Gitarę wpinam do wzmacniacza Vox AC30 w wersji head plus paczka. Jest to fenomenalny wzmacniacz, do którego doszedłem po 30 latach grania i poszukiwania sprzętu. Paradoksalnie uważałem kiedyś, że jest on technologicznie przestarzały. Trzydzieści lat szamotałem się, przechodziłem przez wszystkie, aktualnie robione wzmacniacze - Fendera, Marshalla, Riverę, Randalla, Mesę, Polytone’a, Peaveya - miałem już prawie wszystko, co jest produkowane na świecie. Wreszcie wylądowałem na AC30, od którego powinienem zacząć, bo grali na nim muzycy w latach 60. Co jest rewelacyjnego w tym wzmacniaczu? Jest to ciężka, duża głowa o rozmiarach 100-, 150-watowego wzmacniacza innych firm. Transformator ma taki, jak do 200-watowego wzmacniacza, ale jego moc to jedynie 30W. Dzięki temu ma niesamowite nasycenie dźwięku. Poza tym jest na lampach EL84, a nie popularnych EL36 Marshalla czy 6L6 Fendera. Jest to lampa mniejsza, ciepłobrzmiąca i szybka. Do tej głowy podpinam specjalną paczkę na dwóch 12-calowych głośnikach Blue Alnico o mocy 15W. Zwykle podobne głośniki firmy Celestion czy Eminence mogą mieć 100 czy nawet 150W. W porównaniu z zestawem standardowym, szlachetność brzmienia, jakie daje ta paczka, jest porażająca. Niestety jest to najdroższa opcja w ofercie firmy Vox, uważam jednak, że są to dobrze wydane pieniądze. Wzmacniacz ma jedno brzmienie, ale dokładnie takie, o jakie chodzi - mocne, tłuste i nieuciekające spod palców.