Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Nile Rodgers

Nile Rodgers

Z wartą około 2 miliardów dolarów muzyką, która przepłynęła przez jego Strata, legenda Chic, Nile Rodgers może być spokojnie okrzyknięty Królem Midasem popu.

W naszej rozmowie posłuchaliśmy o jego roli w powstaniu ostatniego, letniego hitu Daft Punk, dlaczego akordy 'rządzą' a utwory nagrywane z klikiem kuleją - oraz dlaczego żaden gitarzysta na tej planecie nie jest w stanie dobrze zagrać riffu z Le Freak...

Nile Rodgers nie może już nigdzie się schować. Ostatniego lata, w lotniskowych barach, wynajętych i nie tylko samochodach, hotelowych lobby, sklepach z butami czy na stacjach benzynowych cały czas rozbrzmiewał gorący, funkowy riff. Nie żeby Rodgers narzekał na jakiś przesyt ciągle puszczanym hitowym singlem Daft Punk, Get Lucky. W końcu jest to jego partia gitary. "Bardzo często słyszę Get Lucky," przyznaje, "czasami nawet w bardzo dziwnych miejscach. Ale czy jestem tym zmęczony? Nie! Kiedy grasz jakąś muzykę zawsze szukasz słuchaczy. Nie modlisz się o to, żeby w końcu przestali ją puszczać. To nie miałoby sensu..."

Obecnie, jak można się spodziewać, Rodgers przyzwyczaił się, że jego gitara jest niemal wszędzie obecna. Dobrze znana jest jego współpraca z Bernardem Edwardsem i będącym królem disco zespołem Chick, która zaowocowała w latach 70. takimi przebojami jak Le Freak czy Good Times. Ale dopiero kiedy pokopiemy głębiej zdamy sobie sprawę, w jak wielu momentach w historii popularnej muzyki zaznaczył się 60-letni już gitarzysta, zarówno jako kompozytor, muzyk sesyjny czy producent. Let's Dance Davida Bowie, Like A Virgin Madonny, Family Style Stevie Ray Vaughana. A kiedy wspomnimy o ostatnim artykule w The Sun, gdzie jest mowa o 2-miliardowej wartości muzyki, przy której tworzeniu brał udział jego słynny Strat 'Hitmaker' z 1959 roku, nie musimy chyba dodawać już nic więcej.

Co skłoniło cię do współpracy z Daft Punk?


Poznałem ich 17 lat temu. Próbowaliśmy już wcześniej zrobić coś razem, ale jakoś nigdy się to nie udało. Niedawno zadzwonili do mnie i powiedzieli, że mają piosenkę [Get Lucky] i byłoby fajnie, gdybym nagrał do niej gitary. Nie ma problemu. Tak się złożyło, że odbyło się to w Nowym Jorku i nagrywaliśmy w tym samym studio, w którym powstał pierwszy singiel Chick - stworzonym przez Jimiego Hendrixa, Electric Lady Studios. Totalny czad. Nie można już lepiej trafić.


Dlaczego akurat zwrócili się z tym do ciebie?


Nie mieli żadnego specjalnego uzasadnienia poza tym, że zawsze uwielbiali ten styl gry. Ale nasza współpraca wyszła też poza ramy tylko zagrania w jakimś numerze. Pytali mnie jak powstawały albumy Chick, więc objaśniłem im szczegółowo cały proces. W Chick byliśmy znacznie bardziej ograniczeni technologicznie, wszystko musiało być dopracowane muzycznie. Oznacza to, że musieliśmy umieć perfekcyjnie zagrać cały materiał, nie mogliśmy kopiować i przenieść części nagrań w inne miejsce. Nigdy nie nagrywaliśmy z klikiem ponieważ uważaliśmy, że jest to dobre dla kiepskich muzyków. Musicie pamiętać, że taki był duch tamtych czasów i credo muzycznej sceny. Każdy kto potrzebował metronomu przy nagrywaniu nie umiał według nas grać.


Zastosowałeś takie podejście przy nagrywaniu twoich partii na albumie Random Access Memories?


Dokładnie tak. Przy Get Lucky powiedziałem chłopakom, że zrobimy to tak, jak wcześniej nagrywaliśmy z Chick. Każde nagranie Chick powstawało w pomieszczeniu wypełnionym ludźmi, którzy grali razem w jednym czasie. Jednak w tym przypadku mieli oni już zarejestrowane, gotowe partie, więc nie mogło być żadnej interakcji pomiędzy mną a innymi, grającymi muzykami. Pomyślałem, że nie jestem stanie zagrać idealnej gitary do tego, co już jest nagrane. Musiałem więc to przerobić i wyciąłem wszystko poza żywymi bębnami. Posłuchałem perkusji i nagrałem gitary do tego utworu. Później wszyscy powiedzieli, 'Zaraz, on nagrał swoją najlepszą partię - teraz my nagramy swoje!' - i każdy dopasował się do mojej gitary.


Skończyło się tak, że zagrałeś jeszcze w dwóch innych numerach na płycie...


Myślę, że wszystkie utwory na tym albumie są rewelacyjne. Nastawiłem się na granie tylko w tym jednym numerze, ale po skończeniu nagrań do Get Lucky wszystko wypadło wyśmienicie, więc zapytali mnie, czy nie chciałbym zagrać jeszcze do następnej piosenki. W rezultacie moja gitara znalazła się jeszcze w Lose Yourself To Dance i Give Life Back To Music. Pod koniec powiedziałem już, "Chłopaki, mam jeszcze inną robotę, nie mogę tu zostać i poświęcić dla Daft Punk całego dnia!" (śmiech). Jeśli nie mielibyśmy innych spraw do zrobienia, prawdopodobnie nagrywalibyśmy kolejne rzeczy, ponieważ znakomicie się razem bawiliśmy. Nie mogę powiedzieć, jestem bardzo zadowolony z uzyskanego brzmienia gitary. Założeniem było żeby wrócić do nagrań, w których gitara jest podstawą groove'u i musi wypełnić brzmieniowo konkretną przestrzeń. Zrobili to perfekcyjnie.


Niektórzy sądzą, że najważniejsze są pojedyncze, melodyczne nuty. Czy zgodzisz się, że akordy są tak samo efektywne?


Moja cała kariera opiera się na akordach! I'm Coming Out, We Are Family... melodie są wewnątrz akordów. Everybody Dance, pierwsza kompozycja Chick opiera się na harmonii. Właśnie ona jest fundamentem, na którym buduje się melodię. Klasyczny styl George'a Van Epsa. To podstawowa technika, jakiej nauczył mnie mój nauczyciel, Ted Dunbar - akordy grane na trzech określonych strunach, umożliwiające wykorzystanie modalnych i liniowych patternów przy użyciu triad. Uwielbiam też grać ozdobniki akordowe.


Czy używałeś swojego Hitmakera z Daft Punk?


Tak, poprosili mnie, żebym zabrał do studia moją gitarę Plexiglass Guitarman, co też zrobiłem. Zależało im na tym instrumencie, ponieważ trzeba pamiętać, że ci goście dorastali oglądając koncerty Chick i właśnie tę gitarę można zobaczyć na większości występów na żywo. Hitmaker, na którym w zasadzie wszędzie grałem, był dla mnie bardzo wartościowy, chciałem więc mieć gitarę, która będzie miała takie samo brzmienie i jednocześnie wytrzyma trudy trasy koncertowej. Większość ludzie nie wie, że Plexiglass brzmi niemal tak samo jak Hitmaker - udało nam się to osiągnąć dzięki elektronice. Guitarman został zbudowany pod koniec lat 70. i ma zamontowane pickupy DiMarzio. I oczywiście wygląda nieziemsko.


Czytaliśmy, że przez Hitmakera przepłynęła już muzyka o wartości 2 miliardów dolarów...


Tak, i było to oszacowane już jakiś czas temu, więc możesz dodać do tego jeszcze kilka lat. Daje to obraz, jak wiele muzyki gram. Kiedy o tym pomyślisz, ludzie znają hity Chick i teraz Get Lucky, ale nie mają pojęcia o niezliczonych nagraniach do filmów, gier komputerowych i wielu innych rzeczy. Kiedy się wszystko zsumuje, wyjdzie z tego całkiem pokaźna liczba. Więc te 2 miliardy... wydaje mi się, że słyszałem tą kwotę jakieś trzy lata temu. Może nawet wcześniej. Czasem można dostać od tego nudności!


Przy nagrywaniu Get Lucky wpinałeś się z gitarą prosto w mikser, nieprawdaż?


Głównym powodem było to, że chciałem z Daft Punk uzyskać sound, jaki miałem w Chick. Zawsze wpinaliśmy się prosto w stół oraz wzmacniacz, dzięki czemu mieliśmy dwa brzmienia zmiksowane ze sobą. Chciałem byśmy mieli możliwość reampingu i wykorzystania w razie potrzeby zarówno brzmienia dowolnego wzmacniacza jak i czystej, bezpośredniej barwy gitary.


Czy w dalszym ciągu jesteś fanem Peavey'a Classic 50?


Cóż, dał mi go Stevie Ray Vaughan, ale ten egzemplarz brzmi niesamowicie. Zawsze preferowałem 10-calowe głośniki. Jeśli cofniesz się trochę i obejrzysz najwcześniejsze materiały wideo - jeszcze zanim stworzyliśmy Chick - miałem paczki Sunn na sześciu dziesiątkach, ponieważ lubiłem jak moja gitara przebija się w muzyce. Nigdy nie używałem Twin Reverba i nigdy nie grałem na niczym z 12-calowymi głośnikami, za wyjątkiem kiedy grałem jazz - korzystam wtedy ze wzmacniaczy Polytone, Twin, i tego typu. Oczywiście wtedy potrzebuję głębszego, bardziej nasyconego brzmienia. Ale kiedy gram R&B lub funk chcę, żeby gitara przebijała się w miksie. To jest mój sound. Nie używam pedałów efektowych, na żywo wpinam gitarę prosto do wzmacniacza, i tyle.


Pisałeś o projektowaniu twojego sygnowanego modelu Fendera Stratocastera. Jak idą pracę nad tą gitarą?


Wszystko jest w toku. Około trzy tygodnie temu ogrywałem ostatnią konfigurację i powiedziałem, że znowu wracamy do stołu kreślarskiego. Pracujemy już nad tą gitarą od wielu lat, musi brzmieć tak jak Hitmaker. Skopiowaliśmy w niej dokładnie każdy detal. Doszliśmy do porozumienia, że musimy to zrobić, niezależnie od poniesionych kosztów i włożonego wysiłku. Problem w tym, że goście z Fendera są bardzo sprytni: wiedzą, co ludzie lubią i czego oczekują. Rozumiem to, ale musiałem przekonać ich, że jeśli naprawdę chcą zrobić ten instrument, muszą go dokładnie odtworzyć i kropka.


Jakie pickupy znajdą się w twoim sygnowanym modelu?


Zwykłe, standardowe przetworniki Fendera produkowane w ich fabryce. Mają dokładnie taki sam poziom sygnału jak te w Hitmakerze. Przysłali mi trzy różne rodzaje pickupów, włożyliśmy je do mojego oryginalnego korpusu i właśnie te zabrzmiały identycznie. Drugie były blisko i również bardzo mi się podobały, a trzecie... szkoda gadać, zupełnie nie pasowały. Myślę, że chcieli mnie wypróbować. Dali mi te odlotowe przetworniki, które wszystkim się podobają, ale tu to nie zagadało. Nie mówię, że było to złe brzmienie, mówię, że to akurat nie 'to' brzmienie.


Co jest takiego specjalnego w Hitmakerze?


Jest lżejszy niż pozostałe Straty. W okolicach 1957 roku Fender zakupił w bardzo dobrej cenie partię drewna olchowego Nie dostarczono im go, więc musieli sami po nie pojechać. Kiedy dotarli na miejsce okazało się, że drewno to rosło w górach. Przetransportowali je do Kalifornii i odkryli, że drewno które pochodzi z takich wyższych rejonów jest bardziej suche oraz sporo mniej waży. Pomyśleli, że użyją go do nowych gitar, ale w przyszłości nie będą z niego korzystać, ponieważ jednak jest zbyt drogie. Więc korpus Hitmakera zrobiony jest z olchy, a gryf z klonu.


Le Freak w dalszym ciągu uważany jest za najlepszy gitarowy riff disco-funk...


Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że nikt nie jest w stanie go zagrać. Ja nie mogę go zagrać! Potrzebujesz do tego dwóch gitar, w przeciwnym razie nie zabrzmi to jak trzeba. Jest to naprawdę ciężkie do wykonania. Nie ważne jak prosto to brzmi, wyzywam każdego, by zagrał ten numer i zabrzmiał tak, jak w oryginale. Zawsze coś jest nie tak i brzmi jakoś kulawo. Nie zrozumcie mnie źle: nawet kiedy ja próbuję grać, brzmi to kiepsko! W studio ledwo muskam struny i ten rodzaj dynamiki jest nie do osiągnięcia podczas grania na koncercie. Nie sprawdza się to przed 60-tysięcznym tłumem, ale zawsze staram się zagrać ten riff najlepiej, jak potrafię..

GALERIA
Wild World Bastille

Przy okazji słuchania drugiej płyty Bastille doszedłem do wniosku, że chyba nigdy nie zrozumiem zwyczajów zakupowych współczesnych fanów muzyki....Gramy dalej

7 /10
Ostatnia rodzina - muzyka z filmu Różni Wykonawcy

"Ostatnia rodzina" to jeden z najgłośniejszych filmów ostatnich miesięcy, który trafi do kin pod koniec września. Z kolei dwa tygodnie temu premierę...Gramy dalej

7 /10
Soilwork ocena 8
Death Resonance
Gatunek: Melodic death metal
In Flames ocena 7
Sounds From the Heart of Gothenburg
Gatunek: Melodic death metal
Bad Vibrations
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie