Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Gary Clark Junior

Gary Clark Junior

To był naprawdę wielki rok dla teksańskiego gitarzysty Gary’ego Clarka Jr. Po dekadzie spędzonej na klubowej scenie w Austin, gdzie szlifował serwowanie rozżarzonego bluesa, obecnie występuje na scenie wraz z Claptonem, a zwykłych śmiertelników zmiata z powierzchni ziemi surowym, sięgającym korzeni, stylem gry na gitarze.

Udało nam się spotkać i chwilę porozmawiać o brzmieniu przesiąkniętym przesterem, a przede wszystkim o tym, w jaki sposób udaje mu się je wydobywać z wnętrza gitary elektryczno-akustycznej Epiphone Casino

Dla tych osób, które uważają, że muzyka gitarowa potrzebuje kolejnego fenomenu bluesowo-rockowego, prawie tak samo, jak autor niniejszego artykułu potrzebuje trzeciej ręki, Gary Clark Jr jest doskonałym antidotum na ich cynizm. Chwycił nas za serca w momencie, w którym usłyszeliśmy po raz pierwszy jego ciężki rolling w Don’t Owe You A Thang. Impuls i impet piosenki przypominają stary dobry blues Delty, a wzruszający wokal imponuje i sprawia, że na myśl przychodzą misterne ornamenty.

Pomimo tego, że w naszych stronach nie jest - przynajmniej na razie - zbyt dobrze znany, to z pewnością zasłużył na uwagę, grając prawie non-stop przez dziesięć lat koncerty na scenie klubowej w Austin. W tym czasie wydał kilka niezależnych albumów, jednak przełom w karierze nastąpił całkiem niedawno, kiedy podpisał kontrakt z Warner Bros po swoim powalającym występie na Crossroads Festival 2010.

"Zwykle nie jestem zdenerwowany przed koncertem, no ale wiesz... to była pierwsza liga," tak Gary wspomina tamten czas. "Podszedłem do Erica Claptona i czułem się mocno onieśmielony, trząsłem się właściwie i mówię do niego: ‘Dzięki, że zaprosiłeś mnie na swój festiwal’, a on popatrzył na mnie i powiedział: ‘Dzięki, że przyjechałeś.’ Wtedy zapadła taka niezręczna cisza i pomyślałem ‘OK, to jest ten moment, w którym odchodzę i gram najlepiej, jak potrafię!’ Ale spotkałem tam gości z Warner Bros i tak się to wszystko zaczęło."

W ciągu 12 ostatnich miesięcy Gary podbił sceny międzynarodowych festiwali, takich jak Bonnaroo, SXSW i Coachella, jak również pojechał w trasę z Dave Matthews Band - a nawet występował dla prezydenta Obamy w Białym Domu. A oto dlaczego wkrótce i Ty powinieneś zaprosić jego muzykę do swojego pokoju…

Wiele dzieje się wokół ciebie w obecnym czasie. Jak się z tym czujesz?


Czuję się świetnie, kiedy ludzie o mnie mówią i ekscytują się tym, że mogą posłuchać mojej muzyki. Wiesz, tak naprawdę to ja gram od długiego czasu, od 12, 13 roku życia. Teraz wciąż jeszcze nie mogę przywyknąć do tego, że fani przychodzą na koncerty i śpiewają teksty moich piosenek. Wow! Uczucie nie do opisania, poważnie. W zeszłym roku byliśmy na Bonnaro Buzz Tour, która przygotowywała nas do festiwalu w Bonnaro. Ktoś podszedł do mnie i powiedział: "Teraz lepiej zapnij pasy, to będzie jazda na całego!" A ja nie zdawałem sobie wtedy sprawy z tego, o czym ten gość mówi."


Co zainspirowało cię na samym początku? Co sprawiło, że chwyciłeś za gitarę, kiedy byłeś dzieckiem?


Kochałem każdą muzykę, ale gitara zawsze najbardziej przykuwała moją uwagę - wyróżniała się. To instrument pełen wyrazu, szczególnie gitara elektryczna. Wiesz, potrafi krzyczeć i zawodzić; potrafi być naprawdę agresywna, albo delikatna i subtelna. Teraz patrzę na to w ten sposób, że dzięki gitarze mogłem wyrazić siebie… Jestem trochę nieśmiałą i wycofaną osobą; nie zawsze mówię wszystko, co powinienem powiedzieć i mam przez to potem problemy, ale z drugiej strony potrafię wyjść na scenę i wydrzeć się ‘Aaaaaaahhhhh!’ Miałem taką koleżankę - mieszkała niedaleko mnie - zaczęła grać na gitarze i brać lekcje rok przede mną. Myślałem wtedy, że skubana jest cholernie dobra i chciałem tego samego.

Można powiedzieć, że szkoła ponadpodstawowa, do której chodziłem była bardzo różnorodna i kolorowa. Chłopaki mieli długie włosy, nosili Vansy i słuchali do upadłego Guns ’N’ Roses. Ja byłem fanem Nirvany, więc moim idolem był Kurt Cobain... ale również Kirk Hammett. Mój kumpel, Gilberto, potrafił grać na gitarze i naprawdę wsiąkł w muzykę całkowicie. W tym samym czasie słuchałem jeszcze Dimebaga Darrella, równocześnie z Hendrixem. Całkiem wcześnie kupiłem jego płytę "Ultimate Experience" - kompilację największych przebojów, a także podobną rzecz Stevie Ray Vaughana.


Austin jest często postrzegane, jako prawdziwe centrum i raj dla muzyki gitarowej - w jaki sposób to miejsce ukształtowało Ciebie, jako muzyka?


Kiedy dostałem swoją pierwszą gitarę, tata zaczął zabierać mnie na 6th Street do klubu Antone’s, gdzie oglądałem na żywo gitarzystów takich, jak Johnny Moeller i Jimmy Vaughan, Derek O’Brien, Alan Haynes, Tony Redman… Wszystko działo się tak szybko i na pewno tak głębokie wejście w świat gitary było oszałamiające dla tak młodego człowieka, jak ja. Szedłeś ulicą i myślałeś: "Czy wszyscy ci goście też to robią?" Żyłem w tym mieście całe swoje życie i nie miałem kompletnie pojęcia, że takie rzeczy tam się dzieją.


Kiedy zaczynałeś w Austin - jakie brzmienia gitary cię fascynowały?


Pewnego razu usłyszałem The Isley Brothers i efekt fuzz w utworze "Summer Breeze" Erniego Isleya. Pomyślałem wtedy: "Co to za brzmienie? Muszę to mieć!" Ale słuchałem właściwie wszystkiego, cokolwiek leciało w radio - przesiąkałem muzyką. Pamiętam jak grałem linię gitar do Third Eye Blind i En Vogue. Jest taka piosenka zatytułowana "Krazy" - to nagranie Tupaca Shakura, jeszcze z czasów, kiedy występował pod pseudonimem Makaveli. Ma przepiękną gitarę - pamiętam, jak siedziałem i próbowałem ją rozgryźć.


Twoje ulubione gitary to Epiphone Casinos - co właściwie w nich lubisz?


Zainteresowałem się instrumentami Casino około 2007, czy 2008 roku. Chciałem po prostu gitarę elektryczno-akustyczną. Wcześniej grałem na elektrykach - wiesz, Straty, Telecastery i mój Ibanez Blazer, który jest rewelacyjnym instrumentem. Mój kumpel Zapata poszedł ze mną, żeby kupić gitarę i pokazał mi czerwoną gitarę Casino. Odparłem: "Nie no, człowieku, nie dam rady grać na czerwonej - to lekka przesada!" Ale kiedy wziąłem ją do ręki i podłączyłem - po prostu zakochałem się w niej. To jest dokładnie taka gitara, jaką zawsze chciałem mieć. Dobrze brzmi podłączona do wzmacniacza, a kiedy odłączysz ją od prądu, jest wystarczająco głośna, żeby narobić hałasu. Uwielbiam jej brzmienie, charakter, wygląd - ma szerokie pudło i jest naprawdę piękna. Bardzo podobają mi się jej pickupy, P-90. Nie chciałbym w żaden sposób dyskredytować 335, ale jest coś na rzeczy jeśli chodzi o hollowbody Epiphone. P-90 potrafią wyć i ściągają wszystko - są niezwykle wrażliwe. Może to zabrzmi banalnie, ale w moim przypadku była to miłość od pierwszego wejrzenia. W zasadzie na niczym innym nie gram na scenie od tamtego czasu.


Jakich wzmacniaczy używasz obecnie w trasie?


Mam totalnego bzika na punkcie Fender Vibro-Kings z trzema głośnikami. Pięknie się przełamuje przy odpowiedniej głośności. Słyszałem opinie, że dla niektórych jest za głośny, ale nie dla mnie - nie wiem, może to kwestia tego, że latami grałem w klubach i słuch mi siada. Niewątpliwie jestem fanem lampowych wzmacniaczy Fendera. Dostosowuję jedynie ustawienia do pomieszczenia, w którym mam grać. Wydaje się, że tak to działa najlepiej."


A twój pedalboard?


Fulltone Octafuzz, Ibanez Tube Screamer oraz Analog Man Delay. Możesz łatwo dostosować ile delaya potrzebujesz, możesz go powtarzać i do niego wracać; możesz wcisnąć go na cały utwór. Działa właściwie bardziej, jak slapback, czy coś w tym stylu. Mam też pedał wah-wah firmy Real McCoy i to wszystko. Kaczka to zdecydowanie wpływ Hendrixa, z kolei fuzz - Erniego Isleya, a Tube Screamer - Steve Ray Vaughana. Nie zastanawiam się wiele, jakich efektów używać - to ma być zabawa! Każdy z nich dostarcza po prostu innych sposobów na wyrażenie się poprzez dźwięk i wzbogacenie instrumentu."


A co powiesz nam o swojej nowej płycie?


Nowy album jest czymś w rodzaju rozszerzonej płyty EP (wychwalanej przez krytyków "Bright Lights" z 2011 roku - przyp. red). Znajdziesz na nim blues, soul i rock ‘n’ roll. Włożyłem w tę płytę wszystko, co lubię. Ogólnie rzecz biorąc to jest po prostu muzyka, a ja lubię w niej mnóstwo różnych rzeczy, więc czemu nie? Podejście tego rodzaju daje ci możliwość pełnego odlotu i wyrażenia całego siebie.


Matt Frost

Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
Snakes of Eden CETI

Dwa lata po znakomitym albumie "Brutus Syndrome" CETI powraca z kolejnym mocnym uderzeniem zatytułowanym "Snakes Of Eden".

Gramy dalej

9 /10
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Ghost ocena 9
Popestar
Gatunek: Heavy metal
Zobacz wszystkie