Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Aleksiej K (Lecznica Stałych Doznań)

Aleksiej K (Lecznica Stałych Doznań)

Lecznica Stałych Doznań to jeden z najlepiej rokujących zespołów awangardowych, jakie powstały w ostatnim czasie w naszym kraju.

Niepokojąca elektronika, połamane riffy, niebanalne teksty oraz sam koncept zespołu - to wszystko udowadnia, że LSD "to nie tylko zespół muzyczny. To zespół nowych zewnętrznych przeżyć, mających na celu »aktywować« nowe przeżycia wewnętrzne". Tak głosi przynajmniej oficjalna nota projektu. Wystarczy jednak posłuchać jego twórczości (i przeczytać poniższy wywiad), żeby przekonać się, że niewątpliwie tkwi w tym ziarno prawdy. Poniżej rozmawiam z gitarzystą grupy przy okazji jej koncertu we Wrocławiu.

Na koncercie graliście dużo materiału może nie tyle nowego, co raczej jeszcze nie zarejestrowanego w studiu. Coś więcej o nim?


Większość z tych utworów planujemy umieścić na drugim krążku. Takie numery, jak "Kanibalizm Naszych Czasów" czy "Świadek" [z pierwszego albumu], chyba na stałe zagoszczą w naszym repertuarze koncertowym. Dwa lata temu, od razu po wydaniu "Mojego Trudnego Dziecka", jak jeździliśmy i graliśmy koncerty, to w większości to był ten materiał z płyty. Ale wiesz, lubimy eksperymentować. Zanim się to znajdzie na krążku, chcielibyśmy zobaczyć, jak to brzmi w różnych warunkach, nagrywając to i odsłuchując później.


Jak odbieracie dzisiaj "Moje Trudne Dziecko"?


Różnie, odpalam tę płytę odpalam raz na rok i tak sobie słucham: "co to jest? to my gramy?". I koniec. I to jest mój cały kontakt z nią. Dla mnie ten krążek na dzień dzisiejszy nie jest ciekawy. Chłopaki mają podobnie. Myślami już jesteśmy na drugim albumie i nim żyjemy. Dlatego kolejny powód, dla którego gramy nowe utwory, jest taki, że po prostu już chcemy je grać.


Macie dosyć.


Mamy dosyć, tak. To już jest przeszłość, a my idziemy do przodu. Ale do niektórych utworów czujemy pewien sentyment, z kolei niektórych utworów wręcz nienawidzimy. Wątpię też, czy kiedykolwiek je zagramy. Choć jak będzie kolejna trasa koncertowa, to z pewnością dorzucimy więcej starszych kawałków. Może się znajdzie "Synestezja", jedynka i dwójka. Wcześniej je graliśmy, jak również i "Pierwszy kontakt z dźwiękiem" oraz "Autopsję II"... teraz jest trochę inaczej.


Inaczej, powiedziałbym też: wolniej, prościej, smutniej…


Można tak to ująć. Choć zobaczymy, czy prościej... akurat to wyjdzie na nagraniu. Aczkolwiek chcieliśmy to trochę bardziej uprościć.


Teraz pytanie o "Eksperymentalne Sesje", wasz projekt poboczny, tak bym to nazwał. Chcecie go wydawać?


Dobre pytanie. Może kiedyś, może… Na razie wychodzi na to, że - tak patrząc na daty utworów - jeden utwór na rok ukazuje się z tych "Eksperymentalnych". Wyszła "Furia", później remiks L.U.Ca, później "Poza Mózg". Zobaczymy. Na razie wydajemy to w formacie cyfrowym, kiedy czujemy taką potrzebę. Z "Eksperymentalnymi Sesjami" jest tak, że chcemy "inaczej podejść do tego", zwłaszcza na polu studyjnym. I to też sprawia, że trudno później odegrać je nam na żywo. Mówię tu konkretnie o takim utworze, jak ''Poza Mózg".


Skomplikowany jest dosyć.


Jest tam dużo dźwięków. Jak widzisz - nas jest czterech i każdy mniej-więcej coś ogarnia, oprócz swoich podstawowych instrumentów: perkusista ma klawisze, basista też, ja mam kompa, kontroler, wokalista kolejne klawisze…


Może przydałaby się piąta osoba w zespole: sampler?


Nie, nie, nie. Dopóki radzimy sobie sami… to jest raz. My w czwórkę dobrze ze sobą zżyliśmy się, stosunkowo długo gramy. Poza tym to nie jest tak, że spotykamy się tylko na próbach. Poza nimi nadal jesteśmy wszyscy kumplami.


Wróćmy jeszcze do "Eks Sesji", a dokładniej - do teledysku "Furii". Pojawiające się w nim miejsca to…? Pytam w szczególności o to, w którym poszła w ruch gaśnica.


To są wycinki z różnych live’ów. Gaśnica była na kameralnym koncercie w jakiejś wiosce. Od razu wszystko zadymione, cały sprzęt do czyszczenia przez parę tygodni… nie polecam nikomu.


Teraz mała zmiana tematu: czego słuchacie?


Tak naprawdę z jednej strony słuchamy dużo muzyki, ale z drugiej - jeżeli na przykład chodzi o polską muzykę - to wręcz unikamy słuchania kapel polskich. Nie chcemy przez przypadek, nawet podświadomie czegoś odtworzyć. Wiesz: czasem czegoś posłuchasz i nie to, że chcesz naśladować… po prostu przez przypadek coś odtworzysz. Nie chcemy. Chcemy tworzyć sami z siebie. Aczkolwiek każdy z nas słucha różnorodnych dźwięków.


Pytanie odnośnie konceptu waszego zespołu. Poczynając od nazwy, która jest tu dość kluczowa: Lecznica Stałych Doznań, "oni leczą mnie z rutyny" i tak dalej. Doświadczanie rzeczywistości na różnych poziomach, wyrywanie się poza pewne konwencje, czasem nawet poza język - rzeczywiście tak czujecie swoją muzykę?


Większość utworów, zwłaszcza na "Moje Trudne Dziecko", powstało po prostu… nie będę tu ukrywał: w pewnym momencie jest etap, że tak powiem, "niemuzyczny". Jest to etap, pozwolę sobie brzydko to nazwać, "odurzania się". A później staramy się odtworzyć coś, co powstało w tym etapie. Tylko że już wtedy dochodzą do głosu dźwięki. Próbujemy to opisać. Rekonstrukcja pewnych wydarzeń. Tak mniej więcej staramy się do tego podchodzić. Jeżeli mamy problem… załóżmy, tak jak ostatnio mieliśmy: nie wiedzieliśmy, jak zakończyć dany utwór. Po prostu od dwóch miesięcy przychodzimy, dobra, zabieramy się i nic, nic, nic. No, to wracamy z powrotem do momentu "niemuzycznego" i od razu, na drugi dzień wszystko wychodzi.


To widać również w tekstach, które piszesz. Brzmią one trochę jak taki strumień świadomości. Jakbyś chciał spisać jakieś myśli, które miałeś w innym stanie świadomości, przełożyć je na język. I czasem musisz ten język ostro do tego nagiąć.


Tak to wychodzi. Zgadzam się. Wiesz, akurat pod wpływem różnych wydarzeń, o których mówimy, nie dość, że zauważasz rzeczy niezauważalne, to jeszcze odczuwasz rzeczy nieodczuwalne. I słowa w tym momencie nie wystarczają. Musi tu już działać całość. I staramy się jakoś to poskładać. Właśnie dlatego z chłopakami mi zajebiście się współpracuje, bo każdy nadaje na tych samych falach. Ktoś powie jakąś bzdurę, a każdy z pozostałych już wie, o co chodzi.


Waszą muzykę określacie jako "legalne LSD". Czujecie, że muzyka może być poniekąd środkiem psychoaktywnym?


Z pewnością, z pewnością tak. Ludzie, którzy idą na jakiś koncert, nieważne czy hip-hopowy czy blackmetalowy… oni chcą przeżyć jakiś określony stan. I chcemy też stworzyć taki swój stan, który jesteśmy w stanie zaoferować. Chociaż z drugiej strony: może zabrzmi to egoistycznie, ale na koncercie przede wszystkim my odpływamy, grając. Gdzieś ten mózg się wyłącza. Dużo rzeczy, o których mówimy, o LSD, o zespole nie tylko muzycznym… głównie to dotyczy naszej czwórki. Cały ten zespół określił jednym słowem jako introwertyczny, bardziej zamknięty w sobie. Ten zespół jest głównie dla nas i naszych eksperymentów. Ale możemy Cię zaprosić: "chodź do nas, może poczujesz to, co my, może coś swojego". I w każdym wypadku będzie to w jakimś stopniu nasz sukces. Wyzwolenie jakiejkolwiek reakcji.


To już jest moja teoria, ale uważam, że jeżeli chodzi o sztukę, to muzyka jest środkiem wyrazu najbardziej działającym na zmysły.


Tak. Dokładnie tak.


Bartosz Nysler

GALERIA
The Devil Strikes Again Rage

Giganci niemieckiego heavy powracają z nowym krążkiem, w mocno odświeżonym składzie.

Gramy dalej

8 /10
Oneiric Big Jesus

Niezwykle konsekwentny i spójny kolaż gatunków zaserwowała czwórka muzyków z Atlanty podpisująca się nazwą Big Jesus. Przy okazji zabrała...Gramy dalej

5 /10
Divine Touch
Gatunek: Melodic death metal
Intruder
Gatunek: New wave
Against the Grain
Gatunek: Southern rock
Zobacz wszystkie