Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Slow Ride

Slow Ride

Czy można dzisiaj żyć z grania muzyki, którą się kocha? Na to pytanie twierdząco potrafią odpowiedzieć jedynie niezwykle pracowici artyści. Do tej kategorii należą bez wątpienia muzycy zespołu Slow Ride: Leszek Jakubczak, Tomek Pfeiffer i Robert Tyc.

O tym, jak pogodzić wszystkie muzyczne obowiązki i nie rozmienić się na drobne opowiedzieli mi  w wywiadzie, a okazją do tego było wydanie przez nich najnowszej płyty “Blues za twoim oknem".

Opowiedzcie o swoim zespole i jak doszło do jego powstania.


Z Tomkiem znamy się jeszcze z liceum - graliśmy razem w kilku zespołach. Z Robertem grałem też już w zespole Crossroads i wcześniej w Crazy Travel. I miałem taki pomysł, żeby założyć zespół akustyczny i tak właśnie powstał Slow Ride. Na początku graliśmy same covery, ale szybko zaczęły powstawać nasze własne utwory. Graliśmy sporo koncertów i nagraliśmy materiał na płytę. Potem niestety mieliśmy problem ze skończeniem prac nad nią i dopiero w tym roku udało się skończyć i wydać. Teraz w planach koncerty i kolejna płyta.


Czy chcieliście zostać na początku cover-bandem Jimiego Hendrixa? Jeśli nie, to skąd pomysł na występ w Konkursie Interpretacji Muzyki Jimi Hendrixa?


Nie, nigdy o tym nie myśleliśmy. Rozpoczynając współpracę zaczynaliśmy od coverów, aby trochę się zgrać przed opracowaniem własnych utworów.


Nie, nigdy nie chcieliśmy skupiać się i ograniczać do jednego artysty, zbyt wielu mamy faworytów. Naszym zamiarem było granie numerów, które lubimy (i słuchać i grać), a kawałki Jimiego, czy Steviego Ray Vaughana figurują na szczytach naszych osobistych list przebojów. A co do konkursu, to musiała to być inicjatywa Leszka (jak wszystko w działaniach naszego zespołu)


Tak jak powiedział Tomek - chcieliśmy i graliśmy utwory, które lubiliśmy i które też często były wyzwaniem aranżacyjnym w kontekście zespołu akustycznego. Hendrix po prostu jest i będzie jednym z naszych ulubionych artystów, dlatego sięgnięcie po jego repertuar było bardzo naturalne w naszym przypadku. A o konkursie dowiedzieliśmy się podczas naszego koncertu - ktoś nam o nim powiedział i stwierdził, że koniecznie musimy się tam pojawić. No i udało się go wygrać. Był to pierwszy i ostatni konkurs w jakim wystąpiliśmy.


Zdradźcie kulisy powstania albumu... kto wyszedł z inicjatywą jego nagrania, kiedy to nastąpiło i jak długo powstawała płyta?


Była to wspólna inicjatywa. Długo zabieraliśmy się do nagrania z powodu braku czasu. Każdy z nas czynnie działał w innych składach muzycznych (w celach zarobkowych) i ciężko nam było znaleźć czas żeby wspólnie przysiąść i dopracować materiał.


To znowu był pomysł Leszka, znalazł studio i nawet sponsora nagrań. To był 2007 r. zajęło nam to kilka sesji, nie pamiętam dokładnie ile. Długo nie mogliśmy się ogarnąć z tym wszystkim co potem - edycją, miksem.


W sumie obie wersje są prawdziwe. Płyta to była moja inicjatywa, ale wszyscy też tego chcieli. Nagraliśmy ją w studio u Mirka Gila. Same nagrania poszły bardzo szybko, ale potem z rożnych powodów - od finansowych po organizacyjne - nie mogliśmy skończyć wszystkich elementów produkcyjnych. Dopiero w tym roku założyłem własne małe studio i skończyłem pracę nad płytą.


Co was najbardziej inspirowało podczas tworzenia płyty?


Pewnie wszystko co do tej pory przeżyliśmy, czego słuchaliśmy wywarło wpływ na to jak ta płyta wygląda - od muzyki po teksty i brzmienie. Mimo upływu kilku lat od nagrań, nic nie chcieliśmy na niej zmieniać bo był to zapis naszych emocji z tamtego okresu.


Trudno powiedzieć, bo materiał powstawał na przestrzeni kilku lat. Z pewnością  punktem odniesienia już podczas samych sesji była akustyczna płyta "Inside Wants Out" Johna Mayera.


Dlaczego na płycie znalazło się aż tyle utworów Jimiego Hendrixa? Często się słyszy opinie, że Hendrix jest już zbyt oklepany, nie mieliście więc obaw, że spotkają was tego typu zarzuty?


Wychowywaliśmy się na muzyce Hendrixa stąd ten swoisty hołd dla Jimiego


Nie przeszło mi to przez myśl szczerze powiedziawszy. Podobają nam się nasze, akustyczne wersje numerów Jimiego (i naszej publiczności chyba zresztą też), więc wydało nam się to oczywiste, że te kawałki muszą znaleźć się na płycie.


Dokładnie - nie było tu żadnej kalkulacji - po prostu graliśmy utwory, które lubiliśmy i wydaje mi się, że mieliśmy na nie pomysł - nie była to próba kopiowania Hendrixa.


Czy w zamierzeniu płyta miała zawierać wyłącznie repertuar Hendrixa?


Nie, myślą przewodnią było nagranie autorskiego materiału


Nie, choćby dlatego, że gdy padł pomysł nagrywania płyty mieliśmy już swoje autorskie numery, które miały pierwszeństwo na płycie.


Czemu tak mało waszych, autorskich kompozycji znalazło się na płycie?


Myślę, że było to spowodowane intensywnością życia na różnych scenach i po prostu brakiem czasu.


Tyle wtedy mieliśmy. Zresztą zaczynaliśmy od grania akustycznych wersji znanych bluesowych i rockowych kawałków, co samo w sobie wymaga twórczego, można powiedzieć autorskiego podejścia. Wydaje mi się, że przeplecenie naszych autorskich piosenek takimi autorskimi coverami jest ciekawsze, zwłaszcza, że założyliśmy sobie niewychodzenie poza akustyczne, gitarowe brzmienie.


W sumie od początku mieliśmy taką koncepcję, aby przemieszać nasze utwory z "cudzymi". Chcieliśmy utrwalić te aranżacje i kilka lat grania ich na koncertach w postaci nagrań.


Kto jest autorem tekstów na płycie?


Teksty są mojego autorstwa, jednak wspólnie postanowiliśmy podpisać wszystko jako zespół...... bo czujemy się jakkolwiek to zabrzmi jednością


Czym zajmujecie się oprócz grania w Slow Ride? Czy jesteście wszyscy zawodowymi muzykami?


Jestem zatrudniony na etacie w Muzeum Narodowym, więc zajmuję się jak gdyby pośrednią dziedziną sztuki. Praca ta sprawia mi ogromną przyjemność i nie traktuję jej jako zła koniecznego.


Jeżeli pytasz, czy żyję z grania, to tak.


Chyba tak nas można nazwać - gramy koncerty, nagrywamy płyty i staramy się to robić profesjonalnie i na jak najwyższym poziomie. Ja podobnie jak Tomek utrzymuję się głównie z grania i nauki gry. Mam także od niedawna własne studio i wydawnictwo.


Kim dla was jest "muzyk zawodowy"?


No właśnie. Dobre pytanie. Nie zawężałbym tego terminu wyłącznie do osób żyjących z grania. Znam ludzi, którzy poza graniem, czy śpiewaniem mają jeszcze robotę na pełen etat w innej branży, a są świetnymi muzykami i nigdy nie zakwestionowałbym ich profesjonalizmu w tej dziedzinie. Co więcej, takie uniezależnienie od kaprysów rynku muzycznego i koncertowego może dać rzadki komfort poświęcania się projektom muzycznym, w których się realizujemy, wyrażamy, jesteśmy twórczy i wiarygodni, a  takie projekty w moim przekonaniu wnoszą najwięcej do muzyki i mają szansę na prawdziwy sukces. Niestety znakomita większość osób żyjących z muzyki rozmienia swój twórczy potencjał skupiając się na projektach, które karmią, a nie "żrą".


Podpisuje się całkowicie pod tym co powiedział Tomek. Może tylko jeszcze bym dodał, że często ta druga praca zawodowego muzyka jest podporządkowana wszystkiemu co związane z głównym zawodem. Czyli to taka praca, która pozwala na bezproblemowe grania koncertów, nagrania, ćwiczenie. W przypadku ludzi zajmujących się bardziej amatorsko muzyką jest odwrotnie - mają na nią czas tylko w czasie wolnym, który mogą przeznaczyć na swoje hobby.


Dlaczego zdecydowaliście się zostać muzykami?


Każdy ma jakieś wykształcenie, zawód, ale muzyka była od zawsze w moim sercu i nie wyobrażam sobie życia bez niej.


Jestem dyplomowanym jazzmanem (po Katowicach) i mam tzw. "wyższe prezydenckie" z psychologii. Ale nie poczuwam się ani do jednego ani do drugiego. A muzykiem zostałem dla bogactwa, panienek i wiecznej chwały.


Z wykształcenia jestem socjologiem - nawet zdarzyło mi się chwilę pracować w tym zawodzie. A muzykiem zostałem bo tak naprawdę nigdy nie wyobrażałem sobie innej pracy i życia "obok" muzyki. To po prostu przeznaczenie (śmiech). Oczywiście bogactwo, panienki i wieczna chwała też nie były bez znaczenia (śmiech).


W ilu kapelach gracie w tej chwili poza Slow Ride? Gdzie was można jeszcze usłyszeć?


Jeśli o mnie chodzi to prowadzę dość intensywne życie muzyczne, oprócz Slow Ride współpracuję z zespołami takimi jak: Hetman, Crossroads, Hippocampus i najnowsze dziecko Promil Bluesa.


Na przykład na płycie "Tales of Pippa L." Kasi (www.kasiasongs.com). Ten projekt jest mi szczególnie bliski, ponieważ wspólnie z Kasią napisaliśmy i zaaranżowaliśmy materiał, a nagrań dokonaliśmy głównie w Toronto z tamtejszymi muzykami. Mieliśmy swobodę artystyczną i staraliśmy się nagrać płytę, której sami chcielibyśmy słuchać, bez kalkulacji i oglądania się na trendy i listy przebojów. Ponadto często grywam akustyczne duety wokalno-gitarowe, w których wspomagam się kilkoma efektami jak looper, delay, octaver W tym roku dużo koncertuję z Kabaretem Moralnego Niepokoju, udzielam się tez często jako sideman.


Z Robertem gramy razem jeszcze w zespole Crossroads - płyta w przyszłym roku. Jestem też liderem zespołu JJL Trio - można powiedzieć, że to moje najnowsze dziecko. Poza tym gram także w zespole Why Ducky?, z którym nagrałem płytę "De Mo" i z którym planujemy kolejne nagrania. W tym roku wyszła także płyta zespołu Blue Sounds "Karuna", na której miałem przyjemność zagrać.  Nagrywałem także dwie płyty dla Ani Maruchy - już wydana "Taxi Blue" oraz kolejną, planowaną na przyszły rok. Poza tym jeszcze kilka innych projektów  - za długo by opowiadać. Podobnie jak Tomek, udzielam się także jako sideman.


Czy trudno jest pogodzić współpracę z kilkoma zespołami jednocześnie?


Trudno jest to pogodzić, chociaż jeśli człowiek dobrze się zorganizuje sprawa nie jest beznadziejna. Czasem tylko potrzeba kilku dni spokoju, żeby zregenerować siły.


Bywa to trudne, czasem terminy się pokrywają i trzeba dokonywać niełatwych wyborów, szukać zastępców, żonglować czasem, "ciągnąć kilka srok za ogon", zwłaszcza jeżeli samemu też jest się zastępcą, ale to i tak lepsze niż milczący telefon.


I  Dla mnie zawsze "moje" zespoły mają pierwszeństwo, ale czasami trzeba się bardzo napracować, żeby wszystko pogodzić i dopiąć terminy.


Słuchacze najczęściej kojarzą muzyka z konkretnym zespołem. Co w przypadku, gdy muzyk gra jednocześnie w kilka kapelach, a odbiorcami są niemal ci sami słuchacze? Nie macie obaw, że dany zespół postrzega się wtedy przez pryzmat muzyka?


Jeśli dzieje się to w zespołach grających różną muzykę, dla innego typu odbiorców, nie z tej samej bajki, to wydaje mi się, że to nie przeszkadza. Natomiast faktem jest, że większość fanów przychodzi, żeby posłuchać konkretnej osoby i starają się zdobyć wszystkie wydawnictwa bez względu na jej styl muzyczny.


Myślę, że tak właśnie jest bardzo często, ale warto dać takiemu muzykowi szansę zaistnienia i realizowania się w różnych odsłonach, konwencjach, z różnymi ludźmi. Znam tak wielu wszechstronnych muzyków, że patrzenie na nich przez pryzmat ich kapel i na odwrót nie ma większego sensu i to nawet w obrębie jednego gatunku muzycznego.


To zależy chyba od wpływu jaki ma dany muzyk na zespół i jego "osobowość". Poza tym dzięki temu, nawet jeżeli gra dla tej samej publiczności, może się jej pokazać z innej strony, w innym repertuarze co może być bardzo odświeżające.


Opowiedzcie o gitarach, które można usłyszeć na płycie.


Główną gitarą był Leszkowy Martin DC 16 RGTE, ale używaliśmy też dwunastki Ibaneza, Dobro (nie wiem nic na jego temat), a pod koniec pracy w studio miałem już świeżo zakupionego Gibsona Songwritera. Chyba gdzieś go użyliśmy, ale nie mam pewności.


Jakie macie plany na najbliższą przyszłość związane lub niezwiązane ze Slow Ride?


Grać, grać jak najwięcej koncertów, niech nasza muzyka dotrze do jak największej rzeszy słuchaczy


Chcemy grać jak najwięcej koncertów promujących naszą płytę. Zabieramy się też do pisania nowych utworów i wydania kolejnej płyty. Poza Slow Ride w planach mam też pierwszą płytę Crossroads, która jest już nagrana oraz płytę JJL Trio, na którą właśnie kończę pisać utwory. I jeszcze kilka innych pomysłów, ale na razie nie będę zdradzał szczegółów.


Chciałbym wziąć się za pisanie nowych kawałków Slow Ride. Mam też nadzieje ruszyć z materiałem na drugą płytę Kasi. Pomysły są, kilka nawet już nagranych i zmiksowanych. Brzmią znakomicie.

Kuba Chmiel

Zaklęty krąg Cugowscy

Krzysztof Cugowski jest na polskiej rockowej scenie od zawsze, zaś jego dwaj synowie Piotr i Wojciech od prawie zawsze, ale po raz pierwszy wspólnie...Gramy dalej

8 /10
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
CETI ocena 9
Snakes of Eden
Gatunek: Heavy metal
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie