Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Paul Gilbert

Paul Gilbert

"Największym problemem jest według mnie zaczynanie od teorii. Muzyka, to dźwięk, a nie obraz, więc poznawanie jej przez połączenie wizualizacji z logiką jest ślepą uliczką." - rozmawiamy z Paulem Gilbertem.

Mamy rok 2013, a Ty jesteś jednym z najbardziej uznanych i szanowanych gitarzystów na świecie... Pamiętasz kiedy się to wszystko zaczęło?


Oczywiście - kiedy zobaczyłem jak mój wujek gra na gitarze. Wszystkie moje ulubione płyty, których słuchałem dzień w dzień, w tym momencie przestały być ważne - zobaczyłem na własne oczy, jak człowiek wprawia w ruch powietrze za pomocą gitary. I już było po mnie.


Miałeś profesjonalne lekcje gry, czy uczyłeś się sam?


Miałem kilka lekcji już w wieku 6 lat, ale nie przykładałem się do nich i tak naprawdę porządnie wziąłem się za ćwiczenie dopiero 3 lata później. Kiedy miałem 9 lat stałem się dorosły i odtąd ćwiczyłem codziennie. Najbardziej intensywną lekcją muzyki był cały mój pobyt w GIT. Przeszedłem muzycznie długą drogę - wiadomo, życie człowieka jest długie i jego zainteresowania cały czasy ewoluują. Dorastając słuchałem muzyki lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Potem przyszedł rock i metal lat osiemdziesiątych - trzeba było ostro ćwiczyć, żeby się utrzymać na powierzchni. Liczyła się szybkość, głośność, groźna mina i obcisłe spodnie. (śmiech) Obecnie wracam do korzeni i czerpię z tego ogromną przyjemność. Nowych rzeczy uczę się codziennie i odkrywam muzyczne rejony, których wcześniej nie chciałem, bądź z jakiegoś powodu nie mogłem odwiedzić.


Jesteś uznanym już nauczycielem, a przez Twoją "ławkę" przeszło mnóstwo młodych gitarzystów - co uważasz za największy problem w gitarowej edukacji?


Nie tylko w gitarowej, ale w edukacji muzycznej w ogóle, największym problemem jest według mnie zaczynanie od teorii. Muzyka, to dźwięk, a nie obraz, więc poznawanie jej przez połączenie wizualizacji z logiką jest ślepą uliczką. Muzykę trzeba poznawać poprzez uszy. Myślę, że najlepiej jest się nauczyć kilku prostych akordów, a za ich pomocą, kilku prostych piosenek. Trzeba jak najszybciej zacząć słyszeć dźwięki, bo to właśnie niesłyszenie ich jest przyczyną większości problemów. Pamiętam, kiedy byłem dzieckiem, moi koledzy potrafili postawić palce w odpowiednim miejscu na gryfie, ale nie potrafili zagrać piosenki, bo nie słyszeli dobrze rytmu. Nie zrozum mnie źle - bardzo lubię teorię, a poznawanie harmonii i skal w Guitar Institute of Technology otworzyło przede mną wiele zamkniętych dotąd drzwi, ale najpierw trzeba się nauczyć słyszeć muzykę, a dopiero później wzbogacać to poprzez teorię. Zanim zacznie się studiować jakieś złożone zagadnienia teoretyczne, czy chociażby szybkie skalowe licki, trzeba zbudować fundament. Zbyt często widzę gitarzystów grających szybko, ale zupełnie bez rytmu, bez pulsu. Wyczucie rytmu i dobry słuch to najbardziej zaniedbywane rejony. A bez tego nie ma dobrej muzyki.


Twoja ostatnia płyta nosi tytuł "Vibrato". Czy to manifest?


To po prostu cholernie dobry tytuł na płytę gitarzysty. Wiadomo: jeśli chcesz być rasowym wioślarzem, musisz nauczyć się mocno podciągać i wyrobić sobie zabójcze wibrato. (śmiech) Manifest? Wibrato to właśnie ten element, który dodaje życia muzyce granej przez gitarzystę. Początkowo chodził mi po głowie tytuł "Pronghorn". Antylopa widłoroga (ang. "pronghorn antelope" - przyp. Red.) jest najszybszym ssakiem żyjącym w Ameryce Północnej - na krótkich odcinkach osiąga prędkość blisko 100 km/ godz. Ta szybkość rozwinęła się ewolucyjnie z powodu śmiertelnego zagrożenia ze strony obecnie wymarłych, amerykańskich gepardów. Tak więc chociaż teraz już nie ma tego niebezpieczeństwa, gatunek wciąż istnieje, ponieważ antylopom kiedyś udawało się uciec, rozwijając te hiper-prędkości. Skojarzyło mi się to z moją szybkością gry na gitarze, która rozwinęła się w latach osiemdziesiątych, kiedy to wyprzedzenie wirtuozów takich jak Eddie Van Halen czy Yngwie Malmsteen wydawało się kwestią życia lub śmierci. Ale teraz mamy już inne czasy - gepard mnie już nie dopadnie, więc mogę się skupić na dobrej zabawie. (śmiech)


Słuchając Twoich nagrań z tamtych czasów, czy oglądając szkoły wideo "Intense Rock" ma się wrażenie, że szybka gra przychodzi Ci z łatwością.


Pomimo tego wrażenia technika nigdy nie była czymś co przychodziło mi z łatwością. Widząc innych, szybkich gitarzystów, musiałem wkładać w ćwiczenie naprawdę dużo wysiłku. Momentami było to frustrujące, ale starałem się być cierpliwy i iść dalej naprzód. Pamiętam jak czekałem na wakacje, bo właśnie wtedy mogłem poświęcać na ćwiczenia całe dnie. Z czasem zacząłem dostrzegać efekty tej pracy, co było bardzo motywujące, bo czułem, że idę w dobrym kierunku.


Pomimo Twojej ewidentnie shrederskiej reputacji, ostatnia płyta zaskakuje oldschoolowymi riffami, powściągliwością w temacie techniki, a przede wszystkim - bardzo dobrymi kompozycjami.


Cieszę się, że to zauważyłeś. Płyta "Vibrato" jest owocem zmian, jakie się we mnie dokonywały na przestrzeni ostatnich lat i jakie dokonują się nadal. Po długim okresie rockowej krucjaty zaczynam się uczyć muzyki na nowo. Odkrywam przyjemność płynącą z ogrywania konkretnych zmian akordowych, zamiast opierania się na jednej skali. Eksploruję rozmaite rytmy i niuanse brzmieniowe, eksperymentuję z różnymi efektami gitarowymi, czy setupem instrumentów. Przykładowo ten mój trick ze stereo phasingiem, czy po raz pierwszy od wielu, wielu lat użytym tremolem w "Enemies (In Jail)". To są elementy, które zbieram i potem staram się wykorzystywać.

You need to a flashplayer enabled browser to view this YouTube video


Wykorzystane na płycie brzmienia, jak również sam sposób realizacji nagrań - wszystko to przywodzi na myśl lata siedemdziesiąte. Skąd te wpływy u rockowego wymiatacza?


Lata siedemdziesiąte to ja - wtedy dorastałem, a więc i to co leciało w radiu ukształtowało mnie muzycznie. Nasiąkałem tymi dźwiękami mimowolnie. Oczywiście nie jest to coś, z czym kojarzyłby mnie ktoś wychowany na Racer X, ale już w Mr. Big elementy tych harmonii i melodii pojawiały się notorycznie. Grawitowałem w tym kierunku mocniej i mocniej. Kiedyś znalazłem wideo koncertu Johna Scofielda - o ile dobrze pamiętam, grał tam z Billym Cobhamem. Bardzo spodobał mi się charakter tej muzyki - harmonia, rytm, brzmienie... Poszedłem więc tym tropem, eksplorując po drodze artystów takich jak Stevie Wonder, Chaka Khan, czy Steely Dan. A kiedy już coś mi się podoba, zwykle analizuję to, próbuję zrozumieć i wynieść z tego coś dla siebie. Stąd jest już bardzo krótka droga, by te inspiracje pojawiły się na mojej płycie.


Muzyka na tym krążku jest niezwykle żywa i wręcz organiczna. W jaki sposób przebiegały nagrania?


Narzuciłem sobie ostrą dyscyplinę przy realizacji tej płyty. Dałem sobie tydzień czasu na napisanie każdego z utworów. Następnie raz w tygodniu spotykałem się z zespołem w moim studio i nagrywaliśmy każdą kompozycję na żywo, po zaledwie kilku przegraniach jej na próbę. Aby osiągnąć jak najbardziej naturalny charakter tej muzyki unikaliśmy pracy z "klikiem", a większość tego co słyszysz zostało nagrane za pierwszym podejściem. Zrobiłem jedynie nakładki wokali i kilku solówek, szczególnie w utworach, które miały mniej typowe progresje akordów lub tonację, jak w "Atmosphere On The Moon". Dla jazzowych muzyków tego typu rzeczy to łatwizna, ale taki stary, rockowy wioślarz jak ja musi się przy tym sporo napocić. Sporo partii podczas sesji było też improwizowanych, w czym zasługa genialnych muzyków jacy znaleźli się w bandzie "Vibrato".


Kto zatem znalazł się w składzie?


Przede wszystkim moja żona Emi, która poprzez swoją fascynację jazzem, bluesem i funkiem miała ogromny wpływ na to czego sam słucham. Jest niesamowita - ma słuch absolutny i potrafi zagrać wszystko co tylko usłyszy. Na "Vibrato" po raz pierwszy dałem jej całkowicie wolną rękę i spisała się fenomenalnie, nagrywając partie klawiszy znacznie lepiej niż mogłem to sobie wyobrazić. Szczególnie, że na płycie wykorzystała swojego nowego Korga SV-1, który ma rewelacyjne, oldschoolowe barwy. Nad niskim pasmem czuwał Kelly LeMieux - graliśmy już wcześniej wspólne koncerty, ale po raz pierwszy razem nagrywaliśmy. Kelly gra w punkowo popowym zespole Goldfinger i wprost uwielbiam brzmienie jego basu. Ma świetną technikę i jest niezwykle precyzyjny. Z wielką przyjemnością słuchałem gołych linii basu - wszystko było na swoim miejscu: dynamika, barwa, time, puls. W końcu, Thomas Lang, bez którego na płycie nie pojawiłby się ten magiczny, napędzający ją groove. To genialny perkusista, poznany poprzez portal Artistworks, gdzie obaj prowadzimy swoje lekcje. Thomas ma cechę, którą uwielbiam - słucha kiedy gra i natychmiast reaguje na to co dzieje się w zespole. Kiedy zacznę podkreślać jakieś akcenty, on staje za mną i nawiązuje do nich w swojej partii. A poza tym, ma całą tę technikę, jakiej wymaga się od współczesnego pałkera - kiedy chce, może zagrać tak intensywnie, że wszystko wokół się topi.


Jakie instrumenty wzięły udział w nagraniu tej płyty?


Przez lata zgromadziłem ogromną ilość sprzętu, więc zwykle podczas nagrań mam pokaźny arsenał do wykorzystania. Na "Vibrato" zagrały głównie cztery gitary Ibaneza: moje dwa Firemany, PGM401 ze wstawionym tremolo Wilkinsona oraz stare hollow-body, kupione na eBayu. Jeśli chodzi o Firemany, to jeden z nich - czerwony - jest stockowym modelem FRM100, a drugi to prototyp, wykonany z Koriny. Efekty? Kompresor Empress Effects, oktawer Foxrox Octron, kilka przesterów: Ibanez Tube Screamer, Xotic Effects AC Booster, Way Huge Green Rhino, Majik Box Fuzz Universe. Sztuczką, którą wymyśliłem by stworzyć potężny sound stereo, było przepuszczenie sygnału przez splitter Lehle P-Split, skąd szedł do dwóch kostek MXR Phase 90 i stamtąd do wzmacniaczy Marshalla: 2061X oraz 1987X. Następnie sound przechodził przez THD Hot Plates i wypuszczany był na głośniki dwóch wzmacniaczy combo Vintage Modern 2x12".


Wiele osób zastanawiało się skąd wziął się pomysł Firemana po latach grania na sygnaturze opartej na modelu RG. Obecny design jest znacznie bardziej radykalny. Skąd ten pomysł?


Bardzo lubiłem zarówno model RG jak i opartą na nim sygnaturę PGM, która różni się w zasadzie tylko namalowanymi "eFkami" i nieco zmodyfikowaną elektroniką. W zasadzie zaskoczyło mnie jak dobrze te gitary się sprzedawały i jak popularne są do dziś. Ale lubię też gitary o nietypowych, oldschoolowych kształtach. W zasadzie pierwszą gitarą elektryczną, jaką miałem w rękach był Ibanez Destroyer, należący do mojego wujka. Zawsze podobał mi się też Ibanez Iceman, więc kiedy przyszedł czas by opracować moją kolejną sygnaturę, postanowiłem stworzyć model gitary właśnie w tym stylu. By jednak nie kopiować dokładnie istniejącego już instrumentu, w programie graficznym na komputerze odwróciłem korpus Icemana do góry nogami. Tak powstał model FRM100. A ponieważ mamy do czynienia z odwróconym żywiołem, zamiast lodu mamy ogień - stąd "Fireman". W modelu tym zawarłem też kilka swoich spostrzeżeń dotyczących przyczyn tego, że jedne gitary brzmią potężnie i mocno rezonują, a inne nie. Należą do nich między innymi grubość gryfu i masywność jego połączenia z korpusem.


Oryginalny Fireman wyposażony był w bezszumowe single DiMarzio Injector, a w obecnie używanej na koncertach gitarze widzimy humbuckery. Wracasz do starych przyzwyczajeń?


Gram na DiMarzio odkąd pamiętam i naprawdę kocham te przystawki. Pierwszym moim humbuckerem był model Super Distortion, który kupiłem pod koniec lat siedemdziesiątych. Po nim przyszły kolejne, na czele z Paf Pro i Tone Zone. Legendarne przetworniki. Ale z drugiej strony, od kiedy zobaczyłem Franka Marino - jednego z moich gitarowych herosów - grającego na SG wyposażonym w trzy single zamiast humbuckerów, ciągnęło mnie trochę w stronę singli, które mają w sobie tę specyficzną otwartość i podatność na artykulację. Skontaktowałem się więc z Larrym DiMarzio i z naszej współpracy zrodził się model Injector, który ma charakter podkręconego, gorącego singla. Możecie go usłyszeć na płycie "Fuzz Universe". Ciekawostką jest kąt, pod jakim te przystawki są zamontowane w Firemanie - w ten sposób wysokie struny są nieco cieplejsze, a niskie mniej zamulone. Natomiast pickupy, które widzicie w gitarze, na której aktualnie gram, to DiMarzio Air Classic - współczesna interpretacja ikony jaką jest oldschoolowy humbucker PAF. W połączeniu z mahoniowym korpusem przystawki te dają genialne, vintage'owe brzmienie i świetnie współpracują z overdrivem. W zasadzie cały zakres gainu mam pod gałką VOLUME gitary i mogę nad nim panować na żywo podczas grania.


Do udziału w The Great Guitar Escape zaprosiłeś polskiego gitarzystę - Adama Fularę - jak do tego doszło?


Znalazłem jego nagrania na YouTube kilka lat temu, były to niedorzecznie niemożliwe do zagrania utwory Bacha, wykonane w sposób bardzo wyczynowy tappingiem dwuręcznym, na dwugryfowej gitarze. Potraktowałem to wówczas jako ciekawostkę, zamieszczając jedynie link do filmiku na swojej stronie. Jednak ostatnio trafiłem na jego nowe nagrania - polifoniczne improwizacje, które bardzo mi się spodobały. Były nie tylko nowatorskie, ale także bardziej muzykalne - zawierały świetne vibrato, artykulację, dynamikę i niebanalny timing, nawet jeśli jego technika jest trochę niecodzienna. Poczułem, że jest to coś niezwykłego i zdałem sobie sprawę, że kogoś takiego właśnie szukałem, by wzbogacić kadrę na The Great Guitar Escape.


Jakich rad, na koniec tego wywiadu, mógłbyś udzielić czytelnikom Gitarzysty?


Myślę, że najważniejsze to jak najszybciej dołączyć do jakiegoś zespołu. Najskuteczniejszą szkołą muzyczną było dla mnie granie z ludźmi. Wszystkiego co wiem nauczyłem się w zasadzie przez granie cudzych kompozycji. Przerobiłem mnóstwo utworów U.F.O., Led Zeppelin, Van Halen, The Beatles, Rush, KISS, Aerosmith, Black Sabbath, Judas Priest, że nie wspomnę o klasyce, czy nawet muzyce popowej. Grając ich kawałki wyłapywałem i analizowałem momenty, które lubię, próbując je potem wykorzystywać w swoich kawałkach. Tak więc najważniejsze to zacząć grać z ludźmi.

GALERIA
Popestar Ghost

Jako jeden z nielicznych w redakcji naszego magazynu uparcie bronię Ghost.

Gramy dalej

9 /10
Breaking Habits Meller Gołyźniak Duda

Wreszcie doczekaliśmy się polskiej supergrupy z prawdziwego zdarzenia. Nie jakiejś tam odpustowej zgrai muzykantów do kieliszka, ale ekipy złożonej...Gramy dalej

8 /10
Testament ocena 8
Brotherhood of the Snake
Gatunek: Thrash metal
When The Smoke Clears
Gatunek: Hardcore
Shklo ocena 7
Shklo Music
Gatunek: Alternatywa
Zobacz wszystkie