Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Kuba Jusiński (Magnificent Mutley)

Kuba Jusiński (Magnificent Mutley)

"Robimy swoje i nigdy nie zakładaliśmy z góry stylu, w jakim będziemy grali." O tym i nie tylko, rozmawiamy z Kubą Jusińskim, gitarzystą Magnificent Muttley.

Skąd wziął się pomysł na granie oldschoolowej muzyki?


Cała nasza trójka lubi rocka. Wiadomo, czasy świetności tej muzyki to lata ’60 i ’70. Potem jeszcze lata ’90. Gramy to, co lubimy, nigdy nie chcieliśmy grać muzyki, która jest na ten czas modna, tylko zawsze chcieliśmy robić swoje. Ludzie mówią o nas, że nagraliśmy pierwszą płytę, która brzmi oldschoolowo. To jest absolutna nieprawda. Nagraliśmy ją własnym sumptem, za własne pieniądze i tak to wyszło po prostu. To nie było stylizowane granie na lata ’60, czy ’70.


Czyli brak wystarczających środków finansowych przyczynił się do takiego, a nie innego efektu końcowego.


Dokładnie. Nie mieliśmy wtedy producenta. Dużo kombinowaliśmy, mam wrażenie, że trochę za dużo siedzieliśmy w studiu. Nie było też wiadomo, czy znajdziemy wydawcę. Dopiero teraz EPka "Little Giant", którą niedawno wydaliśmy, jest nagrana profesjonalnie, tak jak powinno być, ale też miał wpływ na to management i to, że nawiązaliśmy współpracę z producentem, Leszkiem Biolikiem. Teraz jest to zupełnie inna bajka.


Wasze brzmienie jest czytelne na koncertach.


Gramy jako power trio. Tak naprawdę jesteśmy zespołem koncertowym. Byłem ciekawy, jak zabrzmią dwa premierowe utwory z EPki, bo przy współpracy z Leszkiem nie nagrywaliśmy ich na "setkę", ale i my i Leszek jesteśmy zadowoleni z efektu. Muzyka nagrywana w taki sposób, że każdy z instrumentów jest rejestrowany osobno, a później miksowany. Myślę, że taka forma nagrywania się sprawdziła.


A myślałem, że EPka była nagrywana na setkę, nadal czuć energię z debiutu.


Udało się, zachowaliśmy tę energię. Leszek jako producent nie wkraczał w kompozycje, jednak czasem udzielał nam dobrych rad. Na przykład, gdy chciałem daną ścieżkę gitary nagrać ponownie, Leszek mówił, żeby ją zostawić, bo jest złapana energia i to jest ważne. Wiadomo, czasem jest zagrane coś nie równo, ale to jest rock ‘n’ roll. Ta muzyka jest żywa i oparta na emocjach.


Rozumiem, że wasze pomysły rodzą się podczas jam sessions.


Nie wiem, czy zdarzyło się tak, że ktoś przyniósł cały numer od początku do końca. Zazwyczaj przychodzimy z pojedynczymi pomysłami, czy to zwrotka, czy refren, albo jakiś krótki element pojawiający się w danym utworze. Później zaczynamy jamować wokół danego motywu. Czasem zmieniamy tempo, kombinujemy, raz szybciej, raz wolniej, by zobaczyć, jak to wyjdzie najlepiej, a potem dokładamy nowe elementy. Więc przede wszystkim muzyka rodzi się z jamowania, ale też z gotowych pomysłów.

Co skłoniło was do wydania kolejnej EP-ki, zaledwie rok po wydaniu albumu?


Myśleliśmy o następnym pełnym albumie, ale nie chcieliśmy robić nic w pospiechu. Wtedy nasz nowy management i Leszek Biolik, wpadli na pomysł EP'ki. Mogliśmy szybko wydać zapowiedź drugiej płyty i dołączyć nagrania live z Otwartej Sceny.

Skąd pomysł na wrzucenie nagrań live do EPki?


Jak wspomniałem pierwotnie myśleliśmy nad pełną płyta, nie nad EPką. Po pierwsze potrzebowaliśmy wydać coś przy współpracy z managementem. Po drugie był to też test na to, jak będzie szła współpraca z Leszkiem. Najpierw nie byłem do końca przekonany, by umieścić nagrania z Otwartej Sceny, bo pomyślałem, że znów wydajemy kawałki, które już były na pierwszej płycie. Później przekonałem się do tego pomysłu, bo są to numery zagrane na żywo, które również lepiej brzmią, niż na debiucie. Często ludzie mówią, że Magnificent Muttley lepiej brzmi na koncertach, niż na pierwszej płycie, więc myślę, że umieszczenie nagrań live było dobrym pomysłem.


Dwa nowe nagrania na "Little Giant" z jednej strony kontynuują brzmienie Muttley’ów, a z drugiej odnoszę wrażenie, że stanowią dla was nowy etap ze względu na sound.


Tak, "Winter" i "Weapon Of Choice" zostały nagrane z producentem i z ludźmi, którzy przedtem słuchali naszej muzyki. Dla nas było to dziwne, że możemy pracować nad EPką w tak luksusowych warunkach. Przede wszystkim to różnica w jakości.

Tytuł "Little Giant" to znak, ze Magnificent Muttley zaczyna już wchodzić w dorosłość?

Nie zastanawialiśmy się nad tym... ale faktycznie, coś w tym jest. Jakiś czas temu wspominaliśmy początki Magnificent Muttley i to co dzieje się obecnie. Jesteśmy o wiele bardziej świadomym zespołem i przez wszystkie nasze doświadczenia na pewno też bardziej dojrzałym. Ale nie dotyczy to imprez po koncertach.

Widać ze bardzo dbacie o dobra oprawę graficzną waszej muzyki. Współpracujecie z zaufanymi ludźmi? Skąd wziął się pomysł na klip choćby do kawałka "Stains"?


To prawda, że zawsze chcieliśmy żeby od strony graficznej nasza muzyka była jak najlepiej zrobiona. Zdjęcie na pierwszą płytę wzięliśmy ze starej fotografii z Finlandii, którą dostał Krzysiek. Okładkę "Little Giant" wykonał dla nas Tymek Jezierski. Z kolei teledysk do "Stains" zrobił Marcin Starzecki, nasza tajna, zdolna broń.

Jesteście porównywani do innych zespołów, ale to mija się z celem, prawda? Przede wszystkim to zbyt wcześnie, by wydawać osąd, że brzmicie, jak taki, czy inny zespół. Macie jak na razie jeden longplay i EP.


Dokładnie. Absolutnie się z tobą zgadzam. Jest taki głupi zwyczaj, że nowe kapele porównuje się do istniejących już zespołów, a porównywanie nas do RHCP to już przesada. Polecam takim ludziom przyjść na nasz koncert, a później porównać sobie nasze brzmienie do nagrań RHCP. Oczywiście, Frusciante jest moim idolem gitarowym, ale nie gramy takiej muzyki, jak RHCP. Więc jest tak, jak mówisz - porównania do jakiejkolwiek kapeli mijają się z celem, nawet gdyby to były zestawienia z największymi zespołami na świecie, są po prostu krzywdzące dla Muttley’ów. Robimy swoje i nigdy nie zakładaliśmy z góry stylu, w jakim będziemy grali. Staramy się grać swoje rzeczy i nie chcemy być podobni do jakichś innych zespołów.

Wspomniałeś, że gracie jako power trio. Sekcja rytmiczna i gitara potrafią zaspokoić głód komponowania?

To prawda, że to tylko trzy instrumenty, ale nam to wystarcza. Staramy się traktować każdy instrument na równi, ale też w niektórych momentach zająć każdym z nich jak najwięcej miejsca, tak żeby nie było poczucia niedosytu. Swoją drogą tria w rocku były bardzo ważne np. Jimi Hendrix Experience, Nirvana.


Nie myśleliście o poszerzeniu składu?


Były dwa takie momenty kiedy Magnificent Mutlley nie było triem. Co ciekawe, za każdym razem dodatkiem był saksofon. Za pierwszym razem, jeszcze na początku istnienia zespołu graliśmy przez jakiś czas z naszą koleżanką, Miszą Kinsner. Za drugim razem zagraliśmy kilka prób i koncert z Jackiem "budyniem" Szymkiewiczem z jednego z moich ulubionych zespołów - Pogodno.


Jak wasza muzyka i styl przyjmują się w mniejszych miejscowościach? Da się przebić disco polowy mur alternatywą?


Szczerze mówiąc to zawsze u nas jest tak, że nawet jeśli jest to mało osób, to ci którzy przyjdą na koncert są zadowoleni. Zresztą wydaje mi się, że mimo "disco polowego muru" to w mniejszych miastach ludzie częściej cieszą się i czekają na koncerty bo po prostu nie dzieje się tam tyle co w bardzo dużych miastach. Odpowiadając na pytanie to nigdy nie mieliśmy złego przyjęcia albo absolutnego braku ludzi.

Chcielibyście, aby muzykę alternatywną można było spotkać częściej w tzw. mainstreamie, mediach?


Oczywiście, że tak. To jest strasznie smutne, że w naszym kraju muzyka rockowa, a jeszcze bardziej alternatywna, nie ma miejsca w mediach. Można ją usłyszeć w radiu, w audycjach autorskich, ale żeby znalazła się na playliście danej radiostacji to jest jak z grą w totolotka.

Wasz debiut i EPka wolne są od efekciarstwa gitarowego. Słyszę standardowo overdrive, wah wah, czasem phaser. Co znajduje się w twoim pedalboardzie?


Do przesterowanych partii gitar używam customowego efektu MADDOG. W tym efekcie są połączone trzy przestery z brzmieniami takich efektów, jak RAT, Big Muff oraz Marshall Bluesbreaker. Mogę w ten sposób osiągnąć brzmienia od lekkiego przesteru po cięższy fuzz. Próbowałem przez całe moje granie na gitarze wielu przesterów. Trudno było mi znaleźć efekt z wystarczającym sustainem i selektywnością. Jestem bardzo zadowolony z tego efektu, bo został zmodyfikowany, bez wiernego odtwarzania brzmienia. Miałem kiedyś oryginalnego EHX Big Muffa, ale ten od MADDOGA jest bardziej klarowny. Ostatnimi czasy częściej szukam efektów customowych, aniżeli sklepowych.

Korzystam z kaczki Ibanez WH-10. Posiada ją obecny gitarzysta Red Hot Chili Peppers, Josh Klinghoffer i używał jej Frusciante. To najlepiej brzmiąca kaczka, jaką spotkałem na swojej drodze. Nie jest to kaczka typowo vintage’owa, jak Cry Baby, która w sumie też była w porządku, jednak według mnie WH-10 lepiej brzmi z przesterami. Używam też Line 6 DL4. Są tam trzy delaye do zaprogramowania i looper.



John Frusciante też kiedyś używał tego efektu.


Generalnie bardzo dużo gitarzystów używa tego efektu. Ten zestaw sprawdza się na żywo, bo mogę mieć ustawione trzy różne delaye i przełączyć je swobodnie między sobą. Phaser mam firmy Biyang, jakaś chińska firma. Nie jest to phaser najwyższej jakości, ale w miarę się sprawdza. Do solówek używam Bossa OS-2, czyli overdrive / distortion. Dużo się mówi złego o tej firmie, ale do grania solówek bardzo mi się przydaje i taki efekt mi odpowiada, ma klarowne brzmienie. Mam też EHX Q-Tron, czyli envelope filter. To jest analog, trudno też go ustawić, ale też daje ciekawą modulację.


Jeżeli chodzi o gitary, to upodobałeś sobie instrumenty Fendera.


Moja podstawowa gitara to Fender Stratocaster ’74. Jestem zakochany w tej gitarze. Właściwie sama do mnie przyszła, kupiłem ją za bardzo małe pieniądze, jak na taki instrument. Do dziś, jak otwieram case’a robi mi się bardzo przyjemnie, że mam takie szczęście. Kiedyś to było moje największe marzenie, a pewnego dnia okazało się, że ta gitara jest do kupienia od znajomego, wtedy wziąłem pożyczkę od kolegi i ją kupiłem (śmiech). Druga gitara to również Stratocaster. Dostałem go od brata, który kiedyś sobie ją kupił od naszego znajomego. Jest postarzana. Nie jestem fanem takich modyfikacji, zostawiłem tylko korpus, który wygląda, jakby ktoś nim przybijał gwoździe (śmiech).


A może to relic z custom shopu (śmiech)?


Do końca nie wiadomo. W serwisie Guitar Help rozmawialiśmy o tej gitarze i do dziś nie jesteśmy pewni, czy to Custom Shop, czy jakiś japoński Fender, którego ktoś celowo sobie postarzył. Razem z Guitar Help zajęliśmy się tą gitarą i wymieniliśmy gryf na nowy, bo nie dość, że ten stary był tak zniszczony i niewygodny, więc postanowiłem go zmienić. To jest dziwna gitara, taki "frankenstein". Ma też ciekawą modyfikację. Chodzi o przełącznik między przystawkami. Ma taką opcję, że gdy przechyli się go do góry i w tej pozycji przytrzyma, to urywa się sygnał gitary. Można pobawić się w rozwiązania, jak u Toma Morello, który używa killswitcha. Jest to rzecz przydatna, np. w tej jęczącej solówce w naszym utworze "Stains".

Te dwa Stratocastery to podstawowe gitary, jakich używam w Magnificent Muttley. Różnią się między sobą brzmieniem. Ten składak jest jaśniejszy i ma inną dynamikę, niż ten drugi Fender ’74, który jest najwygodniejszą gitarą, na jakiej kiedykolwiek grałem. Gra mi się na niej tak wygodnie, że nie mogłem sobie z tym poradzić (śmiech).


W jaki sposób ćwiczysz grę na gitarze?


Nie jestem typem gitarzysty, który rano wstaje, wypija kawkę i cały dzień ćwiczy (śmiech). Czasem ćwiczę dwa dni z rzędu, oczywiście nie całymi dniami. A później, po trasie odstawię pewnie gitarę na dwa dni. Nie mam systematyczności w ćwiczeniach. Jak złapię już energię na ćwiczeniu, to puszczam sobie film, ćwiczę jakieś przebiegi, by rozruszać palce. Taka metoda według mnie jest dobra, bo uczy podzielności uwagi.


Wspomniałeś, że John Frusciante jest twoim gitarowym idolem. Kto jeszcze poza nim?


Bardzo lubię Josha Homme’a z Queens of the Stone Age, którego uważam za genialnego gitarzystę. Nie pojawia się zbyt często w zestawieniach najlepszych gitarzystów, bo jest bardziej kojarzony jako frontman QOTSA. Wspaniały muzyk ze świetnymi pomysłami. Wystarczy spojrzeć na jego sprzęt, dziwne wzmacniacze, zupełnie nietypowe rzeczy. Oczywiście również Jimi Hendrix. Od Hendrixa wszystko się zaczęło. Gdyby nie on, nie byłoby Johna Frusciante, który często wspominał, że bardzo inspiruje się grą Jimiego. Staram się łączyć ich wpływy, mimo, że są to różni gitarzyści.

Od występu w Jarocinie wasza kariera zaczęła się dość prędko rozwijać. Byliście na to przygotowani? Jak sobie z tym radzicie?


No cóż, to nie jest tak, że jesteśmy jakoś bardzo rozpoznawalni albo że jeździmy wszyscy charakterystycznymi limuzynami, więc pod tym względem nie musimy sobie z niczym radzić. Ale z drugiej strony to spełnia się moje marzenie i faktycznie szybko wystartowaliśmy. Jeszcze jakiś czas temu nie pomyślałbym, że będziemy tak szybko myśleć nad kolejną płytą i tego że będziemy zbierać tak dobre opinie i recenzje. Jeśli wszystko się uda to mamy dużą szansę na posiadanie najlepszej pracy na świecie.


Co szczególnego do życia zespołu wprowadziła nagroda Border Breaker?


Bardzo nam pomogła, bo mieliśmy mniej pieniędzy do włożenia w studio przy nagraniach pierwszej płyty. Poza tym, wniosła to, że informacja o tej nagrodzie pojawiała się w każdej informacji o nas. Za granicą jeszcze nie zagraliśmy. Są oczywiście plany. Gdyby nie ta nagroda, nagranie pierwszej płyty zajęłoby nam o wiele więcej czasu. Liczymy też na wsparcie Instytutu Adama Mickiewicza, jak już będziemy grać za granicą. Póki co, myślimy o trasie zagranicznej, może gdzieś bliżej, np. Niemcy, czy Czechy, może dalej, np. USA, ale to na razie tylko plany.


A więc jakie macie plany koncertowe na najbliższy czas? Promocja EP-ki pełną parą?


Promocja trwa, trasę "Little Giant" rozpoczęliśmy 22 stycznia w Łodzi. 1 marca zagramy w Gdyni w naszej ulubionej Desdemonie. Reszta trasy nie jest jeszcze do końca potwierdzona, ale na naszym profilu facebook będzie to na bieżąco aktualizowane. Ale plany są takie żeby zagrać w bardzo wielu miastach oraz za granicą.

Rozmawiali: Wojciech Margula i Maciej Barski

GALERIA
Bad Vibrations A Day To Remember

Amerykanie zbyt długo kazali czekać na swój nowy album.

Gramy dalej

8 /10
The Devil Strikes Again Rage

Giganci niemieckiego heavy powracają z nowym krążkiem, w mocno odświeżonym składzie.

Gramy dalej

8 /10
Big Jesus ocena 5
Oneiric
Gatunek: Alternative rock
Divine Touch
Gatunek: Melodic death metal
Intruder
Gatunek: New wave
Zobacz wszystkie