Kup Magazyn Gitarzysta

Slash

Velvet Revolver nie dadzą o sobie zapomnieć. Właśnie ukazała się na rynku nowa płyta tej formacji zatytułowana "Libertad".

Frontman grupy i były wokalista Stone Temple Pilots, Scott Weiland, rozprawił się z uzależnieniem od narkotyków i zespół wziął się ostro do pracy. Weiland, Dave Kushner i byli członkowie Guns N’ Roses: Duff McKagan, Matt Sorum i Slash - zaledwie wrócili z trasy promującej pierwszy album "Contraband", a już przygotowali nowy materiał. Spotykamy się ze Slashem, który zdradza nam tajniki związane z pracą nad kolejną płytą...

 

Jakiego Slasha usłyszymy na krążku "Libertad"?

Podczas nagrywania albumu słuchałem mnóstwo starego bluesa. Odkryłem na nowo klasycznych muzyków bluesowych, i to z pewnością miało wpływ na moją grę. Nie uczyłem się tych starych kawałków - wystarczyło tylko, że wczułem się w ich klimat. Jeśli chodzi o gitary, to tym razem wprowadziłem pewne zmiany: do jednego utworu grałem na Stratocasterze, a do innego na Gretschu, ale później odkryłem, że najbardziej odpowiada mi połączenie Les Paula z Marshallem. Grałem na moim wysłużonym już Les Paulu, którego mam od wielu, wielu lat. W kilku przypadkach zależało mi na delikatniejszym brzmieniu, dlatego zastosowałem małe combo firmy Vox. Na płycie usłyszycie też sporo fragmentów granych z efektem wah.

Jak podszedłeś do solówek?

To zależy od utworu. Ogólnie rzecz biorąc, moje solówki stały się bardziej bluesowe i bardziej spontaniczne. Nie stawiałem na szybkość wykonania, a raczej na tworzenie klimatu. Czułem, że nie muszę nic nikomu udowadniać - grałem to, na co miałem ochotę. Nagrywałem solówki za pierwszym, może drugim czy trzecim podejściem, ale za pierwszym razem nagrałem jakieś 75-80 procent materiału. Tym razem nie byłem zbyt precyzyjny - nie zawsze grałem tę nutę, którą pierwotnie zamierzałem, ale jeśli całość brzmiała dobrze, to byłem zadowolony. Wprawdzie na płycie jest trochę błędów, doszedłem jednak do wniosku, że nadają one całości specyficznego charakteru i postanowiłem, że nie będę ich korygował. Myślę, że fani będą wiedzieć, o które to błędy chodzi.

Jakie piosenki znalazły się na płycie?

Jest kilka piosenek ostrych i szybkich, ale znalazło się na niej kilka utworów, które są pod względem stylu nieco odmienne. Kawałek "Let It Roll" jest najbardziej agresywny na płycie, natomiast "She Likes Quick Machines" (też mocny utwór) prawdopodobnie wybierzemy również i na singiel. Kolejna ostra kompozycja to "Spay". Ze spokojniejszych kawałków mogę wymienić "This Fight (Could Be The Last Fight)", w którym gram na Gretschu 6120 Setzer, a także "Grave Dancers", choć bluesowa solówka w tym drugim jest też dosyć ostra. W "American Man" zagrałem wolne, melodyjne solo, bardziej nawiązujące do mojej twórczości sprzed lat. Na płycie znalazł się również cover utworu "Can’t Get It Out Of My Head" grupy Electric Light Orchestra - była to sugestia naszego producenta, Brendana O’Briena. Na początku podszedłem do niej trochę sceptycznie i chociaż bardzo lubię ten utwór, nie byłem przekonany, czy powinniśmy się zabrać do jego obróbki. Przełamałem się jednak i postanowiliśmy spróbować. Przy nagrywaniu perkusji i gitar akustycznych wciąż jeszcze nie byłem pewien, ale jak dograliśmy gitary elektryczne, to całość mi się bardzo spodobała. Zależało nam, żeby ten utwór miał odpowiedni pazur.

Jakich efektów używałeś przy nagrywaniu płyty?

Przede wszystkim używałem efektu MXR Boost Overdrive, który można usłyszeć na płycie praktycznie w każdej ostrej solówce. Przydał mi się też Dunlop Slash Wah Pedal SW-95, który ma wbudowany booster i dzięki temu brzmi wspaniale. Jest pewien kawałek, który w pełni odsłania potencjał tego efektu i jego potężny sound, lecz nie znalazł się on na płycie. Zastosowałem też efekt Dunlop Crybaby Q-Zone, który nadał gitarze specyficzne "nosowe" brzmienie, co można usłyszeć w piosence "Let It Roll". Użyłem też efektu Octavian wyprodukowanego przez Chicago Iron - to nowa wersje sprzętu, którego używali dawniej Jeff Beck i Jimmy Page. W jednej piosence użyłem nawet efektu typu talkbox.

Czy podczas nagrywania tej płyty zmieniła się jakoś twoja relacja z Davem?

Grało nam się zupełnie inaczej niż na ostatniej płycie. Jego partie na tym krążku są bardziej wyraziste, często wysuwały się na pierwszy plan. Nasza gra to bardziej dialog gitarowy - otworzyłem się na niego i zdałem sobie sprawę, że zwracam większą uwagę na jego partie i próbuję się do nich dopasować, zresztą są one jak wokal. Nie gramy zbyt skomplikowanych partii, nie staraliśmy się odkryć Ameryki czy nagrać przełomowej płyty pod względem instrumentalnym. Po prostu chcieliśmy, żeby utwory brzmiały ciekawie. Mam nadzieję, że nam się to udało.

Jak zabieraliście się do tworzenia materiału na płytę? Mieliście już jakąś gotową wizję i wiedzieliście, co chcecie osiągnąć?

Rozmawialiśmy o tym z całym zespołem i doszliśmy do wniosku, że nie chcemy zrobić płyty przeciętnej; chcemy zrobić płytę tak samo dobrą albo nawet lepszą niż wszystkie płyty, w których nagranie byliśmy do tej pory zaangażowani - a to były naprawdę fantastyczne płyty. Ta pierwsza rozmowa zapadła nam wszystkim głęboko w pamięć. I mimo że nie wracaliśmy do niej i że nie było żadnej presji, to już od pierwszej chwili podświadomie staraliśmy się, aby dać z siebie wszystko.

W zeszłym roku brytyjski magazyn "Guitarist" uznał "Appetite For Destruction" grupy Guns N’ Roses za najlepszy album gitarowy wszech czasów. Co ty na to?

Naprawdę? Nie żartujecie? Jestem pod wrażeniem! Rzadko słucham tej płyty, choć ostatnio słyszałem w radiu piosenkę "Nightrain". Patrząc z perspektywy czasu, ten krążek nie jest dojrzały, byliśmy wtedy bardzo młodzi, ale z drugiej strony jest on pełen energii i niepokoju, który był obecny w życiu zespołu w tamtym okresie. Udało nam się oddać to na płycie w najszczerszej i spontanicznej formie, a to jest już coś, czego nie można powtórzyć. Solówka w tym utworze brzmi wspaniale - to był szczyt moich możliwości. Natomiast jeśli chodzi o nagrywanie, to jak na zespół bez doświadczenia myślę, że wyszło nam całkiem nieźle. Graliśmy na żywo i zostaliśmy nagrani na taśmę - to wszystko! Była wtedy między nami prawdziwa chemia. To właśnie z niej wzięły się te piosenki i nasza gra. Niekoniecznie wiedzieliśmy, co robimy, ale robiliśmy to, co uważaliśmy za słuszne.

GALERIA
Zaklęty krąg Cugowscy

Krzysztof Cugowski jest na polskiej rockowej scenie od zawsze, zaś jego dwaj synowie Piotr i Wojciech od prawie zawsze, ale po raz pierwszy wspólnie...Gramy dalej

8 /10
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
CETI ocena 9
Snakes of Eden
Gatunek: Heavy metal
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie