Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Joe Duplantier (Gojira)

Joe Duplantier (Gojira)

Wreszcie się odbyły. Zapowiadane od dłuższego czasu i bardzo wyczekiwane przez fanów dwa koncerty Francuzów w Polsce, promujące ich najnowsze dzieło "L’Enfant Sauvage". Joe Duplantier, frontman formacji, udzielił mi wywiadu na krótko przed drugim występem, który odbył się w krakowskim Kwadracie.

I bardzo dobrze, że przed - później mój mózg nie byłby w stanie przetrawić najmniejszej dawki informacji. Przeszła po nim prawdziwa Godzilla.

Zaczniemy od Waszego koncertu w warszawskiej Stodole. Jak było?


Było niesamowicie. Jesteśmy bardzo, bardzo szczęśliwi, ale nie zaskoczeni, ponieważ za każdym razem, kiedy gramy w Polsce, to dla nas coś specjalnego. Ludzie zdają się otwierać bardziej niż w innych krajach i bardziej żywiołowo odbierają naszą muzykę. Wiedzieliśmy o tym już wcześniej, ale za każdym razem nasza reakcja jest taka: "Wow! Wyszło tak dobrze".


"Stać ich na więcej".


Tak. Bardzo dobrze wspominamy ten koncert. Ostatnio umieściliśmy nawet małą wiadomość na Facebooku, żeby podziękować fanom. To coś, czego normalnie nigdy nie robimy i nigdy nie robiliśmy. Wiesz, jedno krótkie danie w stylu: "dzięki, byliście naprawdę dobrzy".


Rzeczywiście, Wasze utwory zdają się porywać ludzi, angażować emocjonalnie, skłaniać ich do refleksji. Co konkretnie chcecie przez to osiągnąć?


Dla mnie to klucz do lepszego świata. Sądzę, że podstawą wszystkiego są jednostki. Prawdziwa rewolucja zaczyna się od jednostek. Wewnątrz ciebie, twojego sąsiada, wewnątrz każdej osoby, która decyduje: "OK. Muszę zmienić kierunek, w którym idę. Muszę zmienić siebie". Dopiero wtedy następuje prawdziwa zmiana. Nie jest ona wywoływana przez władze.


Więc Wasza muzyka ma wywołać rewolucję?


Tak. Jeśli powiedziałbym "nie", to nie mógłbym grać rock and rolla. Sądzę, że hardcore, black metal, death metal - że wszystkie te gatunki pochodzą od rocka. A rock z definicji jest…


Formą rebelii.


Dokładnie. To rewolucja, to muzyka rewolucji. Jeśli utracisz to w swojej muzyce, to znaczy, że jesteś po prostu nikim próbującym sprzedać jakieś puste nagrania. Ta muzyka potrzebuje tego, inaczej nie ma jaj. I tego właśnie chcemy - wywoływać rewolucję we wnętrzach ludzi, jednostek.


Teraz coś bardziej przyziemnego i oczywistego. Jak godzicie trasę z Waszym życiem prywatnym?


To bardzo trudne. To wręcz najtrudniejsza rzecz w naszym życiu. Być daleko od domu… to po prostu bolesne. Ale czasem bardzo bolesne, a czasem znośne. Na przykład ja właśnie spędziłem dwa i pół miesiąca w domu, więc tym razem nie jest tak źle. Jestem pełen świeżych wspomnień o swojej rodzinie i godzę się z tym całkiem łatwo. Ale czasem jest ciężko. Na przykład wtedy, gdy moja córka się urodziła, a ja już w miesiąc później byłem w Australii.


Czytałem, że Ty i Twój brat, Mario, malujecie i rysujecie na trasie. Jak Wam to idzie?


Obaj pochodzimy z artystycznej rodziny. Nasz ojciec był malarzem i dorastaliśmy, robiąc to, więc to jest dla nas coś naturalnego. Ja już nie maluję na co dzień tyle, co kiedyś, za to dużo więcej wtedy, gdy muszę stworzyć okładkę albumu i tym podobne. Mario maluje codziennie i sprzedaje swoje ozdobione naciągi perkusyjne.


Marzyłeś o karierze muzycznej od dzieciństwa. Jesteś zadowolony z efektów czy może jest coś, co poszło nie tak? Albo po prostu inaczej, niż byś się spodziewał?


Nie spodziewałem się niczego konkretnego, ale pamiętam, jak byłem małym dzieckiem i myślałem: "Chcę coś zrobić. Coś specjalnego, specjalnego dla mnie. Nie poddam się, nie będę wykonywał znienawidzonej pracy tylko po to, żeby zapłacić podatki albo kupić sobie trumnę". Ludzie pracują całe życie, aby mieć na dobrą trumnę, w której będą mogli złożyć swoje martwe ciała. Nie chcę mieć takiego życia. Wiedziałem to od małego. Zacząłem wtedy grać na pianinie - głównie muzykę poważną. Nie spodziewałem się, że będę grać metal. Ale kiedy byłem w szkole średniej i miałem piętnaście lat, odkryłem Metallikę i tak dalej i zdecydowałem: chcę mieć zespół metalowy. Cholernie dobry zespół metalowy. Byłem na tyle zdeterminowany, że oto dziś jestem tutaj. Bardzo, bardzo szczęśliwy.


Dlaczego wybrałeś akurat metal?


Nie wybrałem go. To metal wybrał mnie.


Powiedziałeś, że grałeś kiedyś na pianinie. Nie myślałeś nad dodaniem jakichś sekcji klawiszowych do muzyki Gojiry?


Sądzę, że to kiepski pomysł. Kocham pianino, sądzę, że jest to najpiękniejszy, kluczowy instrument. Każda nuta rozsadza mi umysł. Ale połączenie pianina i metalu…


Czasem to działa.


Może, może… zobaczymy.


A jak idzie współpraca z Roadrunnerem, zwłaszcza w porównaniu z Waszą poprzednią wytwórnią? Jakieś duże zmiany?


Tak, to jedna wielka zmiana. Ale jesteśmy bardzo niezależną grupą ludzi. Nie tylko sam zespół, ale również załoga i nasz webmaster, a także menadżerzy trasy, którzy robią dla nas bardzo wiele, dogadując się ze sponsorami i tak dalej… Kiedy przygotowujemy trasę, mamy wszystko pod kontrolą. Aspekt artystyczny, kompozycję i tytuły utworów. Mamy wszystko tak bardzo pod kontrolą, że dopiero raz na jakiś zauważamy: "hej, swoją drogą - mamy wytwórnię". Oni zajmują się marketingiem, ustawianiem wywiadów i szlifowaniem nagrań. Więc koniec końców nie czujemy zbytnio ich obecności. Tylko czasem, kiedy pojawia się prośba o wywiad, muszę się dostosować do ludzi z Roadrunnera. Ale wszyscy są tam bardzo, bardzo mili. Pamiętam, że kiedy podpisaliśmy kontrakt, wszyscy mówili: "Waaagh! Gojira się skończyła! Będą w wielkiej wytwórni!". To nieprawda. Gramy już od osiemnastu lat. Nie jesteśmy już młodą, niedoświadczoną kapelą. To ta sama, stara Gojira. Po prostu lepiej zorganizowana.


Czyli macie pełną "wolność słowa" w Roadrunnerze.


Pewnie.


Współpracujecie także z Devinem Townsendem. Jak to się zaczęło?


Odkąd skończyłem siedemnaście lat, byłem wielkim fanem Strapping Young Lad. Wtedy odkryłem, że wokalista jest niesamowity. Odkryłem też, że zaczął bardzo młodo i jest bardzo utalentowanym gościem. Potem poznałem Gene Hoglana - grał w Death i Strapping Young Lad. Zostaliśmy przyjaciółmi na trasie z Fear Factory. I wtedy rzuciłem coś w stylu: "wiesz co, może po prostu zadzwonię do Devina i spytam, czy nie chciałby nagrać z nami utworu". Skontaktowałem się ze swoim managementem, a ten skontaktował się z managementem Devina. Odpowiedź nadeszła zaraz, jakoś po pięciu minutach. I miałem spotkanie z Devinem. Grał w Nowym Jorku, kiedy ja tam byłem, i po prostu wpadłem na jego koncert. Stałem w strefie VIP i myślałem: "pokaże się w końcu?". I pokazał się. To było tak: "Joe, uwielbiam twój zespół!". Odpowiedziałem: "Devin, uwielbiam twój zespół!". I tak to się zaczęło. To było pięć lat temu. Od tego czasu zostaliśmy dobrymi przyjaciółmi. Kocham tego gościa na zabój. Jest po prostu fantastycznym człowiekiem. Po prostu wspaniałym. Spokojnym, inteligentnym, głębokim, zabawnym…


I tak dziwnym, jak na scenie?


Jest taki, ale w środku… To, jak o sobie mówi, sprawia, że czuję się nikim. Potrafi skrytykować się przed tobą. To strasznie dziwne. Jego dusza jest bardzo, bardzo ludzka. W szalony sposób, ale bardzo łagodny - nigdy nie jest agresywny. A my właśnie odbyliśmy z nim całą trasę. Bardzo interesujący facet. Bardzo inteligentny.


Teraz przejdźmy do Waszego zaangażowania ekologicznego. Dlaczego wybraliście akurat oceany i wieloryby?


To samo, co z metalem. Tak naprawdę to nie ja wybrałem.


Oceany wybrały Ciebie.


Dokładnie. Oceany zmusiły mnie, ciebie i wszystkich nas. Bez wody nie ma życia na tej planecie. Oceany są największą częścią świata - mniej-więcej siedemdziesiąt procent. Dorastałem w pobliżu Atlantyku i byłem zszokowany, widząc ropę rozlaną w wodzie, kiedy zatonął tankowiec. Pamiętam, że jako dziecko chodziłem w wodzie i moje stopy były całe czarne. Wtedy zapytałem swoją mamę: "co to jest?". To ludzie zanieczyszczający wodę. I to jest okropne.


Więc masz pewne bezpośrednie doświadczenia z tym związane.


Tak. Wiesz, pamiętam, jak byłem niezwykle zafascynowany tym, że żyjemy tak blisko oceanu i gór i że są one nietknięte ręką człowieka. Wolne, czyste, potężne. I zawsze możemy tam iść i pobyć z naturą. Po jakimś czasie już tak to nie wyglądało. Poszedłem tam i wszędzie widziałem śmieci. Nie czułem się z tym dobrze. Sądzę, że wszyscy się ze mną zgodzą. Ocean jest czymś specjalnym dla mnie, dla mojego brata i reszty zespołu, ponieważ dorastaliśmy przy nim. Jesteśmy ludźmi oceanu. Więc dla nas naturalnym było, aby zacząć rozmawiać o projekcie Sea Shepherd i zwrócić na niego uwagę ludzi. Wypuściliśmy jeden kawałek - wkrótce będzie ich więcej. Ale generalnie chciałem tylko zwrócić na nich uwagę. I pozyskaliśmy dla nich wielu zwolenników. To już coś.


Dlaczego na “L’Enfant Sauvage" utwory są krótsze i ostrzejsze, bardziej konkretne niż Wasze wcześniejsze nagrania?


Sądzę, że ciągle jesteśmy zespołem progresywnym. Ale tym razem chcieliśmy czegoś krótszego i uderzającego prosto w twarz. To jak oddychanie. Raz robisz wdech, innym razem - wydech. Potrafimy nagrać album z bardzo długimi numerami, żeby kolejny był bardziej… wydechowy (śmiech). Zobaczymy, jaki będzie następny.


W sferze lirycznej lirycznej “L’Enfant Sauvage" wydaje się być bardziej osobisty. Teksty dotyczą między innymi uwalnianiu gniewu, który trzymamy w sobie mniej lub bardziej świadomie. Sądzisz, że taka jest właśnie funkcja metalu?


Dla nas - tak. Mamy w sobie ten gniew i nie chcemy wyżywać się na ludziach, zwłaszcza na tych, których kochamy i z którymi spędzamy większość czasu. To byłoby niezdrowe. Potrzebujemy muzyki, aby go uwolnić. Ale nie chcemy się także wyżywać na fanach. Chcemy coś z nim zrobić. To tak, jakbyś wypuścił ten gniew, położył go na stole i ulepił z niego rzeźbę. Wtedy staje się czymś pozytywnym, a nie negatywnym.


Więc Wasz gniew może nawet pomóc. Na przykład oceanom.


Tak.


A co sądzisz o zespołach, które wybierają ten "negatywny" gniew? Na przykład blackmetalowych?


Nie osądzam ich. Jeśli bym ich osądzał - sam bym sobie przeczył. Tutaj mówię, że wybieram miłość, a tutaj: “ci goście są popieprzeni!". Należą do tego świata. To, co robią, jest cenne, ponieważ są głosem wielu, wielu, wielu ludzi, którzy są zdegustowani religią, zdegustowani własnymi rodzicami. Dla mnie w black metalu jest coś dziecinnego, jak mówienie: "nie lubię was, mamo i tato!", ale respektuję to. I czasem sam się czuję jak blackmetalowiec. Widuję ich często na festiwalach, jeździmy w trasy z blackmetalowymi zespołami. To nie jest moja działka, ale respektuję ich.


Jaki jest koncept utworu “Mouth of Kala" z Waszego ostatniego albumu?


Dla mnie “Mouth of Kala" oznacza czas pożerający wszystko. Teraz rozmawiamy. Ale nie mogę powiedzieć "teraz", ponieważ kiedy to mówię, "teraz" należy już do przeszłości. Więc czas nas pożera i wszyscy umrzemy. To przerażające. Rodzisz się, mija jakiś czas, czas, czas, czas, czas, czas, czas i nagle bum! Umierasz. W tej piosence chodzi o to, że wszyscy musimy się z tym pogodzić. Żyjemy w społeczeństwach, gdzie zawsze dobrze jest być młodym. Jeśli się starzejesz, to znaczy, że coś jest z tobą nie tak. Nie! To normalne. Im bardziej to zaakceptujemy, w tym większym spokoju będziemy żyli. Bo taki jest cel - wyzbyć się swojego gniewu. I kiedy możesz skupić się na chwili obecnej, wtedy stajesz się spokojniejszy.


A co po śmierci?


Mam pewne wierzenia, ale to tak, jakbym wiedział. Może się mylę. Czuję się, jakbym wiedział, że nie umrę. Lepszy ja i lepszy ty będą żyć w jakiś sposób. Sądzę, że nie możemy tak naprawdę umrzeć. To byłoby zbyt dziwne. Nie wierzę w koncepcję, że rodzimy się z osobowością, z poczuciem humoru, z własnym wyglądem, a potem wszystko to nagle zniknie. Ciało jest stworzone, czujesz je, odkąd jesteś w łonie matki. Jest stworzone i przychodzi na świat, ale ktoś jest w środku. I ten ktoś - jak sądzę - nie może umrzeć.


Więc wierzysz w reinkarnację?


Tak. Ale nie mogę wejść w szczegóły, bo nie jestem naukowcem zajmującym się reinkarnacją ani buddystą medytującym całymi dniami. Po prostu taka teoria najbardziej mi odpowiada.


Sporo “spirytualnej" tematyki przewija się w Twoich tekstach.


Oczywiście. Bardzo interesuje się tym tematem. Dla mnie to ekscytujące, aby umieścić go w naszej muzyce, ponieważ metal to potężna muzyka, która bardzo często odnosi się do śmierci i chaosu. Dla mnie jednak prawdziwa moc idzie z miłości, zaufania i nadziei bardziej niż z chaosu, strachu i rozkładu. Miłość jest silniejsza od nienawiści.


Jak w ogóle piszesz swoje teksty?


To wyprawa do wnętrza mojej własnej głowy i duchowości. Naprawdę. Bardziej niż zaangażowanie ekologiczne. Tak to wygląda, tak to brzmi, ale intencje stojące za każdym albumem są zawsze takie same. Pojawiają się inne słowa, inne obrazy, inna atmosfera, ale od pierwszego kawałka, który napisałem, to zawsze było duchowe przeżycie. Nie lubię niczego planować. Jeśli będę chciał napisać "pieprzcie się wszyscy" - zrobię to.


Często w lirykach Gojiry pojawiają się jacyś starożytni bogowie i kreatury, takie jak wspomniany Kala, Mantus albo Yama. Inspirują Cię antyczne religie czy kultury?


Tak. Miałem okres w swoim życiu, w którym byłem zafascynowany czakramami. Jeden jest we Francji, jest nawet sławny. Nazywa się Mont Saint Michel.


Byłeś tam?


Tak. I coś poczułem… ale sądzę, że to się zmienia z upływem lat. Dla przykładu: parę tysięcy lat temu w egipskich piramidach był punkt, w którym bardzo wiele się działo. Gwiazdy były ustawione w inny sposób. Saint Michel to piękne miejsce, ale sądzę, że punkt energii “przeniósł się gdzie indziej".


Nie boisz się, że to może być efekt placebo?


Bardzo możliwe. A nawet jeśli - to już coś. Nawet jeśli wiara w coś jest tylko sposobem na to, żeby poczuć się lepiej - to już coś. Zawsze warto w to uwierzyć. Ale nie sądzę, że to placebo. Są inne wymiary, inne rzeczywistości. Jesteśmy kompletnie uwięzieni w naszym "ja", w naszym małym "ja", czasie i przestrzeni. To wszystko, co mamy na tym świecie. Ale jest też coś poza czasem i przestrzenią, które były stworzone w Wielkim Wybuchu. Przedtem jednak - jeżeli możemy mówić o jakimś "przedtem" - było tylko światło i Obecność. Czas i przestrzeń były stworzone przez tę Obecność.


Więc wierzysz w coś na kształt Boga?


Nie wierzę w Boga jako osobny byt. Dla mnie Bóg jest ludzkim wynalazkiem. Całkowicie. Nie ma kogoś takiego.


Brzmi jak Freud.


Tak. Ale to zależy jeszcze od tego, czym jest Bóg dla ciebie. To bardzo osobiste. Ja wierzę w coś podobnego, coś, co bym nazwał Nieskończoną Obecnością lub Światłem. Jeżeli podążysz za moim tokiem myślenia, czas i przestrzeń zostały stworzone, aby stworzyć… oddzielność. Ja jestem tutaj, ty jesteś tutaj. Jutro będziemy nawet jeszcze dalej od siebie. Ale jeśli pozbędziesz się pojęcia przestrzeni, wszystkie rzeczy stanowią jedność. A jeśli pozbędziesz się pojęcia czasu, to wszystko stanowi coś niezwykłego. Jesteśmy połączeni z martwymi, nawet tymi, którzy umarli dziesięć tysięcy lat wcześniej, a także z tymi jeszcze nienarodzonymi. Żyjemy wszyscy w tym samym momencie, w tym samym miejscu. Wierzę w ten wymiar i często o nim myślę. Ale trudno jest to zobrazować i zrozumieć, ponieważ jesteśmy niewolnikami czasu i przestrzeni. Lubię jednak sądzić, że są jakieś inne wymiary.


Wybrałeś francuskojęzyczny tytuł dla “L’Enfant Sauvage". Nie myślałeś, aby także zacząć śpiewać w swoim ojczystym języku?


To dla mnie zły pomysł. Tak naprawdę język mojej matki to angielski, bo jest Amerykanką, a mój ojciec - Francuzem. Urodziłem się i wychowałem we Francji, więc, tak naprawdę, sam również jestem Francuzem. Ale ta muzyka, czyli rock w ogóle, jest muzyką uniwersalną. To nie jest tradycyjna muzyka twojego kraju, to nie jest coś na kształt opery. Włoski to język opery, angielski - rocka.


Dzięki za rozmowę!


Bartek Nysler

Snakes of Eden CETI

Dwa lata po znakomitym albumie "Brutus Syndrome" CETI powraca z kolejnym mocnym uderzeniem zatytułowanym "Snakes Of Eden".

Gramy dalej

9 /10
Revolution Radio Green Day

Green Day jaki jest, każdy widzi (a właściwie słyszy).

Gramy dalej

8 /10
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Ghost ocena 9
Popestar
Gatunek: Heavy metal
Breaking Habits
Gatunek: Rock
Zobacz wszystkie