Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Tord Lindman (Änglagård)

Tord Lindman (Änglagård)

Zgodnie z tradycją festiwalu Ino-Rock, co roku zapraszany jest zespół ze Skandynawii. W ramach ostatniej edycji imprezy, po raz pierwszy w Polsce, zagrała szwedzka formacja Änglagård.

Kilkanaście minut po występie Szwedów, spotkaliśmy się z założycielem Änglagård, gitarzystą Tordem Lindmanem, by porozmawiać o losach zespołu, pracy w studio i przyszłości.

To nie tylko Wasz pierwszy występ w Polsce, ale również pierwszy wywiad z Wami w naszym kraju.


Tak, bardzo mi miło.


Na początku zapytam: jak wrażenia po występie?


Było wspaniale. Sądząc po reakcji publiczności, udało się.


A ta była wyjątkowo skupiona.


Dokładnie tak! (śmiech). O to chodzi. Nasze utwory są melancholijne, więc nie wyobrażam sobie publiczności skaczącej, czy żywiołowej reakcji na naszych koncertach.


Wolicie występować na koncertach klubowych, czy festiwalach, tak jak dzisiejszego wieczoru?


Trudno mi powiedzieć, ponieważ na konkretny wybór składa się kilka czynników. Jednak skłaniałbym się ku występom w klubach, gdzie łatwiej jest zapanować nad brzmieniem. Również istotna jest kwestia oświetlenia. Gdy gramy w ciągu dnia, na otwartej przestrzeni, oświetlenie nie spełnia naszych oczekiwań, a nie zawsze występujemy wieczorem. Jako, że nasz dzisiejszy występ odbył się, gdy było już ciemno, jesteśmy zadowoleni z efektów świetlnych.


Wyjaśnij mi proszę, co oznacza nazwa zespołu.


Änglagård to z języka szwedzkiego "farma aniołów", czy też "dom aniołów", w każdym razie chodzi o miejsce, gdzie aniołowie żyją razem.


O czym opowiadają teksty utworów?


Głównie o zamieszaniu panującym na świecie. O tym, jak ten świat postrzegamy, ale również o problemach - mniej, lub bardziej istotnych. Teksty Änglagård są refleksyjne. Ze względu na dość flegmatyczny gatunek, jaki gramy i długość utworów, a te u nas są wyjątkowo długie, trudno było pisać teksty, które idealnie wpasowałyby się w melodie.


Więc już wiem, skąd tak dużo u Was utworów instrumentalnych (śmiech). Komponując, zaczynacie od melodii?


Najpierw powstaje melodia, następnie gram różne sekwencje riffów, które przychodzą mi do głowy, a tekst dopasowujemy w dalszych fazach komponowania. Oczywiście, czasem zdarza się, że najpierw piszę tekst, a następnie komponuję melodie, jednak znacznie częściej to melodia jest punktem wyjścia dla utworów.


Od lat Änglagård nie ma lidera. Jak radzicie sobie bez osoby, która "dyrygowałaby" pracą formacji?


Zupełnie normalnie. Decyzje, włączając w to realizację pomysłów co do utworów, podejmowane są demokratycznie. Wchodząc do studia, każdy z nas prezentuje własne pomysły, które następnie są, jak wcześniej wspomniałem, demokratycznie zatwierdzane. Ma to oczywiście swoje plusy i minusy. W takich sytuacjach musisz mieć otwarty umysł, bo...


... coś, co kompletnie nam się nie podoba, po pewnym czasie może okazać się dobre?


Dokładnie tak. Najpierw możesz powiedzieć, że coś jest do niczego, a parę dni później, gdy osłuchasz się z danym motywem, może okazać się, że jednak to jest świetne. Abstrahując od tematu pracy w studio, często na co dzień mamy do czynienia z podobną sytuacją. Słuchając danego wykonawcy, często po krótkim czasie, nawet po jednym odsłuchu, wydajemy osąd, że płyta jest słaba, a po dłuższym czasie, gdy materiał "uleży się" w naszym umyśle, może okazać się naprawdę dobry.


Skandynawska przyroda z pewnością ma wpływ na podejście do tworzonej przez Was muzyki.


Natura bardzo wpływa na nasz nastrój, który ma swoje odzwierciedlenie w muzyce, jaką tworzymy. Niemal każdy z członków Änglagård mieszka blisko natury, w otoczeniu wysp, czy archipelagów. Takie otoczenie serwuje nam też ciszę, która pozwala spokojnie zebrać myśli.


Do zespołu powróciłeś po 18 latach przerwy. Czy dużo czasu zajęło Ci ponowne zaaklimatyzowanie się?


Właściwie nie. Wiesz, z grą na instrumencie jest jak z prowadzeniem samochodu, czy jazdą na rowerze. Tego się nie zapomina, a przynajmniej mam taką nadzieję (śmiech). Podobnie jest z utworami Änglagård. Grając dziesiątki, czasem setki razy dane motywy, wchodzą one do pamięci na stałe.


Czy Robert Fripp nadal Cię inspiruje?


Oczywiście, że inspiruje, ale nie tak bardzo, jak kiedyś. Wywarł ogromny wpływ na to, jak postrzegam i gram muzykę. Często, gdy nagrywaliśmy w studio, słyszałem w głowie sekwencje riffów i solówki, które bardzo przypominały brzmienie Frippa. Z tego rodziły się pomysły na utwory. Uwielbiam styl, w jakim gra Robert, zwłaszcza silne kostkowanie.


Czy Änglagård powrócił na dłużej? Możemy spodziewać się nowej płyty?


Mam taką nadzieję. Zebraliśmy parę pomysłów na nowy album. Nie chcę nic więcej zdradzać, bo nie wiem, kiedy uda nam się wejść do studia. Myślę, że kolejny krążek ukaże się mniej więcej jesienią przyszłego roku.


Serdecznie dziękuję za rozmowę i liczę na Wasz rychły powrót do Polski.


Również na to liczę. Dziękuję.


Rozmawiał Wojciech Margula

GALERIA
Zaklęty krąg Cugowscy

Krzysztof Cugowski jest na polskiej rockowej scenie od zawsze, zaś jego dwaj synowie Piotr i Wojciech od prawie zawsze, ale po raz pierwszy wspólnie...Gramy dalej

8 /10
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
CETI ocena 9
Snakes of Eden
Gatunek: Heavy metal
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie