Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / John Petrucci

John Petrucci

Początki zespołu Dream Theater sięgają 1985 roku, kiedy to trzech kolegów z Massachusettes postanowiło założyć zespół. Czy uwierzyliby wtedy, gdyby im powiedzieć, że staną się kiedyś jedną z największych grup progresywno-metalowych?

Faktem jest, że po 28 latach istnienia zespół ten wydaje właśnie swój dwunasty longplay, który jeśli wierzyć ikonicznemu gitarzyście grupy, Johnowi Petrucciemu, jest swoistym manifestem grupy i zapowiedzią wielu kolejnych lat działalności. Aby potwierdzić te słowa udałem się do samego źródła…

Nagraliście właśnie swój dwunasty studyjny album. Dlaczego zdecydowaliście się go nazwać po prostu "Dream Theater"?


Wydaje mi się, że jest to jedna z naszych najbardziej wyraźnych płyt i nie bez powodu zdecydowaliśmy się ją tak nazwać. Chcemy w ten sposób podkreślić, że bardzo na poważnie podchodzimy do tego co robimy i nadal wkładamy w to dużo serca. Częściowo wynika to z naszej potrzeby zaznaczenia swojej pozycji w świecie muzyki. Pragniemy aby nasi fani pamiętali, że to co motywowało nas do pracy wiele lat temu jest nadal żywe. Nieprzerwanie idziemy do przodu, a ten tytuł ma o tym przypominać.


Przesłanie i intencja to jedno. Czym jednak różni się to wydawnictwo od waszych poprzednich dokonań?


Z jednaj strony jest to oda do naszej przeszłości i tego co udało nam się dokonać. Z drugiej jednak zawarliśmy na tym krążku sporo elementów, których przez jakiś czas sobie odmawialiśmy. Dzięki temu materiał ten żyje własnym życiem. Jest ciężki, melodyjny i filmowy za razem. Jeśli przesłuchasz ten krążek od początku do końca, poczujesz się trochę jakbyś oglądał film pod tytułem Dream Theater. Jest tu otwarcie, wprowadzenie, zwrot akcji i zamknięcie, które wspólnie tworzą bardzo ciekawy obraz.


Jaki tym razem był twój wkład w tworzenie nowego albumu. Standardowo produkcja, pisanie piosenek i tekstów?


Wszystko powyższe i więcej (śmiech). Zajmowałem się produkcją tego albumu, skomponowałem wspólnie z chłopakami piosenki, napisałem niemal wszystkie teksty i kilka innych pomniejszych rzeczy. Możesz być pewny, że się nie leniłem w tym okresie (śmiech).


W waszej dyskografii można znaleźć sporo albumów koncertowych. Jak ważne są dla was występy na żywo i jak ma się to do twojej pracy w studio?


Koncert jest zawsze okazją do zagrania piosenek, które stworzyliśmy kilka albumów wstecz. Dla słuchaczy, podobnie zresztą jak dla nas, jest to podróż w czasie. Zawsze staramy się to wszystko zamknąć w atrakcyjnym pudełku, tak żeby każdy miał z tego satysfakcję i poczucie dobrze wydanych pieniędzy. Ten sam poziom ekscytacji daje mi praca w studio. Uwielbiam uczestniczyć w procesie kreowania nowego materiału. Mógłbym tam chodzić każdego dnia (śmiech). Fantastycznie jest móc stworzyć coś zupełnie z niczego i sprawić, że zakochają się w tym dziesiątki tysięcy ludzi.


Planujecie zatem wydać jakieś koncertowe DVD w najbliższym czasie?


Owszem, najpewniej ukaże się ono jeszcze w listopadzie tego roku. Opiera się ono o nasz występ z Argentyny. Był to chyba jeden z naszych najciekawszych wypadów ostatnich lat i zapragnęliśmy to jakoś unieśmiertelnić. Samo wydanie będzie dość bogate, gdyż fani znajdą tam 60-stronnicowy album ze zdjęciami z wyjazdu, ponad 3 godziny muzyki w towarzystwie obrazu Full HD z dźwiękiem 5.1 na Blu-ray 3D i film dokumentalny. Będzie co oglądać (śmiech) (Płyta nosi tytuł "Live at Luna Park" - przyp. red.).


Przy okazji waszego poprzedniego albumu otrzymaliście nominację do Nagrody Grammy. Czy nazwałbyś ten moment krokiem milowym w waszej karierze?


Zdecydowanie tak. To był dla nas naprawdę genialny moment i ogromne wyróżnienie. Startowaliśmy już kilka razy w tym konkursie, ale nigdy do tej pory nie otrzymaliśmy nominacji. Nie gramy najbardziej przystępnej muzyki na świecie, a mimo to znalazło się dla nas miejsce w tym gronie i to było wspaniałe. Co więcej, zadecydowały o tym głosy ludzi, którzy naprawdę znają się na tym co robią i zawsze wiedzą dokładnie z czym mają do czynienia. Całe doświadczenie było niezwykle przyjemne: udaliśmy się na rozdanie nagród z naszymi rodzinami, pogadaliśmy z ciekawymi ludźmi i świetnie się bawiliśmy.


Jak wspominasz swoje trasy koncertowe G3?


To zawsze jest świetna zabawa. Sam już nie wiem ile ich w sumie było (śmiech). Nigdy nie ma w tym żadnej napinki, ani wielkich ambicji. Miałem okazje zagrać z najlepszymi gitarzystami na świecie, zwiedzić parę miejsc w których jeszcze nie byłem i świetnie się bawić. Już teraz mogę ci powiedzieć, że w ciemno zapisuję się na każdą kolejną taką trasę (śmiech).


Nie przez przypadek znalazłeś się w takim gronie. Czujesz się "jednym z najlepszych gitarzystów na świecie"?


Oj nie, nigdy (śmiech). Kiedy ktoś tak mówi oczywiście bardzo jestem mu wdzięczny, bo to ogromny komplement, ale sam nigdy nie czułem się jakoś specjalnie wybitnym gitarzystą. Nadal wielu rzeczy nie potrafię i ciągle uczę się nowych. Gitara jest bardzo wszechstronnym instrumentem. Każdy gra na niej trochę inaczej i to jest w tym wszystkim najpiękniejsze.


Co zatem takiego trzeba robić, aby któregoś dnia zostać zaproszonym do zagrania na trasie G3?


Gitara obok fortepianu jest chyba jednym z najpopularniejszych instrumentów na świecie. W rzeczywistości nie jest jednak łatwo przejść z ogniskowego brzdękania do grania solówek przed kilkutysięczną publicznością. Wymaga to bardzo dużo samozaparcia i niezliczonych godzin rozwijania własnych umiejętności. Na moje szczęście zrozumiałem to bardzo wcześnie i wiedziałem, że aby grać muzykę, która mnie kręci, będę musiał ciężko pracować. W tym wypadku nie ma drogi na skróty. Pamiętam, że przez długi czas ćwiczyłem po sześć godzin dziennie. Można to trochę porównać do życia sportowca. Jeśli chcesz osiągać dobre wyniki, musisz dbać o swoje ciało i zawsze dawać z siebie absolutne maksimum.


Doczekamy się kiedyś kontynuacji twojego solowego albumu Suspended Animation?


Mam nadzieję (śmiech). Tak się szczęśliwie składa, że właśnie pracuje nad czymś, co w perspektywie ma trafić na mój drugi solowy krążek. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem całość będzie gotowa jeszcze pod koniec tego roku. Od Suspended Animation minęło trochę czasu i jestem mocno ciekawy reakcji ludzi na nowe brzmienie, ale póki co nie będę jeszcze zdradzał żadnych szczegółów (śmiech).


Kilka dobrych lat temu nakręciłeś bardzo docenianą szkółkę gitarową pod tytułem "Rock Discipline". Lubisz uczyć ludzi gry na gitarze?


Pewnie, że tak. To bardzo ciekawe i w wielu przypadkach wdzięczne zajęcie. Pamiętam, że kiedy byłem młodym chłopakiem właśnie w ten sposób sobie dorabiałem i dawało mi to mnóstwo satysfakcji. Chyba głównie dlatego lubię robić warsztaty gitarowe, wypowiadać się w pismach branżowych i kręcić krótkie filmy instruktażowe. Fajnie jest móc podzielić się swoimi doświadczeniami z innymi.


Uczysz kogoś jeszcze?


W tej chwili już tylko mojego syna (śmiech).


Może cię to trochę zdziwi, ale z pewnego źródła wiem, że jadłeś wczoraj kolację z Markiem Tremontim…


To prawda… (śmiech).


Sam mi to powiedział godzinę temu, kiedy z nim rozmawiałem (śmiech).


Całe szczęście, bo już zaczynałem się trochę ciebie bać (śmiech).


Wspominam o tym dlatego, bo poprosiłem go, aby pomógł mi wymyślić dla ciebie jedno pytanie do wywiadu. Zasugerował abym zapytał cię o to kiedy planujesz w końcu nagrać kolejne pełnoprawne DVD na wzór "Rock Discipline"?


Cwaniak (śmiech). Rozmawialiśmy o tym trochę wczoraj wieczorem i muszę przyznać, że sam nie wiem kiedy by to się mogło wydarzyć. Na pewno chciałbym coś takiego jeszcze kiedyś zrobić, ale przy całym natłoku obowiązków jakie towarzyszą Dream Theater, koncertom G3 i perspektywie wydania albumu solowego, po prostu nie mam na to czasu. Pewnie któregoś dnia znajdę chwilę, żeby to jakoś zorganizować, ale wolałbym tego nie robić na odwal się. Niech to ma jakąś wartość, która przyczyni się do wzbogacania warsztatu nabywcy, a nie mojego konta bankowego (śmiech).


Podczas tegorocznych targów NAMM zaprezentowałeś swoją nową sygnaturę JP13. Czym ten model różni się od twoich poprzednich wioseł od Music Mana?


Z Music Manem współpracuję już od ponad 13 lat, stąd zresztą taka, a nie inna nazwa tej gitary, i muszę przyznać, że wszystkie instrumenty jakie wspólnie zrobiliśmy są naprawdę niesamowite. Ten konkretny model wyróżnia się tym, że umieściliśmy w nim preamp i boost na pokrętle głośności. Dzięki temu instrument zyskał wiele charakteru, ma ciekawy wydźwięk i mnóstwo energii. Poza tym zamontowaliśmy tam przetworniki DiMarzio Illuminator, które naprawdę fajnie komplementują to uczucie i razem z pozostałymi elementami układanki tworzą ciekawy i godny polecenia instrument. Nagrałem na nim cały ostatni album, więc wiem co mówię (śmiech).


Nie od dziś wiadomo, że poza muzyką interesujesz się również kulturystyką. Co takiego cię w tym fascynuje?


Lubię czuć się silny. Nie kręci mnie popisywanie się tym na lewo i prawo, ale chcę dbać o swoje ciało i pomimo tego całego zalatania być zdolnym do radzenia sobie z trudami trasy koncertowej. Jeśli twoje ciało jest zdrowe i jesteś w formie, skacze ci dobre samopoczucie i pewność siebie. Kiedy stoję na scenie nie chce wyglądać jak kluska, która chwilę wcześniej zeszła z kanapy (śmiech). Zaczęło się zatem od hobby, a skończyło na trybie życia i bardzo mi to odpowiada.


rozmawiał Marcin Kubicki

GALERIA
Zaklęty krąg Cugowscy

Krzysztof Cugowski jest na polskiej rockowej scenie od zawsze, zaś jego dwaj synowie Piotr i Wojciech od prawie zawsze, ale po raz pierwszy wspólnie...Gramy dalej

8 /10
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
CETI ocena 9
Snakes of Eden
Gatunek: Heavy metal
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie