Tak (śmiech), choć była to w sumie nasza wspólna decyzja. Stało się to ze względu na nową płytę. Trendy są takie, że dużo zespołów się teraz przestraja, ale my doszliśmy do wniosku, że nie ma się co przestrajać, tylko wystarczy załatwić gitarę siedmiostrunową, no i problem z głowy. Zabrzmi nisko, ale naturalnie. Chcemy, aby ta płyta była nowoczesna i ma być na niej ten dół z siódmej struny. Chcemy też zabrzmieć mocno. A więc ma być ostro, szybko i z niesamowitym "mięsem". Przyznam, że poświęciłem trochę czasu na poszukiwanie gitary siedmiostrunowej. Przerzuciłem trochę tego i powiem szczerze, że efekt był dość długo mizerny. Gdy uderzałeś w tę siódmą, brzmienie było mało czytelne, nie dało się określić wysokości tego dźwięku - po prostu decha nie przekazywała drgań siódmej struny. Tak jakby gitara chciała powiedzieć: "Słuchaj, to ma być gitara, a nie bas, więc ta dodatkowa struna nie ma prawa dobrze zabrzmieć. Lepiej daj sobie spokój". Na szczęście nie uwierzyłem i złapałem siedmiostrunowego Music Mana model John Petrucci. Uderzyłem od razu w tę siódmą strunę, obawiając się, że nie zabrzmi, ale ta struna naprawdę zagrała (śmiech). Normalnie jest głośna, możesz określić jej wysokość, ma swoje pasmo i kopa - nawet z samej dechy. Wiedziałem już, że cała gitara będzie zeznawać. I tak jakoś się stało, że...