Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Scott Stapp

Scott Stapp

Creed był pod koniec lat 90. jednym z najpopularniejszych zespołów hard rockowych na świecie. Niestety dobra chemia, której rezultatem były takie krążki jak "My Own Prison" czy "Human Clay" w niedługim czasie wyparowała, a konflikt na linii Scott Stapp kontra reszta zespołu doprowadził do wprowadzenia kapeli w stan swego rodzaju śpiączki farmakologicznej, z której wybudzana jest tylko na czas wspólnych koncertów. Sam Scott po wielu życiowych perturbacjach odnalazł w końcu swój spokój i zabrał się za robienie własnej muzyki. Czym może nas zaskoczyć jego solowa płyta "Proof of Life" i jaka jest jego opinia na temat działalności chłopaków z Alter Bridge? Przekonajcie się sami…

Twój album "Proof of Life" jest już w obiegu od jakiegoś czasu. Jesteś zadowolony z przyjęcia tego krążka?


Jest naprawdę dobrze i chyba wprawiło to niektórych krytyków w zakłopotanie (śmiech). Wiele osób powątpiewało w jakość i słuszność tego albumu zanim się jeszcze pojawił w sprzedaży. Koniec końców wyszło na moje (śmiech).


Jest to twój drugi solowy krążek od czasu "The Great Divide" z 2005 roku. Osiem lat to sporo czasu. Czym różni się nowy materiał od debiutu?


Jest różny pod wieloma względami, zwłaszcza jeśli chodzi o brzmienie. Muzyka jest nadal surowa, ale zmierza w trochę innym kierunku niż ostatnio. Największą zmianą jest jednak warstwa tekstowa. Te płyty dzieli wiele lat doświadczeń i decyzji, które wpłynęły na moje życie. Kiedy pisałem teksty na debiut, emocjonalnie byłem w zupełnie innym miejscu. Teraz mogłem spojrzeć na to wszystko z większym dystansem i odnieść się do rzeczy o których pisałem. Jestem w tej chwili inną osobą i to chyba słychać na tym krążku.


Czy można w takim razie uznać, że jest to swego rodzaju rozliczenie się z twoim dość burzliwym życiem osobistym?


Zdecydowanie tak. Przechodziłem w swoim życiu przez naprawdę ciężkie chwile zarówno jako człowiek i muzyk. Bardzo często miałem wrażenie, że straciłem wszystko na co w życiu pracowałem. Nie potrafiłem się pozbierać i w rezultacie dokonywałem bardzo złych wyborów, które tylko pogłębiały mój zły stan ducha i umysłu. Dzisiaj kiedy na to wszystko patrzę z perspektywy jestem w stanie wyciągnąć pewnie wnioski i znajduje w sobie siłę dzięki której potrafię na nowo cieszyć się życiem.


W 2012 roku na sklepowe półki trafiła twoja autobiografia "Sinner’s Creed". Książka ta jest bogata w bardzo osobiste szczegóły z twojego życia. Co sprawiło, że zapragnąłeś się tym podzielić ze światem?


Na początku były to tylko moje osobiste zapiski. Byłem na etapie, na którym potrzebowałem poskładać kilka rzeczy do kupy i zrozumieć jak znalazłem się w tym właśnie miejscu. Po jakimś czasie pokazałem te strony mojej żonie, która stwierdziła, że powinienem je w jakiś sposób opublikować. Na początku chciałem przekuć to wszystko w piosenki, ale było tego tak dużo, że autobiografia wydała się nam w tym wypadku lepszym pomysłem. Jest to bardzo szczery i miejscami brutalny obraz tego jak wyglądało moje życie i wydaje mi się, że podzielenie się tym doświadczeniem ze światem zrobiło dla mnie dużo więcej dobrego niż się spodziewałem. Jestem również przekonany, że bez tej książki nigdy nie powstałaby płyta, o której dzisiaj rozmawiamy. Teksty z "Proof of Life" to bezpośredni rezultat wspomnień, które zacząłem zapisywać ponad trzy lata temu. To jednocześnie ścieżka dźwiękowa tej autobiografii i jej ostatni rozdział. Jestem z nich obu bardzo dumny.


Czy zatem z perspektywy czasu można uznać, że rozłam Creed wyszedł ci na dobre?


Może to dziwnie zabrzmieć, ale była to najlepsza rzecz jaka mogła mi się wtedy przydarzyć. Taki rezultat był nieunikniony i wszyscy o tym dobrze wiedzieliśmy, choć nikt nie chciał tego wtedy otwarcie przyznać. Wydaje mi się, że w tej chwili jestem dokładnie w miejscu, w którym powinienem być i skłamałbym, gdybym powiedział, że zawieszenie na kołku Creed było decyzją, której żałuję.


Słusznie zauważyłeś, że Creed został "odwieszony na kołek", bo przecież oficjalnie zespół nadal istnieje i nawet daje koncerty. Czy pokusicie się jeszcze kiedyś o wydanie nowej płyty?


Jestem pewien, że któregoś dnia do tego dojdzie. Jeśli będzie na to czas i zdrowa atmosfera sprzyjająca tworzeniu nowego materiału to nie widzę powodu dla którego miałoby to się nie udać.


Jakie dzisiaj są zatem między wami relacje? Kontaktujecie się tylko w sprawach służbowych?


Można tak to ująć. Prowadzimy wspólną "firmę", która wymaga od nas stałego kontaktu. ale pod względem artystycznym jest między nami przepaść. W tej chwili większość mojej uwagi poświęcam promocji "Proof of Life", a ponieważ jest to dla mnie szalenie ważny projekt to nie wyobrażam sobie abym był w stanie zająć się tworzeniem jakiegokolwiek innego materiału. Chcę ruszyć w trasę, dać kilka fajnych koncertów i dzielić się tym doświadczeniem z moimi bliskimi.


Czy w związku z tym śledziłeś w ogóle poczynania chłopaków z Alter Bridge?


Od dłuższego czasu jestem tak pochłonięty swoimi sprawami, że po prostu nie miałem do tego głowy. Chyba powinienem zacząć trochę nadrabiać (śmiech).


Po co w takim razie trzymacie przy życiu tą waszą wspólną "firmę", skoro nie ma w was od tak długiego czasu woli do wspólnego tworzenia jakiegokolwiek materiału?


Tak jak w każdym związku, tak i w tym są lata tłuste i chude. Creed dawał nam niegdyś bardzo wiele i pozwolił osiągnąć status światowej gwiazdy rocka. Potem, częściowo z mojej winy, ta dobrze naoliwiona maszyna zaczęła się psuć i ktoś musiał w końcu wyciągnąć wtyczkę. Tak się jednak czasami w życiu układa i nic nie jesteśmy na to w stanie poradzić. Pomimo tego wszystkiego nie sądzę, aby którykolwiek z nas chciał definitywnie zamknąć ten rozdział w swoim życiu. Pewnie dlatego tak bardzo zabolało mnie kiedyś oświadczenie Marka (Tremontiego - przyp. red.), który publicznie ogłosił rozwiązanie zespołu Creed tylko po to, żeby mieć potem dobry PR pod powstanie nowego zespołu. Dzisiaj oczywiście mają już wyrobioną markę i nie potrzebują takiej sensacji, ale wtedy mieli zerową rozpoznawalność, więc takie rozwiązanie było im na rękę. Każdy z nas wiedział, że działalność zespołu zostaje jedynie zawieszona, ale ponieważ Alter Bridge potrzebowało zaistnieć w mediach i jakoś zaznaczyć swoją pozycję na rynku, Mark zagrał najbardziej oczywistą kartą jaką posiadał nie zważając na moje czy kogokolwiek innego zdanie.


Od kilku lat konsekwentnie angażujesz się we wszelkiego rodzaju akcje charytatywne. Skąd taka potrzeba?


Pochodzę z bardzo ubogiej rodziny. Był taki okres kiedy moja mama była na garnuszku państwa i brakowało nam pieniędzy nawet na jedzenie. Pamiętam taką prozaiczną sytuację kiedy wyrosłem ze swoich butów i trzeba mi było kupić nowe - to był problem nie do rozwiązania. Dzisiaj czuję, że dostałem od życia więcej niż mi potrzeba, więc nie widzę powodu dla którego nie miałbym się tym teraz podzielić z innymi. To po prostu zwykła potrzeba serca.


Od czasu "rozwiązania" zespołu twoje życie nie należało do najspokojniejszych. Alkohol, depresja i próby samobójcze to tylko kilka rzeczy, o których dowiadujemy się z twojej książki. Teraz wracasz do biznesu, który niemal kosztował cię życie. Sądzisz, że jesteś gotowy na wszystko co może się w związku z tym wydarzyć?


Szczerze powiedziawszy staram się nie patrzyć aż tak daleko w przyszłość. Skupiam się na tym co jest teraz. Wiem, że dzisiaj dam sobie z tym wszystkim radę i przez najbliższe 24 godziny będzie dobrze. Co potem? Tego nie jestem w stanie przewidzieć. To, że osiągnąłem sukces w wieku dwudziestu kilku lat dało mi do myślenia i pozwoliło wyciągnąć wnioski. Wiem, że nie wpakuję się już w sytuacje, które wiodą do miejsc w których kiedyś bywałem. Cieszę się, że ostatecznie nie dołączyłem do Klubu 27, bo wierz mi, że było to kiedyś bardzo realne zakończenie mojej historii. Na całe szczęście dzisiaj mogę dalej kontynuować swoją przygodę z muzyką, tworzyć nowe rzeczy i korzystać z każdego dnia jaki spędzam ze swoją rodziną. To jest moje życie i tak właśnie chcę je przeżyć.

rozmawiał Michał Lis

Zaklęty krąg Cugowscy

Krzysztof Cugowski jest na polskiej rockowej scenie od zawsze, zaś jego dwaj synowie Piotr i Wojciech od prawie zawsze, ale po raz pierwszy wspólnie...Gramy dalej

8 /10
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
CETI ocena 9
Snakes of Eden
Gatunek: Heavy metal
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie