Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Greg Howe

Greg Howe

Gitarzysta gitarzystów, aktywny uczestnik sześciostrunowej sceny od blisko 30 lat, autor szkółek video, dziewięciu albumów solowych i kilkunastu innych - Tetsuo Sakurai, Jordan Rudess, Victor Wooten czy Richie Kotzen. Ponad to, muzyk sesyjny w zespołach artystów takich jak Michael Jackson, Enrique Iglesias, 'N Sync i Justin Timberlake...

Co się gotuje w twojej muzycznej kuchni?


Mam nowy zespół - Maragold - i jest to niezwykle ekscytujące, bo wracam do czasów, kiedy zaczynałem, jako gitarzysta rockowy. Nadal nim przecież jestem! Odszedłem od tego trochę w okolice jazzu i to przez wiele lat było fajne, ale teraz dobrze jest być z powrotem na rockowym podwórku i pisać kawałki, które docierają do szerszej publiki. A do tego uwielbiam wokal, więc jest to tym bardziej ekscytujące dla mnie. Już dawno nie byłem tak podniecony nowym projektem.


Popraw mnie, jeśli się mylę, ale to chyba jest twój pierwszy dłuższy mariaż z pisaniem piosenek z wokalem?


Dokładnie tak jest.


Jak więc Ci się pisze kawałki, gdzie mają być słowa, a nie solówki?


Jest super! Tym razem byłem bardzo mocno zaangażowany także w tworzenie tekstów i melodii. Było to więc zupełnie nowe… nie chcę powiedzieć "wyzwanie", po prostu nowy kierunek, z czym miałem niezłą zabawę i byłem tym bardzo zmotywowany. Dwóch członków mieszka na stałe na Wschodnim Wybrzeżu, a ja mieszkam w Las Vegas, więc spora część naszej pracy miała miejsce na Skypie - granie, śpiewanie przez Skype, przesyłanie tekstów w tę i z powrotem - to było całkiem fajne.


Może przedstaw nam poszczególnych członków zespołu?


Kevin Vecchione jest w dużej mierze drugim, obok mnie, kompozytorem. Jest też niesamowitym basistą, jednym z moich ulubionych. Grał na jednym z moim albumów z lat 90., zatytułowanym "Five" (było to dokładnie w 1996 - przyp. red.). Ma więc cały ten funk i groove, ale jest także bardzo sprawny technicznie i ma niezwykłą osobowość sceniczną - musicie go zobaczyć na scenie. Wokalistką jest dziewczyna, Meghan Krauss. Jest piosenkarką, którą znalazł Kevin, grając na Wschodnim Wybrzeżu w coverbandzie. Nie bardzo chciałem wokalistki w moim zespole, ale Kev wysłał mi jej zdjęcie i pomyślałem "wow, wygląda nieźle!". Ale miałem cały czas nadzieję, że nie potrafi dobrze śpiewać. I Wtedy Kevin nagrał ją w swoim studio i wysłał mi to. Brzmiała niezwykle. Ma bardzo mocny głos, wszystko się zgadza, pomyślałem więc, że to jest znak - musimy ją zabrać na pokład. Gianluca Palmieri, bębniarz, to gość, z którym znamy się już od jakiegoś czasu. Graliśmy razem w Rosji, w Indiach, Europie, Ameryce Południowej i wielu innych miejscach na świecie. Mogę więc powiedzieć, że jest już dobrze sprawdzonym muzycznym przyjacielem i oczywiście bardzo dobrym perkusistą. I to jest cały skład.


Porozmawiajmy więc trochę o muzyce Maragold, bo jest coś bardzo odległego od tego, z czego do tej pory byłeś znany, przynajmniej przez ostatnie dwadzieścia kilka lat.


Materiał jest bardziej mainstreamowy, ale jednocześnie "muzykalny", że tak powiem. Szkoda, że nie mogę teraz nic zagrać, bo pokazałoby to wam mniej więcej kierunek. Wiem, że moim fanom się ta muzyka spodoba, bo jest w niej zachowany mój charakter. Ale nawet jeśli nie jesteś muzykiem, te kawałki powinny ci się spodobać, bo są bardzo chwytliwe. I to jest właśnie to, czego poszukiwałem: zapadające w pamięć piosenki, które będą przemawiać do szerszej publiki, ale także będą się podobać muzykom, z uwagi na warstwę techniczną. Bardzo to trudno opisać, bo nasze inspiracje sięgają od Hendrixa, przez Red Hot Chilli Peppers, do Van Halen, czy The Beatles, a nawet mojego fusion.


Możemy liczyć, że piosenki zostaną doprawione jakimiś smakowitymi solówkami?


Zdecydowanie jest to gitarowy towar - tak.


Kiedy więc możemy się spodziewać płyty?


W listopadzie 2012 roku… który już minął (śmiech).


Ale jest już gotowa?


Jest w ostatniej fazie, obecnie jest masterowana. Dograliśmy jeszcze dwie piosenki, więc pojawiło się trochę nowego materiału i trzeba było to dorzucić. Przez to wszystko się nieco przedłużyło. Poza tym, w zasadzie wszystko jest już dopracowane. Jest gotowy artwork, miksy, itd. (Płyta ukazała się w kwietniu. Recenzję można przeczytać TUTAJ - przyp. red.)


Zamierzacie wydać ją sami, czy będziecie szukać jakiejś wytwórni?


Najpierw będziemy chcieli wydać ją sami, ale potem zamierzam nieco "pokolędować" po wytwórniach. To musi być poważna firma, bo zależy nam na poważnym dealu. W przeciwnym razie nie będzie nam do niczego potrzebny taki oficjalny label. Jest wiele kanałów dystrybucji, które mogę wykorzystać do sprzedaży tego materiału. Ale jeśli układ będzie fair, a mój staż w tym biznesie jest wystarczająco długi, żeby odróżnić dobry deal od badziewia, to będziemy otwarci.


Jakieś plany koncertowe, czy też zbyt wcześnie na takie pytanie?


Będziemy bardzo dużo grać w tym roku. I mam nadzieję, że - powiedzmy do czerwca - będziemy już w drodze. Nie wiem jak będzie ze Stanami, ale z pewnością będzie to Europa i Ameryka Południowa.


Muzyczny biznes zmienił się przez ostatnie 20 lat i poszedł w stronę, czy może strony, w jakich nie spodziewaliśmy się, że mógłby iść ćwierć wieku temu. Jaka jest twoja opinia na temat kondycji i pozycji muzyki rockowej dzisiaj? Wydaje się, że najbardziej popularnym dzisiaj stwierdzeniem jest, że rock umarł.


Rzeczywiście? W Europie też tak mówią? A co jest żywe w takim razie?


Głównie badziewie.


Czyli pewnie jakaś muzyka taneczna?


No dokładnie. Wydaje się, że dzisiaj ważniejszy jest show, mniej zawartość muzyczna artystycznego przekazu.


To tylko marketing. Jest wielu artystów, którym brakuje talentu, ale mają bardzo dobry marketing. Ale jeśli masz i talent i marketing, to jest znacznie łatwiej. Sądzę, że my mamy oprócz marketingu właśnie to coś, co jest potrzebne do zaistnienia na rynku. Poza tym uważam, że mam swoją własną, muzyczną historię, która jest dodatkowym atutem. No i Meghan - oprócz bardzo mocnego głosu ma swój appeal, który będzie przemawiał do wielu ludzi. Udowodnimy, że rock nie umarł!


Nuno Bettencourt powiedział nam dwa lata temu, że musi koniecznie przyjechać do Europy z Extreme i tak schodzi mu już kolejny rok na graniu z Rihanną, a fani Extreme czekają… Nie będzie tak trochę z Wami?


Muszę szczerze powiedzieć, że oferowano mi bardzo duże pieniądze za kontynuację grania z Justinem Timberlake’m, ale nie przyjąłem tej propozycji, choć było niezwykle trudnym odrzucenie "takiej" sumy. Ale wiedziałem, że muszę wrócić do mojej kreatywnej przestrzeni. Że muszę od tego uciec, zanim będzie za późno.


Jako maniacy gitary zapytamy wprost: czy typowo gitarowe projekty zostaną zawieszone na kołku?


Dla mnie Maragold to właśnie gitarowy projekt, w którym sporo jest partii gitarowych, w szczególności zaś takich, których do tej pory na moich płytach nie było, bo nie bardzo mieściły się w ramach mojej stylistyki. Więc dla mnie jest to jak najbardziej pokaz moich gitarowych możliwości - nowy wymiar mojej kreatywności muzycznej.


Ale pewnie wiesz, że będą tacy, którzy powiedzą: "No nie, na koncert z jakimś wokalem to ja nie idę". Jakie masz przesłanie dla tej najbardziej zatwardziałej, instrumentalnej publiki?


Przesłanie jest proste: to inny wymiar Grega Howe’a. Ja nie powstrzymuję się przed niczym, nie robię sobie ograniczeń, a wszystko w tych kawałkach jest prawdziwe, jak do tej pory było. Nigdy nie tworzyłem muzyki dla gitarzystów - ona była dla ludzi. Nie chciałem być żadnym "guitar hero". To ludzie mnie postawili na piedestale i stworzyli te wszystkie oczekiwania wobec mnie, jako gitarzysty. A ja nie muszę wcale im sprostać i żyć wedle cudzych reguł. Ja chcę grać to, co mi w sercu gra. Ludzie mówią, że się sprzedajesz, jeśli grasz coś, za co dostajesz godziwe pieniądze. Ale dla mnie sprzedaniem się byłoby to, gdybym zagrał parę koncertów fusion tylko dlatego, że tam jest moja publika. Teraz moje serce jest wypełnione właśnie tym projektem i chcę pozostać wierny przede wszystkim sobie. Poza tym, wiem z doświadczenia, że jeśli jesteś szczery w tym co robisz, to ludzie odbierają to na tych samych falach. Jeśli zaś robisz coś z zimną kalkulacją, że tak trzeba, albo dlatego, że wytwórnia ci za to dobrze zapłaci, to nigdy nie działa. Powiem więc tak: jeśli lubicie moje wcześniejsze albumy, to ten także się wam spodoba, jeśli zaś nie lubicie mojej muzyki, to nie przychodźcie na koncert (śmiech). Oczywiście osobną sprawą jest, że chcę nie tylko dotrzeć do mojej wypróbowanej publiczności, ale także znaleźć nową, która do tej pory mnie nie znała. I chcę grać dla ludzi, którzy lubią muzykę, a nie tylko dla gitarzystów. Jestem rockmanem. W zasadzie w szkole średniej graliśmy rocka - Van Halen, Ozzy - uwielbiam to. Jak nagrywałem "Introspection" to nie myślałem, jak to się dzisiaj o mnie mówi, że jestem "tym gościem od fusion". Myślałem wtedy: "jaki fusion?! O co chodzi?" Pisałem kawałki, które chciałem, żeby dobrze brzmiały, to wszystko. Na dobrą sprawę do dziś nie wiem, czym jest fusion. Ja po prostu piszę kawałki.


Czy Maragold jest w 100% najważniejszym tegorocznym wydarzeniem w twoim muzycznych planach?


Tak, zdecydowanie tak. Ale nie zamykam się też na inne projekty. Jeśli pojedziemy w trasę w czerwcu i lipcu, a w sierpniu nic się nie będzie działo, a ktoś powie "hej, jest taki temat do zrobienia, chcielibyśmy, żebyście zagrali w sierpniu z Victorem Wootenem i Dennisem Chambersem", to bardzo chętnie się na to zgodzę. Jestem otwarty na wszystko.


W jaki sposób szukasz pomysłów na nowe kawałki? Masz już od początku linie wokalne w głowie?


Tak. Słucham właściwie wyłącznie muzyki z wokalem, z czego sporo to pop. Nawet byście nie uwierzyli (śmiech).


No to dawaj! Co tam masz w słuchawkach?


Jeśli posłuchacie mojej muzyki w samochodzie, to usłyszycie The Beatles, Steve'a Wondera....


Nie no… to klasyka!


No tak, ale współczesnego popu też słucham. Rzecz w tym, że zawsze była dobra i słaba muzyka. W latach 60, 70, czy 80 była dobra i bardzo słaba muzyka, tak było i tak jest i dzisiaj. Nie wszystko, co napisał Paganini, czy Bach było wyłącznie dobre. I dla mnie nie ma to nic wspólnego z kategoriami czy stylami. To samo jest z popem - wiele z tego to badziewie, ale jest też sporo dobrej muzy, kawałki są dobrze skonstruowane, wpadające w ucho, tak że od razu mówisz "to jest niezłe!" W muzyce pop jest nawet trudniej napisać coś, co osiągnie sukces i się przebije, bo musi to spełniać znacznie więcej parametrów. Czasami łapię się na tym, że chciałbym skomponować jakieś unisono, ale daję krok w tył, mówiąc sobie "nie, trzeba to podać w zrozumiały sposób". Natomiast w fusion nie ma granic, wszystko jest płynne i wszystko może się ze sobą mieszać. Jest to więc wyzwanie, grać muzykę, która będzie zjadliwa dla przeciętnego słuchacza. Jak zagram mu coś z "Paralax", to spyta: "co to jest?!" Nie bardzo zrozumie, o co chodzi. A ja nie chcę być wykładowcą fizyki kwantowej, wygłaszającym odczyty dla ograniczonej ilości słuchaczy. Chcę dotrzeć do jak największej ilości ludzi.


Więc jak przychodzą Ci te pomysły do głowy?


Jeśli rodzi mi się jakiś pomysł w głowie, to od razu sięgam po gitarę. Muszę to nagrać! I to dzieje się każdego dnia. Melodie i akordy siedzą w mojej głowie. Mam wrażenie, że tworzenie muzyki jest dla mnie dość proste. W szczególności, jeśli mam jakąś sekwencję bębnów, jakiś fajny groove, który mi się podoba, to od razu przychodzi za tym milion riffów, milion pomysłów. Żyję więc dla tego procesu twórczego, bardziej nawet, niż dla samej gitary. To jest katalizator, który pozwala mi być w muzyce. Dlatego takie dziwne jest dla mnie to ciągłe oczekiwanie, że zrobię "coś" z gitarą.


No wiesz… Podpisanie kontraktu ze Shrapnel Records jest, w pewnym sensie, samoszufladkowaniem się.


Fakt jest taki, że chodziliśmy z moją muzyką do wielu wytwórni, sporo było wśród nich niezależnych, ale to Mike Varney był gościem, który odpowiedział "lubię to, co zrobiłeś, podoba mi się!" Więc nie była to wymarzona sytuacja, bo nie było alternatywy. Ale tak, zgadzam się z tobą, jak tylko wyszedł mój pierwszy album w Shrapnelu, zaraz zaczęli mówić: "to ten nowy gitarowy wymiatacz".


Shredder! Pewnie nie lubisz tego określenia…


Ja lubię mieszać wszystko i tworzyć nowe rzeczy, zamiast kategoryzować, szufladkować. Ja bym zmieszał The Beatles i Ellę Fitzgerald z Kanye West. To jest dla mnie fusion. Inspirują mnie nowe rzeczy, nowe dźwięki, nowe pomysły. Ale w naturze ludzkiej leży szufladkowanie wszystkiego, w tym muzyki, przyklejenie nalepki.


Pomówmy trochę o twoich czasach w Shrapnel Records. Jak wspominasz współpracę z Mike’m Varneyem?


Pierwsze demo, jakie wysłałem do Mike’a to były 3 tracki, nawet nie kawałki, tylko po prostu jazzujące tracki, smooth jazz nawet. A ja na tle tego grałem solówki. Mike’owi się to spodobało, więc powiedział, że mam deal, ale muszę teraz zabrać się za napisanie konkretnych utworów, czego do tej pory nigdy nie robiłem i nie miałem pojęcia, jak się do tego zabrać. Mike powiedział, że musi to być bardziej agresywne, z większą ilością przesteru i brzmieć nieco bardziej jak towar ze Shrapnel Records, więc jakoś musiałem się dopasować. W przypadku "Introspection" byłem już bardziej uparty, bo nasz kontrakt był na 4 albumy, a "Introspection" był ostatnim z nich. Powiedziałem więc, że chcę go zrobić po mojemu, właśnie tak, a nie inaczej. Mike był trochę zaniepokojony, bo nie było tam krzty metalu. Trochę się więc opierał, że moi fani mogą tego nie zrozumieć, ale mnie się wydawało, że ludzie są już gotowi na coś innego, bo już usłyszeli moje najszybsze przebiegi i nie czekali na kolejne arpeggio. A mnie wtedy bardzo inspirował Tribal Tech, John Scofield, Yellowjackets itp. Typowo jazzowa muzyka. No i pomyślałem, że fajnie byłoby zmieszać moje rockowe podstawy z językiem jazzu.


Kiedy spotkaliście się z Jasonem Beckerem?


Kiedy ja nagrywałem swój pierwszy album w Shrapnelu, Jason i Marty Friedman pracowali nad albumem Cacophony. Dla mnie było to przerażające przeżycie, bo wysiadając z samolotu, wiedziałem już, że będę nagrywał album dla kogoś, kto już wydał Yngwie Malmsteena, Vinnie Moore’a, Paula Gilberta, czy Tony MacAlpine’a. Granie przed Varneyem było jak granie przed nimi wszystkimi. Pamiętam, że Mike odebrał mnie na lotnisku w San Francisco i podczas jazdy puścił jakąś muzykę z kasety. To było czyste szaleństwo, więc od razu zapytałem, kto to gra. Wtedy Varney powiedział, że to taki nowy dzieciak: Jason Becker. Stwierdziłem, że to jest niemożliwe, absolutnie nie ma takiej możliwości, żeby coś takiego zagrać. I wtedy usłyszałem, że Jason będzie cały czas w studio podczas nagrywania mojego materiału. Zrobiłem się miękki w nogach, ale okazało się, że było świetnie - siadaliśmy razem i jammowaliśmy. Wiele się od niego nauczyłem.


Jaki był twój najtrudniejszy okres kariery?


No było ich trochę, niech się zastanowię…


Granie z Królem Popu? Słyszeliśmy te historie o telefonie w środku nocy…


No tak, ale to było mało skomplikowane muzycznie, a bardziej stanowiło wyzwanie dla mojej pamięci, ogarnięcie tego wszystkiego w tak krótkim czasie. Jennifer Batten na wiele miesięcy przed tym wydarzeniem powiedziała mi, że może być taka potrzeba z uwagi na pogarszający się stan zdrowia jej mamy i że mogę pewnego dnia otrzymać telefon. Przesłała mi wszystkie kawałki i miałem czas nas przesłuchanie i przegranie wszystkiego. Ale telefon milczał miesiącami, więc przestałem słuchać tych piosenek i odłożyłem cały temat na półkę. No i wiele miesięcy później dostałem telefon w poniedziałek o 20:00, że we wtorek o 6:00 rano mam samolot, a w środę muszę zagrać koncert w Amsterdamie z Michaelem Jacksonem. To było czyste szaleństwo, bo na spakowanie i sen miałem niecałe 6 godzin. Pakowałem się i słuchałem muzyki na walkmanie, potem cały wtorek słuchałem i słuchałem. No i w środę trzeba było zagrać. Oczywiście nie obyło się bez pomyłek, ale techniczny Jennifer bardzo mi we wszystkim pomógł, przypominając co, gdzie i kiedy trzeba zrobić. Najtrudniejszą sprawą była cała ta choreografia, do której nie byłem przyzwyczajony. Więc chyba macie rację - to był jeden z trudniejszych momentów w mojej karierze.


Co można znaleźć w twoim rigu?


Mam różne rzeczy, ale nie jest to już tak, jak w latach 90., kiedy miałem całe mnóstwo elektronicznych wspomagaczy. Człowiek się wtedy frustrował, że musi wpiąć jeszcze to czy tamto. Dlaczego nie wpiąć się bezpośrednio do wzmacniacza? Tak w końcu zrobiłem i okazało się, że właśnie o to chodzi. Używam więc wzmacniaczy lampowych i trochę efektów z Axe Fx Fractala. Na nowej płycie będzie można to usłyszeć. Jeśli idzie o wzmacniacze, to są to zazwyczaj jakieś Marshalle, do których się wpinam bezpośrednio, czy Cornford Mk50, który też brzmi rewelacyjnie. Pracujemy aktualnie nad dużą rzeczą z DV Mark - moim wzmacniaczem, który będzie się nazywał Maragold. Nie będzie to nic skomplikowanego, bo uwielbiam prostotę, po prostu pętla efektów, VOLUME, GAIN, BASS, TREBLE i dwa kanały. Jeśli idzie o gitary, to mam deal z Laguną - to bardzo dobre wiosła, uwielbiam je. W II i IV pozycji mają ten specyficzny, stratowy sound. Z kolei w pozycji przy mostku brzmią jak gitary z prawdziwymi przetwornikami hi-output - to są customowe przetworniki DiMarzio GH5. Ale mam różne wiosła i wiele z nich bardzo lubię - np. tego podrasowanego Strata Fendera z Floydem. Używam też kabli Lava, strun D’Addario XL 10-46 i kostek Dunlop Tortex 2.8.


Jakieś słowa na koniec wywiadu, dla polskich gitarzystów?


Bądźcie pewni, że robicie to, co kochacie. Jeśli tak będzie, to osiągnięcie sukces. Zdarzyło mi się kończyć związki i tracić przyjaciół przez muzykę - dla mnie muzyka jest na pierwszym miejscu, tylko wtedy jest szansa na sukces. Ale nie można też pragnąć samego sukcesu, trzeba dojść do niego poprzez miłość do tego, co się robi.


Michał Kubicki

GALERIA
Ostatnia rodzina - muzyka z filmu Różni Wykonawcy

"Ostatnia rodzina" to jeden z najgłośniejszych filmów ostatnich miesięcy, który trafi do kin pod koniec września. Z kolei dwa tygodnie temu premierę...Gramy dalej

7 /10
Death Resonance Soilwork

Kariera Soilwork to dość ciekawy przypadek. Zespół, który nigdy nie splamił się słabym wydawnictwem, a od "Stabbing The Drama" (czyli dekady)...Gramy dalej

8 /10
In Flames ocena 7
Sounds From the Heart of Gothenburg
Gatunek: Melodic death metal
Bad Vibrations
Gatunek: Metal
Rage ocena 8
The Devil Strikes Again
Gatunek: Heavy metal
Zobacz wszystkie