Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Billie Joe (Green Day)

Billie Joe (Green Day)

Billie Joe Armstrong opowiada o zbudowanych przez siebie wzmacniaczach, skrywanej miłości do shredu i dlaczego Zakk Wylde powinien pokochać nową płytę zespołu.

Większość zespołów zaczyna z klasycznym dla rock’n’rolla marzeniem: zagrać trochę koncertów, stworzyć fanklub, podpisać pierwszy kontrakt z wytwórnią. Wielu udaje zrealizować się dwa pierwsze założenia i, jeśli mają naprawdę sporo szczęścia, osiągnąć też to trzecie. Z drugiej strony, tylko niektóre zespoły przyciągają uwagę całego pokolenia - a tym naprawdę wyjątkowym udaje się to zrobić dwukrotnie. W 1994 roku Green Day - z liczącymi po 22 lata członkami zespołu - zawładnął muzycznym światem. Odejście Kurta Cobaina pozostawiło wyrwę w rockowej muzyce, jednocześnie niszcząc grunge i uciszając zastępy odzianych w szkockie kraty naśladowców, do których przemysł muzyczny zalecał się przez poprzednie 3 lata. Tak jak Nirvana zmieniła oblicze muzyki albumem Nevermind i pozostawiła niezwykły sentyment do Smells Like Teen Spirit, Billie Joe Armstrong z zespołem uderzył tłumionymi, akordowymi riffami w pokolenie podmiejskich próżniaków pytaniem zawartym w utworze Dookie’s Basket Case: "Do you have the time/ To listen to me whine?"("Czy macie czas/By słuchać mojego biadolenia?"). Jak się okazało, mieli czas.

Trzy albumy później sytuacja nieco zmieniła się. Green Day z raczkujących, punkowych dzieciaków przemieniło się w wykończonych używkami milionerów. Kolejne płyty Insomniac, Nimrod i Warning miały spory odzew, ale nie zdołały powtórzyć komercyjnego sukcesu Dookie. Pojawiła się też nowa fala cukierkowego pop-punku, reprezentowana przez Blink-182 i Sum 41. W porównaniu do nich muzyka Green Day wydawała się nieco nadęta, folk-rockowy kierunek wypadał trochę niemrawo, a sam zespół został spisany na straty przez główne, rockowe magazyny. W świecie po 9/11, zdominowanym przez paranoje, nu-metal, rozrywkowe programy TV i "głupkowatych", pop-punkowych dowcipnisiów, nowe pokolenie zagubiło się w poszukiwaniu czegoś, ale nikt nie szukał w tym bałaganie Green Daya. Prawdopodobnie dlatego wydany w 2004 roku American Idiot odniósł taki sukces.

Chociaż album podzielił dotychczasowych fanów, polityczne znaczenie American Idiot - prezentowanego jako koncept album uzupełniony progresywnymi elementami, hymnami w stylu The Who i ogólnym przesłaniem bycia wkurzonym na wszystko - ponownie wywołał rodzaj młodzieżowej rebelii, windując Green Day na szczyty list przebojów oraz największe sceny koncertowe świata. Miało to miejsce 8 lat i 2 albumy temu, i Green Day wraca teraz nie z jednym, ale trzema nowymi nagraniami (!Uno!, iDos! i iTre!), mającymi ukazać się kolejno do stycznia 2013 roku. Pierwszy, !Uno!, jest powrotem do brzmienia łączącego chwytliwe elementy Dookie, intensywność Insomniac, potężne, pop-gitarowe riffy Nimrod i Warning oraz otwarte, szczere przesłanie American Idiot i 21st Century Breakdown. Płytę charakteryzuje mieszanka pianina i sekcji smyczkowych, ballady i wielokrotne ukłony w stronę instrumentacji z wykorzystaniem gitary klasycznej, basu, perkusji i głosu, krótsze utwory oraz, uwaga, mnóstwo gitarowych solówek. Jeśli ktoś ma szansę w tym roku ożywić gitarową muzykę, jest to na pewno Green Day, i po rozmowie z Bille Joe jasne jest, że zespół nabrał nowych sił i jest gotowy ponownie namieszać na rockowej scenie.

Skąd wziął się pomysł na te 3 albumy?


Idea zaczęła powstawać podczas naszego pobytu w Europie. Obojętnie czy byliśmy w Berlinie, Glasgow czy Helsinkach, snuliśmy się wokół, ja pisałem piosenki w wolnym czasie i wchodziliśmy z tym do studia. Kiedy wróciliśmy z trasy 21st Century, zacząłem pisać dużo więcej utworów. Chciałem wrócić do komponowania klasycznych, punk-rockowych oraz mocnych, popowych numerów, na których w zasadzie wychowałem się, i które kochałem. Zrobiłem kilka demówek i pokazałem je Mike'owi, Tre i Jasonowi White, naszemu drugiemu gitarzyście. Wspólnie poznawaliśmy nowe piosenki i pracowaliśmy razem nad aranżacjami. Muszę powiedzieć, że mocno ubrudziliśmy sobie przy tym ręce.


To bardzo ambitny projekt. W jaki sposób dokonaliście wyboru utworów na poszczególne albumy?


Im więcej ze sobą graliśmy, tym więcej pojawiało się kolejnych numerów. Kiedy dotarliśmy do 27, zaczęliśmy układać różne zestawy utworów, próbując dopasować je brzmieniowo ze sobą. !Uno! prezentuje powrót do korzeni i klasycznego brzmienia Green Daya. iDos! jest bardziej w stylu Foxboro Hot Tubs (projekt poboczny członków Green Daya) lub coś w tym rodzaju - garażowy rock, bardziej dziki i seksualny. Jest tu więcej piosenek o pieprzeniu i tego typu sprawach; album ma taki dziki, imprezowy klimat. I w końcu trzeci jest nieco słodszy i bardziej refleksyjny, ale utrzymujący cały czas energię, z której jesteśmy znani.


W porównaniu do American Idiot i 21st Century Breakdown, gitara na !Uno! Brzmi jednocześnie mocniej i bardziej czysto.


Myślę, że American Idiot i 21st Century Breakdown... mają ten rodzaj nowoczesnego, podrasowanego brzmienia Marshalla. Jednak bardziej czyste brzmienie gitar daje w rezultacie większy, bardziej obszerny sound. Często zbyt przesterowana, przesaturowana barwa daje odwrotny efekt. Tu można wyraźnie usłyszeć nawet drewno gitary.


Czy używałeś na nagraniach swoich gitar Gibson Les Paul Junior?


Sporo grałem na starym modelu '65 Double Anniversary Gretscha, grałem też na Les Paulach Juniorach. Sporo solówek nagrałem na modelu '59 Les Paula. W kilku numerach na solo wykorzystałem też Gretscha Brian Selzer Hot Rod, wspaniały instrument, który jest chyba najlepszą sygnowaną gitarą, jaką kiedykolwiek zrobiono. Moje gitary są po lewej stronie w panoramie, a wiosła Jasona (White) po prawej. On używa sporo gitar Les Paul Junior, Silvertonefa i tego typu sprzętu.


Czy pojawiła się też słynna "Blue" (gitara Fernadesa, która stała się już ikoną Billy'ego)?


Nie, Blue stała sobie obok, więc jej duch towarzyszył nam w studio. Na żywo używam jej zawsze do starszych piosenek. Myślę, że nasi fani byliby wściekli, jeśli bym tego nie robił!


Czy używałeś różnych wzmacniaczy do bardziej czystych brzmień?


Wystarczył mi Marshall z początku lat 70. i Vox z otwartymi paczkami na 2 głośnikach 12". Vox zrobił reedycję tego wzmacniacza - nie pamiętam dokładnie modelu - ale to wspaniały head [Vox Hand-Wired AC30H2]. Możesz wyciągnąć z nich naprawdę wiele różnych brzmień. Do podbicia na solo używałem Blues Drivera Bossa. Wspólnie z moim technicznym zaczęliśmy też budowę własnych wzmacniaczy. Wzięliśmy Silvertone’a - na którym gra Jack White - i zrobiliśmy własny model. Po prostu ściągnęliśmy schemat i na podstawie niego budowaliśmy wzmacniacze. To samo zrobiliśmy z innym, wczesnym modelem Marshalla - to było coś w stylu "Nie możemy znaleźć tego wzmacniacza, więc zbudujmy go". Brzmienie mojej gitary weszło na nowe terytorium - w zasadzie wcześniej nie bawiłem się w taki sposób. Prawdopodobnie będę korzystał z niego dużo częściej. Kocham Jamesa Honeymana-Scotta, wczesnego Pete’a Townshenda i Johnnyego Thundersa - to moi ulubieni gitarzyści - więc był to sound, który miałem zamiar wykorzystać w większym stopniu.


W zasadzie w każdym utworze na !Uno! znajdziemy solo gitarowe... co się stało?


Zabawne jest to, że na tym jednym albumie gram więcej solówek niż przez kilka poprzednich lat. Jest to wynikiem wspólnej gry naszej czwórki, kiedy przygotowywaliśmy numery. Im więcej grałem, tym oni bardziej zachęcali mnie do robienia tych rzeczy! Zawsze było to gdzieś w arsenale mojego gitarowego grania. Czasem grałem solo na koncertach, i na bardzo wczesnych nagraniach moje solówki pojawiały się częściej. Na iDos! i iTre! są one jeszcze bardziej intensywne. Chodzi tu głównie o zabawę: Chciałem nagrać solówki na tych płytach i po prostu to zrobiłem.

Na American Idiot skoncentrowałem się na bardziej gustownych, właściwych rozwiązaniach. Tym razem celowo chciałem zagrać rzeczy niegustowne i niewłaściwe! Nagrywaliśmy na zasadzie - "Pieprzyć to, dajmy to pieprzone, gitarowe solo właśnie teraz!"- wiesz, taka chęć zrobienia ulubionej płyty Green Daya Zakka Wylde’a.


Kiedy zaczynałeś grać, miałeś aspiracje by zostać gitarzystą solowym?


Kiedy dorastałem, wszyscy rockowi gitarzyści chcieli być shredderami. W tym samym czasie wszedłem w punkową muzykę, gdzie nie było prawdziwych solówek - bardziej chodziło o pisanie utworów. Myślałem wtedy, że nie mam zamiaru iść w tym kierunku (shred), tych gości było całe mnóstwo. Chciałem zrobić coś ze smakiem, komponować.


Może się wydawać, że od czasu Dookie z założenia traktowałeś solówki jako coś wstydliwego i niepożądanego?


Myślę, że na początku lat 90. ludzie nie interesowali się specjalnie solówkami gitarowymi. Dla nas, kiedy posłuchasz Dookie, solówki były w zasadzie tylko 3 lub 4 granymi akordami. Dosłownie same, otwarte akordy, bez żadnych innych, dodatkowych dźwięków. Wyglądało to jak celowe założenie, żeby nie grać gitarowego sola lub ewentualnie dograć tylko coś bardzo subtelnego. Chcieliśmy głównie podkreślić rytm. Wokół było tak wielu gitarzystów, którzy grali tylko shred i popisywali się tanimi solówkami, ten styl grania zrobił się strasznie typowy i wszędzie tego było pełno. Jednocześnie jednak zawsze zazdrościłem im tych umiejętności, ale dostawałem też komplementy za to, że nie gram solówek. Kiedyś gość z magazynu gitarowego powiedział mi, że jestem ulubionym gitarzystą Eddiego Van Halena. Zapytałem, czy na pewno chodzi o tego samego Eddiego Van Halena? Bardzo mi to schlebiało, ponieważ nie wymienił on Joe Satrianiego lub kogoś takiego, ale wskazał na gitarzystę grającego na gitarze rytmicznej. Fajnie było usłyszeć coś takiego.


Zawsze miałeś sporo mocnych, rytmicznych zagrywek. Masz jakieś patenty na budowanie wytrzymałości podczas grania jednostronnego palm-mutingu?


Tak, szczerze mówiąc, jest to bardzo męczące dla prawej ręki. Jest to jednak coś, co przychodzi mi bardzo naturalnie. Grałem w ten sposób od kiedy zacząłem uczyć się grać na gitarze, palm-muting stał się integralną częścią mojej gry. Później usłyszałem kapelę Dag Nasty i strasznie spodobał mi się sposób gry ich gitarzysty, Briana Bakera (obecnie Bad Religion), tu także dodać mogę Boba Moulda czy Boba Stinsona. Jeśli zbierzesz to do kupy, znajdziesz mnie gdzieś pośrodku. Mój prawy kciuk jest już cały zrogowaciały. Kiedy zaczynałem, miałem nauczyciela, który próbował mi pokazać jak uzyskać brzmienie Van Halena z Ain’t Takin’ Bout Love, przy jednoczesnym użyciu kostki i kciuka. Zapamiętałem to dobrze i gram tak do dziś... Nie wiem, jak wpływa to na struny, ale dzięki temu brzmienie ma większego kopa.


Będąc już na scenie prawie przez 20 lat, musisz bronić się przed oskarżeniami, że nie jesteś punkowym gitarzystą. Czy postrzegasz siebie w ten sposób?


Nie wiem czy jesteśmy zespołem punkowym, czy nie. Są argumenty za, i są argumenty przeciw. Dla mnie najbliższe jest myślenie o sobie, że jestem po prostu częścią Green Daya. Moje inspiracje wywodzą się z British Invasion, wczesnego, angielskiego punk-rocka i punkowej sceny East Bay, skąd zresztą pochodzę. Więc sposób grania, podejście do pisania piosenek i cała polityka pochodzą właśnie stąd, ale z drugiej strony jest przeświadczenie bycia w jednym z największych zespołów na świecie. Ludzie tak naprawdę nie postrzegają tego jako punk. To tak jak rozmowa: "Lubię niebieski kolor", "Nie, to nie niebieski, to czerwony!". Moją najlepszą odpowiedzią w tej kwestii jest: "Nie wiem! Bille Joe po prostu nie wie."


Troublemaker wydaje się być lekkim pokazaniem środkowego palca takim zachowaniom z elit punkowej sceny...


Troublemaker, a także Rusty James są trochę takim rodzajem fucka dla starej, punkowej sceny i jej starszych obrońców. Jest bardzo wielu ludzi w naszym wieku, którzy stali się zgorzkniali i może ich życie nie potoczyło się tak, jakby chcieli. O tym właśnie mówią te piosenki. Jest dosyć cienka linia pomiędzy byciem wkurzonym, młodym człowiekiem, a byciem zgorzkniałym, starym pierdzielem, wiesz?

Kiedy ją przekroczysz... Nie wiem. Myślę, że gość jak John Lydon jest właśnie złośliwy i wkurzony na cały świat, a naprawdę nie ma już nawet powodu, by być złym na cokolwiek. Reprezentuje bardzo mocno jakieś idee - z tą nową poezją i nowym sposobem myślenia, lub nowym podejściem do muzyki lub rzeczy, które wkurzają cię w społeczeństwie. Kiedy widzę go, zmieniającego się w faceta, który nikogo już nawet nie inspiruje, nie chciałbym skończyć w ten sposób: kiedy to stajesz się antytezą, zaprzeczeniem ideałów, z którymi zaczynałeś na samym początku.


Czy z każdym nowym albumem ciągle czujesz presję powtórzenia sukcesu Dookie?


To już dawno odeszło. Dookie jest taką chwilą z przeszłości i jestem z niego naprawdę dumny. Byliśmy młodsi i po prostu to wtedy robiliśmy. Byliśmy dokładnie tacy, jacy byliśmy i to było prawdziwe. Myślę, że robimy to w dalszym ciągu. Mówię każdemu "Stoję w rozkroku pomiędzy 18 a 40-stką odkąd skończyłem 10 lat!" Więc, nie wiem, Boże, nie... to było tak cholernie dawno temu! Myślę, że dla mnie zawsze było ważne aby wyrosnąć z Dookie, pójść do przodu i ewoluować, ale robić to powoli. Nie jak nagła przemiana w zespół techno lub samoodkrycie w stylu Davida Bovie - to nie dla nas. Ale chcemy, by ta przemiana nie zbaczała z kursu. Przez ostatnie 22 lata kiedy tworzymy zespół, ludzie dorastali razem z nami i to jest to, co łączy nas bardziej z fanami niż cokolwiek innego. Myślę, że kiedy posłuchacie !Uno!, poczujecie na pewno tego ducha.

GALERIA
Popestar Ghost

Jako jeden z nielicznych w redakcji naszego magazynu uparcie bronię Ghost.

Gramy dalej

9 /10
Breaking Habits Meller Gołyźniak Duda

Wreszcie doczekaliśmy się polskiej supergrupy z prawdziwego zdarzenia. Nie jakiejś tam odpustowej zgrai muzykantów do kieliszka, ale ekipy złożonej...Gramy dalej

8 /10
Testament ocena 8
Brotherhood of the Snake
Gatunek: Thrash metal
When The Smoke Clears
Gatunek: Hardcore
Shklo ocena 7
Shklo Music
Gatunek: Alternatywa
Zobacz wszystkie