Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Rob Caggiano (Volbeat)

Rob Caggiano (Volbeat)

Kiedy Rob Caggiano porzucił legendarną grupę Anthrax - w świecie metalu zawrzało. Sytuacji nie poprawiła również jego decyzja o przystąpieniu do zespołu Volbeat, dla którego w tamtym czasie produkował nową płytę.

Czy żałuje dzisiaj swojej decyzji? W rozmowie z Robem "konkretna odpowiedź" Caggiano dowiedzieliśmy się jaki ma on stosunek do swojego nowego zespołu, jak ważnym elementem jego kariery jest praca producenta i czy widzi się jeszcze w roli członka Anthrax.

Volbeat gra na odrobinę inną nutę niż Anthrax. Jak odnajdujesz się w tym nowym środowisku?


Musze przyznać, że naprawdę dobrze. Uwielbiam grać z chłopakami z Volbeat. Koncerty są wspaniałe, nagraliśmy wspólnie świetną moim zdaniem płytę i ruszamy za chwilę w trasę. Nic dodać, nic ująć (śmiech).


Nie zmienia to jednak faktu, że członkiem Volbeat jesteś dopiero od kilku miesięcy. Myślisz, że zabawisz w tym składzie na dłużej?


Czas pokaże (śmiech). W tej chwili wszystko jest w najlepszym porządku i nic nie zwiastuje rychłego rozwodu. Stając się częścią zespołu wziąłem na siebie pewne obowiązki i zamierzam się z nich wywiązywać.


Ile z twojego brzmienia znajdziemy na najnowszej płycie Volbeat "Outlaw Gentlemen & Shady Ladies"?


Poza produkcją, która przypadła mi w udziale, można tam również usłyszeć tony moich riffów. Tak na dobrą sprawę cały lewy kanał jest usłany moimi kompozycjami. Na prawej stronie jest Michael, po środku bas, a perkusja wszędzie gdzie się dało (śmiech). W rezultacie na płytę trafiło sporo fajnych solówek i overdubów, które czynią z tej płyty bardzo gitarowy kąsek.


Czyli nie była to fucha z doskoku?


Zdecydowanie nie. Byłem z nimi od początku i jest to nasze wspólne dzieło.


Czy w takim razie musiałeś w jakiś sposób zmodyfikować swój zestaw przed przystąpieniem do nagrywania z Volbeat? Jak sprzęt z którego korzystałeś w Anthrax ma się do tego co grasz obecnie?


Tak naprawdę moje brzmienie nie przeszło jakiejś gruntownej transformacji. Dokupiłem jedynie kilka paczek i głów, ale w gruncie rzeczy nic się nie zmieniło. Nadal korzystam z głowy Fryette, a konkretnie modelu Sig:X, który wprost uwielbiam. Do tego kilka pasujących do niej paczek i to tyle. Używam tego zestawu już od dłuższego czasu i muszę powiedzieć, że w tej chwili nie zamieniłbym go na żaden inny. Do tego oczywiście moja sygnatura od ESP i całe mnóstwo efektów, których nie jestem nawet w stanie spamiętać. Każdy utwór powstawał z innym efektem, więc możesz sobie wyobrazić jaki festiwal rozmaitości miał miejsce pod moją stopą (śmiech).


Wasz album ukazał się kilka miesięcy temu. Jakie zbieracie recenzje?


Przyznam, że nie czytałem tzw. wypocin branżowych, ale zwykli ludzie z którymi rozmawiałem po odsłuchu byli naprawdę pozytywnie zaskoczeni. Twitter i Facebook są raczej na "tak", więc nie ma wstydu (śmiech). Moim zdaniem jest to naprawdę solidny materiał, który potrafi się obronić. Wszyscy jesteśmy z niego dumni.


W kilka tygodni po tym jak opuściłeś szeregi Anthrax stałeś się członkiem Volbeat. Taki był plan od samego początku?


Absolutnie nie było to moim zamiarem. Odejście z Anthrax było podyktowane potrzebą wprowadzenia zmian w moim życiu. Tak się złożyło, że ostatecznie trafiłem do nowego składu i szczerze powiedziawszy nie mógłbym być z tego bardziej zadowolony.


Czym w takim razie czym chciałeś się zająć zaraz po odejściu z Anthrax?


Wstępnie chciałem złapać kilka płyt, które mógłbym wyprodukować. Miałem zamiar zaszyć się trochę w studio i skupić na muzyce od kuchni. W ten sposób planowałem załatać dziurę w swoim życiorysie do czasu aż nie wymyślę co robić dalej. Oczywiście nadal chciałem grać na gitarze i występować na scenie, ale już poza Anthrax. Kiedy zadzwonił do mnie Michael Poulsen i zaproponował wyprodukowanie ich nowego krążka, nawet przez chwilę nie pomyślałem wtedy o graniu dla nich. Czasami nie jesteśmy w stanie przewidzieć jaki scenariusz napisze dla nas życie.


Rozumiem w takim razie, że jesteś w pełni zadowolony z podjętych decyzji?


Tak.


Moja ulubiona forma odpowiedzi (śmiech).


Nie lubię owijania w bawełnę (śmiech).


Będąc jeszcze członkiem Anthrax udałeś się na trasę The Big 4 z Metallicą, Megadeth i Slayerem. Jak wspominasz to doświadczenie?


Było to coś wręcz niesamowitego. Do dzisiaj jest to największa trasa koncertowa na jakiej kiedykolwiek byłem. Większe wrażenie zrobił na mnie tylko mój pierwszy koncert z Belladonną. Zmiótł mnie wtedy z powierzchni ziemi. Trasa The Big 4 była dla mnie równie wiekopomnym wydarzeniem. Chłopaki z Metalliki zajęli się nami wszystkimi i sprawili, że każdy czuł się równie ważnym elementem tego wielkiego przedstawienia. Czasami podczas podobnych imprez serdeczność i szacunek obecne są jedynie na scenie. W tym wypadku atmosfera ze sceny przeniosła się również za kulisy. To było świetne i nie sądzę, aby szybko ktoś powtórzył nasz wspólny sukces.


Myślisz, że jest szansa na to abyś udał się kiedyś w podobną trasę z Volbeat?


Mam taką nadzieję (śmiech).


Trochę z innej beczki: nadal utrzymujesz przy życiu Scrap 60 Production?


W tej chwili jest to raczej śpiączka farmakologiczna (śmiech). Wszystko zaczęło się od pomysłu na działalność producencką. Wspólnie z moim przyjacielem, Eddiem Wohlem, w 2000 roku założyliśmy firmę, która miała być naszym planem awaryjnym. Idea posiadania takiego interesu wydawała mi się wtedy bardzo na miejscu (śmiech). Przez jakiś czas udawało nam się to nawet prężnie rozwijać. Zrobiliśmy kilka fajnych płyt i mieliśmy w planie następne. Życie jednak zweryfikowało nasze zapędy i ostatecznie musieliśmy zawiesić działalność. Eddie jest nadal moim bardzo dobrym przyjacielem, ale przez długie trasy koncertowe i brak synchronizacji musieliśmy sobie odpuścić. Ten stan zawieszenia trwa już kilka lat i nie wiem czy jeszcze kiedyś tchniemy w niego życie.


Czyli cała twoja praca producencka na przestrzeni kilku ostatnich lat to wyłącznie Rob Caggiano Production?


Dokładnie tak. Chyba od przeszło 6 lat wszystko związane z produkcją powstaje wyłącznie w mojej głowie i moimi rękoma.


Czujesz się dzisiaj bardziej gitarzystą czy producentem?


Prawda jest taka, że kocham się zajmować obiema tymi rzeczami. Uczucie jakie towarzyszy mi podczas gry na żywo ciężko jest tak naprawdę do czegokolwiek przyrównać. Uwielbiam robić hałas (śmiech). Z drugiej strony nie potrafiłbym też porzucić producenckiej strony muzyki. Na całe szczęście nie muszę wybierać.


Czy w takim razie łączenie tych dwóch zajęć nie przysparza Ci czasami problemów?


Nie takich, żebym musiał się nimi przejmować. W tej chwili jestem już przyzwyczajony do pracy w podwójnej roli, więc nie mam z tym jakichś większych problemów. Tak się szczęśliwie ułożyło, że produkuję muzykę zespołu w którym sam gram (śmiech), a to ułatwia życie.


Czego słuchasz prywatnie, kiedy odkładasz gitarę i wychodzisz ze studia?


Staram się słuchać dosłownie wszystkiego. Mam naprawdę pokaźną kolekcję płyt, w której znalazłbyś naprawdę ciekawe okazy. Z oczywistych względów, nie słucham zbyt dużo metalu. Mam go po prostu czasami dość (śmiech). Szczególnie kiedy wracam do domu po trasie koncertowej (śmiech). W takich chwilach sięgam po ambient, jazz lub klasyczne rockowe krążki. Generalnie im więcej wpływów, tym lepiej.


Potrafisz jeszcze w ogóle słuchać muzyki bez ciągłego analizowania tego co słyszysz?


Teraz tak, ale trochę mi to zajęło, zanim się nauczyłem tej sztuki. Kiedy zacząłem się interesować producencką stroną muzyki przestawiłem swoje uszy na inny tryb. Po jakimś czasie weszło mi to w nawyk. Najgorsze było to, że nie potrafiłem się już delektować muzyką jak kiedyś (śmiech). Ilekroć słuchałem czegoś nowego wpadałem w tryb analizowania i było po zawodach. Z czasem udało mi się nad tym zapanować, ale wymagało to ode mnie trochę pracy.


Volbeat to nie jedyny zespół, którego jesteś dzisiaj częścią. Co słychać u The Damned Things? Planujecie wydanie kolejnego krążka za jakiś czas?


W tej chwili nie mamy konkretnych planów, ale prawie na pewno za jakiś czas wejdziemy do studia. Z "drugimi" zespołami już niestety tak jest, że aby cokolwiek zaczęło się w nich dziać, każdy z członków musi być w tym czasie dostępny. Układanie grafika prac to wtedy istna mordęga. Nie ulega jednak wątpliwości, że coś się w końcu wydarzy w tym temacie. Potrzebujemy tylko czasu.


Sądzisz, że po tym wszystkim co się teraz w twoim życiu dzieje, mógłbyś kiedyś wrócić do Anthrax?


Sam nie wiem. Mając na uwadze to co się w ostatnich miesiącach wydarzyło wszystko jest nadal możliwe (śmiech). Kocham tych gości. Jesteśmy rodziną i nawet po moim odejściu nie było między nami złej krwi - mosty są nadal całe (śmiech).


rozmawiał Marcin Kubicki

GALERIA
Popestar Ghost

Jako jeden z nielicznych w redakcji naszego magazynu uparcie bronię Ghost.

Gramy dalej

9 /10
Breaking Habits Meller Gołyźniak Duda

Wreszcie doczekaliśmy się polskiej supergrupy z prawdziwego zdarzenia. Nie jakiejś tam odpustowej zgrai muzykantów do kieliszka, ale ekipy złożonej...Gramy dalej

8 /10
Testament ocena 8
Brotherhood of the Snake
Gatunek: Thrash metal
When The Smoke Clears
Gatunek: Hardcore
Shklo ocena 7
Shklo Music
Gatunek: Alternatywa
Zobacz wszystkie