Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Northern Plague

Northern Plague

Naszymi rozmówcami są Bartosz "Fen" Chrulski i Jakub "Janus" Janowicz - muzycy białostockiego Northern Plague, który na początku 2014 roku wydał debiutancki album zatytułowany "Manifesto".

Chwilę temu przy okazji recenzji na łamach Gitarzysty miałem okazję zmierzyć się ze wspomnianym dziełem, które oceniłem wysoko. O "Manifesto" wypowiedziałem się w superlatywach, ponieważ to solidna dawka death n’ black metalowej muzyki, będąca zarazem kolejną dobrą wizytówka polskiej metalowej ekstremy. Zdania nie zmieniam, a pierwszy duży krążek Northern Plague regularnie sprawdza wytrzymałość moich głośników. Nadszedł więc czas, by z Fenem i Janusem zamienić kilka słów o procesie nagrywania krążka, pomysłach na przyszłość i klimacie wokół polskiego metalu.

Z Białorusi do Polski przywlókł się ostatnio jakiś dziki wirus, istna północna zaraza, czy zespół ma coś z tym wspólnego?


Być może... (śmiech). Do Mińska jest co prawda rzut kamieniem, ale wbrew pozorom nie jest wcale łatwo się tam dostać. Może w przyszłości... jak na razie dzielnie walczymy i przygotowujemy się do tras koncertowych. Wszelkim innym, niesprawdzonym doniesieniom zaprzeczamy (śmiech).


Dziki przenoszą wirusy, a muzycy Northern Plague solidną dawkę metalu. W jaki sposób można opisać uczucie, gdy ukończyliście prace nad "Manifesto"? Ulga, zachwyt, a może jeszcze coś innego?


Nad debiutanckim albumem pracowaliśmy długo i zdecydowanie odcisnęło to na nas swoje piętno. Kiedy trzymasz w ręku gotowy krążek, stanowi to wyjątkowe uczucie, które ciężko porównać do czegokolwiek innego. Wydaje mi się, że najtrafniej można ten stan określić jako mieszanka ulgi, dumy, zadowolenia i obawy. Oto bowiem masz przed sobą efekt wielu miesięcy prób, pracy i wysiłku całej grupy osób. Krążek definiuje twoje plany, możliwości, masz wobec niego sporo oczekiwań. Jednocześnie wiesz, że prawdziwa praca tak naprawdę dopiero się zaczyna - samo wydanie to wierzchołek góry lodowej.


Można odnieść wrażenie, że prace nad dużym debiutanckim albumem przebiegły całkiem sprawnie. Niektóre zespoły czasem nawet dłużej niż dekadę oczekują debiutu, zaś Northern Plague ta sztuka udała się w perspektywie kilku lat od uformowania zespołu. Gdzie tkwi haczyk?


W tym roku mija pięć lat od założenia zespołu. Myślę że to bardzo dobry czas na wydanie solidnego, pełnowymiarowego debiutu. Czekając i w nieskończoność odwlekając moment wypuszczenia materiału, zamknęlibyśmy sobie zbyt wiele dróg. Mając album możemy jeździć, grać i docierać do nowych osób. Koncertujemy i cały czas zbieramy doświadczenie. Bez "Manifesto" cały ten proces byłby niemożliwy.


Z jakim odbiorem spotkała się EP-ka Northern Plague z 2011 roku "Blizzard of the North"? Jak po trzech latach oceniacie ten materiał? Żaden z utworów tam zawartych nie wszedł na płytę…


"Blizzard of the North" zebrał sporo pozytywnych recenzji. Wielu ludzi chwaliło EP, a nakład sprzedał się w całości. Generalnie lubię ten materiał. Oczywiście jest parę rzeczy, które bym zmienił, ale wydaje mi się, że nagraliśmy to najlepiej jak wtedy potrafiliśmy. Żaden z utworów nie trafił na "Manifesto" z prostej przyczyny. Chcieliśmy aby nowa płyta była nowym rozdziałem. Bez patrzenia za siebie.


"Manifesto" został zarejestrowany w warszawskim Sound Division Studio. To ważne miejsce w polskim metalu. Jak wspominacie współpracę z Maltą?


Z sentymentem wspominam miesiąc pobytu w tym studio. Malta to prawdziwy profesjonalista! Praca z nim jest sprawna i wypełniona pomysłami. W czasie trwania nagrań wspierał nas poradą i celnymi uwagami. Sam wybór Studia był dobrą decyzją. Dużo sprzętu, pełne zaplecze dla zespołu, dwie sale do nagrań. Nie mogliśmy trafić lepiej!


Porozmawiajmy o samej płycie. Mnie przesłanie zawarte w "Manifesto" wprowadziło w dylematy moralne. Zacząłem się zastanawiać, w jaki sposób zachowałbym się w sytuacji zagrażającej mojemu życiu. Jak jest w rzeczywistości? O czym opowiada album?


Myślę, że "Manifesto" to forma albumu koncepcyjnego. Teksty i muzyka osadzone są w jednym klimacie, który dominuje nad całą płytą. Atmosfera nieuchronności, niepewności płynnie przenika się z brutalnymi, odartymi z pozorów i litości momentami. Teksty traktują o nadciągających latach konfliktów i bezradności człowieka, który staje przed trudnymi, często sprzecznymi z jego moralnością wyborami. Z drugiej strony w utworach odnajdziesz liryki stanowiące emanację siły, nasze własne rozliczenie z tym, co do tej pory zrobiliśmy. Wersy te są nieliczne, jednak dla nas mają naprawdę duże znaczenie.


Grafika autorstwa Łukasza Radziszewskiego uderza w punkt! Trudno ten krążek pominąć na półkach sklepowych, choć zastanawia mnie ta gra symboli… pentagram korespondujący z gwiazdą Dawida, anarchia w romansie z jednoczącą się Europą.. gdzie tu jest klucz?


Łukasz wykonał naprawdę świetną robotę pracując nad grafiką. Mimo wielu przeciwności losu, udało mu się ją dokończyć i znalazła się na albumie. Symbole o których mówisz, stanowią tylko element większej całości. Wyryte na dłoni są metaforą otaczającego nas świata, wszystkich jego systemów, ideologii, postaw i dążeń cechujących człowieka. Rozrywając i splatając się z korzeniami uświadamiają nam, że mimo całej swej destrukcyjnej siły, przekleństwa zawartego w swych kształtach, są dla nas niezbędne. Nie jesteśmy w stanie bez nich żyć i godzimy się na całe zło, które ze sobą niosą. Staramy się z nimi walczyć, jednak w głębi ducha wiemy, że jest to walka skazana na porażkę.


Zawartość "Manifesto" tworzy osiem utworów utrzymanych w konwencji death/black metalu. Zarejestrowaliście album ciężki, naładowany licznymi mocnymi zagrywkami, gdzie nie brakuje też ukłonów do tradycji obu gatunków. Jakie założenia, w sensie instrumentalnym, postawiliście przed sobą przystępując do nagrań?


Naszym priorytetem był album, który zabrzmi "żywo". Nie dążyliśmy do sterylnego nagrania, w całości równanego do siatki. Chcieliśmy też wyeksponować partie basu. Przy tak silnych prowadzących gitarach baliśmy się, że bas zniknie gdzieś w miksie. Na szczęście, dzięki pomocy Malty i odpowiedniemu doborowi sprzętu, udało się nam zachować jego charakter. W wielu numerach  stanowi mocny punkt całej kompozycji.


Jakich instrumentów używaliście w studio?


Gitary rytmiczne to Jackson Demmelition King V z przystawką DiMarzio X2N pod mostkiem. Na wybór wiosła do solówek mieliśmy sporo czasu, ale w końcu zdecydowaliśmy się na B.C. Rich ASM (unikatowy model z NAMM 2006). Partie basu to z kolei pięciostrunowy Ibanez BTB 475.


Sięgaliście po jakieś specjalne efekty?


Do gitar rytmicznych użyliśmy Peaveya 6505 + oraz polskiego MG Raven, wzmocnionego Fractalem Axe FX-II. Dało to brzmienie masywne, ciężkie, jednak nie pozbawione wysokich rejestrów. Przetestowaliśmy też całą masę mikrofonów i kolumn. Solówki stanowiły długą przeprawę - na koniec zdecydowaliśmy się na klasycznego Marshalla JCM900 z jakąś butikową dopałką. Bas to temat na osobną historię, jednak na podstawę wybraliśmy SansAmp.


Bartosz, sięgałeś w trakcie nagrań po kogel-mogel? Niektóre spośród zarejestrowanych partii ewidentnie wymagają ponadprzeciętnych umiejętności władania głosem. Jak wyglądały przygotowania do nagrań pod tym względem?


Na szczęście obyło się bez koglu-moglu i innych wynalazków. Bezpośrednio przed sesją naprawdę sporo ćwiczyłem, a podczas nagrań dużą pomocą służył mi Malta. Dzięki jego doświadczeniu, cały proces zakończył się w miarę bezboleśnie.


Zastanowiły mnie też liczne efekty elektroniczne, które znalazły się na krążku. Komu można przypisać ich autorstwo? Do jakiej granicy zespół jest w stanie się posunąć w ujarzmianiu tego typu dźwięków?


Wszystkie sample stworzył nasz perkusista - Damyen. Nadzorował on cały proces dodawania elektroniki do "Manifesto" i dzięki niemu płyta jest zdecydowanie bogatsza. Być może w przyszłości pokusimy się o lepsze wyeksponowanie dodatków, które obecnie są często ukryte w miksie. To wyjątkowo cienka granica i trzeba uważać, by "smaczki" nie zaczęły dominować w utworach.


Na albumie wyróżnia się przede wszystkim utwór tytułowy. To wielowątkowy tytan, rzecz na pograniczu tradycyjnego metalu i progresji. Czy ktoś zainspirował was do nagrania takiego utworu? Gdzie można doszukiwać się genezy pomysłu, aby złamać za pomocą tego kawałka koncepcję instrumentalną całej płyty?


Kompozycja ta powstała jako ostatnia, zaledwie miesiąc czy dwa przed wkroczeniem do Sound Division Studio. Nie zastanawialiśmy się wtedy nad jakąkolwiek koncepcją - po prostu graliśmy. "Manifesto" jest rozbudowany w kwestii aranżacyjnej, z kilkoma mocnymi, wybitnie koncertowymi akcentami. Praktycznie od razu wiedzieliśmy, że nadaje się na tytułowy utwór. Chcieliśmy zawrzeć w nim całą siłę albumu, cały jego przekaz. Myślę, że osiągnęliśmy cel.


Trochę nawiązując do poprzedniego pytania chciałbym też zapytać o wasze zdanie na temat kondycji polskiego metalu. W jakim kierunku zmierza ten gatunek w Polsce? Jak, poprzez wasze doświadczenie, postrzegacie współczesną scenę metalową nad Wisłą?


W złym kierunku (śmiech). A kompletnie serio, to są zespoły które grają świetną muzykę, są kapele które mi się totalnie nie podobają. Wszystkim kibicuję, bo im więcej muzycznych sukcesów, tym lepiej dla całej sceny.


Przyznam, że nie śledzę szczegółowo polskiej sceny. Sięgam po te płyty wtedy, kiedy ktoś ze znajomych mi je poleci. Najprężniej rozwija się teraz scena core'owa, głównie djent. Na pewno jest to jakiś powiew świeżości. Moim faworytem jest tu zdecydowanie "Materia".


Zbliżając się ku końcowi naszej rozmowy chciałbym też zapytać o plany Northern Plague. Na przełomie marca i kwietnia ruszacie w Polskę. Jakieś szczególne oczekiwanie w związku z tą trasą? Co później?


Już 27 marca rozpoczniemy koncertowy objazd polskich miast. Odwiedzimy m.in. Rzeszów, Radom, Kraków, Toruń i Olsztyn. Pełną rozpiskę znajdziecie na naszej stronie internetowej. Chwilę później wyruszymy na nasze pierwsze, zagraniczne tournee po Rosji. Chodzi o trasę "Infesting The East", podczas której zagramy kilkanaście koncertów u naszych wschodnich sąsiadów. Na jesień planujemy uderzyć w zachodnim kierunku, jednak szczegóły przyniosą dopiero nadchodzące tygodnie.


Zauważyłem, że zagracie też koncert w Berlinie. Czy w przeszłości grywaliście już poza granicami Polski? Jakie oczekiwania wiążecie z występem w berlińskim K17?


Zgadza się, koncert w Berlinie symbolicznie rozpocznie nasze podróże poza Polskę. Dzięki współpracy z naszym labelem Folter Records i agencją Triple Six Concerts, mamy teraz dużo większe możliwości. Myślę że wizyta w K17 będzie ciekawą przygodą, a już niedługo staniemy się częstszym gościem za naszymi granicami.


Słowo dla czytelników Magazynu Gitarzysta?


Dzięki za Wasz czas i za to, że zechcieliście przeczytać wywiad. Zapraszamy na nasze koncerty na trasie We Are The Plague Tour 2014 i zachęcamy do zapoznania się z "Manifesto". Znajdziecie go w streamingu, m.in. na Spotify, Deezer i WiMP. Trzymajcie się!


Rozmawiał: Konrad Sebastian Morawski
konrad.morawski@wp.pl

GALERIA
Bad Vibrations A Day To Remember

Amerykanie zbyt długo kazali czekać na swój nowy album.

Gramy dalej

8 /10
The Devil Strikes Again Rage

Giganci niemieckiego heavy powracają z nowym krążkiem, w mocno odświeżonym składzie.

Gramy dalej

8 /10
Big Jesus ocena 5
Oneiric
Gatunek: Alternative rock
Divine Touch
Gatunek: Melodic death metal
Intruder
Gatunek: New wave
Zobacz wszystkie