Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Hubert Rowiński HR GUITARS

Hubert Rowiński HR GUITARS

W tym miesiącu spotykamy się z Hubertem Rowińskim, właścicielem warszawskiej firmy HR GUITARS, która zajmuje się sprzedażą starych, głównie japońskich gitar.

 

Twoja miłość to gitary, ale dlaczego są to gitary stare i... japońskie?

Zakochałem się w tych instrumentach od pierwszego wejrzenia. Na początku miałem japońskiego Ibaneza Telecastera, którego właścicielem stał się później muzyk z bardzo popularnego zespołu. Kupiłem ten instrument dosyć tanio i od razu zauważyłem, że jest świetnie wykonany i fantastycznie gra. Sam gryf zrobiony był z siedmiu podłużnych listewek, w tym z klonu "ptasie oczko" - fantastyczna rzecz, zupełnie w tym momencie w instrumentach niespotykana, zwłaszcza w tych budżetowych.

W sensie ceny?

Oczywiście, że ceny, bo na pewno nie można powiedzieć, iż są to budżetowe gitary w sensie ich jakości. Jeśli chodzi o ich jakość, są to instrumenty - w zależności od modelu - ze średniej i wysokiej półki. Później spotkałem się z kolejnymi japońskimi gitarami i zakochałem się w nich już na całego, po czym stwierdziłem, że warto by było wprowadzić te instrumenty na rynek polski w sposób zorganizowany. Nie ma ich na rynku, a są już w tym momencie poszukiwane, zwłaszcza przez zawodowych muzyków.

To prawda, sam słyszałem bardzo dobre opinie o instrumentach japońskich z lat 70. i 80. Słynne są zwłaszcza kopie klasycznych gitar amerykańskich, zdaje się, że od tego japońscy lutnicy zaczynali?

Tak, na początku lat 70. Japończycy zaczęli kopiować gitary amerykańskie, przede wszystkim marki Gibson i Fender. Praktycznie to były kopie 1:1 poza modelami Les Paul, które zazwyczaj różniły się od oryginałów tym, że miały wkręcane gryfy. Poza tym w kopiach japońskich zdarzały się oszczędności, np. na drewnie, ale mimo to okazało się, że japońskim lutnikom wychodzą coraz lepsze gitary. Po 1975 roku instrumenty tychże lutników osiągnęły już bardzo wysoki poziom, porównywalny z tymi powstającymi w Ameryce.

Jakie firmy produkowały te kopie?

To był Ibanez i cała rodzina firm koncernu Hoshino, czyli Cimar, Morris, manufaktury typu Luxor czy Maya, Kasuga, Greco i wiele innych. Z drugiej strony była fabryka Matsumoku, a zatem gitary: Aria, Vantage, Electra, Westone, jak również japońskie Washburny. W latach 1975-1976 zaczęły powstawać autorskie projekty Japończyków, czyli takie modele, jak: Ibanez Artist, Ibanez Performer, Ibanez Musician, popularny Ibanez Roadstar, no i basy - odpowiedniki tych instrumentów. Wiązało się to z tym, że Amerykanie przejrzeli na oczy i dostrzegli wreszcie, że jakość japońskich instrumentów dorównuje ich wyrobom, a ceny są o wiele niższe...

Japońskie gitary szły przede wszystkim na rynek amerykański?

Japończycy stworzyli marki, które były bezpośrednio przeznaczone na rynek amerykański i brytyjski oraz dla muzyków z Europy Zachodniej. Kiedy te doskonałe gitary japońskie dotarły w większej ilości do Amerykanów, ci nie mieli już wątpliwości, że są one bardzo konkurencyjne w stosunku do Gibsonów czy Fenderów, zwłaszcza że tamten okres nie był najlepszy w historii produkcji amerykańskich instrumentów (okres końca lat 70. i początku 80. uznawany jest przez specjalistów za najgorszy). Japońskie instrumenty zaczęły więc wypierać z rynku konstrukcje amerykańskie, tym bardziej że były cenowo bardzo konkurencyjne. W połowie lat 70. Amerykanie wytoczyli proces koncernowi Hoshino w związku z kopiowaniem amerykańskich gitar. Skończyło się na tym, że japońscy lutnicy zmienili w kopiach kształt główki - zmniejszali je albo zmieniali w sumie mało znaczące szczegóły wycięcia... To na jakiś czas uspokoiło Amerykanów, ale wiadomo było, że taki stan rzeczy nie może się dłużej utrzymywać, dlatego w latach 1975-1976 pojawiły się w japońskich pracowniach lutniczych wspomniane już autorskie instrumenty typu Ibanez Artist, no i na przełomie 1977/1978 kończy się etap produkcji kopii Les Paula czy Stratocastera w japońskich fabrykach.

Możesz określić najlepszy okres produkcji japońskich gitar?

Można przyjąć, że okres ten mieści się w granicach od 1976 do 1983 roku, chociaż zdarzają się bardzo dobre egzemplarze z początku tego okresu. Pod warunkiem, że są dobrze zachowane i traktowano je porządnie, to są to instrumenty naprawdę świetne.

Na czym polega przewaga instrumentów z tego okresu nad innymi?

Przede wszystkim wykorzystywano do ich budowy doskonałe drewno, poza tym bardzo dużą rolę odgrywało tutaj doświadczenie lutników, którzy - jak to w każdym fachu bywa - musieli się swojej pracy nauczyć. No i zajęło im to z grubsza pięć lat, podczas których produkowali kopie. Co więcej, w tym czasie Japończycy zaprojektowali już własne instrumenty, znali więc je od podstaw, a chcąc konkurować dalej z wiodącymi fabrykami w USA, musieli i chcieli się do tego przyłożyć. Inna sprawa to fakt, że zarówno Ibanez Artist, jak i Performer są gitarami w dużej części z wklejanymi gryfami, a - jak wiadomo - takie gitary są najlepsze. Oczywiście nie jest to prawda uniwersalna, bo zawsze jest to kwestia indywidualna, dotycząca danego egzemplarza, danej gitary...

...oraz preferencji gitarzysty, który może akurat nie chcieć mieć wieczystego sustainu?

Dokładnie tak... a można mieć też taki kaprys, że gitara musi mieć wklejany gryf, bo tak już z gitarzystami jest. Instrumenty z wklejanym gryfem (mówię właśnie tu o kopiach Ibaneza) są bardzo rzadko spotykane i osiągają wysokie ceny. Warto wspomnieć tu o markach, o których jeszcze nie mówiliśmy, takie jak chociażby Tokai, Burny/ Fernandes, które są świetnymi gitarami, jakby troszkę z innej bajki, ale są to również kopie, tylko że kopie z założenia identyczne z amerykańskimi Fenderami czy Gibsonami, perfekcyjnie wręcz dokładne. Miały one na celu ścisłe odwzorowanie danego modelu, z danego roku...

Czyli to są kopie katalogowe?

Właśnie. I są to tak dobre gitary, że stare instrumenty marki Tokai osiągają ceny wyższe niż oryginalne Gibsony, czyli krótko mówiąc: kopia droższa od oryginału. Teraz Tokai znowu jest na rynku, ale duża część produkcji realizowana jest w Korei. Było mnóstwo małych i nieco większych manufaktur lutniczych, które robiły bardzo dobrej jakości instrumenty, obecnie rzadko już spotykane. W tej chwili większość dostępnych na rynku gitar japońskich z tego okresu to Ibanezy i pochodne, a więc koncern Hoshino, Aria i pochodne, czyli Matsumoku.

Te wszystkie firmy, albo niemal wszystkie, przeszły do lamusa historii, a został tylko Ibanez, który wyrósł na lidera rynku gitar. Jak do tego doszło? Czyżby Ibanez kupił japońską konkurencję?

Zadziałały tu po prostu prawa rynku - Ibanez szybko zaczął wychodzić przed szereg, projektował nowe instrumenty, wprowadzał różne modyfikacje... Oni zrozumieli, na czym polega nowoczesny rynek, a pozostałe fabryki były chyba za małe, żeby konkurować z nowocześnie myślącym Ibanezem. W pierwszej połowie lat 80. upadły praktycznie wszystkie marki konkurujące z tą firmą, która projektowała i produkowała swoje gitary już pełną parą. Z roku na rok powstawały coraz to nowsze modele.

Wydaje się, że poszli zdecydowanie w kierunku produkcji gitar nowoczesnych, wykorzystując modę na muzykę metalową...

Tak. Były takie gitary, jak np. Ibanez Iceman z drugiej połowy lat 70. - bardzo nowoczesny instrument, zdecydowanie wyprzedzający swoją epokę. Na gitarze tej gra Daran Malakian z grupy System Af A Down. Ibanez miał lepszy marketing, doświadczonych lutników, więcej inżynierów, większe pieniądze, a co za tym idzie - lepsze materiały. Później Ibanez przeniósł część produkcji gitar do Korei, do fabryk Corta i Samicka, a następnie do Indonezji i innych egzotycznych krajów...

Czyli wyprzedzili epokę i, powiedzmy sobie, stali się w dziedzinie produkcji gitar apostołami globalizacji.

(śmiech) Można tak powiedzieć. Oni doskonale wyczuwali trendy, czego przykładem są wspomniane przez ciebie instrumenty wyścigowe, czyli z serii RG, JEM, S czy model Joe Satriani. Z pewnością są to gitary XXI wieku, które - poza ogólną koncepcją ich przeznaczenia - nie mają wiele wspólnego z instrumentami z lat 70. czy początku lat 80. Wchodzą ruchome, wyczynowe mostki, wyścigowe gryfy, mocne pickupy, 24 progi itd. One idealnie nadawały się do grania muzyki metalowej, która wtedy była bardzo popularna. Strategia marketingowa Ibaneza była bardzo starannie przemyślana. Oni wiedzieli, że sprzedaż pociągną im znani gitarzyści i na dobrą sprawę bazują przecież na tym pomyśle do dziś. Cały czas wyszukują nowych zdolnych gitarzystów, którzy reklamują ich instrumenty, a jednocześnie odcinają też kupony od swoich największych gwiazd, bo sprzedaż ciągną im najmocniej dwie gitary: JEM i Joe Satriani, czyli dwie rodziny gitar. Z JEM-em powiązane są modele RG, a od Satrianiego jest kilka niższych i wyższych modeli, dzięki czemu każdy mniej lub bardziej zasobny, i mniej lub bardziej zaawansowany muzyk znajdzie w tej ofercie gitarę dla siebie. Taki np. Ibanez RG170 jest jakoś tam zbliżony wizualnie do modelu JEM. Ma z grubsza podobną bryłę, układ przetworników, gryf, no i przez to dzieciaki chcą kupować właśnie takie gitary.

Chcesz wprowadzać stare japońskie gitary na polski rynek, ale widzę tu problemy z dostępnością tych instrumentów...

To są gitary, które nie pojawiały się w Polsce, bo kiedy były nowe, w naszym kraju mieliśmy erę późnego Gierka i wczesnego Jaruzelskiego. Nikomu się wtedy nie śniło, żeby w sklepach kupować takie instrumenty. Jedyna droga do ich posiadania wiodła poprzez sklepy na Zachodzie, w Stanach itd., czyli tam, gdzie był wolny rynek i można było kupić sobie jakąkolwiek gitarę produkowaną na świecie. U nas panował reglamentowany, ciemny komunizm, no i dlatego 95% tych gitar muszę teraz sprowadzać zza granicy.

Nie boisz się, że źródło dostarczające trzydziestoletnie Ibanezy czy Arie w końcu wyschnie? To jest w końcu skończony zbiór instrumentów.

Jest skończony, to prawda, ale wyprodukowano ich bardzo dużo, w związku z tym wydaje mi się, że czeka mnie jeszcze długa zabawa z tymi instrumentami, a kupujących je z pewnością czeka wielka przyjemność, bo nadal są one rewelacyjne, i to pod każdym względem.

Czy ceny muszą wzrosnąć?

Oczywiście, bo będzie ich coraz mniej, tak samo jak dzieje się ze starymi Gibsonami czy Fenderami...

A rośnie też świadomość wśród muzyków, że są to dobre instrumenty?

Tak, i zaczynają być poszukiwane. Inna sprawa, że instrumenty (jak wszystko inne) zużywają się, i w pewnym momencie muzyk woli powiesić sobie gitarę na ścianie czy używać w studiu, niż wozić ją na koncerty, żeby się obijała i niszczyła. Tak też jest z tymi gitarami, ponieważ są to instrumenty wysokiej klasy, bardzo dobre brzmieniowo, naprawdę każdy zawodowy muzyk byłby z takiej gitary zadowolony.

Zdarza się, że jakiś znany muzyk rezygnuje ze swojego Gibsona na rzecz starego "japończyka"?

Powiedzmy tak: muzycy przeważnie mają po kilka, a nawet kilkanaście gitar, a do swojego ulubionego Gibsona czy Fendera dokupują gitarę u mnie i używają zamiennie ze swoimi amerykańskimi gitarami, które kosztują 4-5 razy więcej. Często te stare gitary japońskie zaskakują zawodowców swoją jakością brzmienia.

Na pewno te gitary są w różnym stanie w chwili, gdy dostają się w twoje ręce...

Tak, dany egzemplarz może być w lepszej lub gorszej kondycji, dlatego wszystkie instrumenty, które pojawiają się u mnie, są ustawiane albo przeze mnie, albo przez lutnika - to zależy od zakresu prac. Elektronika jest po przeglądzie, wszystko działa. Informacje te znajdują się w opisie instrumentów, który zamieszczam na swojej stronie internetowej. Jeśli klient ma indywidualne potrzeby, to na jego żądanie lutnik może ustawić gitarę specjalnie pod niego, może też dokonać większych korekcji typu wymiana przetworników czy osprzętu - jestem w tej kwestii bardzo elastyczny. Wszystkie instrumenty, które nie są w bardzo dobrym stanie technicznym, przechodzą jednak przez ręce zawodowego lutnika i muzyka, pana Bogusława Poniatowskiego, który poza tym, że zawodowo zajmuje się lutnictwem, jest też pasjonatem właśnie starych instrumentów japońskich i wkłada w pracę przy nich wiele serca. Dzięki jego fachowej wiedzy i rzetelnej pracy każda gitara, którą sprzedaję, nadaje się do grania od razu. Niemniej jednak wiadomo, że każdy gitarzysta potrzebuje instrumentu ustawionego pod swoją rękę, dlatego też wykonuje on jeszcze takie zabiegi, jak np. regulacja gryfu (gdy zakłada sobie nowe, grubsze struny), regulacja akcji strun, żeby odpowiadały jego technice gry itd. Oczywiście zawsze służę radą osobie, która interesuje się instrumentami zamieszczonymi na mojej stronie, mogę podać każdą potrzebną informację o danym instrumencie. Poza tym z reguły nalegam, żeby gitarzysta przyszedł i wziął gitarę do ręki, a przy tym wypróbował więcej gitar (bo mam ich zawsze trochę) i wybrał odpowiedni dla siebie instrument. Zazwyczaj mam duży wybór, więc warto pofatygować się do mnie osobiście. Moim zdaniem trudno jest na podstawie samego zdjęcia dokonać wyboru gitary, chociaż często zdarza się tak, że ludzie decydują się na zakup tylko i wyłącznie na podstawie informacji zamieszczonej na witrynie internetowej, i są z tego bardzo zadowoleni. W takim przypadku staram się jak najlepiej doradzać korespondencyjnie.

Na przykład tacy, którzy znają daną gitarę, bo grali na podobnej 20 lat temu i teraz mogą kupić ją praktycznie w ciemno?

Zdarzają się również tacy klienci, którzy mają jakiś sentyment do czasów, gdy byli młodsi, grali kiedyś na podobnej gitarze i pamiętają dobrze jej brzmienie. Często są to zawodowi muzycy i myślę, że o czymś to świadczy. Oni doskonale wiedzą, czego szukają i dokładnie wiedzą, jak dana gitara powinna zabrzmieć.

Można przyjść do ciebie i powiedzieć: szukam takiej a takiej gitary?

Można, ale nie są to instrumenty łatwe do znalezienia i sprowadzenia na życzenie. Wszystko można oczywiście indywidualnie ustalić, ale nie jest tak, że jestem w stanie zdobyć określony instrument w ciągu, powiedzmy, miesiąca - zwłaszcza jeśli jest to bardzo konkretny model, który ktoś widział w jakimś katalogu. Często jest wręcz i tak, że pewne instrumenty praktycznie na rynku nie istnieją, bo były niszowe w tym sensie, że wypuszczono tylko bardzo krótkie ich serie. I wtedy jest bardzo trudno taki instrument znaleźć. Na przykład kiedyś miałem zapytanie o gitarę Weston Prestige. Instrumentu tego szukał muzyk sesyjny, który kiedyś grał na takiej właśnie gitarze i strasznie dobrze mu leżała w ręku, no i wspaniale brzmiała. Myślę, że prędzej czy później uda mi się znaleźć tę gitarę, ale może to trwać miesiące lub nawet lata... Jeśli jednak rozmawiamy o instrumentach typu Ibanez Artist czy Performer, to są one stosunkowo popularne, więc nie ma z nimi zbyt dużego problemu. Jestem otwarty na zamówienia dotyczące takich gitar, chociaż nie ukrywam, że najchętniej sprzedaję to, co aktualnie mam, bo zawsze istnieje ryzyko przy sprowadzeniu, że instrument jednak nie będzie klientowi odpowiadał.

Bo będzie miał "ryskę"?

No na przykład.

Z drugiej strony trudno wymagać od trzydziestoletniego instrumentu dziewiczej powłoki lakierniczej... (śmiech)

Trudno wymagać, to prawda (śmiech), zresztą w gitarze najważniejsze jest drewno. Żadne rysy nie wpływają na brzmienie, chyba że są to ewidentne pęknięcia drewna, ale takich gitar z zasady nie sprzedaję. Lakier nie jest najważniejszy, chociaż znam takich ludzi, którzy twierdzą, że lakier jest jednym z głównych czynników decydujących o brzmieniu gitary. Oczywiście tak jest, ale raczej w przypadku instrumentów sprzed 50 lat, kiedy lakier był inny, jednak na pewno rysy, małe obicia i niewielkie ubytki lakieru nie mają wpływu na brzmienie instrumentu. Ważne, żeby drewno było dobre, dobrze wysezonowane, korpus w całości, bez pęknięć, żeby gryf był prosty, ewentualnie żeby progi były dobre, ale jest to element łatwy do wymiany.

Czyli najważniejszą informacją dotyczącą takich starych gitar jest to, że drewno jest stare i na pewno już nie pracuje?

Wiem z doświadczenia, że w instrumencie bardzo ważne jest sezonowanie drewna i rozegranie. Jeżeli instrument grał przez 20 lat, to odzywa się o niebo lepiej niż nawet markowy, droższy instrument, który dopiero co zszedł z taśmy produkcyjnej. Taka gitara musi dopiero nauczyć się pewnych częstotliwości, musi przystosować się do muzyka, który na niej gra, żeby w końcu zacząć się w danych częstotliwościach należycie odzywać. Stare instrumenty często przechodziły przez wiele rąk i są przez to świetnie rozegrane i w zupełnie inny sposób wysezonowane niż instrument nowy. Drewno w gitarze trzydziestoletniej odzywa się całkiem inaczej niż ten sam gatunek drewna, który był sezonowany kilka tygodni w jakiejś suszarni - ono nie ma ani prawa, ani szansy dobrze się odezwać. Kiedyś zresztą technologie sezonowania były inne, dłużej to trwało, do tego dochodzi 30 lat w samej gitarze. Stary instrument jest... jak wino.

A jak wygląda kwestia awaryjności nowych instrumentów?

Przy zakupie nowego instrumentu krytyczne są pierwsze miesiące czy też rok użytkowania. Najgorzej jest, gdy trafi się pierwsza wilgotna jesień albo upalne lato. Podczas niedawnej rozmowy z lutnikiem o zeszłorocznym upalnym lipcu dowiedziałem się, że w tym czasie dostarczono do niego bardzo dużo nowych gitar. Progi powychodziły, gryfy się odkształcały, naprawdę działy się zadziwiające rzeczy z nowymi wiosłami. Ale przykładowo rozmowa o pułapie cenowym do, powiedzmy, 1.500 złotych - jeśli rozważa się zakup nowej lub używanej starej gitary japońskiej, która jest już rozegrana - generalnie kończy się wyborem tej drugiej, ponieważ różnica pod każdym względem jest kolosalna, i to zdecydowanie na korzyść właśnie starej gitary.

Sam jesteś gitarzystą. Na czym obecnie grasz?

To jest bardzo trudne pytanie, bo ja sprzedaję te instrumenty między innymi dlatego, że zawsze chciałem mieć co jakiś czas nowy instrument. To jest jeden z motorów mojej pracy - cały czas poszukuję i z zasady nie mam na stałe jakiegoś ulubionego instrumentu. W tej chwili najczęściej używam gitary Flying-V z 1981 roku firmy Vantage - to jest gitara z fabryki Matsumoku, tej samej, która produkowała gitary Aria. Ten Flying-V jest na pickupach Seymour Duncan i jest to, według mnie, instrument fantastyczny zarówno manualnie, jak i brzmieniowo. Nie można o nim powiedzieć ani jednego złego słowa. Myślę, że jej nowy właściciel będzie z niej bardzo zadowolony.

Najlepsza gitara, jaką miałeś w ofercie?

Bardzo chwalę sobie serię Musician Ibanez - to są instrumenty typu neck-thru-body, zazwyczaj w kolorze naturalnym. Świetne brzmieniowo. Swoje specyficzne brzmienie mają dzięki rozłączanym przetwornikom i rozbudowanej korekcji - takie połączenie Gibsona z Fenderem. Zazwyczaj korpus ich jest mahoniowy z dwoma nakładkami jesionowymi, przez co nie grają tak ciemno jak Gibsony, a nie są tak jasne jak Fendery. No i możliwości uzyskiwania dużej palety barw dzięki zaawansowanej elektronice, wspomniane rozłączanie humbuckerów na single, odwracanie fazy itd. Miałem kilka takich gitar i to są na pewno instrumenty wybitne. Bardzo cenię sobie również serie Roadstar i Blazer, bo stosunek jakości do ceny jest w nich bardzo korzystny, a poza tym nie trafił mi się jeszcze zły egzemplarz, co ma dla mnie bardzo duże znaczenie.

Sprzedajesz także gitary basowe. Które z nich warte są zainteresowania?

Bardzo dobrymi gitarami basowymi są Arie, no i oczywiście Ibanezy oraz pochodne, a przede wszystkim kopie Fenderów typu Precision i Jazzbass. Na marginesie warto tu dodać, że te gitary z koncernu Hoshino, o których wspominaliśmy na początku rozmowy, to nie są kopie Ibanezów. To są gitary produkowane dokładnie z tych samych podzespołów, z tego samego drewna, w tej samej fabryce i przez tych samych lutników. Różnica polega tylko na tym, że powstawały one pod innymi nazwami ze względów marketingowych. Na przykład była taka marka Antoria - zacne instrumenty, produkowane tylko na rynek brytyjski. Była to więc submarka przeznaczona specjalnie do sprzedaży na danym rynku. Często otrzymuję pytania, czy są to kopie Ibaneza i czy są to gorsze instrumenty. Odpowiadam na nie, że NIE to są de facto te same instrumenty.

Dlaczego wśród japońskich gitar pojawia się u ciebie np. Peavey? To jest gitara amerykańska...

Czasami pojawiają się u mnie gitary amerykańskie, jak właśnie Peavey czy kanadyjski Godin. Powiedzmy, że te gitary w większości odpowiadają wszystkim kryteriom, które narzucam instrumentom przeznaczonym do sprzedaży, czyli są stare, wyprodukowane ze świetnego drewna, doskonale brzmiące i są oryginalne, zachowując przy tym poziom ceny, który jest osiągalny dla człowieka z - powiedzmy - polskimi zarobkami, czy dla muzyka, który zarabia według polskich stawek. Peavey pojawił się w momencie, gdy go wziąłem do ręki i stwierdziłem, że jest wart pokazania - bardzo nowatorski, ze świetnym sygnałem, super przetwornikami i doskonale brzmiący.

Dlaczego basy marki Peavey z lat 80. nie osiągają takich cen, jak np. firmy Fender?

Te instrumenty z lat 80. osiągają ceny mniej więcej o 30-50 procent niższe od Fenderów z tamtego okresu. Peavey ma dobrą cenę w stosunku do jakości, a to jest dosyć istotny czynnik, bo gitary, które sprzedaję, grają jak instrumenty za cztery, pięć czy sześć tysięcy złotych, a kosztują do dwóch tysięcy. Dzięki temu jest o wiele większe prawdopodobieństwo, że uda mi się je sprzedać. Oczywiście często mógłbym powiedzieć, że chcę trzy tysiące za dany egzemplarz, ale ceny tych gitar na rynkach światowych sprawiają, że nie mogę za nie żądać zbyt wiele, bo być może zaczęłoby się klientowi opłacać sprowadzanie ich bezpośrednio ze Stanów itd. Jest jeszcze kilka gitar amerykańskich, które warto by było pokazać i pracuję nad tym, ale jest jeszcze więcej ciekawych marek japońskich, które też są warte pokazania, i co zdecydowanie bardziej mnie interesuje (śmiech). Czeka mnie więc dużo pracy, ale cieszę się, bo oferta firmy będzie się wciąż powiększała.

Czy nie myślałeś o tym, żeby zainteresować się także starymi wzmacniaczami?

Tak, myślałem już o tym. Ale jeśli w przypadku gitar regułą jest, że im starsza, tym lepsza, to w przypadku wzmacniaczy nie zawsze tak jest. To jest jednak elektronika...

Kondensatory wysychają...

Tak, części zużywają się w naturalny sposób, siadają lampy itd. Poza tym wydaje mi się, że stare wzmacniacze są jak na razie zdecydowanie poza zasięgiem polskich muzyków, mówię tu o starych markowych wzmacniaczach typu Orange czy Marshall z lat 70., które kosztują krocie. Tak więc jest to zupełnie inna półka cenowa.

Myślę, że rozwiązaniem byłoby poszukiwanie np. angielskich kopii klasycznych Marshalli czy Fenderów, które wykonywane były na Wyspach Brytyjskich w latach 70. czy 80. One osiągają zdecydowanie niższe ceny na rynku, mimo że nie odbiegają od oryginałów...

No tak, to jest wyjście... Były też japońskie marki, które produkowały zacne wzmacniacze. Taką marką był Pearl, który jest teraz znany głównie z produkcji perkusji, a w latach 70. ta firma wytwarzała gitary i porządne wzmacniacze. Nie zawsze były to lampy, często pojawiały się konstrukcje tranzystorowe, np. na tranzystorach germanowych, które według opinii wielu specjalistów bardzo wiernie oddają brzmienie gitary. Jak się okazuje, do gitary nie zawsze musi być lampa, i myślę właśnie nad opracowaniem oferty dotyczącej takiego sprzętu. Zobaczymy, jakie będzie zapotrzebowanie rynku na takie wzmacniacze.

W ofercie masz także stare gitary akustyczne. O tych instrumentach słyszałem jednak, że w przeciwieństwie do gitar elektrycznych, czas działa na ich niekorzyść i w końcu tracą one swoje walory brzmieniowe...

Jest taka opinia, to prawda, ale chyba jest ona prawdziwa tylko w stosunku do klasyków, bo już w przypadku gitar akustycznych jestem przekonany, że nowy, nierozegrany instrument brzmi kiepsko. Nawet jeśli jest to gitara za 3-4 tysiące, to fabrycznie nowa nie rezonuje właściwie, a bardzo istotne w gitarze akustycznej jest to, aby płyta wierzchnia dobrze rezonowała. I owszem, ona rezonuje - ale kiedy się instrument rozegra. Oczywiście w przypadku starego instrumentu zawsze jest to sprawa indywidualna, jednak jeśli mówimy o moich gitarach akustycznych, to z zasady nie oferuję instrumentów, które są głuche. Wszystkie instrumenty sprawdzam nie tylko osobiście, ale robią to także znajomi muzycy zawodowi o dużym doświadczeniu. Akustyki z lat 70. i 80. są naprawdę doskonałe, nie wiem więc, na jakiej podstawie ukształtowała się opinia, o której dyskutujemy. Ja jej absolutnie nie potwierdzam.

A może jest tak, że akustyki, które masz, to akurat te, które nie poddały się upływowi czasu? (śmiech)

(śmiech) Przetrwały najsilniejsze. Owszem, jest taka możliwość, ale jak na razie nie znalazłem głuchego starego Ibaneza czy Arii. Są to fantastyczne instrumenty, które brzmią doskonale - w jakiś sposób jednak to drewno pracuje przez lata. Nie spotkałem dotychczas zgranego instrumentu japońskiego. Można to zresztą odnieść do starych Gibsonów z lat 50. Jeśliby się zgrywały, to dlaczego ich ceny osiągają teraz poziom ceny samochodu? Moje kosztują za to tyle, co niezły rower. Tak samo jak w przypadku elektrycznych gitar i basów uważam, że Japończycy robili śliczne akustyki, a do tego prawdziwe arcydzieła.

To chyba za sprawą tradycji japońskiego rzemiosła?

Tak, to kwestia mentalna Japończyków, którzy mieli pęd, żeby dorównać Amerykanom w produkcji gitar. To jest ich duch, który każe im się wciąż doskonalić, takie mają już predyspozycje i taką kulturę. Gdyby Polacy chcieli przechwycić część klientów amerykańskich fabryk gitar, robiąc dobre kopie w latach 70., to pomijając kwestie polityczne czy gospodarcze, nie sądzę, żeby udało się nam to wykonać. Mimo że - jak się okazuje - jesteśmy pracowici, to jednak mamy pewne cechy bałaganiarskie i nie ceni się u nas cierpliwości itd. Raczej wolimy zamachać szabelką...

Tylko ktoś ją jeszcze musi wykuć, a u nas nie kuło się broni białej przez lata...

A Japończycy to taki naród, że robili te słynne miecze, które wciąż zachwycają cały świat. Te doskonale, perfekcyjnie wykonane wyroby wymagały olbrzymiej cierpliwości. Jak postanowili, że będą robić gitary, to siadali i kopiowali je tak długo, aż... pobili oryginały.


Bartłomiej A. Frank

GALERIA
Popestar Ghost

Jako jeden z nielicznych w redakcji naszego magazynu uparcie bronię Ghost.

Gramy dalej

9 /10
Breaking Habits Meller Gołyźniak Duda

Wreszcie doczekaliśmy się polskiej supergrupy z prawdziwego zdarzenia. Nie jakiejś tam odpustowej zgrai muzykantów do kieliszka, ale ekipy złożonej...Gramy dalej

8 /10
Testament ocena 8
Brotherhood of the Snake
Gatunek: Thrash metal
When The Smoke Clears
Gatunek: Hardcore
Shklo ocena 7
Shklo Music
Gatunek: Alternatywa
Zobacz wszystkie