Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Matt Schofield

Matt Schofield

Dołączyliśmy do jednego z najlepszych, brytyjskich gitarzystów ostatnich lat podczas pracy w studio nad ostatnim, ognistym, bluesowym albumem, by dostać kilka wskazówek na nagranie złotego, gitarowego brzmienia, oddającego spontaniczność i klimat występu na żywo. Dodatkowo Matt udzielił nam też ekskluzywnej lekcji pełnej klasowych, bluesowych zagrywek....

W gitarowym świecie nasyconym goniącymi za wirtuozerskim popisami i magią SRV gitarzystami, wyważony dobór nut i niezawodny instynkt melodyczny Matta Schofielda przywołuje wcześniejszą erę bluesa - kiedy gitarzyści jak Lonnie Johnson i T-Bone Walker wplatali jazzowe elementy niemal w każdą zagrywkę - ale równie łatwo znajdziemy też w jego graniu ducha Jimmiego. Jest typem gitarzysty, który metodycznie pracuje nad każdym elementem łańcucha brzmieniowego, od sposobu kostkowania - pod kątem, stępionym końcem kostki - po dobór wzmacniaczy. Później wrzuca całą teorię do kosza i gra z serca, stawiając spontaniczność i energię pierwszego podejścia nad przerysowaną perfekcją wielokrotnie dogrywanych śladów.

Niedawno spotkaliśmy Matta w Modern World Studios w Tretbury, tuż przed rozpoczęciem trasy z Joe Satrianim, gdzie kończył nagrywać swój najnowszy album, mający ukazać się tej jesieni. Korzystając ze sposobności zapytaliśmy go o studyjny zestaw sprzętowy, techniki nagrywania gitary oraz przyjrzeliśmy się mistrzowskiej lekcji Matta, w której pokazał nam jak grać wyszukane i świadome harmonicznie frazy na typowych, bluesowych progresjach.

Powiedz nam coś o nowym albumie. Czego możemy się spodziewać?


Nie wiem na razie jak będzie się nazywał - nie wybraliśmy jeszcze tytułu - ale jest to moje pierwsze studyjne nagranie pod nowym szyldem. Cała koncepcja zaczęła powstawać przy okazji pracy z moim przyjacielem z Toronto, Jordanem Johnem, który jest niesamowitym muzykiem. Chcieliśmy zrobić coś razem, więc na tym albumie zagrał on na perkusji. Jest tu kilka mniej typowych dla mnie, nieco cięższych numerów, które jednak w dalszym ciągu mają bardzo melodyczny charakter. Są też spokojne utwory z mnóstwem elementów perkusyjnych oraz kilka coverów - jeden z nich to kawałek Neville Brothers, ponieważ zawsze podobały nam się klimaty z Nowego Orleanu. Jest trochę więcej Hendrixa w porównaniu do moich wcześniejszych nagrań: jeden z utworów to prawdziwy ukłon w stronę długiej, wolnej wersji Voodoo Chile. Zrobiliśmy go w Eb - oryginalna wersja Jimiego była chyba w D, co dało większego kopa. To w zasadzie pierwszy raz, kiedy przestroiłem gitarę w dół. Wiec zdecydowanie jest to cały czas typowa płyta Matta Schofielda, ale z kilkoma dodanymi smaczkami. Znalazły się na niej dwa numery w organowym trio, które są już klasycznymi przedstawicielami mojej muzyki.


W niektórych, nowszych odmianach bluesa, utwory wydają się być tylko podłożem dla grania solówek. Jak udaje ci się unikać takich rzeczy?


Cóż, zawsze jest praca włożona w melodię, nawet jeśli jeszcze nie mam tekstu. Mamy nagrane wokale prowadzące wszędzie tam, gdzie mruczę do jakiejś melodii przy pracy nad utworem. Osobiście dla mnie istnieje pewna granica, poza którą coś przestaje być bluesem. Nie jestem bluesowym purystą: żaden z moich utworów nie jest tradycyjnym bluesem, ale jednocześnie jestem trochę purystą kiedy przychodzi do określenia, co ja uważam za blues. To dziwne. Moim zdaniem najważniejszy jest feeling. Ktoś może grać 12-taktowego bluesa i na papierze wszystko się tu zgadza, ale ja mogę w ogóle nie słyszeć w tym bluesa, podczas gdy czasem możemy odbiec do metrum 7/8 i czuć prawdziwy, bluesowy klimat. Więc tak naprawdę nie łatwo to określić. Ale ciągle próbujemy utrzymać to melodyczne podejście, zamiast grać w kółko podkład i solo na nim, a później napisać jakieś słowa i umieścić je w najważniejszych momentach. Jak powiedziałeś, takie coś znaleźć można w bardzo wielu blues-rockowych nagraniach: można by w zasadzie byle co do tego zaśpiewać. Z tego właśnie powodu siadam i przerabiam teksty do tego co już nagraliśmy, by pasowały do klimatu utworu. Jeśli groove jest w tradycyjnym, bluesowym stylu wprowadzam nieco inne, delikatne zmiany akordów lub dodaję interesujący rytm. Zawsze są jakieś zmiany, ale ciągle jedną nogą stoimy po stronie tradycji. Nie przepadam za blues-rockiem i Jimmi dla mnie też nie należy do tego nurtu. Hendrix bardzo często brzmi moim zdaniem naprawdę ładnie, nawet kiedy jest to brudne granie, i zawsze w jego frazowaniu jest ten liryczny element. Nigdy nie było to oklepane granie po klasycznej pentatonice.


Z jakiego sprzętu korzystasz w studio?


Na całej płycie staraliśmy się uzyskać brzmienie, które usłyszeć można na moich koncertach, z czym zawsze miałem problemy, z najróżniejszych powodów. W końcu zdecydowaliśmy się wszędzie wykorzystać tę samą parę wzmacniaczy: Fender '64 Super Reverb, wieloletnia część mojego rigu - to był mój jedyny wzmacniacz przez lata i nagrałem na nim pierwszych kilka płyt. Do tego jeszcze jedna z sygnowanych głów Two- -Rocka. Mam pierwszy egzemplarz produkcyjny, 01, oraz oryginalny prototyp, który jest ciągle moim ulubionym wzmacniaczem. Obie wersje brzmią wspaniale, ale jest coś wyjątkowego w prototypie tego modelu, choć może to tylko psychologiczne złudzenie. Cały czas ma też nawiercone wcześniej otwory oraz nalepki przy regulacji wysokich i niskich tonów. Przy nagraniu używaliśmy więc Super Reverba i tego Two-Rocka z zamkniętą paczką EV. Na koncercie taka kolumna byłaby dla mnie trochę za mała, ale w studio, kiedy potrzebujesz skupionego dźwięku zbieranego przez mikrofon, sprawdza się znakomicie.


A co z gitarami?


Zmienialiśmy brzmienie wykorzystując różne gitary, zabrałem więc cztery instrumenty w stylu Stratocatera. Jeden to mój stary Strat z 1961 r., do tego trzy modele SVL i jeszcze jedna gitara ze stałym mostkiem i jesionowym korpusem. Straty to olchowe konstrukcje i wszystkie mają swój własny charakter brzmienia, więc miksowaliśmy je też razem na nagraniu. Stary Strat i najnowszy SVL, który jest hołdem dla tego wiekowego modelu, mają dosyć podobne brzmienie. SVL ma nawijane przez Simona (Law, założyciel SVL) pickupy, dzięki którym brzmi jak stary instrument vintage. Obie gitary wymieniały się między sobą do różnych celów. Aktualnie Strat przestrojony jest w dół do Eb i ma naprawdę mocne, okrągłe brzmienie. Wszystkie instrumenty są bardzo uniwersalne, natomiast niebieski SVL Daytona ma bardziej... zbalansowaną, wyrównaną barwę, bardziej nowoczesną w porównaniu do pozostałych obu - to takie perfekcyjne, wypośrodkowane brzmienie Strata. W najlepszym, możliwym znaczeniu. Używałem go przy solówkach na żywo, ponieważ jest bardzo komfortowy i zawsze mogę na nim polegać.

Gitarę z jesionowym korpusem wykorzystałem do kilku partii rytmicznych. Dosyć często na początku nagrywam podkład rytmiczny, w przeciwieństwie do solówek i innych nakładek. Ma bardziej wycięty środek, to pełny kawałek jesionu, więc brzmi prawie jak Tele. I oczywiście jest tu też trochę customowej gitary SVL '60, chociaż w wielu przypadkach nie dałbyś rady powiedzieć czy to akurat brzmienie w stylu Tele czy Strata.


Widać też kilka efektów rozłożonych na podłodze. Jak sprawdzają się i współpracują ze wzmacniaczami?


Nie ustawiam zbyt dużego gainu w pedałach... normalnie używam ich gdy chcę uzyskać nieco bardziej tłuste brzmienie, a kiedy rozkręcisz gain wzmacniacza, czasem całość zaczyna tracić spójność. Jest pewien punkt we wzmacniaczach poza którym overdrive jest mocniejszy, ale brzmienie staje się chropowate i lekko zamulone. Zawsze w kostkach ustawiony mam większy poziom wyjściowy niż gain, przez co bardziej dopalam wzmacniacz na wejściu. Free The Tone SOV daje mi ładny, nasycony rodzaj miękkiego brzmienia overdrive. Klon to bardziej booster podbijający lekko środek, ale bardzo często nie chcę by brzmiały one jak klasyczne pedały, i w kilku przypadkach wykorzystaliśmy bardzo użyteczne urządzenie zwane Little Labs Redeye 3D, służące do re-ampingu. Wpinam się tu prosto z gitarą i sygnał podstawowy, o właściwej impedancji, takiej samej jak pickupy, przesyłany jest dalej prosto do rekordera, skąd wraca do tego pudełka. Możesz więc nagrać najpierw bezpośredni sygnał gitary, puścić go później do wzmacniaczy i korygować całe brzmienie. Na przykład zarejestrowałem kilka wersji solówek na żywo, przy których używałem pedału overdrive dla zwiększenia sustainu lub podobnych rzeczy. Ale czasem kiedy nagrywasz może to zabrzmieć nie tak, jeśli użyjesz zbyt dużego gainu. Tu wystarczyło ponownie przesłać sygnał przez Redeye do wzmacniaczy.


Zapytam o mikrofony. Czy używacie jakiegoś specjalnie dobranego zestawu do rejestracji gitar?


Cóż, żartowaliśmy, że podczas nagrywania tego albumu nie był używany żaden SM57. Większość pracy to dobór Simona metodą prób i błędów: mikrofonów Beyerdynamic M88 używamy na koncertach, więc zastosowaliśmy je również w studio. Dają szersze brzmienie niż SM57. Simon ma Peluso P-67, który jest jak (Neumann) U 67, ponieważ okazało się, że mnóstwo naszych ulubionych brzmień gitarowych nagranych było przez mikrofony U 67 - kiedyś nie kosztowały tak jak obecnie w okolicach 15 kawałków. Więc mnóstwo starych rzeczy Jimiego czy wczesne płyty ZZ Top to właśnie te lampowe Neumanny - mają suche, ale jednocześnie ciepłe brzmienie. Simon niedawno odebrał wspomniany model Peluso, który idealnie się tu wpasował.


Wspomniałeś o próbach uzyskania na albumie twojego brzmienia koncertowego...


Zamiast zabaw ze sprzętem w studio wolę raczej wziąć nagranie gitary live i trochę je oczyścić, zamiast próbować perfekcyjnie zagrać każdą nutę by uzyskać idealną wersję solówki. Prędzej wybiorę mniej doskonałą wersję i trochę nad nią popracuję.


Jak balansujesz czystą improwizację z bardziej poukładanymi pomysłami podczas nagrywania solówek w studio?


Próbuję jak najmniej o tym myśleć, to kwestia danej chwili. Im bardziej wczuję się w klimat, tym mniej przejmuję się co właśnie zagrałem, a im mniej myślę o czym mam grać, tym lepiej mi to wychodzi. Zawsze jest gdzieś ta kwestia balansu pomiędzy tym, co aktualnie grasz, a co planowałeś wcześniej zagrać. Ale czy w danym momencie zagram to co sobie uprzednio założyłem, jest już osobną sprawą. Oczywiście nikt poza mną nie jest w stanie tego usłyszeć, więc całość polega na tym, jak dobrze jesteś w stanie podczas grania zmierzyć się ze swoimi wcześniejszymi pomysłami.


Pomyłki również czasem mogą być bardzo użyteczne, zgodzisz się z tym?


Absolutnie, powinieneś umieć wejść też i na taką ścieżkę. Może to doprowadzić cię do nowych, ciekawych rozwiązań. To taki rodzaj balansowania na krawędzi. Nie boję się potknięć. To zabawne, czasem w weekendy udzielam lekcji, i wielu gitarzystów obawia się, że zrobią jakieś błędy. Wszechświat nie imploduje jeśli się pomylisz. Więc nie przejmuję się takimi rzeczami, a ponieważ nie myślisz o tym, automatycznie robisz mniej błędów - potknięcia stają się nowymi drogami, jeśli rozumiesz co mam na myśli.

GALERIA
NieWolnOść Hunter

Dystans jaki oddziela dziś zespół Hunter od własnych nagrań z przełomu XX i XXI wieku jest trudny do zmierzenia. Kapela weszła w proces muzycznej...Gramy dalej

3 /10
Popestar Ghost

Jako jeden z nielicznych w redakcji naszego magazynu uparcie bronię Ghost.

Gramy dalej

9 /10
Breaking Habits
Gatunek: Rock
Testament ocena 8
Brotherhood of the Snake
Gatunek: Thrash metal
When The Smoke Clears
Gatunek: Hardcore
Zobacz wszystkie