Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Mord’A’Stigmata

Mord’A’Stigmata

Nazwa Mord’A’Stigmata może mówić niewiele, choć z pewnością zasługuje na szerszą uwagę. Ta grająca awangardowy black metal formacja wolała przez dłuższy czas pozostawać w cieniu, niekiedy tylko wychodząc z niego przy okazji koncertów czy premier kolejnych albumów.

W dorobku Mord’A’Stigmata znajdują się już trzy płyty, w tym najnowsza zatytułowana "Ansia". Właśnie o tym albumie, przy okazji koncertu w krakowskim klubie Lizard King, rozmawialiśmy z Golemem XIV, gitarzystą grupy.

Jak koncert? Jesteście zadowoleni?


Hej. Zagraliśmy cały set, publiczność przyjęła nas raczej ciepło. Generalnie nie jest źle.


Cała "Ansia" była. Pierwszy raz?


Nie, zagraliśmy "Ansię" już czwarty raz.


A który koncert najlepiej oceniasz?


Wydaje mi się, że najlepiej wypadliśmy w "Rotundzie" na Sadistic Festival. To był mój pierwszy koncert z M’A’S, może dlatego najlepiej go wspominam. Najwięcej stresu i emocji przy zajebistym przyjęciu (śmiech). Dzisiaj natomiast najbardziej podoba mi się sam klub. Nie przepadam za graniem w norach i spelunach. W Lizardzie jest świetna scena i granie tutaj to sama przyjemność.


A frekwencja?


Frekwencja zajebista.


Trochę improwizowaliście, a wiem, że ważnym składnikiem waszej twórczości są właśnie improwizacje. Dawaliście się ponieść fantazji również przy nagrywaniu?


Owszem. Szczególnie w "Shattered Vertebrae of the Zodiac", w którym mogliśmy sobie trochę poszaleć. Za każdym razem, kiedy gramy go na żywo czy na próbach, wychodzi to zupełnie inaczej (śmiech). Ja generalnie nie czuję się dobrze, grając zimną, matematyczną i bezduszną muzykę. Zawsze wolę, żeby zostało mi trochę miejsca na improwizacje i feeling.


Jesteś nowy w składzie. Mogę się poważyć na twierdzenie, że wniosłeś takie elementy post-rockowe czy post-metalowe do twórczości Mordy?


Pół na pół. Dołączyłem do M’A’S głównie dlatego, że zespół był w trakcie transformacji i zaczął podążać już inną, dojrzalszą ścieżką niż na "Antimatter". Na pewno miałem pewien wpływ na ostateczne brzmienie zespołu, ale to połączenie black metalu z "postowymi" i dosyć eksperymentalnymi elementami tak naprawdę przyciągnęło mnie do kapeli.


Tak? A jeszcze w jakiś innych kapelach się udzielałeś?


Wcześniej udzielałem w Iblis, który obecnie jest z zawieszeniu do odwołania.


Kompletnie odwróciliście się od tej deathmetalowej stylistyki, która przewijała się na poprzednich płytach. To jest kompletnie co innego, coś, czego ważnym elementem są wspomniane już improwizacje. I właśnie te improwizacje szczególnie mnie interesują. Sądzicie, że można w ten sposób najlepiej przekazać, co wam w duszy gra? Taki strumień świadomości, który jest co prawda środkiem literackim, ale również pozwala wam przedstawić dokładnie to, co w danej chwili czujecie?


Większość metalowych zespołów po prostu odgrywa z góry przećwiczony materiał i do widzenia. My jednak chcielibyśmy wprowadzić do tego element zaskoczenia. Niech widz czuje, że każdy koncert jest odrobinę inny. Niech czuje, że my jako zespół możemy sobie pozwolić na eksperymentowanie na scenie i czasem możemy się po prostu zapomnieć.


Możecie się zapomnieć. Właśnie - jakbyś samo to "zapomnienie" określił? Jako swego rodzaju rozpłynięcie się w muzyce, w otaczającym cię świecie?


Rozpłyniecie się, a może odpłynięcie? Zamiast chamskiego liczenia lepiej czasem postawić na feeling, przy jednoczesnym zachowaniu niektórych twardych form.


Czyli czujesz, że są jakby dwie takie skrajności w muzyce? Nietzsche o tym pisał. Według niego w sztuce mamy dwa żywioły: dionizyjski, chaotyczny, związany ze wspomnianym "rozpłynięciem się", oraz apolliński, poukładany, ograniczony przez konwencje.


Dokładnie! Sami jesteśmy trochę rozdarci pomiędzy jednym i drugim żywiołem. Nie chcemy odrywać się od typowej metalowej konwencji, ale też pozwalamy, żeby nami zawładnęła i czasem, w niektórych momentach lubimy sobie po prostu poszerzyć horyzonty i poszaleć.


Ale na razie raczej w takich prostszych fragmentach, w których jedna gitara gra kilka pojedynczych dźwięków, a druga coś do tego zwykle dogrywa, improwizuje, mam wrażenie.


Tak. Ponieważ kolejną zasadą, którą się kierujemy, to: "mniej znaczy więcej".


Wasza muzyka jest niby prosta, ale chodzi o to, że ma wiele płaszczyzn, które same w sobie nie są skomplikowane. Za to razem tworzą coś większego, nakładając się na siebie jak kolejne warstwy farby. Coś jak ostatni Blindead.


Oczywiście. Naszym głównym celem jest osiągnięcie transu u słuchacza. Możemy to osiągnąć poprzez granie prostych schematów w odpowiedni, zapętlony i można powiedzieć rytualny sposób. Umówmy się - riffy i całe struktury kawałków na "Ansia" są bardzo, bardzo proste. Szczególnie w porównaniu do poprzednich wydawnictw. Wydaje mi się, że w tej prostocie tkwi siła. Ja sam wpadam w trans podczas grania, nie wiem jak publiczność…


Osobiście miałem takie uczucie.


Na tym nam zależy.


To samo uczucie pojawiło się na koncercie polskiej grupy post-blackmetalowej Thaw, która również lubi takie elementy. A planujecie coś kombinować z dość nietypowymi dla metalu instrumentami czy efektami? Coś, co zrobił wspomniany już Blindead na "Absence"? Tu się pojawia saksofon, tam wiolonczela, tam znowu skrzypce… myśleliście nad tym?


Na pewno nie saksofonu. Ten instrument został już dawno wyeksploatowany (śmiech). Na pewno można się spodziewać rosnącej roli elektroniki w naszych utworach… chociaż kto wie…


A co do elektroniki, to słychać u was sporo ambientowych inklinacji...


Bo ambient, a szczególnie dark ambient jest nam bardzo bliski. Mówiąc o elektronice, miałem właśnie takie ambientowe "plamy" na myśli.


Czyli może się to skończyć tak, że Morda wyewoluuje w projekt darkambientowy?


Raczej nie. Ambient raczej będzie uzupełniał naszą muzykę. Wydaje mi się, że jesteśmy skazani na gitary. Prędzej skończymy grając space albo kraturocka z dużą ilością elektroniki niż dark ambient.


A co na to reszta?


Wydaje mi się, że reszta jest otwarta na eksperymenty.


Ciekawe, że taka wolta stylistyczna…


Ale to dobrze!


Nie twierdzę, że to źle. Ale ludzie, którzy grali kiedyś niesztampowy death czy black metal z technicznym zacięciem, nagle się na coś takiego przerzucili. Jak to się w ogóle stało?


Nagrali się (śmiech).


Czyli po prostu zmęczenie materiału.


Słuchaj, są zespoły takie, jak Motörhead, które grają przez trzydzieści czy czterdzieści lat to samo, są też zespoły, które pograją przez parę lat w jednym nurcie czy w jednym klimacie, bardzo szybko z niego wyrastają i szukają dalej. Można powiedzieć, że jesteśmy zespołem szukającym. Już pomiędzy "Überrealistic" a "Antimatter" była spora wolta stylistyczna. Dopiero się rozpędzamy (śmiech).


To chyba świadczy o pewnej dojrzałości muzyków, kiedy nie mówią sobie: "Okej. Nagrywamy teraz płytę, która będzie ściśle brutal deathmetalowa", tylko sam gatunek, czyli ten "środek", jest kwestią drugorzędną. Macie pewien "cel", pewną emocję, którą chcecie przekazać, i nieważne, czy zrobicie to grając hip-hop, trip-hop czy właśnie brutal death metal.


Ograniczanie się w muzyce to najgorsza rzecz na świecie. Te same uczucia można wyrazić na bardzo, bardzo wiele sposobów. W muzyce nie ma żadnych zasad, barier, nie ma żadnych granic. Chyba jedyną zasadą jest to, że jeśli chce się gdzieś dojść, trzeba je wszystkie złamać.


Tutaj na pewno by się z tobą zgodził Michael Gira ze Swansów. Ta zasada jest widoczna także w ich twórczości - brak ograniczenia do jakichkolwiek gatunków. Po prostu muzyka totalna.


Na tym to właśnie wszystko polega. Szufladki, nazwy gatunków i inne takie pierdoły to jest bardzo pomocne, owszem, ale…


Ale wydaje się to usprawiedliwione tylko dla komunikacji fanów?


Tylko jako wytyczne. Nic więcej.


Bo gorzej, jeśli twórca zaczyna się nimi przejmować.


Gorzej, jeżeli twórca zaczyna żyć w tych szufladkach, a nie tworzyć po prostu dobrą muzykę.


A jeszcze co do samych szufladek - od dłuższego czasu jest moda na wszystko, co "post". Wszystko, co "post", co jest uważane za awangardę, a tak naprawdę ogromna ilość zespołów post-rockowych czy post-metalowych zjada teraz własny ogon. Uważasz, że ten termin jest aktualnie nadużywany i że wyczerpało się jego dotychczasowe znaczenie?


Każdy nurt w muzyce musi się w końcu nasycić. "Złoty okres" w post metalu czy post rocku mamy już dawno za sobą. Widać już znaki fermentu i zmian. Cult of Luna zaczyna dążyć w stronę elektroniki, tak samo jak Rosetta, która coraz bardziej wraca do hardcore, z którego tak naprawdę wyrosła. Powoli cały gatunek zaczyna przechodzić w okres dekadencji. Ale to dobrze, dekadencja jest fajna.


I jak myślisz? Co będzie dalej?


Wydaje mi się, że zabawa konwencjami i poszukiwanie jak w Corrections House.


To jeszcze chciałem spytać o bycie w ścisłym undergroundzie. Bo tak naprawdę Morda nie dotarła jeszcze do szerszego grona odbiorców. Mam nawet wrażenie, że albo nie zależało wam kompletnie na promocji, albo wychodziliście z założenia, że muzyka wypromuje was sama. Jak z tym naprawdę było? Czy to w ogóle dla was ważne?


Raczej mamy to w dupie. Dobra muzyka powinna bronić się sama.


Rozumiem. A jednak to smutne, że zespół, który nie ma kasy na dobrą wytwórnię, najczęściej nie ma szans na wybicie się…


Istnieje na to tylko jedno lekarstwo: trzeba zapierdalać. Żyjemy w najlepszych czasach dla muzyki. Dostęp do sprzętu i instrumentów jest banalnie prosty. Cały know-how masz w googlach. Nic dziwnego, że powstają tysiące zespołów, oczywiście w większości ch***wych, ale w morzu tego dziadostwa jest urodzaj fantastycznej muzyki. Nie ma co narzekać. Wystarczy spojrzeć jakie warunki były w PRLu czy nawet w latach dziewięćdziesiątych. Wtedy dopiero ciężko było się wybić.


Czasem przez bariery systemu - na przykład.


Tak! Dlatego musimy się nauczyć doceniać to, w jakich genialnych dla muzyki czasach żyjemy. Wystarczy się tylko trochę bardziej przyłożyć jako odbiorca i nie łykać bezkrytycznie całej papki, którą nas raczą mass media.


Czyli po prostu trzeba nauczyć się szukać, selekcjonować - i to jest najważniejsze dla współczesnego odbiorcy.


Grzebać, kopać, a nie biernie przyjmować wszystko, co dają, i tylko narzekać, że nie smakuje.


Bartosz Nysler

Wild World Bastille

Przy okazji słuchania drugiej płyty Bastille doszedłem do wniosku, że chyba nigdy nie zrozumiem zwyczajów zakupowych współczesnych fanów muzyki....Gramy dalej

7 /10
Ostatnia rodzina - muzyka z filmu Różni Wykonawcy

"Ostatnia rodzina" to jeden z najgłośniejszych filmów ostatnich miesięcy, który trafi do kin pod koniec września. Z kolei dwa tygodnie temu premierę...Gramy dalej

7 /10
Soilwork ocena 8
Death Resonance
Gatunek: Melodic death metal
In Flames ocena 7
Sounds From the Heart of Gothenburg
Gatunek: Melodic death metal
Bad Vibrations
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie