Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Bartek Kaliszczak (Rape On Mind)

Bartek Kaliszczak (Rape On Mind)

Rape On Mind gwałci umysły już od lat dziesięciu, choć dopiero teraz ukazał się jego debiut, "Downwards". Niektórym nazwa ta może kojarzyć się z rzeszowską Kethą - nie przypadkiem, ponieważ ROM dzieli z nią swoją sekcję rytmiczną.

Na tym jednak - i na pokręconych, technicznych riffach - podobieństwa się kończą. Ten zespół to przede wszystkim mroczne, klimatyczne granie, podróż do mrocznych zakamarków ludzkiego umysłu. Naszym przewodnikiem w tych rejonach będzie Bartek Kaliszczak, gitarzysta grupy.

Niektóre tytuły z Waszego debiutu mają już trochę na karku, bo pojawiały się także na dwóch poprzednich demach. Czujecie, że wydanie jej po tak długim czasie działalności (długim w stosunku do ilości nagranego przez ten czas materiału) sprawiło, że mogliście bardziej dopieścić ten materiał? Tak jak np. Tool wydaje albumy rzadko, ale - przynajmniej moim zdaniem - są one wtedy powalające?


Cześć. Utwory, o których wspominasz, przeszły sporo zmian od pierwszego dema. Tak naprawdę zostały same tytuły, ale to już całkiem inne kompozycje. Nasze podejście do muzyki się zmieniło, więc i sposób jej pisania, a chcieliśmy zachować te motywy, które nam się dobrze grało i wspólnie twierdziliśmy, że są OK. Promo z 2007 miało być zapowiedzią płyty, bo już wtedy mieliśmy kolejne riffy i pomysły, ale z różnych przyczyn musieliśmy na jakiś czas "zawiesić" działalność. Gdy ruszyliśmy w 2010 w nowym składzie, to nie chcieliśmy nagrywać kolejnego promo, tylko nagrać album, szczególnie że dołączył do nas Jacek Brzozowski i chcieliśmy zarejestrować starsze utwory w nowym brzmieniu i z nowym gardłowym.


Które partie sprawiły Wam największy problem przy nagrywaniu?


To zależy od utworu. Jak sam słyszysz, część motywów już wcześniej gdzie indziej użyliśmy i te, patrząc pod kątem ogrania, były dla nas łatwiejsze. Najwięcej problemu było w spotkaniu się na próbie albo ustawieniu terminu sesji nagraniowej tak, żeby każdemu pasowało. Mi przypadła rola tego, co wszystkiego niestety musi dopilnować, więc poczynając od codziennego jeżdżenia Kraków - Rzeszów na nagrania bębnów (bo tego samego dnia wracałem na wieczór do pracy) poprzez nagrania gitar, koordynację wokali i dodatków, a kończąc na finalnym miksie i masteringu w Sound Great Promotion w Gdyni.


Kto odpowiada za wpływy z Korna, które można usłyszeć w utworze "Memories Always Burn"?


OK - przyznaję bez bicia, że ja, choć wszyscy lubimy ten zespół i cenimy ich pomysłowość. Head wrócił chyba do składu, wiec liczę, że powstanie coś ciekawego. Ma gość niesamowite pomysły na takie psychodeliczne zagrywki.


Planujecie może nagranie teledysku?


Tak. Już jakiś czas temu ruszyliśmy z tym pomysłem. Jak się uda, to w sierpniu nagramy większość ujęć. Na razie badamy miejsca, gdzie by to nakręcić, bo jak wiadomo, miejsce musi do nas pasować. Niedługo wrzucimy trailer z fragmentem kolejnego utworu. Będzie to zlepek ujęć z koncertu, jaki mieliśmy przyjemność zagrać z Blindead, Belzebong i Thaw.


Czy był już jakiś odzew na "Downwards" za granicą?


Jeszcze nie. Dopiero szukamy wydawcy i miejsc, gdzie można te nasze dwadzieścia osiem minut wysłać do recenzji.


Co przedstawia okładka Waszej płyty? Czy odnosi się jakoś do jej tytułu i konceptu?


Okładka przedstawia jakieś industrialne zgliszcza. Raczej nie nawiązuje do tytułu. Bardziej oddaje klimat muzyki, jaka jest zawarta na krążku. Zrobiliśmy te ujęcia sami przy nagraniu demo w 2005 i już wiedzieliśmy, że musimy ich użyć. To są tylko trochę podrasowane zdjęcia robione zwykłą cyfrówka 3.2 megapikseli. Żadne lustrzanki itp. Okładka miała być surowa, wtórna i naturalna.


Niedawno ukazała się pierwsza składanka będąca przekrojem przez polskie zespoły post-rockowe. Czy sądzisz, że podobne wydawnictwo - tyle że skupiające się na gatunkach w rodzaju technicznego, progresywnego, a nieraz wręcz "matematycznego" metalu, który poniekąd reprezentujecie - miałoby również sens?


Tak, ale taka składanka ma sens, jeśli będzie różnorodna. Nie tylko matematyczne granie, ale i też pokręcone w trochę inna stronę. Ciężko jest w dobie tylu dobrych zespołów uchwycić nowego słuchacza. Dzięki takim, nazwijmy to, "mix tape" możesz usłyszeć parę bandów i jeśli któryś ci się bardziej spodoba, sam już sięgasz do jego twórczości. Osobiście popieram takie działania i jeśli ktoś chce Rape On Mind na takim wydawnictwie, to niech tylko się do nas odezwie. My chcemy dotrzeć do jak największego grona słuchaczy.


Jakiś czas temu słyszałem opinię, że polska scena metalowa to przede wszystkim klimatyczne, a nie techniczne granie. Co ty sądzisz o kondycji tej sceny i co według Ciebie Polakom w muzyce najlepiej wychodzi?


Kurcze, ciężkie pytanie, ale polemizowałbym, czy nie mamy w naszym kraju dobrych technicznych zespołów. Od razu na myśl przychodzi mi Redemptor i Yattering, a jest tego jeszcze więcej. O tym, żeby grać jak Daniel Kesler czy Konrad Rossa, to ja mogę tylko pomarzyć. Nie szukałbym odpowiedzi na to, co Polakom najlepiej w muzyce wychodzi, bo najważniejsze, aby w zespole była chemia i chęć wspólnego tworzenia. Niezależnie od tego, czy będzie to post-metalowe, stonerowo-sludgowe granie czy ultra techniczny progressive death metal z elementami banjo.


Z tego, co wiem, jeździsz z innymi zespołami jako stage manager i techniczny. Nie masz problemu z pogodzeniem grania w Rape On Mind z innymi obowiązkami?


Problemu nie ma, bo tych wyjazdów jest niewiele. Jeden tour do roku plus mniejsze wypady i parę festiwali. Gorzej wychodzi godzenie tego z obowiązkami w domu, ale tu pewnie moja żona mogłaby się nieźle rozpisać.


Ile strun w gitarze Ci wystarczyło, żeby nagrać swoje partie na "Downwards"? Jakiej były one grubości?


Nie starczyło mi na struny, ha, ha. A tak serio - jakiś czas temu przerzuciliśmy się z Marcinem na siedmiostrunowe gitary i staramy się wykorzystywać możliwości tych instrumentów. Gramy przeważnie na DR 10-60.


Jakie gitary najbardziej lubisz?


Tutaj pierwsza na myśl to przychodzi mi anegdota z ostatniego Openera, gdzie Dziablas (Ampacity, Octopussy), który miksował "Downwards", sprzedał mi tekst swojego perkusisty. Na pytanie: "Seba, jakie bębny lubisz najbardziej?" ten odpowiedział: "Tama cudza". Określenie "lubię" trochę tu nie pasuje. Instrument musi mi leżeć w łapie i brzmieć. Nie jestem fanem cienkich gryfów. Razem z Marcin gramy na gitarach marki Schecter i Majesty Custom z Bielska Białej. Michał z MC to pasjonat gitar i profesjonalista. Gorąco polecam.


Szybsze partie pokonujesz z pomocą alternate pickingu (kostkowanie "góra, dół, góra, dół") czy może innej techniki?


Staram się już mniej grac tremolo. Wolę pełniejsze akordy i  kombinowanie z dźwiękami niż z prędkością. Obecnie podoba mi się szarpanie strun od dołu, co fajnie brzmi, gdy część dźwięków jest uderzanych od góry. Ale nie jest to na przemian.


Granie tak skomplikowanej muzyki bywa dla Ciebie wyczerpujące?


Nie w domu czy na próbach. Bardziej na koncertach, gdzie dochodzi jeszcze spora dawka adrenaliny, emocji i ruchu.


Na waszej płycie dużo jest różnych dźwiękowych "przeszkadzajek", granych między innymi przez gitary. Prawie każdy moment na niej jest niepowtarzalny. Nie miewasz problemu że spamiętaniem, co kiedy wchodzi - zwłaszcza na żywo?


Nie, bo opierają się one raczej na odpowiedniej kombinacji różnych efektów. Wiadomo, że nie zagram tego tak samo, jak w studio, ale barwa danego fragmentu musi mieć taką samą, nazwijmy to, "bazę". W szale koncertu wolę się rzucić na ludzi z gitarą, grając nieczysto, niż stać jak kołek i skupiać się, żeby odegrać coś identycznie jak na płycie.


Kiedy gracie w skomplikowanym metrum, to robicie to "na czuja" czy raczej próbujecie liczyć w głowie?


Różnie. Trochę liczymy, ale raczej wychodzi to naturalnie, bo mamy już to ograne.


W jednym z ostatnich wywiadów przyznałeś, że swoją płytą Ameryki nie odkrywacie. Sam odniosłem podobne wrażenie. Jeżeli już doszukiwać się u Was oryginalności, to zasadza się ona przede wszystkim w zaskakującym łączeniu różnych, nieraz dość odległych stylów muzycznych. Zgadzacie się z tym stwierdzeniem i planujecie mimo to pójść o krok dalej, żeby ludzie nie porównywali was do innych zespołów, tylko inne zespoły do Was?


Nie czujemy się prekursorami jakiegoś nowego stylu. Takie dźwięki powstają u nas naturalnie i nie skupiamy się na tym, aby być czyjąś inspiracja. Porównania są najczęściej do zespołów, które sami cenimy. Czy pójdziemy o krok dalej - czas pokaże przy następnych nagraniach.


W porównaniu z debiutem Ketha - niestety, nie mogliście go uniknąć - na "Downwards" środek ciężkości jest przesunięty bardziej w stronę klimatycznego niż technicznego grania. Czy i dlaczego klimat jest dla Was ważnym elementem muzyki?


Przede wszystkim partie gitarowe piszą kompletnie różne osoby. W ROM riffy tworzymy wspólnie z Marcinem i potem we trzech z Wawrzyńcem siedzimy nad tym, aby nie przekombinować, ale by było naturalnie, a zarazem "po naszemu". Klimat oddaje emocje w muzyce, a w takiej gęstwinie fajnie jest dać trochę powietrza i przestrzeni. Dzięki temu materiał na "Downwards" jest trudny w odbiorze i wymagający. Wszystko na granicy wytrzymałości ludzkiego umysłu.


Skąd wyszedł pomysł na partie saksofonu na Waszej płycie?


Pomysł zrodził się po trasie europejskiej Minsk i Ketha. Na koncertach chłopaków z Minsk wspierał Bruce Lamont (Yakuza) na saksofonie i wszyscy byliśmy pod wielkim wrażeniem. Sekcja dęta to nie żadna nowość w muzyce metalowej. Tyle że przy takim pokręconym graniu jej forma jest inna, wykorzystuje więcej nowatorskich pomysłów. Mistrzami są dla mnie właśnie wspominana wcześniej Yakuza, no i rodzima Neuma czy Merkabah.


Czy - zakładając, że chcecie występować na żywo - nie musieliście czasem powstrzymywać się przed nagrywaniem zbyt skomplikowanych patentów, których granie mogłoby sprawiać problemy na scenie? Z czymś takim mierzą się np. muzycy Meshuggah, którzy potrzebują wielu prób przypominających morderczy trening, nim będą mogli pokazać się światu z nowym materiałem.


Porównanie z Meshuggah jest mocno przesadzone. U nich wszystko chodzi jak w szwajcarskim zegarku. Nawet przerwy są zaprogramowane. Jakość dźwięku, światło i klimat całego występu to po prostu masterpiece. Nikt nie robi tego obecnie lepiej niż oni. My po prostu robimy sporo hałasu i zamieszania.


Słyszałem, że umysł ludzki jest w stanie pozostać w stanie koncentracji średnio przez trzydzieści minut. Czy to dlatego "Downwards" jest takie krótkie, aby móc maksymalnie skupić się na tej płycie i wyłapać wszystkie smaczki, które przygotowaliście waszym słuchaczom?


Przy tak intensywnej dawce przeróżnych dźwięków nie ma co nagrywać długich albumów. 30 minut to maks, aby nie przemęczyć słuchacza. I tak już wystawiamy jego cierpliwość na próbę naszą muzyką. Dlatego też jest w środku przerywnik bez wokali, żeby na niecałe 2 minuty można było choć trochę odpocząć.


Planujecie jakieś koncerty? Jeśli tak, to czy odbędą się one z udziałem saksofonu?


Tak. Chcemy w grudniu zagrać weekendowe gigi wspólnie z jednym większym zespołem. Partie saksofonu poleca raczej z sampli. Nie ma miejsca w aucie na szóstą osobę, he, he. Może jeśli byłby to jakiś większy klub....


Czemu w Internecie udostępniacie tylko dwa utwory z Waszego krążka? Czy to nie dlatego, że wrzucanie całych płyt do posłuchania na serwisy w rodzaju Bandcampa zniechęca później do kupowania albumów w wersji fizycznej, a nawet cyfrowej?


Ciągle rozsyłamy debiut po różnych wydawnictwach z nadzieją, że ktoś to wyda. Nie chcieliśmy wrzucać całości, bo jeśli kogoś zainteresuje jeden czy dwa utwory, to może będzie chciał zakupić płytę. Albo chociaż będzie czekał na kolejny utwór, jaki wrzucimy w sieci.


Jesteście zespołem niszowym - przynajmniej na razie. Jeżeli jednak będziecie mieli szansę się wybić, skorzystacie z niej?


To zależy jak wybić. Cieszy nas że jest zainteresowanie naszym "dzieckiem". Utwierdza nas to w przekonaniu, że jednak było warto się pomęczyć, choć nie ukrywam, że już były momenty zwątpienia. Tak niszowa nuta raczej nie stanie się numberem jeden w przemyśle muzycznym. Ale dzięki temu można to robić szczerze i trochę dla własnej satysfakcji. Jeśli pojawi się jakaś ciekawa propozycja, to na pewno weźmiemy ją pod uwagę.


Smuci mnie, że duża ilość kapel nie śpiewa dzisiaj po polsku, co podyktowane jest pewnie tym, że angielski pozwala dotrzeć do większej ilości słuchaczy. A może po prostu boją się "odsłonić" w tekstach przed rodakami, choć kapele w rodzaju Lecznicy Stałych Doznań pokazują, że wcale nie ma się czego wstydzić. Czemu Wy wybraliście akurat ten drugi język?


Z prostego względu: teksty w języku angielskim brzmią lepiej. Łatwiej dobrać słowa, znaleźć odpowiedniki. Jedynie Kobongowi udało się zrobić fajne teksty po polsku.

Bartosz Nysler

The Devil Strikes Again Rage

Giganci niemieckiego heavy powracają z nowym krążkiem, w mocno odświeżonym składzie.

Gramy dalej

8 /10
Oneiric Big Jesus

Niezwykle konsekwentny i spójny kolaż gatunków zaserwowała czwórka muzyków z Atlanty podpisująca się nazwą Big Jesus. Przy okazji zabrała...Gramy dalej

5 /10
Divine Touch
Gatunek: Melodic death metal
Intruder
Gatunek: New wave
Against the Grain
Gatunek: Southern rock
Zobacz wszystkie