Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Steve Morse (Deep Purple)

Steve Morse (Deep Purple)

Wytropiliśmy wirtuoza sześciu strun Deep Purple by pogadać o dziewiętnastym już, studyjnym albumie grupy, okiełznywaniu jego niesamowitego brzmienia oraz o tym, jak doprowadzić do perfekcji technikę kostkowania.

W kwietniu tego roku brytyjscy magnaci rocka - Deep Purple - wydali "Now What?!", dziewiętnasty studyjny album i zarazem pierwszy od ponad siedmiu lat. Nagrany w Nashville pod okiem super-producenta Boba Ezrina (Pink Floyd, KISS, Alice Cooper), krążek cieszy się największą popularnością od czasu wydanego w 1987 r. The House Of Blue Light, zawdzięczając to świeżemu duchowi inwencji rozpalającemu brzmiące w klasycznym dla stylu zespołu utwory.

Steve Morse już od niemal 20 lat jest gitarową podporą zespołu, a jego gra przypomina niezwykle elektryzujący spektakl - rzadko spotykane połączenie siły i precyzji, biorące inspirację z szerokiego spektrum stylów muzycznych, od bluegrassu po jazz-fusion. Spotkaliśmy się ze Stevem podczas jednego z jego rzadkich, wolnych dni, by zajrzeć nieco głębiej za kulisy powstawania i nagrywania "Now What?!" oraz dowiedzieć się, jakimi metodami można rozwinąć obustronne kostkowanie do prezentowanego przez niego poziomu...

Jakie ogólne brzmienie chcieliście uzyskać na nowym albumie?


Na początku myśleliśmy o czymś prostym i klasycznym, jak oryginalne brzmienie z ery "Fireball". Z drugiej strony wiedzieliśmy, że musimy pójść w inną stronę, ale możemy spróbować zacząć od tego rodzaju kawałków. Ian Gillan zawsze o tym mówił, ale by w końcu to zrobić każdy z nas musiał długo nosić w sobie tą koncepcję.


Deep Purple znane jest z tego, że kompozycje były zawsze autorstwem całego zespołu. Czy to łatwy proces?


W Deep Purple założenie jest takie, że raczej lepiej jest przedstawić jakiś zarys niż gotową całość, dzięki czemu możemy razem pracować nad materiałem. W praktyce zwykle ja przypominam o tym innym, ponieważ każdy z nas ma zawsze sporo konkretnych pomysłów. Ktoś coś przynosi, po pięciu sekundach słuchania każdy ma jakąś koncepcję i wszyscy zaczynamy grać to razem. Zawsze obrabialiśmy pomysły na takich wewnętrznych jammach. Przez rok mieliśmy tylko trzy podobne sesje i jest to w zasadzie cały czas, jaki poświęcamy razem na nagrywanie.


Czy masz jakieś rady dla gitarzystów komponujących muzykę wspólnie z zespołem?


Jak najbardziej. Po pierwsze nie obrażaj się, jeśli zostanie wykorzystany tylko jeden ze 100 twoich pomysłów. Myślę, że w moim przypadku to taka średnia i jedynym sposobem jakim sobie z tym radzę jest posiadanie tysięcy pomysłów. Również musisz komponować biorąc pod uwagę możliwości innych członków zespołu. Przykładowo kiedy piszę dla The Dixie Dregs wiem w jakim zakresie dźwięków skrzypiec najlepiej radzi sobie Jerry Goodman, znam styl gry Roda (Morgenstein, perkusista) i to, w jaki sposób zagra Dave (La Rue) na basie: więc najpierw zaczynam od myślenia o ich partiach. Nigdy też nie zaprezentuję czegoś, w co nie wierzę. Często zdarza się taka sytuacja, że grasz coś swojego i nikt specjalnie nie zwraca na to uwagi, nie ma żadnej reakcji. Nie odzywaj się nawet słowem, przynieś to za tydzień z pewnością siebie i nagle okaże się, że wszyscy to uwielbiają. I ostatnie, nigdy nie zrażaj się zmianami twojego pomysłu. Z całą pewnością jeśli coś już przyniesiesz, będzie to omawiane przez resztę i najprawdopodobniej zostanie przerobione.


Jak styl produkcji Boba Ezrina wpłynął na twoją koncepcję brzmienia?


Cóż, wiedziałem, że Bob uwielbia sporo najwyższej góry, ponieważ pracowałem już z nim wcześniej przy płycie Kansas ("In The Spirit Of Things" z 1988 r.). Moje brzmienie nie miało wtedy dla niego wystarczająco dużo tego pasma. Od tego czasu sporo się zmieniało i wzmacniacze Engla mają już odpowiednio brzmiącą górę, którą dźwiękowcy, i oczywiście Bob również, uwielbiają. Mi ona nie przeszkadza. Z jakiegoś powodu taka nieprzyjemna, wysoka góra często powoduje, że nie chce mi się nawet grać na gitarze, ale wzmacniacze Engla są takim szczęśliwym, złotym środkiem. Pewnym problemem w pracy z producentami jest to, że bardzo lubię mieć swoje własne brzmienie, ale Bob akurat już na starcie był bardzo blisko moich upodobań.


Powiedz nam coś o gitarach na tym albumie...


Grałem na moim Music Manie Steve Morse - ustawiony jest dokładnie tak, jak lubię! Używałem też modelu Music Man Y2D... i Bob miał jeszcze starego Les Paula. Kiedy nagrywaliśmy nakładki powiedział, żebym spróbował na nim zagrać. Brzmi dokładnie jak typowy Les Paul, ma bardziej okrągłe brzmienie itp. Przy niektórych rzeczach granie na różnych gitarach dobrze się sprawdza, ale ja najlepiej wyrażam siebie na moich instrumentach.


A co jeśli chodzi o wzmacniacze i efekty?


Przy wielu partiach rytmicznych korzystałem z kompresora Keeley'a. Lubię go szczególnie przy połączonym brzmieniu humbuckera i singla, dodaje bardzo ładnej, wysokiej góry. Nie używałem go przy solówkach, które nagrywane były prosto przez wzmacniacz. Gram na głowie Engl Steve Morse i bardzo ją lubię. Kanał drugi jest niezawodny - wpinasz gitarę i jeśli nie brzmi to dobrze, coś musi być nie tak z kablem! To główne elementy mojego brzmienia.


Jak nagrywałeś swoje partie gitarowe?


Używałem wstęgowego mikrofonu Royera i butikowego preampu English, które połączone bardzo ładnie zaokrąglają brzmienie gitary. Wiesz, jestem jedną z tych osób, które bardzo sceptycznie podchodzą do tych wszystkich butikowych rzeczy, ale usłyszałem to urządzenie i mikrofon Royera w studio i powiedziałem, że muszę to mieć. Zawsze wyobrażam sobie, że w środku tych pudełek jest jakiś mały przedwzmacniacz z tranzystorowego radyjka i opis w stylu 'Hahaha', ale w tym przypadku mogłem naprawdę usłyszeć różnicę. Chcieliśmy też maksymalnie odizolować od siebie podstawowe ślady podczas nagrywania całego zespołu. Moje kolumny znalazły się więc w innym pomieszczeniu, co znaczy, że nie mogłem uzyskać sprzężenia, ale dzięki brakowi przesłuchów wszystko co grałem mogliśmy później dowolnie wykorzystać. Mogłem więc pość do domu i w razie potrzeby tam dograć dodatkowe partie, wstawki czy jakieś małe poprawki.


A solówki?


Podczas nagrywania z całym zespołem lubię przy każdym podejściu czegoś próbować, nawet jeśli oznacza to jakieś puste miejsca, kiedy zmieniam coś przed wejściem solówki, czy małą przerwę w trakcie sola np. na długo wybrzmiewającą nutę. Nie dbam o to. Zawsze mogę to poprawić. Trzeba wykorzystywać okazje kiedy czujesz, że możesz w swojej solówce przekazać emocje i klimat utworu. Bob zawsze może pociąć poszczególne wersje solówki na mniejsze frazy, wziąć jedną z pierwszego podejścia i drugą z kolejnego, i później je połączyć. W jednym z utworów nagrałem osiem solówek, ponieważ coś mu nie pasowało. Pracowałem z muzykami takimi jak David Gilmour, którego nazwać można Mr Melodic już przy pierwszej wersji sola, a ja nie zostaję Mr Melodic czasem aż do 20 podejścia!


W "Hell To Pay" można usłyszeć pewne wpływy Randy Rhoadsa. Co inspirowało cię w jego graniu?


Cóż, to po prostu muzyka klasyczna spotykająca się z rockowymi rzeczami. W rzeczywistości myślałem: "Jak John Lord podszedł by do tego w tym numerze?" Chciałem, żeby było to coś w stylu jego grania na Highway Star, i tak to zrobiłem. Później dograłem partię do drugiej części solówki i brzmi to dokładnie w stylu Randy'ego Rhoadsa. Nagrywał coś i później dokładał drugi lub trzeci ślad. Randy był bardzo dokładny i zawsze miał genialne pomysły, często wnosił do rockowego klimatu elementy klasycznej muzyki.


Jak bardzo musisz zmieniać swój naturalny styl gry, by dopasować go do Deep Purple?


Mamy naprawdę podobne korzenie i wpływy muzyczne, ale jeśli chodzi o styl, bardzo łatwo jest mi wrzucać jakieś bluegrassowe wstawki, znienawidzone przez wielu hard-rockowców. Przez te wszystkie lata nauczyłem się, by tego nie robić. Po prostu gram to, co najlepiej pasuje do zespołu. Chłopaki mają poczucie humoru i lubią ekspresyjnych, otwartych ludzi oraz uwielbiają łączenie elementów klasycznej muzyki z rockowymi klimatami, co było nieodłącznym elementem Ritchiego (Blackmore) i Johna (Lord). Kocham to i na tym albumie w intro do Uncommon Man naprawdę uchwyciliśmy te wibracje - po prostu jammowaliśmy wtedy w studio!

GALERIA
Zaklęty krąg Cugowscy

Krzysztof Cugowski jest na polskiej rockowej scenie od zawsze, zaś jego dwaj synowie Piotr i Wojciech od prawie zawsze, ale po raz pierwszy wspólnie...Gramy dalej

8 /10
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
CETI ocena 9
Snakes of Eden
Gatunek: Heavy metal
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie