to brak nieprzewidywalności. To co robią dj’e często jest nudne, chyba, że chlejesz na umór - wtedy spoko (śmiech). Może o to w tym chodzi? W każdym bądź razie, nie mam nic przeciwko temu, by ze swoją twórczością trafić do klubów. Wydaje mi się, że jedyne czego potrzebujesz by porwać ludzi to dobry groove. Nieistotne, czy twoja muzyka jest złożona i trudna, ważne by odpowiednio bujała.


Zauważyłem, że większość koncertów grasz sam. Jednakże, od jakiegoś czasu występujesz z perkusistą djent/prog metalowego Monuments. Jak doszło do tej współpracy? I czy wolisz grać sam czy z bębniarzem?


Mike zrobił kiedyś cover "Isometry" na YouTube co wprawiło mnie w niemałe osłupienie. Szczerze mówiąc, nigdy nie sądziłem ,że jakikolwiek drummer będzie w stanie to zagrać na żywo. Kiedy programuję ścieżki bębnów, staram się zapisywać je tak, by nie były możliwe do odtworzenia na żywo. A tu proszę! W końcu doszło do tego, że obgadaliśmy cały temat, no i stało się. Zawsze kiedy występuję staram się dodać nieco naturalności i jednak ludzkiego charakteru utworom. Mike’owi udaję się w to wpasować, i może właśnie dlatego ludzie lepiej reagują na to co robię. Dzielenie sceny z żywym muzykiem, a nie tylko plastikowym sprzętem to doskonałe uczucie. Poza tym Mike to mój przyjaciel, więc nie może być lepiej.


Skoro już mówiliśmy o brytyjskiej scenie i rynku, jak doszło do kontraktu z Basick?


Półtora roku temu, kiedy wypuściłem "Isolated" sami się do mnie odezwali. Uzgodniliśmy kilka spraw, okazało się, że są otwarci na to co robię i mogą mi pomóc, no i niedługo potem doszło do podpisania kontraktu. Ten label stara się promować wyłącznie inteligentną i przyszłościową muzykę, dlatego jestem dumny z bycia jego częścią.


Zauważyłem, że używasz oprogramowania Ableton oraz kontrolera Akai. Co sprawia największą trudność w ich obsłudze na żywo? Adrenalina daje się we znaki?


Dodam jeszcze, że mam zainstalowanego Windowsa 7, a to cholerstwo stanowi największą przeszkodę. Jedyne z czym mam problem, to unikanie "blue screena". (śmiech)


Swoją drogą, nie boli cię kręgosłup po koncertach? Praktycznie cały czas jesteś w jednej nisko pochylonej pozycji.


Jasne, że tak! W trasie jest to nieznośne. Muszę zadbać o to, aby mieć jakiś odpowiednio wysoki stół, bo nie mam zamiaru wyglądać jak dziadek za 5 lat. Za młody jestem!


Dzięki za Twój czas.


Fajnie, że się mną zainteresowałeś. Przepraszam, że to tak długo trwało. Tak czy owak, pozdrawiam wszystkich czytelników Magazynu Gitarzysta, fanów dobrego groove, a przede wszystkim, ludzi ceniących progresywne dźwięki. A przy okazji - fun fact: kiedy z Tobą pisałem włączył mi się blue screen. Pieprzony RAM!


Grzegorz "Chain" Pindor

GALERIA
Bad Vibrations A Day To Remember

Amerykanie zbyt długo kazali czekać na swój nowy album.

Gramy dalej

8 /10
The Devil Strikes Again Rage

Giganci niemieckiego heavy powracają z nowym krążkiem, w mocno odświeżonym składzie.

Gramy dalej

8 /10
Big Jesus ocena 5
Oneiric
Gatunek: Alternative rock
Divine Touch
Gatunek: Melodic death metal
Intruder
Gatunek: New wave
Zobacz wszystkie