Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Adam Dutkiewicz & Joel Stroetzel

Adam Dutkiewicz & Joel Stroetzel

Killswitch Engage to amerykańska grupa znana każdemu miłośnikowi solidnego metalu.

Muzyka zespołu Killswitch Engage nie jest łatwa do zdefiniowania, bowiem muzycy nie boją się eksperymentów i umiejętnie łączą ze sobą różne style. W kompozycjach Killswitch Engage można znaleźć to, co najlepsze, czyli porywające riffy, charakterystyczny wokal i potężną dawkę energii. W tym miesiącu rozmawiamy z dwoma gitarzystami formacji Killswitch Engage, Adamem Dutkiewiczem oraz Joelem Stroetzelem.

 

Co tak naprawdę oznacza słowo killswitch?

Killswitch pochodzi od kill switch, czyli przełącznika, który natychmiast wyłącza jakąś maszynę, odcinając na przykład dopływ prądu do silnika. Pomysłodawcą nazwy naszego zespołu jest basista Mike D’Antonio, który słyszał gdzieś to słowo i zaczął się nim bawić. Jego własna grupa się właśnie wtedy rozpadała - zresztą podobnie jak moja i Adama. Chcieliśmy zacząć coś nowego i wycofać się z poprzedniego układu, aktywując kill switch i zaczynając wszystko od nowa.

Jak wyglądałaby wasza wymarzona impreza i jak wyglądały lub wyglądałyby wasze zaręczyny w stylu Killswitch Engage? (ang. engagement - zaręczyny, przyp. red.)

Nasza wymarzona impreza? Dużo piwa, pieczony kurczak, może wodna zjeżdżalnia, muzyka metalowa z lat 80., a do tego fontanna, z której wylewa się... budyń czekoladowy.

To zabawne! Sformułowanie "Killswitch Engagement" pojawiało się w naszym slangu, ponieważ kilku z nas się ostatnio pożeniło. Ja miałem ślub w marcu, a Mike D’Antonio w październiku. Jakie były nasze zaręczyny? Raczej kameralne. Wyszliśmy na kolację i trochę wypiliśmy. Jak dla mnie, to wystarczy.

Kto waszym zdaniem jest lepszy, Slash czy Kirk Hammett?

To pytanie w stylu: czy wolałbyś być zastrzelony, czy powieszony? (śmiech)

To trudne pytanie, ale chyba jednak postawiłbym na Slasha. Muszę jednak przyznać, że kiedy dorastałem, byłem wielkim fanem Kirka i podziwiałem jego styl gry. Pod względem muzycznym Slash był zawsze skierowany bardziej w stronę bluesa i grał w bardziej zrelaksowany sposób, natomiast Kirk to klasyczny wymiatacz, który - trzeba przyznać - też jest niesamowity. Trudno więc powiedzieć, który z nich jest lepszy, ponieważ jest to kwestia raczej osobistych preferencji.

Chociaż brzmienie Slasha jest okropne, to zdecydowanie wolę jego grę od tego, co proponuje Hammett. Uważam, że Kirk już dawno stracił formę, poza tym jego solówki nawet na ogólnie dobrych płytach, są do niczego. Wprawdzie Slash odszedł już nieco w zapomnienie, ale na "Appetite For Destruction" jego gwiazda zawsze świeciła bardzo jasno.

Jak wyobrażacie sobie idealny koncert? Z jakimi zespołami chcielibyście wystąpić?

Przede wszystkim byłoby dużo czekolady, piwa i curry. Po drugie, byłby tam wielki namiot z seksownymi dziewczynami, który nazywałby się "The Hot Gilrs Tent". Jeśli chodzi o zespoły, to nie mam szczególnych preferencji... JS: Moim marzeniem jest zagrać z Iron Maiden, ponieważ zawsze byłem ich wielkim fanem. Chciałbym też zagrać z grupą Metallica, ale tą z lat 80., i może z zespołem Testament. Chciałbym usłyszeć dobry koncert z muzyką metalową z lat 80. Sam nie słucham za dużo nowego metalu, ponieważ wolę klasycznego rocka.

Czy jest jakiś riff, którego nigdy nie udało wam się zagrać poprawnie? Chodzi mi o czasy, gdy dopiero uczyliście się grać...

Gdy uczyłem się grać, miałem problemy z "Eruption" Eddiego Van Halena. Uwielbiam jego styl gry i te wszystkie niuanse artykulacyjnie, które tam słychać. Myślę, że nikt nie gra tak jak on. JS: Na początku duże trudności sprawiał mi drugi riff w utworze grupy Metallica "Master Of Puppets". Wtedy nie umiałem jeszcze tak szybko kostkować z góry na dół, a przy kostkowaniu naprzemiennym brakowało mi koordynacji obu rąk, żeby móc to wykonać dobrze. Dlatego ten riff był dla mnie trudnym orzechem do zgryzienia. Poza tym zagranie go wymaga użycia czterech palców lewej ręki. To był prawdziwy koszmar!

Wasz ostatni singiel zatytułowany jest "My Curse" (Moje przekleństwo). Jakbyście mieli kogoś przekląć, jakie byłoby to przekleństwo?

Moim przekleństwem byłoby kazać komuś kłaść się tak późno jak ja, i pić tyle ile ja. No ale sam sobie wybrałem takie życie... Innym wydaje się, że jest to przyjemne, ale wierz mi - na drugi dzień... to jest dopiero przekleństwo!

Dlaczego jesteście endorserami firmy Caparison, a nie jakiejś większej firmy?

Po pierwsze dlatego, że Caparison była jedną z pierwszych firm, które uwierzyły w Killswitch Engage. A po drugie uważam, że ich modele gitar znacznie przewyższają seryjnie produkowane modele znanych marek, ponieważ zwracają większą uwagę na szczegóły i na kunszt lutniczy. Nawiasem mówiąc, ludzie z Caparison byli dla nas o wiele bardziej hojni niż jakakolwiek firma dla innych artystów.

Zainteresował się nami Ibanez, ponieważ w tamtym okresie grałem na modelu JEM, a Adam na modelu sygnowanym przez Satrianiego. Ale firma ta nie dawała instrumentów, które były już sygnowane nazwiskami innych muzyków. Postanowiliśmy więc trochę odczekać. Potem pojechaliśmy w trasę z chłopakami z Soilwork i okazało się, że obaj grają na gitarach Caparison. Skontaktowali nas z tym producentem i tak to się zaczęło. To mała, ale prężnie działająca firma, która robi wspaniałe gitary.

Czy pamiętacie najgorszy koncert w waszej karierze?

Wszystkie były najgorsze! (śmiech) Był nawet taki koncert w Filadelfii, na który zapomniałem... gitary. W tej sytuacji zmuszony byłem pożyczyć wiosło od Joela, które nie miało znaczników na podstrunnicy. No cóż, byłem na dobrym rauszu, a do tego nie wiedziałem, co gram... To było raczej żałosne przedstawienie.

Był też taki koncert, na którym w ogóle nie udało nam się zagrać. Mieliśmy wystąpić na Florydzie, przyjechaliśmy na miejsce i już rozkładaliśmy sprzęt, kiedy rozpętał się huragan. W sali koncertowej popękały jakieś rury i wkrótce okazało się, że są to rury ściekowe... a to - jak można sobie łatwo wyobrazić - nie było zbyt przyjemne (śmiech). Czekaliśmy, aż organizatorzy uprzątną ten cały bajzel, ale w końcu postanowiliśmy dać sobie spokój. Przeszliśmy przez salę po kolana w ściekach i tyle nas widzieli.

Czym była inspirowana piosenka "When Darkness Falls"?

Była inspirowana wypadkiem, który - całe szczęście - skończył się happy endem. Howard (Jones, wokalista - przyp. red.) leciał balonem i jakieś sześć metrów nad ziemią kosz odczepił się od czaszy balona. Ale, jak już powiedziałem, nic złego się nie stało i Howard wylądował bez szwanku.

Czy chcielibyście kiedyś zagrać z Zakkiem Wyldem, np. trochę flażoletów? (śmiech)

Chciałbym spróbować, ale to nie oznacza, żebym się nie bał, to znaczy, że miałbym chyba olbrzymią tremę... Dla mnie Zakk Wylde to absolutny mistrz. Od lat jest jednym z moich największych idoli. Zagranie u jego boku byłoby dla mnie niewyobrażalnym zaszczytem, choć wiem, że nie mam co się z nim równać.

Adam, sprawiasz wrażenie, że dobrze się bawisz w zespole, ale wiemy, że jak przychodzi do nagrania płyty, to grasz pierwsze skrzypce.

Nie, to nieprawda! Wiem tylko tyle, ile mi potrzeba do szczęścia, czyli wszystko na temat piwa. To jest moje życie i jedyna pasja. Jęczmień, drożdże i chmiel stanowią moją filozofię życia (śmiech). A nagrywanie - to po prostu jest nagrywanie...

 

GALERIA
Snakes of Eden CETI

Dwa lata po znakomitym albumie "Brutus Syndrome" CETI powraca z kolejnym mocnym uderzeniem zatytułowanym "Snakes Of Eden".

Gramy dalej

9 /10
Revolution Radio Green Day

Green Day jaki jest, każdy widzi (a właściwie słyszy).

Gramy dalej

8 /10
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Ghost ocena 9
Popestar
Gatunek: Heavy metal
Breaking Habits
Gatunek: Rock
Zobacz wszystkie