Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Mirek Łopata (Kabanos)

Mirek Łopata (Kabanos)

Kabanos w miarę regularnie gości na łamach naszego Magazynu. Stołeczny zespół przyciąga uwagę słuchaczy i krytyków swym nietuzinkowym połączeniem alternatywnego rocka i metalu, dzięki czemu szybko stał się jedną z ciekawszych formacji na naszej scenie.

Liczne grono smakoszy dobrej muzyki spod znaku Kabanosa, zwłaszcza na koncertach, udowadnia, że nasz kraj potrzebuje artystów grających nieszablonową muzykę ze zrozumiałym przekazem w ojczystym języku. Z Mirkiem, jednym z gitarzystów w szeregach Kabanosa rozmawiamy o premierowym wydawnictwie "Na Pudle" przecierającym szlaki, po których wcześniej stołeczna grupa kroczyła tylko okazyjnie.

Krótko po wydaniu trzeciego longplaya, przypominacie o sobie kolejnym wydawnictwem. Tym razem jest to kompilacja utworów w nowych, akustycznych aranżacjach. To wynik potrzeby pokazania się z innej strony, znanej tylko nielicznym z kilku koncertów z przeszłości, czy celowy zabieg podtrzymania Kabanosa w mediach?


Witam czytelników! Pomysł na nagranie akustycznej płyty zrodził się kilka lat temu. Z tego co wiem, było to w okolicach powstawania "Zębów w ścianę". Dokładnie nie powiem kiedy, bo to jeszcze nie za mojej kadencji w zespole. Pojawiła się wtedy wizja, że po trzecim albumie Kabanos nagra płytę akustyczną. W owym czasie było to stwierdzenie bardzo odległe i wątpliwe, bo w jakich kategoriach można myśleć o tym, co będzie po trzeciej płycie, skoro dopiero trwają prace nad pierwszą? Poza tym, mając na uwadze w jakich bólach powstawał materiał na "Zęby...", co było skutkiem m.in. licznych zmian w składzie, można było oszacować, że trzecia płyta będzie za jakieś 15 lat, o ile zespół się wcześniej nie rozpadnie (śmiech). Jak widać Kabanos się nie rozpadł i z trzema krążkami uwinął się nieco szybciej. W międzyczasie zdarzały się koncerty akustyczne przy różnych okazjach. Tuż po wydaniu "Kiełbi we łbie" zagraliśmy kilka krótkich recitali akustycznych (bo koncertami tego nazwać nie można) promujących to wydawnictwo. Spotkały się one z ciepłym odbiorem ze strony słuchaczy, którzy podsuwali nam pomysły, żebyśmy może nagrali taką właśnie płytę. Jako, że staramy się zawsze wychodzić naprzeciw oczekiwaniom fanów, stwierdziliśmy, że...robimy! Co do potencjalnych odbiorców tego wydawnictwa, to choćby czytając komentarze na Facebooku, widać, że zdania są podzielone. Cieszy nas, że twórczość naszego zespołu wzbudza tak skrajne emocje. Oprócz odbiorców znających nas od dawna, na pewno znajdzie się wielu amatorów lżejszej muzyki, którzy zetkną się z Kabanosem za pośrednictwem "Na pudle" i na tej płycie znajomość z nami zakończą. Mamy nadzieję, że będą i tacy, których uda się zatruć jadem kiełbasianym na dłużej, którzy także sięgną po nasze wcześniejsze i przyszłe dokonania mocno elektryczne.


Znakomita większość z oryginalnych kompozycji z Waszej dyskografii napędzana jest rockowo/metalowym kopem, nierzadko wściekłością. "Na Pudle" pokazuje, że to, co z założenia na koncertach wali w pysk ma swoje drugie oblicze. Z którymi utworami ‘’walczyliście’’ najdłużej, a które zupełnie naturalnie przeszły akustyczną metamorfozę? Co w pracy nad takimi aranżami stanowi największe wyzwanie?


To prawda, że kompozycje Kabanosa, jakie znamy z wcześniejszych płyt to typowo ostre granie i nie ma tam raczej  miejsca na  rozczulanie się. Do akustycznych wersji należało podejść tak, aby po operacji zmiękczenia utworu "pudłówką" nie doszło do rozmiękczenia, czyli aby nie stracił on sensu i przekazu. Jeśli chodzi o aranżacje unplugged, to dla mnie istnieją dwie skrajne drogi. Przykładem jednej  nich jest pamiętny koncert "Alice In Chains - MTV Unplugged", gdzie mamy do czynienia z typowym graniem grunge’owym. Bardzo oszczędnie i bez odbiegania od oryginalnych wersji. Można powiedzieć, że tak samo, tyle że na pudle. Drugą metodę wykorzystał Hey na swoim wydawnictwie z tej samej serii, czyli wielkie przedsięwzięcie, bardzo bogate instrumentarium, brawurowe aranżacje ingerujące w utwór do tego stopnia, że czasem dopóki Kasia Nosowska nie wejdzie z wokalem, to nie wiemy jaka to piosenka. Oba wydawnictwa bardzo cenię, za to, że są właśnie takie, a nie inne i przy opracowywaniu aranży do "Na pudle" chciałem znaleźć wypadkową, złoty środek, aby było tam miejsce i na prostotę i na finezję. Nie przypominam sobie, żeby któryś z utworów szczególnie mocno opierał się akustycznej mutacji, jednak faktem jest, że nad aranżami spędziliśmy więcej czasu niż to było w założeniu. Niektóre utwory, jak np. "Chmurki" są niemalże stworzone do grania na pudle, wynika to z ich naturalnej konstrukcji. Do innych  z kolei trzeba było podejść w odmienny sposób, chodzi tu np. o piosenki, w których siłą napędową jest mocny, jednoznacznie elektryczny riff gitarowy, bez którego dany kawałek nie istnieje, a na potrzeby unplugged trzeba się tego riffu pozbyć! Taki zabieg był zastosowany w przypadku utworu "Klaun", gdzie Zenek wpadł na pomysł zupełnego przerobienia aranżu i powstała z tego praktycznie nowa piosenka. W tym wypadku dało to efekt bardzo pozytywny, bo "Klaun" zwolnił swoje charakterystyczne, galopujące tempo, zostawiając więcej czasu odbiorcy na wsłuchanie się w tekst, który traktuje o smutnych prawdach życiowych, o wzajemnym niezrozumieniu i ignorancji. W takiej formie, moim zdaniem, ta kompozycja ma dużo dosadniejszy przekaz, który nieco rozmywał się pod natłokiem ryczących gitar. Wyzwaniem było, tak jak mówiłem na jednym ze spotkań z fanami, uzyskanie właściwej dynamiki utworu bez udziału elektronicznych efektów, przesterów itp., mając do dyspozycji jedynie struny "pudłówki" oraz dodatkowo kilka "niemetalowych" instrumentów tj. harmonijkę, dzwonki czy drumlę. Jako ciekawostkę mogę powiedzieć, że dla złagodzenia brzmienia basu, Ildefons podczas nagrań używał strun ze szlifowaną owijką. Nie są one tak agresywne jak standardowe struny.


Realizację tego materiału powierzyliście swojemu basiście, który sprawował funkcję inżyniera dźwięku na "Na Pudle". Koniec końców, płyta matka trafiła do USA gdzie dokonano szlifu produkcyjnego. Skąd w ogóle pomysł aby wysłać materiał za ocean? Eksperyment?


Studio "Demontażownia", należące do Ildefonsa, znamy od początku jego istnienia. Byliśmy świadkami rozwoju tej instytucji w zakresie  zgromadzonego sprzętu rejestrującego dźwięk, a także wiedzy i umiejętności realizatorskich. Mimo, że studio może się pochwalić naprawdę interesującą jakością produkcji je opuszczających, cały czas trwają roszady sprzętowe, testowane są różne osiągnięcia techniki, choćby dla samego zaspokojenia ciekawości. Fons zgodził się przyjąć nas pod swój dach przy nagrywaniu "Na pudle", chociaż niektórzy realizatorzy grający w zespołach niechętnie podchodzą do tematu nagrywania samego siebie. Czasem lepiej jest, żeby zrobił to ktoś z zewnątrz, ktoś o bardziej obiektywnym uchu. Fons nie ma takich uprzedzeń i praca w studio przebiegała bardzo sprawnie i w miłej atmosferze. Płyta trafiła za ocean w celu obróbki masteringowej. Dlaczego USA? Polski przemysł muzyczny (i inne także) bardzo ucierpiał przez żelazną kurtynę, uniemożliwiającą do końca lat '80 śledzenia nowinek z branży fonograficznej. W tym czasie w krajowych produkcjach audio nie robiło się masteringu w ogóle! Dopiero później Polacy zaczęli się uczyć, że coś takiego jest i z czym się to je. No cóż, zawsze technicznie byliśmy "do tyłu" w porównaniu do zachodu, ale obecnie ta odległość wydaje się być coraz mniejsza. Zwróciliśmy uwagę na More Sound Studio po przesłuchaniu debiutanckiej płyty naszych kolegów z NOKO, którzy właśnie tam przekazali swój materiał do finalnej obróbki. Brzmiało to potężnie, profesjonalnie i stwierdziliśmy, że my także tam będziemy celować. W mailu podsumowującym współpracę, Jocko z MSS napisał, że miał wiele zabawy przy obróbce naszej płyty i jest bardzo ciekawy o czym są te piosenki, gdyż niestety nie zna polskiego?. Macierzysta kapela Witalisa, czyli PLAN, także tam masterowała swoje nagrania.


Regularnie koncertujecie zbierając pochlebne opinie dziennikarzy relacjonujących te wydarzenia. Wśród słuchaczy staliście się zespołem, który łączy zarówno zwolenników muzyki z przymrużeniem oka jak i tych, którzy potrzebują mocnych wrażeń. Co dalej, planujecie występy wyłącznie z tym materiałem? Co według Ciebie będzie stanowiło o sile tych koncertów? Łagodny charakter Kabanosa? Uniwersalność kompozycji?


Marzec i kwiecień 2013 będą stać pod znakiem akustycznej trasy po Polsce. Przez dwa miesiące odwiedzimy 19 miast, gdzie będziemy promować nasze najnowsze wydawnictwo. Taki jest główny kierunek działań na najbliższy czas. To seria koncertów takich samych, jak żadne! (śmiech) O wyjątkowości tych występów na pewno będzie stanowiła ich szczególna forma, bardziej luźna niż zwykle, bardziej humorystyczna. Mógłbym nawet zaryzykować stwierdzenie, że planowanym występom bliżej do kabaretu niż koncertu, ale to tak na prawdę wyjdzie w praniu. Wszystko zależy od interakcji z publicznością. Oprócz utworów, które znalazły się na płycie, będą też jakieś niespodzianki, ale o tym sza!


Książeczka dołączona do krążka prezentuje dość wymowne pozy tytułowego pudla, ale także, ku uciesze fanów gitary, zestaw tabulatur do utworów składających się na to wydawnictwo. Wasi fani prosili o coś takiego, czy to własna inicjatywa? Ukłon w stronę tych, którzy niejednokrotnie zachwycali się dobrym riffem wychodzącym spod palców Twoich i Lodzi?


Byliśmy i jesteśmy cały czas proszeni przez fanów o tabulatury. Rozpisujemy nawet całe albumy w programie Guitar Pro i udostępniamy zainteresowanym. Chyba mało zespołów tak robi. Mnie to idzie opornie, ale Lodzia całkiem nieźle śmiga w tym programie. Jako, że "Na pudle" to płyta typowo melodyjno-gitarowa, postanowiliśmy, że nie będziemy trzymać miłośników gitary w niepewności i zamieścimy akordy od razu w książeczce. Tutaj muszę Cię poprawić, bo nie są to tabulatury, a tylko literowe oznaczenia akordów. Gdybyśmy mieli rozpisywać szczegółowo każdy utwór ze wszystkimi partiami instrumentów, to zapewne książeczka nie miałaby 20 stron, tylko z 50 albo więcej i opakowanie by się nie domknęło! (śmiech) Akordy rozpisałem w taki sposób, że są one umieszczone nad tekstem piosenki dokładnie pod daną sylabą, gdzie zmienia się akord. Uprościłem je do takiej postaci, aby każdy młody adept gitarowego rzemiosła, posługujący się sprawnie kilkoma chwytami, mógł to sobie spokojnie zagrać np. przy ognisku.


Sukcesywnie kroczycie obraną przez siebie ścieżką. Wciąż trzymacie się polskich tekstów, zbytnio się nie smucicie, a dla ludzi z zewnątrz pozostajecie otwartymi i szczerymi ludźmi. Innych muzyków dopada scenowa znieczulica i zmęczenie jej kondycją. Kabanos temu przeczy. Co daje siłę i pogodę ducha do dalszego działania waszego zespołu?


W zespole nie ma smutasów, nikt taki nie zagrzałby miejsca na dłużej w Kabanosie. Mamy ogromny dystans do siebie i ogólnie do świata. Na próbach i koncertach panuje zawsze wesoła atmosfera, która sprzyja świeżym pomysłom. Prawdą jest, że wielu muzyków męczą realia polskiego przemysłu muzycznego. Wiele było w tym temacie powiedziane, że przemysł muzyczny jest nierentowny i nie opłaca się nagrywanie płyt, bo mało kto je kupuje. Kabanos jest zespołem przede wszystkim koncertowym. Nikt, kto nigdy nie stał na scenie, nie zrozumie jakie to uczucie grać dla ludzi, dawać im radość i sprawiać, żeby choć na chwilę oderwali się od codziennych problemów.  Po udanym występie jesteśmy długo pod wpływem pozytywnej energii ze strony publiczności i nie zamieniłbym tego na nic!


Wielu reprezentantów krajowego podwórka najbardziej utyskuje na brak miejsc do grania, nieistniejący w Polsce management muzyczny i brak odpowiednich oficyn wydawniczych. Jak się okazuje, zespoły takie jak Twój trasy ogarniają w całości na własną rękę, macie dystrybucję albumu m.in. w sieci Empik a wywiadów i recenzji albumów również nie brakuje. Jak zatem wygląda podział obowiązków w Kabanosie? Ktoś z Was pełni role lidera i rozdziela zadania? Czy może kolektywnie zajmujecie się każdym aspektem życia zespołu?


Nasz zespół przeszedł wszystkie początkowe etapy działalności rozrywkowej, grał koncerty, na które przychodziło dosłownie kilka osób, występował na festynach itp. Potrzeba ogromnej determinacji, żeby mimo niepowodzeń, konsekwentnie brnąć dalej. W Polsce jest dużo ciekawych miejsc do grania, ale przeważnie trzeba je znaleźć metodą prób i błędów. Jeśli nie podpisałeś papieru z wytwórnią, zawsze w branży będziesz miał pod górkę, ale jesteśmy żywym przykładem tego, że jednak można! Co do podziału obowiązków, jak wiadomo z historii, kolektyw jest zjawiskiem, które się sprawdza tylko, jeśli ktoś panuje nad całością. Taką osobą jest Zenek. Oprócz pisania tekstów oraz lwiej części muzyki, on zawsze określa nasz kierunek działania. Obmyśla trasy koncertowe i inne wydarzenia związane z zespołem, nawet kręci i montuje nasze teledyski! On rozdziela nam zadania i dogląda ich realizacji. Oczywiście każdy podsunięty pomysł jest brany pod uwagę. Nie ma głupich pomysłów, każdy jest brany pod uwagę pod kątem możliwości realizacji. Od niedawna mamy także tour menagera, który bardzo nam pomógł w przygotowaniu trasy, bo spraw do ogarnięcia jest coraz więcej i sami nie dalibyśmy rady.


Celowo wspominam o koncertach. Pewnie i do was dotarły wieści o dyskusji pomorskich promotorów z przedstawicielami branży o sposobach finansowania koncertów, ich promocji oraz stawkach artystów. Jako, że trasy tak jak wspomniałem wcześniej, bookujecie sobie sami, jak wygląda to z Waszej perspektywy. Co wciąż stanowi największy problem, a z czego w kontaktach z klubami jesteście najbardziej zadowoleni? Gdzie gra się najlepiej, a których terenów należy unikać?


Są lokale, gdzie zespół jest traktowany jako cyrkowa atrakcja wieczoru z symboliczną stawką, a najlepiej jakby za darmo zagrał. Słyszałem o klubo-restauracji, która umożliwia zagranie koncertu w zamian za możliwość pokazania się publiczności, czyli za samo to, że zespół w ogóle może tam wystąpić. Tak się utarło, że muzycy, szczególnie początkujący, nie są przez takie instytucje traktowani poważnie, jako ludzie, którzy wykonują jakąś pracę. Jeśli chodzi o nas,  przy bookowaniu występów każdy klub prowadzi swoją politykę. Czasem gra się za ustalony procent z biletów, gdzie indziej utarg z bramki w całości należy do nas, natomiast klub utrzymuje się tylko z obrotów bufetu, a czasem gramy za ustaloną z góry gażę. Najbardziej zniechęca nas podejście lokali do promocji koncertów. Zdarzyło się, że obok śmietnika nieopodal klubu zauważyliśmy plik naszych plakatów, których nie chciało się rozwieszać. Można by powiedzieć, że w dobie elektronicznej informacji i portali społecznościowych, plakatowanie jest staromodne i nie wpływa już tak bardzo na frekwencję. Nic bardziej mylnego! Przekonaliśmy się na własnej skórze, że dzięki wynajęciu firmy plakatującej plus oczywiście odpowiedniej informacji w Internecie można zdziałać cuda. Ogólnie to, czy klub jest z nami, czy przeciwko nam, w dużej mierze zależy od właściciela i od polityki lokalu. Nie chcę tutaj nikomu wystawiać laurek, ani wilczych biletów. Chyba nie ma w Polce terenów, których aż trzeba unikać! Wiadomo, gdzieś jest lepiej, a gdzieś trochę gorzej. Nie zmienia to faktu, że grać trzeba, a wtedy każdy artysta ranking miejscówek wyrobi sobie sam.


Dzięki za Twój czas. Ostatnie słowa dla Ciebie.


Lubię kiedy ostatnie słowo należy do mnie (śmiech). Pozdrawiam czytelników oraz w imieniu swoim i całego Kabanosa zapraszam na nasze koncerty. Dowiecie się o nich z Internetu i plakatów, które mam nadzieje będą rozwieszone ?


Grzegorz "Chain" Pindor

Revolution Radio Green Day

Green Day jaki jest, każdy widzi (a właściwie słyszy).

Gramy dalej

8 /10
NieWolnOść Hunter

Dystans jaki oddziela dziś zespół Hunter od własnych nagrań z przełomu XX i XXI wieku jest trudny do zmierzenia. Kapela weszła w proces muzycznej...Gramy dalej

3 /10
Ghost ocena 9
Popestar
Gatunek: Heavy metal
Breaking Habits
Gatunek: Rock
Testament ocena 8
Brotherhood of the Snake
Gatunek: Thrash metal
Zobacz wszystkie