Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Christian Peters (Samsara Blues Experiment)

Christian Peters (Samsara Blues Experiment)

O najnowszym albumie Samsara Blues Experiment "Waiting for the Flood" i paru innych kwestiach rozmawiamy z gitarzystą i wokalistą zespołu Christianem Petersem.

Zacznijmy od Black Sabbath i krautrocka. Na Waszym fanpage wyczytałem, że to ponoć Twój ulubiony temat rozmów (śmiech).


O tak, zdecydowanie. Szczerze, o jednym i drugim nie mogę już nawet słuchać, o rozmowie nie wspominając! Przepraszam, ale czuję totalny przesyt wszechobecną modą na lata '70. Nie tylko dlatego, że panoszy się dosłownie wszędzie, zarówno w muzyce undergroundowej, jak i w tej bardziej popularnej, ale także z tego względu, że ten trend jest tak nieprawdopodobnie płytki i powierzchowny. Chodzi mi o to, że powszechna wiedza o krautrocku i muzyce z lat '70 ogranicza się do nie mającego końca recytowania nazw pięciu czy sześciu kapel, co zdecydowanie nie wystarcza przecież do podsumowania tego okresu jako - bez dwóch zdań wspaniałego - rozdziału w historii muzyki. Nie zrozum mnie źle, uwielbiam ten okres, ale nie mogę już więcej słuchać o takich kapelach jak Can, Amon Düül, Black Sabbath, Captain Beyond i tak dalej.


Okej, to teraz bardziej na poważnie. Muzyka Samsara Blues Experiment różni się nieco od Terraplane. Czy za powołaniem do życia Samsary kryła się chęć realizowania pomysłów, których nie miałeś okazji wdrożyć w swym wcześniejszym zespole?


Założyłem Samsara Blues Experiment, ponieważ Terraplane zakończył działalność, a ja z powodów osobistych przeprowadziłem się do Berlina. Koncept, który stał za obydwoma zespołami, był z grubsza taki sam, ale z upływem czasu dorastasz, twój gust się zmienia, tak samo jak zmienia się twoje życie, co sprawia, że dwie z pozoru podobne kapele, w rzeczywistości bardzo się od siebie różnią. W przypadku tych dwóch formacji chodziło w zasadzie o to samo - żeby dobrze się bawić, tworzyć muzykę i sztukę. Myślę, że póki jestem w coś zaangażowany, ogólny klimat tego czy tamtego będzie w miarę podobny. Choć mam jako takie wykształcenie muzyczne, nie uważam się za muzyka tradycyjnego, rozwinąłem własny styl i indywidualne podejście do tworzenia. Ponadto, o różnicach między zespołami decydują też pozostali muzycy zaangażowani w dany projekt. W Terraplane nie zaśpiewałem choćby słowa. To były zupełnie inne czasy, byliśmy zdecydowanie mniej doświadczeni i dysponowaliśmy znacznie gorszym sprzętem.


Wasza najnowsza płyta - "Waiting For The Flood" - ukazała się kilka miesięcy temu. Mieliście jakieś szczególne założenia co do tego materiału, czy po prostu daliście upust własnej kreatywności?


Generalnie, za wszystkim stoi przede wszystkim intuicja, bez nadmiernego zastanawiania się, co i jak należałoby zrobić. Dotyczy to także tworzenia muzyki. Nie piszę jej, po prostu ją gram.


Pytam o to, ponieważ w moim odczuciu, nowy album jest nieco inny niż poprzedni - "Revelation & Mystery". Nowy materiał jest jakby mniej przebojowy i mniej urozmaicony, za to bardziej zwarty i psychodeliczny. Czy tak właśnie miało być?


Prawdopodobnie tak. Z początku zależało mi na tym, by nowa płyta składała się z tylko dwóch utworów, ale ostatecznie ten pomysł nie zadziałał. Poza tym, wygląda na to, że przed nami zbyt wiele innych zespołów zrobiło już coś podobnego (śmiech). Jedno było jasne, nie chcieliśmy już tak długich kawałków. Utwory, które wypełniają całą stronę winyla mogą szybko stać się cholernie nudne, zwłaszcza, gdy nie są szczególnie dobrze skonstruowane. Uważam, że nasz nowy album wciąż jest całkiem urozmaicony, choć być może w inny sposób. Oczywiście, nie zawsze jesteśmy w stanie zaproponować coś całkiem nowego, innego niż poprzednio. Jesteśmy przecież tylko ludźmi. Niedoskonałymi, czasem nawet bardzo.


W waszej dyskografii wciąż najbardziej lubię "Revelation & Mystery". Z jednej strony na przykład za "Into The Black" czy spacerockowy "Hangin' on the Wire", a z drugiej choćby za takie "Zwei Schatten im Schatten" czy znakomity folkowy "Thirsty Moon". Na nowym albumie brak mi trochę takiego zróżnicowanego klimatu. Co masz na swoją obronę?


Cóż, prawda jest taka, "Revelation & Mystery" to również mój ulubiony album Samsara Blues Experiment. Także jeśli chodzi o produkcję, całkiem inną niż wszystko to, co wcześniej zrobiliśmy. Ta płyta nie brzmi jak typowy album stonerowy. Bardziej jak klasyczny rock, czy nawet metal.

Jednym z czynników, które mogły mieć pewien wpływ na kształt nowego materiału, są fani Samsary. To w gruncie rzeczy dość dziwne i nieco... zwodnicze, bo generalnie gramy przede wszystkim dla siebie, nie pod gusta innych. Generalnie, "winę" przypisałbym sukcesowi, który odniósł "Long Distance Trip", za którym sam - szczerze mówiąc - nie szaleję. Moim zdaniem, wiele fragmentów "Revelation & Mystery" jest lepszych od całej debiutanckiej płyty razem wziętej, ale wielu fanów uznało ją za nasze najgorsze dokonanie. To smutne, a jednocześnie bardzo dziwne.

Dlatego w przypadku najnowszego krążka, jakby podświadomie - tak przynajmniej postrzegam to dziś - poszliśmy na pewien rodzaj kompromisu. "Waiting For The Flood" jest czymś pośrednim pomiędzy dwoma poprzednimi albumami Samsary. Powiedzmy, że to też był jeden z naszych eksperymentów (śmiech). Oczywiście uważam, że warto poświęcić czas i uwagę nowej płycie, jednak to drugi album SBE jest moim zdecydowanym faworytem, przede wszystkim za sprawą "Thirsty Moon". W mojej ocenie, to jeden z pięciu najlepszych kawałków, jakie powstały w ramach mojej muzycznej "kariery".

Wiesz, to trochę przytłaczające, mieć świadomość, że tak wielu słuchaczy na pierwszym miejscu stawia nasz debiut, ten album polubiło najbardziej, podczas gdy ani ja ani reszta chłopaków, czyli cały zespół nie jesteśmy przecież w stanie wciąż powtarzać jednej płyty, a tym bardziej atmosfery, która towarzyszyła powstaniu i jest charakterystyczna dla "Long Distance Trip". Życie ma przecież do zaoferowania znacznie więcej. Ostatnio sporo myślałem nad moją, dość pokręconą, pozycją w życiu jako muzyka. To mocno skomplikowane. Najpierw uszczęśliwiasz sporo osób jednym albumem, za chwilę kolejnym ich rozczarowujesz, potem być może znów ich uszczęśliwisz, a zaraz potem rozczarowujesz. To błędne koło! (śmiech)


No właśnie, na pierwszy rzut oka, zwłaszcza biorąc pod uwagę długość kawałków, "Waiting For The Flood" można odnieść do Waszego debiutu. Słychać jednak, że teraz Samsara brzmi zdecydowanie lepiej, a przede wszystkim bardziej dojrzale. Co o tym myślisz? Jak opisałbyś Waszą muzyczną drogę, od nieśmiałych początków do punktu, w którym jesteście dziś?


Nasza muzyczna podróż rozpoczęła się od grania jako tradycyjna stoner-rockowa formacja, której zasadniczą inspirację stanowiło ciężkie granie zza Oceanu. Z upływem czasu staliśmy się bardziej progresywni, poddaliśmy się europejskim wpływom, dzięki czemu dziś - być może - nasza muzyka jest znacznie bardziej poukładana niż chciałbym to przyznać. Nie możemy (i nie chcemy) więcej grać kawałków opartych na dwóch akordach. Kiedy grasz w ten sposób przez kilka dobrych lat, w którymś momencie zaczyna Cię to okrutnie nużyć.

Jeśli chodzi o mnie samego, jestem rzecz jasna trochę starszy, może odrobinę mądrzejszy niż za czasów debiutu, od którego minęło już całe pięć lat. Tak jak powiedziałem, sporo spraw zmieniło się w dość zasadniczy sposób. Jedna z nich to na przykład mój muzyczny gust, inna to zmiana otoczenia, poza tym zmieniły się różne życiowe okoliczności, które tak czy inaczej wpływają na muzykę, którą tworzyłem i tworzę. Poza tym, teraz znacznie więcej myślę o tym, co gram i o czym śpiewam. Tym razem dodatkową trudność sprawił mi fakt, że nigdy wcześniej podczas minionych 14 lat muzycznej kariery, nie napotkałem przy pracy nad jakimkolwiek materiałem aż tylu problemów i niepewnych sytuacji, co teraz. Dlatego wciąż nie potrafię jednoznacznie stwierdzić, czy jestem w pełni zadowolony z ostatecznego rezultatu. Z drugiej strony, tak już mam, że wciąż czymś się zamartwiam (śmiech)


Wasze długie kompozycje często mogą sprawiać wrażenie improwizowanych. Czy improwizacja faktycznie odgrywa jakąś znaczącą rolę, gdy pracujecie nad nowym materiałem?


Zwykle jest tak, że ja albo czasem ktoś inny startuje z początkowym riffem albo jakimś pomysłem na melodię, ktoś inny dodaje swoją partię, a na koniec zwykle ja decyduję, czy to był dobry czy zły kierunek. Wszystko, każdy pomysł, oparty jest na intuicji i wzajemnym porozumieniu.


Dlaczego na okładce znalazł się obraz Zdzisława Beksińskiego?


Ten obraz na okładce to pomysł naszego perkusisty, Thomasa. Wcześniej miała miejsce zwyczajowa już "kłótnia" o oprawę artystyczną albumu. Początkowo (tylko ja) chciałem, żeby okładka przedstawiała po prostu kawałek wysuszonej, spękanej ziemi, ale reszta chłopaków uznała, że to zbyt nudne i że okładkę powinien zdobić obraz bardziej przemawiający do wyobraźni. Mnie zależało z kolei na tym, żeby po prostu pozwolić muzyce przemówić za siebie, bez dodatkowych rozpraszających ozdobników.


Skoro jesteśmy przy tej dziedzinie sztuki. Pod szyldem Sunart Works projektujesz artworki między innymi do płyt Samsary, jak również plakaty. Którzy twórcy wywarli (albo wciąż wywierają) na Ciebie największy wpływ?


Dave Kinsey, Andy Howell i Frank Kozik. Ci przede wszystkim. A poza tym, także Phil Frost - w latach '90. Lubię dripping, choć przeważnie pracuję na komputerze. Żałuję, że nie potrafię lepiej rysować, oraz że brak mi w tej dziedzinie więcej cierpliwości.


Na stronie zespołu udostępniliście kilka rarów, między innymi kawałek "Back To Life", który nazwałeś "pierwszym utworem Samsara Blues Experiment". To chyba Wasz najmocniejszy utwór. Dlaczego nigdy nie trafił na żadną płytę?


Został wydany już wcześniej na dwóch samplerach. To coś w rodzaju 'zaginionego kawałka', przede wszystkim dlatego, że ma zupełnie inny klimat niż materiały, które dotychczas wypełniały nasze albumy. Szczerze mówiąc, nie jestem zwolennikiem umieszczania na płytach CD bonusowych utworów. Moim zdaniem przeważnie wychodzi to mało naturalnie i zupełnie nie pasuje do konceptu. Album jest kompletnym dziełem sztuki, a przynajmniej - moim zdaniem - powinien taki być. Nie potrzeba tu żadnych bonusów i innych gadżetów. Zresztą, co mielibyśmy w takim przypadku powiedzieć tym, którzy kupią wersję na winylu "Sorry, zapraszamy do zakupu CD"? Każdy, kto chciał mógł ściągnąć sobie "Back To Life" za friko. Moim zdaniem, to w zupełności wystarczy.


Swego czasu wystąpiliście na żywo, grając podkład muzyczny pod projekcję niemego filmu 'Metropolis'. Graliście wtedy Wasze regularne kawałki? Jak wspominasz to doświadczenie?


Bez wątpienia było to dla nas istotne doświadczenie. Zagraliśmy dwa wieczorne, dwu i pół godzinne sety, zakończone improwizacjami i spokojniejszymi partiami utrzymanymi w D lub G, ale ludziom bardzo się podobało. Zapewne głównie przez szczególną atmosferę, jaką udało się wykreować nam i za sprawą samego filmu. Przyznaję, że pierwszy wieczór był całkiem fajny, ponieważ wcześniej w ogóle nie przećwiczyliśmy tego na próbie. W rezultacie, nie mieliśmy żadnych specjalnych oczekiwań, chcieliśmy po prostu nie spieprzyć tego za bardzo. Wykorzystaliśmy wtedy nasze trzy utwory i bez skrępowania maksymalnie je wydłużyliśmy. Generalnie jednak granie tak długich kawałków już mi nie odpowiada. Spróbowaliśmy tego jeszcze raz, rok później, grając do innego niemego filmu "Nosferatu", ale dziś ten rozdział naszej aktywności uznaję za zakończony. Improwizowanie we czwórkę na odpowiednio wysokim poziomie jest dla nas za trudne. Nie jest łatwo wzajemnie się między sobą porozumieć, przez co szybko wkrada się bałagan i jedyne, co z tego powstaje, to zwykły jazgot.


Na początku 2013 r. wydaliście koncertówkę "Live at Rockpalast". Koncert można zobaczyć na YT, dlaczego nie zdecydowaliście się wydać go na DVD?


Naprawdę się cieszę, że ten koleś z Niemiec udostępnił - zresztą nie do końca legalnie - ten koncert na YouTube. W przeciwnym razie pewnie nikt, albo prawie nikt z naszych zagranicznych fanów, z takich krajów jak np. Indonezja czy tym podobne nie miałby szans obejrzeć koncertu Samsara Blues Experiment, za wyjątkiem paru innych dostępnych tam kawałków przeważnie marnej jakości. Miałem okazję się przekonać, że Rockpalast podchodzą do sprawy skrajnie handlowo i z nastawieniem przede wszystkim na zysk. Zażądali bardzo wysokiej kwoty za umieszczenie swojej nazwy na wydaniu CD, a mimo to w dalszym ciągu trudno było się z nimi porozumieć. Podchodzili tam do nas jak do bardzo niechcianego gościa, co potwornie działało mi na nerwy. Dlatego, wielkie dzięki za zaproszenie i sorry za zawracanie głowy, ale to by było na tyle. Nie dzwońcie już więcej!


Jesteście bardzo koncertowym zespołem. Mam jednak wrażenie, że lepiej czujecie się, gdy nie jesteście ograniczani pod względem czasowym (jak na przykład wtedy, gdy w 2011 roku zamykaliście Roadburn). Jak oceniasz Wasz ubiegłoroczny występ w Warszawie w ramach Days of The Ceremony? Wtedy musieliście się streszczać!


Dziękuję! To, co zapamiętałem z tego dnia przede wszystkim, to że było wtedy ekstremalnie gorąco. W pewnym momencie czułem się tak, jakby zaczynało brakować mi powietrza, dlatego w gruncie rzeczy wcale źle się nie stało, że cały set trwał tylko 45 minut. To i tak jest przecież średnim czasem dla większości kapel na tego typu imprezach. Poza tym, niestety, nie przypominam sobie zbyt wiele z tego wieczoru. Generalnie jednak na pewno wolę takie, mniejsze koncerty, niż występy w ramach większych eventów. Optymalne warunki dla nas to koncert trwający około 1,5 godziny, z publicznością nie większą niż 250 osób, która stoi blisko sceny, kołysze się albo tańczy. Tak wygląda idealny koncert z naszej perspektywy (śmiech).


Czy jest szansa, że wystąpicie kiedykolwiek na żywo z całym swoim instrumentarium? Jak Colour Haze, który grał koncerty z sitarem...


Próbowaliśmy tego na naszych pierwszych koncertach, ale ostatecznie musieliśmy porzucić ten pomysł z uwagi na zbyt małą przestrzeń na większości scen, a przede wszystkim przez nieodpowiednie nagłośnienie. Kiedy wchodzi perkusja i przesterowana gitara, nigdy nie słyszę sitara. Poza tym, jest jeszcze ten problem, że jeśli o mnie chodzi, jestem w stanie grać w danej chwili tylko na jednym instrumencie. Większość 'dziwnych dźwięków' na scenie generuję własnymi dłońmi, gram również na gitarze prowadzącej. Nie mogę robić tego wszystkiego jednocześnie. W przypadku Colour Haze jest całkiem inaczej. Stefan Koglek gra jedynie na gitarze i sporadycznie śpiewa. W naszym wykonaniu byłoby to znacznie trudniejsze.


Skoro jesteśmy przy sitarze, jak zainteresowałeś się tym instrumentem?


Wydaje mi się, że kupiłem sitar około roku 2006. W zasadzie wciąż nie mogę się zdecydować, czy powinienem na poważnie zająć nauką gry na tym instrumencie czy raczej kontynuować te wygłupy, które póki co uskuteczniam.


Był sitar, to teraz czas na gitarę. Dlaczego wybrałeś właśnie grę na gitarze? I kto był twoim największym gitarowym idolem, jeśli kiedykolwiek takiego miałeś?


Kiedy miałem 10 lat, mój ojciec powiedział mi, że powinienem nauczyć się grać na jakimś instrumencie. W tamtym czasie potrafiłem rozpoznawać może dwa czy trzy różne instrumenty, więc ostatecznie zdecydowałem się na gitarę. Także dlatego, że o ile pamiętałem, grała na niej (i śpiewała) moja matka. Później, w wieku 16 lat, moje życie dość dramatycznie się zmieniło. Po wczesnej śmierci matki, przeprowadziliśmy się z ojcem do małej wioski na jakimś zupełnym zadupiu, gdzie mój ojciec ożenił się po raz drugi. Powoli coraz bardziej zamykałem się w sobie i w końcu z chłopaka nastawionego na sport przeobraziłem się w długowłose dziwadło, którym jestem do dzisiaj (śmiech). Poprosiłem ojca o gitarę elektryczną jako prezent pod choinkę, a kiedy ją dostałem, ojciec włączył mi album Rory'ego Gallaghera i powiedział coś w stylu: 'To był prawdziwy gitarzysta, graj tak jak on!'. Cóż, tak to się zaczęło. Dziś lubię wiele instrumentów, a gitara jest tylko jednym z nich. Za to moim największym marzeniem jest nauczyć się grać na pianinie.


Widziałem cię na scenie z Gibsononem SG i Fenderem Stratocasterem. Po drodze był też Les Paul. Powiedz parę słów o swoich gitarach i zdradź, czy wolisz Gibsona czy Fendera.


Problem w tym, że nie wiem, którą z nich lubię bardziej. Właśnie dlatego widziałeś mnie zarówno grającego na SG, Les Paulu, jak i Stracie. Te trzy klasyczne gitary są jedynymi, które naprawdę kocham. Próbowałem też innych modeli, ale ostatecznie pozostaję wierny tylko tym trzem. Nie mam żadnych szczególnie bliskich związków z gitarą jako taką, to po prostu narzędzie do wyrażania siebie, do ekspresji. Jest jeszcze jedna gitara, która zalicza się do moich ulubionych, choć to akurat akustyk marki Brightway. To jedyna gitara, której na pewno nigdy nie widziałeś na scenie ani na żadnych zdjęciach, ponieważ póki co nigdy nie zagraliśmy "Thirsty Moon" na żywo.


To magazyn dla gitarzystów, więc muszę cię jeszcze pomęczyć. Powiedz o pozostałym używanym przez Ciebie sprzęcie - wzmacniacze, efekty. Czy pracując nad "Waiting For The Flood" używaliście tego samego sprzętu, na którym gracie na żywo?


Tak, to w większości ten sam sprzęt. Pierwszy raz używałem też Talk Boxa, co sprawiło mi sporo radochy. Mój typowy zestaw to wzmacniacz Orange Rockerverb 100 z kolumną Orange 4x12. Używam też kaczki Dunlopa, Swollen Pickle Distortion, Maxon Tube Screamer, Fulltone Deja Vibe, Electric Mistress Flanger oraz Boss Giga Delay. Mam też inne efekty, ale staram się trzymać tych, które wymieniłem, bowiem koniec końców i tak okazuje się, że nie potrzebujesz niczego więcej, poza nimi i własnymi palcami. Gram również na syntezatorach i innych instrumentach klawiszowych, służą mi do stworzenia atmosfery albo hałasu.


Basista Samsary, Richard Behrens, ponownie wcielił się w rolę producenta "Waiting For The Flood". Rozważaliście kiedykolwiek pracę z kimkolwiek innym?


Richard - jako producent - robi świetną robotę, dlatego nie wydaje mi się, żeby był sens cokolwiek tu zmieniać. Nad miksem materiału też pracujemy w zasadzie wszyscy razem i takie podejście również zdaje egzamin. Każdy z nas ma zwykle własne zdanie na dany temat i od czasu do czasu musimy to i owo przedyskutować (śmiech). Tylko praca nad masteringiem tym razem nie w pełni mnie uszczęśliwiła, ale tym zajmowali się jeszcze inni ludzie. To często dość stresujące - spędzasz mnóstwo czasu w studio, nagrywając, a później miksując materiał i przez cały czas masz wrażenie, że nigdy tego nie skończysz, że cały czas jest coś do poprawienia. Aż tu nagle, w końcu, czas się kończy i chcąc nie chcąc musisz zamknąć temat, niejednokrotnie godząc się na kolejne kompromisy, na które niekoniecznie masz ochotę.


Jakie są najbliższe plany Samsara Blues Experiment?


Przede wszystkim, nieco odpoczynku. Myślę, że zasłużyliśmy na to po pięciu latach maksymalnego zaangażowania. Borykam się też z pewnymi problemami w pracy, które muszę w najbliższym czasie rozwiązać. Generalnie, mam więc o czym myśleć. Tak czy owak, dzięki za zainteresowanie!


Rozmawiali: Małgorzata Napiórkowska-Kubicka i Szymon Kubicki


Wywiad w wersji oryginalnej:

 

Let's start from Black Sabbath and krautrock. I read somewhere, at your fanpage I guess, that this is one of your favorite issue to talk in the interviews, is that correct? ;-)


Absolutely. I also can't hear enough of both these topics... not anymore! Sorry but I am totally fed with the 70s Trend but not only because it seems to be everywhere in the upper- and underground, it's just so unbelievably superficial. I mean what do you really hear about Krautrock and the 70s except for the endless namedropping of five or six bands that do not at all sum up the 70s as a great period for music. So please don't get me wrong I love that era, but I can't even hear anymore those names like Can, Amon Düül, Black Sabbath, Captain Beyond and so on.


OK, and now more seriously: Samsara's music is a bit different from that what Terraplane used to play. Did you create this band because you felt a need to make some ideas come true and they could not be done in your before-Samsara project?


I founded SBE because Terraplane broke up and I then moved away to Berlin for personal reasons. The ideas behind both bands were pretty much the same, but you always grow, develop different tastes and you're whole life may change in between as well, which might make two similar bands appear very different. The main idea behind both bands was the same: to have fun, creating music and art. As long as I am involved the overall vibe will always be very similar I guess. I am not much a traditional musician, I have had some classical schooling but then rather soon developed my own style and approach to things. But of course also the other people in the bands make some significant difference. I didn´t even sing a word in Terraplane. Times were completely different, we had way less experience and partially much worse equipment.


Your brand new album titled "Waiting for the Flood" was released few months ago. Did you make any specific presumptions while working on this material or you just let your creativity free?


It all relates to intuition and not too much thinking in terms of writing music for instance. I don't write music. I only play.


I'm asking because - in my opinion - new album clearly differs from previous "Revelation & Mystery". "Waiting" is not that hit, not that varied and instead of it’s more pithy and psychedelic. Was it all intended?


Probably. Well initially I wanted to do only two songs on an album for quite a while, but this didn't work out and also seems that too many other bands did that in between ;-). Also we just can't do these long longtracks anymore, as it seems to me. Those songs that fill one LP side can become very boring too soon, at least if they aren't rendered out very well. I think that the new album still has a lot of variety but maybe in different terms. Of course we can not always come up with something completely new. Also we are only (sometimes very) limited human beings.


My still favorite Samsara's album is "Revelation & Mystery". Main reasons are: tracks like "Into The Black" or spacerockin' "Hangin' on the Wire", but also "Zwei Schatten im Schatten" and amazing folk song "Thirsty Moon". New album is less atmospheric, it's not that diversified like the one before. Any idea why is that?


Well actually also for me "Revelation & Mystery" remains the favorite SBE-album, also production-wise, though much different from everything else we did. It didn't sound like the random Stoner-album. More like a classic Rock or Metal album.

One factor that may have had some impact on the new stuff could be the fans. It's a bit confusing I have to agree and of course we do not primarily play for somebody else but for ourselves. I mostly blame that to the on-going success of "Long Distance Trip". I do not really get "the craze" for it. In my opinion "Revelation & Mystery" had moments far beyond anything on the debut and still it's considered our "worst album" by way too many fans. A bit sad and weird actually.

So for the new album and somehow unconsciously - at least that's how I see it now - we probably came up with this sort of compromise. "Waiting For The Flood" may very well be something in between the two earlier albums. Let's say it was also an experiment ;-). I still find it worth while to listen to, but yes also the second album remains my distinct favorite, especially for "Thirsty Moon". I see this one among the five best songs of my "career".

You know it was and still is a bit "intimidating" to know that so many people liked our first album so much while I or we as a band as well can not always repeat one album, or the feelings we shared with "Long Distance Trip". Life has so much more to offer. I recently sort of medidate on the position that I have in my life as a musician. A bit tricky. Making so many people happy with one album, disappointing them with the next, maybe making them happy again, disappointing them, a vicious circle haha...


At first blush, especially taking into consideration tracks lenghts, "Waiting for the flood" reminds me a bit your debut. Now you sound way better of course & much much mature. What's your point of view? How would you describe your music trip from the beginnings the to point were you are today?


Our musical trip starting from being sort of a more traditional and heavily USA band-influenced Stonerrock band to being more progressive, much more European-influenced and acting and maybe today there is much more thinking involved in our music than i firstly wanted to admit. We can not play anymore those two chord songs. That's boring when you do it over a period of several years.

Speaking for myself, I of course grew a bit older and maybe even one inch wiser since the debut, which is now five years ago. As I said some things changed in elementary ways. One thing for instance is my musical taste, the other one may be a change of surrounding, the different settings for creating a piece as life affects me directly. And also I think much more about what I play and sing. This made a it really hard for me this time, actually I never had experienced so many troubles and uncertainties with any recording I did in the last 14 years of my career as a producing musician. Somehow I am still not sure if I am really completely satisfied with the final result. But I am also a "natural worrier" ;-).


Why did you choose Beksinski's art for album cover?


Our drummer Thomas came up with the image after "the usual quarrels" on art issues. Initially I only wanted the whole LP-album to look (and feel!) like a piece of crackled dry soil, while the others disagreed on this because they found it too boring without a real decorative image on the cover. I sort of wanted to let the music speak for itself without much other distraction.


You make posters and artworks under the name of Sunart Works, also for Samsara releases. Which artists influenced you (or still do) the most?


Dave Kinsey, Andy Howell and Frank Kozik ...but also Phil Frost had some impact on me back in the 90s. I like dripping paint, even though I mostly work with computers. Wish I could draw better or at least bring up some more patience for that matter.


You put on your site a few rares, to mention a track called "Back To Life". You called that song "the first track of Samsara Blues Experiment". I like it a lot, this is probably the most powerful Samsara's track ever. Why didn't you decide to release it, for example as a bonus track?


It was released on two samplers before. It's sort of a lost track, also because it has a whole different feeling to the stuff on our albums. I really don't like the idea of putting bonus tracks on an album CD. It's sort of unnatural and mostly doesn't fit the context. An album is an own piece of art. At least should be in my opinion. No bonus tracks, no gimmicks needed at all. And then what would we have to tell LP buyers? Sorry but please get the CD as well? "Back To Life" was downloadable for free for each and everyone who was interested. That's enough I guess.


Some time ago you did a show playing live soundtrack to the movie "Metropolis". Did you play there regular Samsara tracks? How do you recall this experience?


It certainly was an experience. We played this in two evenings for two and a half hours and mostly ended up noodling and tootling in D or G, but people liked it - probably because of the atmosphere that we and the pictures created - and I have to agree that the first evening was pretty cool because we didn't even properly rehearse and so expected close to nothing except for hoping not to mess it all up. We also included three tracks and shamelessly extended them, but you see it's not really my cup to play long tracks like this anymore. Still for some sort of nostalgia one year later we tried another silent movie, called "Nosferatu", but now ended that chapter because it's just too hard to really improvise with four guys on a higher level. It's hard to communicate and all may get too messy too soon. All is noise then.


At the beginning of 2013 you brought to light a CD titled "Live at Rockpalast". This show may also be viewed at YT, why didn't you decide to release it on DVD?


I am really happy that this one german guy (sort of illegally) uploaded the TV transmission (one track was missing) on YouTube! Otherwise hardly any far-away foreigner (our fans in Indonesia or something) would ever witness a sort of SBE gig except for most of these bad camera sound uploads. But then Rockpalast is extremely commercial, as I see it. They asked a very high price for putting their name on the CD release and still weren't too much cooperative at all. At one point I was really getting angry on the behaviour of their intendant who treated us just like an unwelcome guest or something. I mean thanks for having had us there and sorry for any bother. Won't call again.


Samsara is an amazing live band. While watching you for several times I got the impression that Samsara as a band feels better when there are no time frames you'd need to obey. I mean something like the last show at Roadburn in 2011. How do you recall your gig played in Warsaw last year at Days of the Ceremony? You had to be brief there!


Thank you! I remember it was extremely hot there and at one point I felt like running out of air, so it was probably okay to make a "quick shot" after 45 minutes, which is still sort of average for most other bands. But I can not recall that evening so well, sorry. But I also seem to like smaller concerts better than bigger events. The favorite concert duration for us would be around one and a half hour, preferably for not more than 250 people close to the stage, banging and/or dancing. Perfect :-).


Is there any chance for Samsara gig played with your full instrumentarium? Something like Colour Haze who play gigs using sitar for example?


We did this in our very first concerts but had to end it because of mostly too small stages and especially bad sound conditions. I never heard the Sitar when the Distortion and Drums set in. And then there's the problem that I can only play one instrument a time. Most of the "weird sounds" come from my hands you know. I also play solo guitar. I can not do all of this at the same time. It's totally different for CH. Stefan Koglek only plays guitar and occasionally sings. So it's hard to realize this for us.


How did you start play the sitar?


Yet I am still undecided if I should really start playing and therefor study or just keep on fooling around with it. I bought the instrument in 2006 I think.


And why the guitar become your main instrument? And who is your main guitar paragon, if any?


When I was ten years old my father told me I had to learn a musical instrument. At that time I only knew about two or three different instruments, so I chose guitar also because my mother played the instrument and also sang - as much as I can remember of her. Later with the age of 16 my life had changed quite dramatically. After the early death of my mother, we moved to a small village in the middle of nowhere where my father decided to live with a new wife. I became more and more introverted and from being a sports guy turned into the "long hair-weirdo" that i am today ;-). I asked for an electric guitar for Xmass and when I got it my father played a Rory Gallagher album, saying something like: "This was a real guitar player! Play like this boy!" Well, that's how I slowly got into it. Today I like many instruments. Guitar is only one of them. A dream would be to really being able to play piano.


I saw you on stage playing Gibson SG and Fender Stratocaster. Some time ago you also played Les Paul. Please tell us few words about your guitars and, of course, disclose what do you prefer: Gibson or Fender?


Thing is I can't decide what I like best. That's why you see me play a SG, a Strat, a Les Paul. Those three classic guitars are the ones I love. I tried others, but these are the three remaining instruments of choice. I don't have any other close connection to instruments as for being tools of expression. The guitar I like best though is my acoustic guitar by a brand called "Brightway". The one that you never saw on stage or on pictures, like we never performed "Thirsty Moon" on stage.


"Gitarzysta" is dedicated to guitar players thus I also need to know more about the other gear - amps & effects. What kind of gear did you use while working on "Waiting For The Flood"? The same with you play live gigs?


Most of that yes. I also used a Talk Box for the first time which was fun. My regular set is the Orange Rockerverb 100 with a 4x12 Orange Cab. I use a Dunlop Wah, Swollen Pickle Distortion, Maxon Tube Screamer, Fulltone Deja Vibe, Electric Mistress Flanger and a Boss Giga Delay. I have some other effects, but try to stick to the aforementioned, because in the end you won't need much more than that and your fingers. I also play Synthesizers and other keyboards to create atmosphere or noise.


Samsara's bass player Richard Behrens produced the album once again. Have you ever consider any change here? Would you like to try to work with anybody else?


Richard's doing a very good job with recording. I think that doesn't have to be changed at all. The mixing, well we sort of do it together and I think that's also okay as it is, because we really have our own heads and already here have had to discuss from time to time ;-). Only the mastering doesn't make me completely happy this time, but that was another guys job and is always quite stressing because you spend all the time in the studio, recording and especially mixing, and never think of this to be done and then time flies and sometimes you have to finish to another compromise.


Your long and extended compositions may suggest they are improvised. Is improvisation important to you? How do Samsara create new songs?


Mostly I, or sometimes also somebody else, starts on a initial riff or melodic idea, someone else may add a part and I usually decide if it's cool or not. It´s all based on intuition and agreements.


What are the band's plans for the nearest future?


Resting a bit. I think that's okay after five years of putting out as much as we did. I also have some complications with jobs and stuff to solve right now. So my head's full of things. Anyway thanks for your interest!

Małgorzata Napiórkowska-Kubicka & Szymon Kubicki

Popestar Ghost

Jako jeden z nielicznych w redakcji naszego magazynu uparcie bronię Ghost.

Gramy dalej

9 /10
Breaking Habits Meller Gołyźniak Duda

Wreszcie doczekaliśmy się polskiej supergrupy z prawdziwego zdarzenia. Nie jakiejś tam odpustowej zgrai muzykantów do kieliszka, ale ekipy złożonej...Gramy dalej

8 /10
Testament ocena 8
Brotherhood of the Snake
Gatunek: Thrash metal
When The Smoke Clears
Gatunek: Hardcore
Shklo ocena 7
Shklo Music
Gatunek: Alternatywa
Zobacz wszystkie