Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Joel O’Keeffe (Airbourne)

Joel O’Keeffe (Airbourne)

Zespół Airbourne obchodzi w tym roku swoje 10 urodziny. W tym czasie pogodni Australijczycy zdążyli nagrać dwa bardzo dobrze przyjęte krążki i właśnie zabierają się za wydanie trzeciego. Są ponadto jedną z gwiazd zaproszonych na tegoroczną edycję Impact FEST-u, która zagra dla nas pierwszego dnia imprezy. Z jednym z założycieli zespołu, Joelem O’Keeffe, odbyliśmy krótką, aczkolwiek burzliwą (głównie przez kiepską jakość połączenia telefonicznego) rozmowę na temat zbliżającej się premiery nowego albumu, porównaniach do innych zespołów i wierności okazywanej sprzętowi…

Jak się dzisiaj miewasz?


Całkiem dobrze. Jestem właśnie we Francji. Panuje tu trochę inna aura niż w Australii, ale jakoś dajemy radę pomimo śnieżycy (śmiech).


Już niedługo będziemy mogli posłuchać waszego nowego krążka. Wszystko jest już zapięte na ostatni guzik czy prowadzicie jeszcze jakieś prace wykończeniowe?


Materiał jest już zmiksowany i został nam tylko mastering. Nasz pierwszy singiel został zmasterowany tak na dobrą sprawę już kilka dni temu i muszę powiedzieć, że brzmi naprawdę fantastycznie. Wykończenie wszystkich kawałków zajmie nam pewnie jeszcze jakiś tydzień z kawałkiem, a potem ruszamy z tym cyrkiem na podbój świata (śmiech).


Będzie to wasz kolejny krążek wydany przy współpracy z Roadrunner Records. Jesteście zadowoleni z tego wyboru?


W tym wypadku jesteśmy bardzo zadowoleni i nie byłbym w stanie powiedzieć złego słowa o ludziach z Roadrunnera. Wszystko jest w jak najlepszym porządku. Nikt nas nie ciśnie o nic i nie mówi jak mamy grać. Widać, że mają do nas zaufanie, a to się ceni. Nowy album jest dokładnie taki jak chcieliśmy, żeby był, i jesteśmy z tego powodu diabelnie szczęśliwi.


Czego w takim razie z muzycznego punktu widzenia możemy się spodziewać po waszym trzecim krążku?


Kiedy dzisiaj słucham tego materiału to wydaje mi się, że właśnie tak miał brzmieć nasz pierwszy album. Wszystko zdaje się ze sobą idealnie współgrać. Nie zrozum mnie źle - nie jest tak, że pierwsze dwa krążki były do kitu (śmiech) - wręcz przeciwnie. Niemniej jednak, Black Dog Barking to dla nas kolejny poziom wtajemniczenia. Napchaliśmy tu tyle rock’n’rolla ile tylko się dało, zamknęliśmy to na kilku fajnych kawałkach i mamy nadzieję zarazić tym entuzjazmem naszych słuchaczy (śmiech).


Nadal porównuje się wasze brzmienie do takich zespołów jak chociażby AC/DC. Przyzwyczaiłeś się już do takich głosów?


Przyznam, że było to na początku dla mnie odrobinę deprymujące, ale po jakimś czasie zdałem sobie sprawę, że nie mam się czym tak naprawdę przejmować. W końcu zespoły te rzeczywiście stanowią dla nas wielką inspirację. Ich muzyka kształtowała brzmienie tysięcy zespołów, z których kilka zapisało się na kartach historii rock’n’rolla. Jeśli zatem ludzie porównują nasze brzmienie do gigantów gatunku to wypada się tylko cieszyć.


Wasza muzyka była wykorzystana w całkiem pokaźnej liczbie gier komputerowych. Działania marketingowe czy uwielbienie dla wirtualnej rozrywki?


Po trochu z każdego (śmiech). Jest to fajna forma promocji dla naszej muzyki, ale jednocześnie daje nam to możliwość stania się częścią paru świetnych produkcji. Przyjemny jest moment kiedy możemy sobie bezkarnie pograć w te wszystkie gry. Szczególnie ciekawie zrobiło się jakiś czas temu kiedy dostaliśmy od firmy Origin z Miami kilka naprawdę potężnych laptopów. Nie pamiętam w tej chwili ich dokładnych parametrów, ale wierz mi, że byłyby one w stanie wysłać rakietę na Księżyc. Każdy z nich waży jakieś 5 do 6 kilogramów, więc nie są to najbardziej kompaktowe maszyny na świecie (śmiech), ale zapewniają mnóstwo dobrej rozrywki. Razem z moim bratem zagrywamy się na nich obecnie w Far Cry 3 i Battlefield 3.


A na jakim sprzęcie w tej chwili grywasz w zespole? Nadal królują Gibsony?


Dokładnie tak! Niezmiennie korzystam z Gibsona Explorera i SG. Nagrywam na nich w zasadzie wszystko i póki co chyba nic się w tym temacie nie zmieni. Jedynym moim nowym nabytkiem, którego dokonałem jakieś pół roku temu jest czarny Les Paul Black Beauty z 1976 roku. Pokochałem tą gitarę od pierwszego dźwięku. Nie zmienia to jednak faktu, że lwia część nowego materiału powstawała na Explorerach i SG. Na całej płycie Les Paul pojawił się może w dwóch kawałkach, ale nie pamiętam w tej chwili dokładnie w jakich. Brzmi podobnie do SG, ale waży chyba z tonę (śmiech).


Rozumiem, że w kwestii wzmacniaczy również nie za wiele zmian? Marshall rządzi niepodzielnie?


Zdecydowanie Marshall. Zwłaszcza paczki z późnych lat 70. Do tego kilka modeli JMP i Plexi z późnych lat 60.


Czyli ze sprzętowego punktu widzenia raczej niewiele się zmieniło w stosunku do waszego ostatniego krążka?


Na to wychodzi (śmiech). Wymieniliśmy w sumie tak naprawdę tylko mikrofony. Nudziarze z nas, ale co poradzić (śmiech).


Poza grą na gitarze trudnisz się również śpiewaniem. Wiem, że na instrumencie grasz już od wielu lat, ale w której z tych dwóch ról czujesz się dzisiaj lepiej?


Powinienem chyba powiedzieć, że gitarzysty, ale szczerze mówiąc w obu tych rolach czuję się świetnie. Nie potrafiłbym w tej chwili zrezygnować z bycia wokalistą, ani tym bardziej gitarzystą. Łącząc te dwie funkcje mogę zaoferować więcej i zrealizować pomysły, na które być może bym nawet nie wpadł gdybym nie znał swoich możliwości wokalnych. Czasami oznacza to oczywiście dużo więcej pracy, ale chyba nie ma na świecie muzyka, który by stwierdził, że granie koncertów i wydawanie płyt jest czymś nie wartym świeczki.


Płyta ukaże się w maju. Jak w takim razie wyglądają wasze plany koncertowe na ten rok?


Będziemy próbować dotrzeć gdzie tylko się da. W tej chwili mamy już całkiem pokaźną listę miejsce, które odwiedzimy i wszystko wskazuje na to, że będzie się ona jeszcze wydłużać. Nie jestem w tej chwili w stanie podać żadnych konkretnych dat, ale będziemy w trasie naprawdę długo. Zaczynamy w Stanach i Kanadzie. Są w tej chwili również prowadzone rozmowy odnośnie koncertów w Japonii i Ameryce Południowej. Do Europy zawitamy natomiast w sezonie festiwali, m.in. na wasz Impact Fest, z czego się bardzo cieszymy. Do Europy powinniśmy też wrócić pod koniec roku na kilka własnych koncertów. Będzie się działo i szczerze nie możemy się już doczekać (śmiech).


Michał Lis

Zaklęty krąg Cugowscy

Krzysztof Cugowski jest na polskiej rockowej scenie od zawsze, zaś jego dwaj synowie Piotr i Wojciech od prawie zawsze, ale po raz pierwszy wspólnie...Gramy dalej

8 /10
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
CETI ocena 9
Snakes of Eden
Gatunek: Heavy metal
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie