To zależy od utworu. Ogólnie rzecz biorąc, moje solówki stały się bardziej bluesowe i bardziej spontaniczne. Nie stawiałem na szybkość wykonania, a raczej na tworzenie klimatu. Czułem, że nie muszę nic nikomu udowadniać - grałem to, na co miałem ochotę. Nagrywałem solówki za pierwszym, może drugim czy trzecim podejściem, ale za pierwszym razem nagrałem jakieś 75-80 procent materiału. Tym razem nie byłem zbyt precyzyjny - nie zawsze grałem tę nutę, którą pierwotnie zamierzałem, ale jeśli całość brzmiała dobrze, to byłem zadowolony. Wprawdzie na płycie jest trochę błędów, doszedłem jednak do wniosku, że nadają one całości specyficznego charakteru i postanowiłem, że nie będę ich korygował. Myślę, że fani będą wiedzieć, o które to błędy chodzi.