Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Jan Fronczak (Czerń)

Jan Fronczak (Czerń)

Nasz rozmówca z niejednego pieca chleb jadł. Zjadł zęby na metalowym Hedfirst, wciąż obsługuje sześć strun w hc/punkowym Reality Check, a teraz wkracza na rodzimą scenę z Czernią.

Stołeczny zespół tworzony m.in. przez członków nieistniejącego już Daymares czy Sunrise powoli zyskuje uznanie zarówno wśród metalowców jak i fanów hardcore’a.

Jakkolwiek by to nie brzmiało, Czerń ujrzała światło dzienne. Dotąd zbieracie same pochlebne recenzje, a fanatycy anachronicznych nośników muzyki cieszą się na wieści o premierze "Nie ze skały, a ze strachu" na kasecie. Skąd taki pomysł? To wynik panującej teraz mody?


Nie, to raczej wynik chłodnej kalkulacji finansowo-logistycznej. Chcieliśmy wydać nasz debiut własnym sumptem - na winyla po prostu nas w tej chwili nie stać, a CD jakoś jest dla nas mało kuszące. Drogą eliminacji pozostała kaseta, dostępna będzie już w kwietniu - jesteśmy na etapie finalizacji składnia tego w jedną całość.


Pytam dość kontrowersyjnie o modę, gdyż nie jesteście jedynymi około-hardcore’owcami, którzy zdecydowali się na taki krok. Kalkulacje to jedna sprawa, ale druga, czy w dobie mp3 ktokolwiek będzie słuchał tego materiału z tego - nie bójmy się tego powiedzieć - wymarłego nośnika. Setka wódki temu, kto ma w domu magnetofon…


Dlatego też wydamy tylko 100 sztuk naszego debiutanckiego materiału - odpowiednio mało by, gdy zaopatrzą się w niego wszyscy nasi znajomi, dziewczyny i kumple zostało na tyle niedużo egzemplarzy, że nie będzie wstydu. A tak na serio to wiadomo, że taki nośnik nie ma konkurować z mp3 - bo nie wygra. Liczymy na to po prostu, że parę osób będzie chciało to mieć w realnym wymiarze, zwłaszcza, że do kasety będzie dodanych parę gadżetów a i jej zawartość nieść będzie sporą niespodziankę.


No właśnie. Pójdziecie za ciosem wydań winylowych i dodacie również kod do pobrania matexu z netu? Wiem, że całość jest udostępniona na Bandcampie, ale mimo wszystko, fajnie było by to mieć… na dysku (śmiech).


A szczerze mówiąc nie myśleliśmy o tym, ale nie jest to głupi pomysł. Niemniej wydanie tej kasety to zamknięcie pierwszego etapu i myślę, że kto miał ściągnąć nasze numery ten dawno to zrobił.


Twierdzisz, że nośnik CD jest dla was mało atrakcyjny. Wynika to tylko z racji na koszta tłoczenia i oprawy (slim digipack itd.), czy już sami jako słuchacze i fani muzyki zrezygnowaliście z tego nośnika jako stałego elementu własnej kolekcji?


To raczej doświadczenie wyniesione z grania w poprzednich (albo obecnych) kapelach - CD mniej lub bardziej postrzegam jako nośnik komercyjny, idealny do dużych produkcji - winyle i kasety, przez ten swój retro posmak są stworzone do wydawania w małych nakładach. Nie zmienia to faktu, że możliwe iż i nasze wypociny się na CD pojawią, jakieś ruchy się w tym temacie zaczęły, ale na razie za wcześnie na konkrety.


Gdyby miało dojść do releasu na CD - to tylko za sprawą wytwórni? Czy w dzisiejszych czasach zespołom w ogóle potrzebni oficjalny wydawcy? Masz, jak sam wspomniałeś, doświadczenie z innych projektów, więc masz pełen wgląd w biznesowy aspekt pracy zespołu.


Hmmm ja ogólnie jestem fanem DIY - przygotowania, nadzorowania produkcji twoich rzeczy do ostatniej składowej. W przypadku zwłaszcza winylu sama wielkość nośnika, to że jest więcej poligrafii itd. - jest już dla mnie kręcąca. Rozmiar robi różnicę (śmiech) Natomiast czy potrzebni wydawcy - to zależy. Tutaj są 2 składniki: kasa i zaufanie. Wiadomo, że jeśli chcesz by twoja muzyka trafiła do dużej ilości ludzi w postaci realnej, a nie elektronicznej, to potrzebne są pieniądze - dla nas muzyka to hobby, nie stać nas na szarpnięcie się na wydanie tego, co nagramy w postaci takiego bizantyjskiego wypasu. Więc to raz, dwa zaufanie, czyli wiedza, że wydawca chce tego samego, jest zajarany tematem i wie, że to powinno funkcjonować na zasadzie obustronnej korzyści. Ogólnie, tak naprawdę w całym "bawieniu" się w zespół najbardziej kręci mnie granie. Gdy zaczynają się kwestie finansowe, to od razu wszystko traci swój urok. Łatwiej mi jest dogadać się z sobą samym, jak chcę by coś naszego pojawiło się fizycznie, niż z kimś innym. Chyba trochę niedzisiejsze podejście...


Zdecydowanie nie. A muzykę gracie również nie do końca modną. Gęstą, ale prostą, miejscami chaotyczną, przekraczającą granice tego co rozumiemy przez hardcore. Działacie w pełni demokratycznie czy to, co słyszymy na "Nie ze skały, a ze strachu" to w głównej mierze zasługa któregoś z Was?


Pomysł na to, co mamy grać był już dosyć konkretny zanim kapela powstała. Miało być wolno, smutno i ciężko. Muzykę jako taką, riffy, głównie robię ja, natomiast aranżacje i składanie tego do kupy to proces w pełni demokratyczny. I szczerze mówiąc, działa to idealnie, bo każdy wie, że wniósł coś do finalnej kompozycji. Dodatkowym plusem jest to, że jak nagramy coś totalnie badziewnego, to nie tylko jedna osoba będzie winna (śmiech). Fajne jest to, że każdemu z nas podoba się to co gramy - co, mam wrażenie, nie jest takie znowu oczywiste, gdy powstaje nowy zespół. My nawet nie tyle idziemy na kompromisy, tylko kręcimy się wokół tego samego gustu, co naprawdę ułatwia robotę i przede wszystkim daje dużo satysfakcji.


Co z tekstami? Co istotne, a czego nasi czytelnicy jeszcze nie wiedzą, Czerń to w 100 % polski twór i w tej materii. Wiem, że za część odpowiada Arek Lerch…


No tak, już w zasadzie nie pamiętam kto był autorem tego pomysłu, ale od razu jakoś siadła nam ta koncepcja by teksty były po polsku. Trochę na przekór, trochę dlatego by móc swobodniej operować słowem w ojczystym języku. Teksty na debiut były pisane kolektywnie, dwa napisał Darek, wokalista, jeden ja i ponownie dwa wspomniany przez Ciebie Arek.


Prawie wszyscy jesteście powiązani ze środowiskiem hc/punk. Niezależnie, czy gracie takie dźwięki w innych kapelach, poza Czernią, mocno dajecie do zrozumienia, że wspieracie antyszowinizm, antyfaszyzm, jak również wegetarianizm, co daje wręcz modelowy przykład scenowych załogantów. Chciałbym, abyś w tym momencie odniósł się do swoich poprzednich doświadczeń - czy kiedykolwiek spotkały Cię z tego powodu nieprzyjemności?


No trochę sobie nie wyobrażam, bym był z tymi sprawami związany czysto teoretycznie... trochę słabe by to było. "Robiąc" kolejny zespół w życiu gromadzisz doświadczenia z poprzednich, wiesz co ci przeszkadzało, co było nie do końca kompletne. Akurat z Czernią jest tak, że zebrały się 4 osoby dla których pewne wartości i postawy są mega istotne. Więc naturalne jest o tym mówić i, szczerze, bardzo mnie zaskakuje, że ciągle jesteśmy o to pytani. Tak jakby napisać, że fakt, iż się nie je mięsa i nie lubi nazioli było czymś strasznie dziwnym, obrazoburczym i z kosmosu. Dla mnie to jest bardziej oczywiste, niż o tym nie mówić i stwierdzić "ej gramy po to by było fajnie i ludzie się bawili". Je**ć takie podejście.


Widzisz, nie tylko Was się o to pyta. Młodzi ludzie mają problem z tym, żeby jasno mówić o takich sprawach. Po prostu się boją.


To rozumiem bardzo dobrze. I też nie chodzi o to, że my taką deklaracją, powtarzam - dla nas absolutnie oczywistą, chcemy robić jakieś nie wiadomo jakie halo wokół nas. W hc/punku fajne jest to, że mówisz co myślisz - i przez to osoby, które myślą podobnie stają ci się bliższe i vice versa, a wszyscy, którzy się z tym nie zgadzają - no to już jest wtedy ich problem. Może to kwestia, że my już po prostu nie jesteśmy młodzi? (śmiech).


Co Cię najbardziej wkurza w (naszej) scenie?


Ja ogólnie staram się nie wkurzać, a tym bardziej w kontekście tego co powinno mi sprawiać radość i odciągać od codziennego syfu. Więc zapewne nie będę odkrywczy gdy napiszę, że nie lubię tego czego się ogólnie nie lubi w relacjach międzyludzkich. Czyli zakłamania i fałszu. A że mam świadomość, że i tak nic z tym nie zrobię to chyba mnie to po prostu wali. Wolę tracić energię na rzeczy, które mnie i nas pchają do przodu niż przejmować się tym co kto komu i dlaczego.


A co motywuje do tego, żeby dalej realizować się na polu muzyki?


Dobre pytanie. Myślę, że chęć bycia zadowolonym w 100% z tego, co powstanie przy moim współudziale. A że nigdy zadowolony w takiej skali nie jestem - no to ciągle gram. Dla mnie to, co nazywasz "muzyką", to kupa poznanych ludzi, dziesiątki jeśli nie setki zajebistych gigów, żarcie, podróżowanie, poznawanie innych miejsc - to jakiś inny pomysł na życie niż to, co codziennie robi większość ludzi. Więc możliwe, że to też to.


Mam nadzieję, że tej motywacji nigdy Ci nie zabraknie. Dzięki za rozmowę.


Dzięki.

Rozmawiał: Grzegorz "Chain" Pindor

Bad Vibrations A Day To Remember

Amerykanie zbyt długo kazali czekać na swój nowy album.

Gramy dalej

8 /10
The Devil Strikes Again Rage

Giganci niemieckiego heavy powracają z nowym krążkiem, w mocno odświeżonym składzie.

Gramy dalej

8 /10
Big Jesus ocena 5
Oneiric
Gatunek: Alternative rock
Divine Touch
Gatunek: Melodic death metal
Intruder
Gatunek: New wave
Zobacz wszystkie