Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Tarja Turunen

Tarja Turunen

Jak świat światem zespoły zawsze będą się rozpadać. Kiedy pod koniec 2005 roku Tarja Turunen została usunięta ze składu Nightwish fani tej formacji popadli w masową depresję. Fala nieporozumień, nienawistnych oświadczeń i publiczne pranie brudów nie przeszło bez echa w świecie muzyki. 8 lat później zespół Nightwish dalej nagrywa, a Traja wydaje swój trzeci solowy krążek zatytułowany Colours In The Dark. Czy jednak czas naprawdę goi wszystkie rany?

Twój nowy album Colours In The Dark ujrzy światło dzienne w sierpniu tego roku. Czego się możemy spodziewać po tym krążku?


Trzeci krążek najczęściej fortyfikuje pozycję artysty na rynku. W moim przypadku jest jednak inaczej. Odkąd zaczęłam swoją karierę solową z każdym kolejnym tygodniem uczę się czegoś nowego i rozwijam swój warsztat. Doświadczyłam mnóstwa życzliwości i pracowałam z naprawdę fascynującymi ludźmi. Przy okazji tego krążka wszystkie elementy zaczęły współgrać, a my sami działaliśmy jak świetnie naoliwiona maszyna. Dzisiaj rzeczy takie jak pisanie tekstów, aranżowanie i produkcja nie sprawiają mi już problemów. Dlatego też pomimo, iż jest to tak naprawdę mój trzeci album, to czuję jakbym właśnie skończyła nagrywać swój debiut. Jestem szalenie wdzięczna za to co los mi zaoferował i to słychać w tych piosenkach. Tekstowo jest to bardzo osobisty materiał. Śpiewam o swoich snach, podróżach, które odbyłam i wszystkim, co tak naprawdę ma dla mnie znacznie.


Czym w takim razie były dwa pierwsze albumy? Rozgrzewka przed biegiem?


Całkiem trafne porównanie (śmiech). Przy My Winter Storm "raczkowałam" i nie do końca jeszcze wiedziała jak powinno się pewne rzeczy robić. Na What Lies Beneath było już dużo lepiej. Wtedy też zaczęłam "chodzić". Dzisiaj czuję, że mogę "biegać", więc kto wie, co będzie przy okazji następnego albumu (śmiech).


W sieci pojawił się niedawno utwór "Never Enough", do którego nakręciliście lyric video. Różni się on jednak nieco od standardowych produkcji tego typu, gdyż poza latającymi napisami możemy tam również zobaczyć ciebie. Skąd taki pomysł?


Kiedy byłam w Czechach w ramach trasy Beauty and the Beat okazało się, że zamiast jednego, będziemy grali tam trzy koncerty pod rząd. Ponieważ rejestrowaliśmy materiał upamiętniające tą trasę, a cała ekipa filmowa i tak była na miejscy postanowiliśmy się trochę zabawić. Na moją prośbę nakręciliśmy kilka ujęć w paru lokalizacjach i złożyliśmy z tego całkiem fajny teledysk. Nie będzie to co prawda mój pierwszy oficjalny singiel z nowego krążka, ale da ludziom pojęcie czego mogą się spodziewać po albumie. Oczywiście samo "Never Enough" było już grane na kilku koncertach, ale dopiero tutaj widać, w którą stronę poszła produkcja.


Jak sama wspomniałaś wyprzedaliście w Czechach trzy koncerty zamiast jednego. Czy właśnie w tym kraju nastąpiła kumulacja fanów twojej muzyki?


Szczerze powiedziawszy sama nie wiem czym sobie zasłużyłam na taką frekwencję (śmiech). Od kilku lat zainteresowanie moją muzyką w Czechach konsekwentnie wzrasta, co widać nie tylko w tamtejszych mediach ale i liczbie sprzedawanych płyt. W Polsce zaczyna się dziać coś podobnego, dlatego bardzo nam zależy, aby zagrać u was możliwie jak najwięcej koncertów.


Wspomniałaś również, iż przygotowujecie zapis z trasy Beauty and the Beat. Czy nagrywaliście jeszcze gdziekolwiek indziej niż w Czechach?


Nie, tylko z tych trzech koncertów. Ponieważ były to trzy noce pod rząd mogliśmy sobie pozwolić na spory margines błędu. Jeśli coś nam nie wyszło pierwszego dnia, zawsze mieliśmy dwa kolejne na wprowadzenie poprawek. Sama nie widziałem jeszcze rezultatów naszej pracy, więc nie jestem ci w stanie powiedzieć, czy plan się powiódł, ale jestem przekonana, że powstanie z tego świetne podsumowanie całej trasy.


Trzy występy pod rząd pewnie dały ci trochę w kość?


Dużo bardziej byłabym zmęczona trzema koncertami rockowymi (śmiech). Śpiewanie przy akompaniamencie muzyki klasycznej pozwala mi zachować dobrą formę wokalną. Dzięki temu mogę się rozwijać i rozszerzać wachlarz swoich możliwości. Do dzisiaj chodzę na lekcje śpiewu. Chcę być jeszcze lepszą sopranistką liryczną, gdyż w znaczny sposób ułatwia mi to potem życie na koncertach rockowych. Oba te światy, w moim przypadku, się dopełniają i nie potrafiłabym z któregokolwiek z nich zrezygnować.


Zamierzacie kontynuować trasę Beauty and the Beat po zakończeniu promocji albumu Colours In The Dark?


Zdecydowanie tak. Chcemy zrobić trasę koncertową promującą "kolory", chwilę odpocząć i wracamy do Beauty and the Beat. Piękno tej trasy koncertowej polega na tym, że nie wymaga ona od nas nagrywania żadnego nowego materiału. Większość piosenek to klasyczne arie, które możemy dowolnie podmieniać. Również rockowe aranże nie są dla nas wyzwaniem, gdyż kompozytorzy, z którymi współpracujemy potrafią w kilka dni przygotować genialne kompozycje. Na upartego moglibyśmy to ciągnąć w nieskończoność (śmiech).


Dosłownie kilka dni temu skończyłaś kręcić swój pierwszy oficjalny teledysk do utworu "Victim of Ritual". Czego możemy się po nim spodziewać od strony wizualnej?


Sam nie wiem, ile mogę ci w tej chwili powiedzieć (śmiech). Singiel pojawi się na początku lipca i wtedy dopiero będzie można go zobaczyć w pełnej krasie. Teledysk z wizualnego punktu widzenia będzie naprawdę rewelacyjny. Zdjęcia z moim udziałem trwały 17 godzin ale było warto. Uwielbiam teledyski, w których mamy do czynienia z fabułą. Jest to mroczna historia z bardzo pozytywnym i jednocześnie tajemniczym zakończeniem. Fani znajdą tam również sporo odniesień do "kolorów" tego albumu. Utwór sam w sobie może być jednak pewnym zaskoczeniem. Jest to odważne otwarcie tego krążka, które nieco odbiega od reszty materiału. W przyszłości chciałbym nagrywać więcej takich kawałków, ale wymagają one dużo więcej pracy i czasu. Ten konkretny odzwierciedla niejako moje pragnienie oderwania się od pewnych zasad. Chcę wychodzić poza wygodne normy i robić rzeczy, których jeszcze nie próbowałam w muzyce. Mam nadzieję, że uda mi się zrealizować to pragnienie i na kolejnym krążku stworzę więcej takich piosenek.


Skoro jesteśmy już przy zrywaniu z zasadami, to może powiesz mi coś o projekcie Outlanders?


Jest to moje małe marzenie, które póki co odłożyłam gdzieś do szuflady. Do tej pory powstały trzy utwory, które nagrałam z Walterem Giardino, świetnym gitarzystą z Argentyny i producentem Torstenem Stenzelem. Uwielbiam to połączenie klasycznego brzmienia gitary, mojego głosu i muzyki elektronicznej. Efekt tego zabiegu jest bardzo ciekawy i mam nadzieję, że kiedyś uda mi się to zamknąć na jakiejś płycie.


Podobnie jak poprzednio tak i na tym krążku zagościł sam Doug Wimbish. Jak układa się wasza współpraca?


Doug gra z nami już od 2007 roku. Uwielbiam go za to jakim jest człowiekiem i za jego genialną grę na basie. Poza Living Colour pracował on z całą plejadą gwiazd światowej muzyki i doskonale wie co robić, aby utwór nabrał prawdziwych rumieńców.


Poza nim na płycie można usłyszeć chociażby wiolonczelę Maxa Lijia, czy wokal Justina Furstenfelda. To co mnie jednak interesuje najbardziej to wykład twojej córki (śmiech). Skąd pomysł, aby ją uwiecznić na tym albumie?


Sama nie wiem (śmiech). To bardzo radosne dziecko i pamiętam, że miała wtedy jeden ze swoich lepszych momentów. Po prostu wyciągnęłam mikrofon i zaczęłam ja nagrywać. Kiedy potem tego słuchałem i zanosiłam się śmiechem, uświadomiłam sobie, że mam przecież jeden utwór na płycie, na którym idealnie by się to sprawdziło. Mamy teraz niezły ubaw, kiedy puszczamy jej ten kawałek (śmiech). Jest za mała, żeby cokolwiek zrozumieć, ale wydaje się rozpoznawać swój głos, więc kiedy trochę podrośnie będzie miała niezłą pamiątkę.


Jak dzisiaj wygląda twoja relacja z Tuomasem i pozostałymi członkami Nightwish?


Wszystko urwało się w dniu kiedy opublikowali informację o moim odejściu z zespołu.
Cała sytuacja była dla mnie ogromnym rozczarowaniem. Do dzisiaj się z tym do końca nie pogodziłam. Nigdy nie byłabym w stanie komukolwiek czegoś takiego zrobić i tak go publicznie poniżyć.


Słuchałaś ich ostatniego albumu?


Nie. Kiedyś przypadkiem usłyszałem kawałek jednego singla w radiu, ale pewnie się domyślasz, że niewiele mnie ich twórczość w tej chwili interesuje. Z muzycznego punktu widzenia Nightwish był dla mnie czymś niesamowitym. Kochałam te piosenki i nie żałuję ani jednej chwili jaką z nimi spędziłam. Pozwoliły mi one dojrzeć scenicznie i wokalnie, a doświadczenie jakie dzięki nim zyskałam wykorzystuje do dzisiaj.


Czy z perspektywy czasu nie żałujesz rozstania z zespołem?


Zdecydowanie nie. Po odejściu z Nightwish musiałam się wielu rzeczy nauczyć od nowa, ale gdybym mogła cofnąć czas na pewno nie zmieniłabym swojej decyzji.

rozmawiał Michał Lis

Wild World Bastille

Przy okazji słuchania drugiej płyty Bastille doszedłem do wniosku, że chyba nigdy nie zrozumiem zwyczajów zakupowych współczesnych fanów muzyki....Gramy dalej

7 /10
Ostatnia rodzina - muzyka z filmu Różni Wykonawcy

"Ostatnia rodzina" to jeden z najgłośniejszych filmów ostatnich miesięcy, który trafi do kin pod koniec września. Z kolei dwa tygodnie temu premierę...Gramy dalej

7 /10
Soilwork ocena 8
Death Resonance
Gatunek: Melodic death metal
In Flames ocena 7
Sounds From the Heart of Gothenburg
Gatunek: Melodic death metal
Bad Vibrations
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie