Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Mike Stern

Mike Stern

Mike Stern

Mike Stern należy do ścisłej światowej czołówki gitarzystów jazzowych. Debiutował w Blood, Sweat & Tears, potem grał z Billym Cobhamem i Milesem Davisem, by w końcu poświęcić się twórczości solowej. Z kolejnym wcieleniem swojego zespołu Mike Stern Band zawitał do Free Blues Clubu w Szczecinie, aby dać tam jedyny koncert tej formacji w Polsce.

Czy mógłbyś powiedzieć kilka słów o swoich początkach, a zwłaszcza o tym, w jaki sposób dokonało się u ciebie przejście od grania rockowego do jazzowego?

Dla mnie przejście od rocka do jazzu było dość trudne, jednak chciałem, aby się ono dokonało, bo zawsze wiedziałem, że bardzo chcę grać właśnie jazz. Moja mama miała dużo płyt jazzowych i muzyka z nich często rozbrzmiewała w całym naszym domu, tak więc styczność z tą muzyką miałem od dawna. Ona mi się podobała i zawsze chciałem się nią zajmować. Gdy zacząłem się uczyć tych wszystkich skal i akordów, stwierdziłem, że chyba nigdy się tego nie nauczę... Ale się nie poddawałem. Ponieważ nauka szła mi bardzo powoli, zapisałem się na prywatne lekcje, a potem do Berklee School Of Music. Starałem się jak mogłem najlepiej, ale trwało to wieczność i w dalszym ciągu nie wierzyłem w to, że w końcu osiągnę swój cel. Próbowałem uczyć się w ten sam sposób, jakbym poznawał nowy język i w pewnym momencie osiągnąłem w tym jakąś płynność, co pozwoliło mi grać, nie myśląc tak bardzo o każdej skali i całej teorii. Mimo to musiałem naprawdę ciężko pracować i zabrało mi to masę czasu, zanim osiągnąłem to, co chciałem, bo jestem uparty!

Nie uważasz zatem, że należy graæ wyłącznie na słuch, a nie uczyć się najpierw skal i teorii?

Nie, skal i teorii trzeba się uczyć - może nie najpierw, lecz raczej jednocześnie z rozwijaniem techniki i poznawaniem słuchowym. Jedną z rzeczy, która bardzo mi pomogła, było robienie transkrypcji - spisywałem ze słuchu solówki innych muzyków. Pierwszą z nich była solówka Joego Passa nagrana z jego trio. Był to blues, ale blues jazzowy osadzony mocno w konwencji bebopowej. Chciałem nauczyć się trochę zagrywek w tym stylu, dlatego się za to wziąłem. Potem spisywałem solówki Jima Halla, Wesa Montgomery’ego, George’a Bensona i całej masy innych gitarzystów. Robiłem to przez mniej więcej 10 lat, po czym zabrałem się za spisywanie partii solowych trąbki, saksofonu, fortepianu i solówek granych na innych instrumentach. Było to na początku bardzo trudne, ale wtedy właśnie nauczyłem się bardzo dużo. Poza tym równocześnie ze spisywaniem w dalszym ciągu studiowałem skale i teorię. Podobnie jak w nauce języka, uczysz się nie tylko słówek, ale i wymowy, pisowni, gramatyki, odmiany czasowników i tak dalej, aż w pewnym momencie zaczynasz mówić, nie będąc zmuszonym do pamiętania o wymowie, gramatyce, bo słowa płyną same. Podobnie jest z nauczeniem się języka muzyki, jednak w obu przypadkach przejście przez początkowy etap jest bardzo trudne. Dla mnie na przykład wielką trudność sprawia wymówienie nazwy miasta, w którym teraz jesteśmy... Cz... cze...

Szczecin?

Dokładnie, Szczecin! Dla mnie to bardzo trudne słowo, powinienem powtarzać je w kółko, aż wreszcie zapamiętam. Przestanę wtedy myśleć o wymowie i stanie się to naturalne. Zresztą tak samo było dla mnie z językiem jazzu - niezwykle trudne na początku, ale po kilku latach na tyle proste, że zacząłem się poruszać w nim bardziej swobodnie. Jednak po tych wielu latach muszę stwierdzić, że nie wiem wszystkiego i proces poznawania muzyki wydaje się nie mieć końca. Im więcej wiesz, tym mniej wiesz... Dlatego ciągle próbuję się uczyć czegoś nowego.

Twoje główne wpływy wśród gitarzystów to Joe Pass, Jim Hall... Kto jeszcze?

Przede wszystkim Wes Montgomery, lubię też wczesnego George’a Bensona, ponieważ on ma doskonale opanowany jazzowy warsztat. Słuchałem go w repertuarze bebopowym - on jest nieprawdopodobny! Obecnie więcej śpiewa i na tym właśnie koncentruje całą swoją uwagę, ale w dalszym ciągu gra znakomicie. Pozostanie jednym z najważniejszych gitarzystów jazzowych. Gdy zaczynałem grać, zanim jeszcze zająłem się jazzem, słuchałem gitarzystów rockowych lat 60., ponieważ dorastałem w tamtym czasie. Tak więc słuchałem Jimiego Hendriksa, Jeffa Becka, wielu gitarzystów bluesowych, jak choćby B.B. Kinga, Buddy’ego Guy’a i tego typu ludzi...

Zauważyłem, że podczas gry bardzo często zmieniasz pozycje na gryfie. Praktycznie nie ma sekundy, żebyś tego nie robił... Czyżbyś nie korzystał z diagramów skalowych w czasie gry?

Przyzwyczaiłem się patrzeć na gitarę w dwojaki sposób: w jednej pozycji, czyli na przykład w diagramie skalowym, a także wzdłuż gryfu - bez trzymania się pozycji. Często ćwiczę skale, grając je na jednej strunie, nie w pozycji. Na przykład staram się zagrać gamę C dur na każdej ze strun oddzielnie, podobnie gamę C moll naturalną, C dorycką, D frygijską, każdą skalę systemu modalnego gram na pojedynczej strunie.

Czy uważasz, że takie podejście jest trudniejsze? Łatwiej jest chyba opanować diagram w pozycji...

Trudno powiedzieć, ponieważ obydwa sposoby mają swoje wady i zalety. Uważam, że trzeba je dobrze poznać i przećwiczyć. A zatem powinno się opanować gitarę zarówno w poprzek gryfu (w pozycjach), jak i wzdłuż gryfu. Może dla pewności pokażę ci to na gitarze (Mike Stern wyjmuje gitarę i gra gamę C dur w pozycji VII). Z pewnością znasz ten diagram, ale teraz zagram tę samą gamę na jednej strunie. Nie ma tu palcowania, nie chodzi o szybkość, a jedynie o to, aby wiedzieć, gdzie są dźwięki i który następuje po którym. Poza tym, niezależnie od tego, w jakiej skali jesteś - powiedzmy w F moll lub w F doryckiej - grasz to albo w pozycji, albo na jednej strunie, ale zawsze powinieneś słyszeć w głowie pierwszy stopień tej skali, czyli każdy dźwięk skali rozpatrywać w odniesieniu do jej pierwszego stopnia (Stern śpiewa dźwięk f i gra skalę F dorycką na strunie E6).

Jakiej rady mógłbyś udzielić naszym Czytelnikom, młodym gitarzystom, którzy chcieliby zagłębić się w stylistykę jazzową? Czy dobrym wyjściem jest np. uczenie się standardów jazzowych?

Wiedza stoi otworem, tylko trzeba chcieć z niej skorzystać. Gdy zaczynałem się uczyć i brałem prywatne lekcje, jako priorytet postawiłem sobie nauczenie się nut. Nie znałem ich, ponieważ zaczynałem od rocka i wszystko grałem na słuch. Owszem wiedziałem, gdzie na gryfie znajduje się konkretny dźwięk, ale musiałem to poćwiczyć, aby nabrać biegłości. Potem zacząłem się uczyć standardów, lecz szło mi to bardzo powoli, bo nie byłem w stanie zapamiętać tych wszystkich cholernych akordów! Często brałem magnetofon i nagrywałem sobie na nim akordy w wolnym tempie ze swingowym feelingiem. Nagrywałem kilka chorusów akordów do jakiegoś standardu, np. "Stella By Starlight", kilka razy bez zatrzymywania się. Potem cofałem nagranie i zaczynałem grać solo po skalach, które pasowały do danych akordów. Często zatrzymywałem się i zastanawiałem nad tym, co to za skala - to chyba E lokrycka... (śmiech). Próbowałem ułożyć jakieś melodie na tej skali, następnie znów włączałem podkład i tak dalej. Przez jakiś czas ćwiczyłem sobie do własnych podkładów, nie odczuwałem potrzeby grania z kimś, jednak potem poznałem innych gitarzystów, z którymi grałem standardy.

Jednak teraz nie grasz ich już zbyt wiele?

Robię to w dalszym ciągu. Gdy jestem w domu, regularnie grywam w klubie o nazwie 55 Bar - to mały lokal, dużo mniejszy od tego, w którym teraz jesteśmy. Jest to bardzo fajne miejsce do organizowania muzycznych spotkań w Nowym Jorku. Występuję tam w poniedziałki i środy. Oczywiście nie ma tu mowy o zarabianiu dużych pieniędzy, ale z drugiej strony zorganizowanie całości nie kosztuje nas zbyt wiele wysiłku, bo gramy tam po prostu tylko standardy jazzowe. Często gram z Tomem Kennedym, fantastycznym basistą, który niedawno przeniósł się do Nowego Jorku, a także z wieloma innymi ludźmi, jak choćby ze znakomitym bębniarzem Lionelem Cordewem.

Scott Henderson powiedział mi w wywiadzie, że nie ma sensu graæ standardów, bo większość kasy idzie na konto kompozytorów, ale ty jednak to robisz...

Po prostu lubię te utwory - w końcu to klasyka. Poza tym one stanowią wspólną wiedzę muzyków jazzowych, może nie wszystkie, ale przynajmniej część z nich. Kilka lat temu byłem tu w Polsce i prowadziłem warsztaty gitarowe. Był tam słuchacz, który słabo mówił po angielsku, za to ja w ogóle nie mówię po polsku... Ale obaj znaliśmy "Autumn Leaves", tak więc mieliśmy wspólny język i mogliśmy to zagrać razem.

Pamiętam twoją grę z czasów, kiedy współpracowałeś z Billym Cobhamem i Milesem Davisem - ostre rockowe frazy na przesterowanym brzmieniu. Teraz preferujesz łagodniejsze brzmienia?

W tej chwili nie lubię ciężkich brzmień, lecz okrągłe, ciepłe i pełne - to jest to, czego szukam. Chodzi mi o coś podobnego do dźwięku saksofonu. Oczywiście niekiedy gram też ostrzej, z tej przyczyny używam dwóch wzmacniaczy. Nie lubię dźwięków o ostrym ataku, dlatego wolę kostkować lżej, co sprawia, że brzmienie staje się łagodniejsze, bardziej liryczne i trochę zbliżone do wokalu. Z tego też powodu używam chorusu, chociaż stosowałem go także wtedy, gdy grałem z Billym Cobhamem.

Używasz dużo charakterystycznych zagrywek opartych na pentatonice molowej, po których można cię z łatwością rozpoznać...

Lubię bluesa i dość mocno w nim siedzę, tak więc preferuję tego typu zagrywki. Zdarza się, że w zespole zbyt dużo kombinujemy, a czasem najlepiej jest po prostu wrócić do korzeni. Lubię uczyć się nowych rzeczy i ciągle staram się to robić, lecz jednocześnie staram się, aby moje wczesne fascynacje też doszły do głosu w grze, na przykład wpływy takich ludzi, jak Jimi Hendrix, B.B. King czy Buddy Guy. To jest przecież blues, który mnie wciąż inspiruje.

Czy uważasz, że wpływy muzyki klasycznej, na przykład Bacha, mogą być użyteczne dla gitarzysty jazzowego?

Gram i słucham Bacha cały czas, zresztą wyrosłem w tym klimacie, ponieważ moja mama grała na fortepianie zarówno jazz, jak i sporo klasyki. Oba te gatunki były obecne w moim domu.

Czy sądzisz, że czytanie nut jest ważną sprawą? Robisz to biegle bez posługiwania się tabulaturą? Wielu gitarzystów nie chce się tego uczyć...

Nigdy nie posługiwałem się tabulaturami i nawet nie wiem, jak to robić, gdyż zawsze czytałem nuty. Dla mnie to coś bardzo ważnego, choć oczywiście mogę tu mówić tylko za siebie. Równie ważne jest ćwiczenie słuchu, ale nauczenie się dźwięków gitary na gryfie i czytanie a vista jest jeszcze ważniejsze. Oczywiście sporo ludzi nie chce się tego uczyć, bo to jest trudne i wymaga pracy. Gdy uczyłeś się angielskiego, na początku było to trudne, prawda? Gdybym ja chciał się nauczyć polskiego, również byłoby to dla mnie trudne. Oczywiście zawsze jest lepiej rozpoczynać naukę tak wcześnie, jak to tylko możliwe, ale w późniejszych latach również jest to do zrobienia. Jeśli bardzo chcesz, to się tego nauczysz.

Może powiesz kilka słów o sprzęcie... Używasz gitary Yamaha Pacifica?

Tak, gram na gitarze Yamaha Pacifica Mike Stern Signature Model, która została zrobiona dla mnie. Jest to instrument typu solid-body, ale ma bardzo mocne brzmienie i jest dość ciężki, co miałeś okazję sprawdzić osobiście, gdy poprosiłem cię o zagranie na nim kilku dźwięków podczas próby. Brzmi bardzo dobrze, a także... dobrze się sprzedaje (śmiech). Cieszę się, że Yamaha chciała zrobić go dla mnie, ponieważ oni robią naprawdę wspaniałe gitary. Przez całe lata grałem na Fenderach Telecasterach, ale Yamaha robi gitary naprawdę najwyższej jakości, choć nie są one tak znane jak Fendery. Byłem w fabryce Yamahy i naocznie przekonałem się, że oni faktycznie zwracają uwagę na każdy detal i dzięki temu powstaje tam coś wyjątkowego. Gdy zaproponowali mi zrobienie gitary dla mnie, to wysłali mi pięć różnych modeli do sprawdzenia. Okazało się, że wszystkie były świetnie wykonane.

Poza tym używasz kostek Bossa i wzmacniaczy Fendera?

Tak, z tym że te kostki (przestery oraz chorus) są wyłącznie analogowe. One brzmią doprawdy świetnie. Nie lubię efektów cyfrowych, choć mam w swoim zestawie cyfrowego delaya.

W tytule twojej ostatniej płyty jest coś o kotach...

Tak, jej tytuł to "Who Let The Cats Out?". Mamy obecnie z żoną cztery koty w naszym domu w Nowym Jorku. Czasem one wychodzą na zewnątrz i ja wtedy krzyczę do żony: "kto pozwolił kotom wyjść?" - stąd taki tytuł płyty (śmiech).

A co z następną płytą?

Będzie się nazywać, hmm..., "Who Let The...", nie, nie o psach (śmiech). A tak poważnie, to na następną płytę nie mam jeszcze tytułu. Zamierzam nagrać ją z innym gitarzystą - być może z Erikiem Johnsonem albo z Derekiem Trucksem. Chcę, żeby inni gitarzyści zagrali na mojej płycie i wnieśli do niej inny klimat niż ja sam. Johnson gra pięknie w klimacie bluesowym, jest bardzo melodycznym gitarzystą, podobnie Derek Trucks. Być może poproszę Johna McLaughlina, bo jest on znakomitym muzykiem i uwielbiam jego grę. Zresztą zagrał na jednej z płyt mojej żony, Leni Stern. Ona już grała w Polsce i chce tu wrócić ze swoim zespołem złożonym z Afrykanów - to coś bardziej w stronę world music.

Nie chciałbyś pograć z żoną? W jednym z wywiadów powiedziałeś, ¿e nie grasz z nią i jest to powód, dla którego ciągle jesteście razem...

Nagrałem trochę swoich partii do utworów na jej solowych płytach. W domu gramy razem prawie cały czas, ale nie wiem, czy chciałbym wybrać się z żoną w trasę koncertową...

A nie myślisz o tym, żeby nagrać płytę z gitarzystą akustycznym?

Tak, myślę o tym. Może nagram coś z Birélim Lagrènem? Grałem z nim trasę w duecie, a także z kwartetem. Planuję stworzenie projektu z kimś, kto ma inny sposób grania i myślenia niż gitarzysta jazzowy - na przykład z Lagrènem lub z kimś grającym bardziej bluesowo, jak Eric Johnson.

Co usłyszymy na dzisiejszym koncercie?

Będą to głównie utwory z mojej ostatniej płyty "Who Let The Cats Out?", z której jestem bardzo zadowolony. Grało na niej wielu znakomitych muzyków. Oczywiście zagram też "Chromazone" i kilka starszych utworów.

Jakieś specjalne przesłanie dla Czytelników na zakończenie naszej rozmowy?

Dla mnie muzyka jest językiem niezwykle sugestywnym, jest językiem serca. Tak więc najważniejszą rzeczą jest grać prosto z serca. Grajcie prosto z serca!

Robert Lewandowski

GALERIA
Mike Stern
Mike Stern
Mike Stern
Mike Stern
Mike Stern
Revolution Radio Green Day

Green Day jaki jest, każdy widzi (a właściwie słyszy).

Gramy dalej

8 /10
NieWolnOść Hunter

Dystans jaki oddziela dziś zespół Hunter od własnych nagrań z przełomu XX i XXI wieku jest trudny do zmierzenia. Kapela weszła w proces muzycznej...Gramy dalej

3 /10
Ghost ocena 9
Popestar
Gatunek: Heavy metal
Breaking Habits
Gatunek: Rock
Testament ocena 8
Brotherhood of the Snake
Gatunek: Thrash metal
Zobacz wszystkie