Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Michał Munch

Michał Munch

Michał Munch - wszechstronny gitarzysta, kompozytor, nauczyciel, prowadzi własną szkołę gitarową. Współpracuje z Mark L Custom oraz udziela się w projekcie Williama Malcolma.

Poznaliśmy się kilka lat temu na warsztatach Jacka Królika. Powiedz, co zmieniło się w twoim myśleniu muzycznym od tamtego czasu?


Moje myślenie muzyczne zmieniło się niedawno, właściwie to parę dni temu, kiedy spotkałem się z Jackiem w celu kilkugodzinnej konsultacji. Od tamtego spotkania patrzę na ćwiczenia zupełnie pod innym kątem, niż dotychczas. Jest parę szkółek, m.in. te od Petrucciego, które przerabiam od innej strony, niż dawniej. Myślę, że prawdziwy progres dopiero będzie. Staram się nadrabiać zaległości, w sumie teraz jestem  do tyłu z ćwiczeniami przez trasę koncertową. Ostatnio dużo czasu poświęcam na próby, koncerty z różnymi artystami, do tego moja szkoła gitarowa M.M. Guitar School, którą prowadzę na co dzień.


Ile to już lat z gitarą?

Niedługo minie 13.


Początki bywały trudne?


Właściwie nie wiem, czy trudne. Pierwszy rok w ogóle był dziwny. Miałem jakąś starą rosyjską gitarę klasyczną, która miała bardzo wysoką akcję strun, w zasadzie nie dało się na niej grać. Ojciec pokazał mi parę chwytów, później nie przejawiałem większego zainteresowania instrumentem. Można powiedzieć, że przez pierwszy rok grałem bardzo mało, były częste przestoje, jeżeli chodzi o częstotliwość grania. Dopiero w drugiej, czy trzeciej klasie gimnazjum zmieniło się moje podejście do gry i grałem o wiele więcej.


Pamiętasz swoją pierwszą gitarę elektryczną?


Pierwsza elektryczna to Defil Melodia II. Kiedyś używał jej mój wujek. Wiadomo, że to nie jest instrument najwyższej klasy. Pierwszą "grywalną" gitarą był Ibanez serii GIO, niskobudżetowy segment. Niezbyt długo na niej grałem. Z czasem, gdy miałem jakieś pieniądze w zanadrzu, wydawałem je na coraz to lepszy sprzęt. Dziś jest właściwie tak samo. Proces kupowania się nie kończy (śmiech).


Dziś grasz na profesjonalnym sprzęcie, wręcz pierwszoligowym.


Głównie korzystam z gitar Music Man. Mam trzy modele: Axis Super Sport, John Petrucci 6 oraz Silhouette. Do tego Gibson Les Paul Studio, Fender American Stratocaster, Ibanez AF95. Mam też akustyka Ovation Celebrity CC047 i Celtone 120D. Jeżeli chodzi o wzmacniacze, to przede wszystkim MLC Subzero 60 oraz Randal RM 22, który pozwala na wymianę modułów brzmieniowych.

Na koncertach używam różnych zestawów sprzętu. W trasę zabrałem jak najmniejszą ilość, o jak najmniejszym rozmiarze ze względu na ciężar paczek i wzmacniaczy oraz z przyczyn logistycznych. Z kolumn została jedna, Mark L Custom na głośniku WGS Retro 30, do tego Eleven Rack ze sterownikiem i końcówką mocy. Obecnie Mark L przygotowuje dla mnie nowy system z trzema Strymonami: Big Sky, Timeline i Mobius. Ostatnio zrobiłem porządki w sprzęcie. To było moje postanowienie noworoczne, że pozbędę się wzmacniaczy, czy efektów, których nie używam.


Jak doszło do współpracy z Mark L Custom?


Kilka lat temu chciałem zrobić sobie system na zamówienie. O firmie Marka dowiedziałem się od znajomego. W zasadzie od tego się zaczęło, od pierwszego systemu podłogowego. Później zakumplowaliśmy się z Markiem. Gdy potrzebował jakieś nagrania sprzętu audio lub video, chętnie je nagrywałem zazwyczaj przy użyciu trzech gitar, czyli Stratocastera, Music Mana John Petrucci oraz Gibsona Explorera. Na YouTube czy stronie Mark L jest tego trochę.


Czy znalazłeś już swojego świętego Graala?


Świętego Graala w zasadzie jeszcze nie znalazłem. Jednak najbardziej skłaniałbym się ku Music Manowi Axis Super Sport. Czuję się najbezpieczniej z tą gitarą. Gdybym miał do wyboru wziąć ze sobą tylko jedną gitarę na jakiś wyjazd, wybrałbym tego Axisa. To gitara, z którą spędzam najwięcej czasu.


Pewnie dlatego, że jest to gitara bardziej uniwersalna.


Dokładnie tak. Jestem z niej bardzo zadowolony. Ma mostek tremolo i świetne brzmienia. Zaletą są też klucze blokowane (jak każdy Music Man, którego posiadam). Bardzo nie lubię nawijać strun, a klucze blokowane usprawniają ich wymianę. Dodatkowo dzięki nim gitara lepiej trzyma strój.


Dużo ludzi zarzuca gitarom Music Man brak tożsamości.


W pewnym sensie można tak powiedzieć. Gibson będzie zawsze brzmiał jak Gibson, podobnie jest z Fenderem. To gitary na tyle charakterystyczne i wyjątkowe brzmieniowo, że nie ma możliwości znalezienia instrumentu, który łączyłby te dwa najbardziej popularne brzmienia, a przynajmniej je imitował. Na przykład MM John Petrucci to gitara bardzo przydatna w wielu sytuacjach. W środkowej pozycji mam w niej fajne singlowe brzmienie, więc brzmi trochę w stylu Fendera. Owszem, nie jest to typowa dla tych gitar szklanka, jednak w warunkach koncertowych taka gitara się sprawdza, oferuje dużo brzmień, również zaletą jest piezo. I oczywiście świetnie się sprawdza w cięższych brzmieniach.


Na co dzień prowadzisz szkołę gitarową M.M. Guitar School. Widzisz potencjał w swoich uczniach?


Jest trochę osób, które faktycznie poświęcają dużo czasu grze na gitarze. Część z nich podchodzi do gry hobbystycznie, jako forma spędzenia wolnego czasu. Pewne jest to, że wszyscy moi uczniowie chcą dobrze grać. Najważniejsze w nauce gry to systematyczność, ciężka praca i cierpliwość. Tak mówi Jacek Królik. Ostatnio odkryłem u siebie, że cierpliwość popłaca. Wielu młodych ludzi pochłaniają komputery i Internet, więc czasem nauka gry nie odbywa się z uwzględnieniem tych trzech istotnych czynników.


Na co kładziesz nacisk jako nauczyciel? Jesteś teoretykiem, czy stawiasz na praktykę?


W zasadzie staram się nauczyć zarówno teorii, jak i praktyki. Przede wszystkim chodzi o to, by ktoś nauczył się grać. Niech najpierw zagra te paręnaście piosenek z tabulatur, czy nut, do tego parę zagrywek. Jeżeli uczeń będzie znał podstawy, które pomogą w przyswojeniu teorii, później będzie mu łatwiej zrozumieć budowę akordów czy skal jak też sposoby, w jaki pentatonika się nakłada na załóżmy jakiś akord molowy.


Poza nauczaniem, grasz z Williamem Malcolmem. Czy w tym zespole w pełni się realizujesz?


Nie do końca. U Williama gramy jego materiał. On przynosi szkic, my go obrabiamy, aranżujemy, robimy po prostu utwór ze szkicu. Gdzieniegdzie jest parę momentów, w których zagrałbym inaczej, czy więcej. Dogadaliśmy się, że to jest projekt Williama i ostateczne zdanie należy do niego. Nie mogę powiedzieć, że gra z Williamem mnie ogranicza, jednak nie mam pełnej swobody. Obecnie powstaje projekt z Anią Hodowaniec, w którym będę realizował się bardziej. Będzie tu sporo gitarowego grania na bardzo dobrym poziomie.
Myślę, że na początku lata będzie można coś usłyszeć. Żeby się spełnić w 100%, po prostu będę robił swój materiał. Jeszcze nie wiem, czy będzie to tylko granie instrumentalne, raczej nie jestem do tego skłonny. Może nagram parę utworów z wokalem. Oczywiście nie z moim.


Twój totalny muzyczny autorytet?


Pierwszą moją poważną inspiracją był Joe Satriani. Od takiego grania właściwie już odszedłem. Poza nim, szczególnym gitarzystą dla mnie jest John Petrucci, Alex Hutchings, Guthrie Govan, Steve Morse, Robben Ford, również Jacek Królik. Nie trzymam się ściśle jednej stylistyki, a gitarzystów, którzy mnie inspirują jest całe mnóstwo.


Manewrujesz po różnych stylistykach. Czy jest jakiś rejon muzyczny, w który się nie zapuszczasz?


Nie jestem jeszcze jazzmanem. Na pewno nigdy nim nie będę, bo do tego nie dążę. Myślę, że takie stricte jazzowe granie w stylu Joe Passa raczej odpada. Chociaż kto wie, nigdy nic nie wiadomo. Jak mi czegoś będzie brakowało, to może się za to wezmę.


Jakie jest twoje podejście do shreddingu? Gdzie jest jego granica?


Nie jestem przeciwnikiem shreddingu, jednak należy stosować go umiejętnie i świadomie, nie zapominając o tym, że czasem można przesadzić. Trzeba słuchać, jak to brzmi, bo jeśli tego brakuje, to łatwo można przekroczyć granicę. Nie chodzi o to, by wciąż używać tego stylu, ale warto mieć go w zanadrzu w swoim arsenale. Shredding to nie wszystko. Trzeba pamiętać by umieć zagrać jazzowy walking, bossa novę czy bluesowe i jazzowe standardy. Ważny jest też funkowy groove.


Czy po tylu latach gry jesteś w stanie powiedzieć, że znalazłeś własne brzmienie?


Wciąż szukam własnego brzmienia. Nie wiem, czy w mojej grze słychać coś charakterystycznego, definiującego mój indywidualny styl gry. Nie znalazłem jeszcze złotego środka. Teraz zaczynam bardzo poważnie podchodzić do techniki, teorii i ogólnie do gry. Im dalej w las, tym więcej drzew (śmiech).


Co byś doradził młodym, początkującym jako metodyk i doświadczony gitarzysta?


To, do czego sam doszedłem czyli trzy złote zasady, jakie powtarza też Jacek Królik: systematyczność, ciężka praca i cierpliwość.


Sprzętologia:
Gitary: Music Man: Axis Super Sport, John Petrucci 6, Silhouette, Gibson Les Paul Studio 50s Tribute, Fender American Standard Stratocaster, Ibanez AF95, Samick Custom Pro Shop (valley arts guitar), Ovation Celebrity CC047, Celtone 120D.
Wzmacniacze: MLC Subzero 60, Randal RM 22
Kolumny: MLC 1x12, Randall 1x12
Interfejs: Avid Eleven Rack

Rozmawiał Wojciech Margula

Popestar Ghost

Jako jeden z nielicznych w redakcji naszego magazynu uparcie bronię Ghost.

Gramy dalej

9 /10
Breaking Habits Meller Gołyźniak Duda

Wreszcie doczekaliśmy się polskiej supergrupy z prawdziwego zdarzenia. Nie jakiejś tam odpustowej zgrai muzykantów do kieliszka, ale ekipy złożonej...Gramy dalej

8 /10
Testament ocena 8
Brotherhood of the Snake
Gatunek: Thrash metal
When The Smoke Clears
Gatunek: Hardcore
Shklo ocena 7
Shklo Music
Gatunek: Alternatywa
Zobacz wszystkie