Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Biréli Lagrène

Biréli Lagrène

Biréli Lagrène

"Cudowne dziecko", "spadkobierca Django" - takimi przydomkami określało się tego niezwykłego muzyka, który urodził się w 1966 roku w taborze cyganów Sinti we Francji.

Jego ojciec występował jako gitarzysta i cieszył się niemałą popularnością, można więc powiedzieć, że to geny skazały go na muzykę. Biréli zaczął uczyć się gry na gitarze w wieku zaledwie 4 lat. Od najmłodszych lat olśniewał techniką i wyrazistym stylem, w którym kontynuował drogę muzyczną Django Reinhardta. W wieku 8 lat grał już większość utworów tego artysty, a mając lat 12 występował na transmitowanym przez telewizję festiwalu kultury cygańskiej w Strasburgu, na którym otrzymał nagrodę specjalną. Wtedy też nagrał swoją pierwszą koncertową płytę: "Routes To Django". Lagrène występował i nagrywał z gwiazdami światowego jazzu, współpracując m.in. z Bennym Carterem, Bennym Goodmanem, Stephanem Grapellim, Nielsem Hennikngiem i Jaco Pastouriusem. Zresztą ten ostatni miał na Biréliego ogromny wpływ - na pewien czas udało mu się nawet odwieść go od tak charakterystycznego dla niego stylu gypsy. Podążając za nim, Lagrène wydał dwa albumy dla wytwórni Blue Note: "Inferno" oraz "Foreign Affairs". Po latach powrócił jednak do korzeni, nagrywając płyty z serii "Gypsy Project".Ostatni album artysty "Just the Way You Are" powstał we współpracy z Hono Wintersteinem, Franckiem Wolfem oraz perkusistą Andre Ceccarellim. Płyta ta jest niezwykłą syntezą niepowtarzalnego stylu gypsy jazz z amerykańską tradycją muzyczną.

Słyszałem, że zacząłeś grać na gitarze w wieku 4 lat. Czy to prawda?

Tak, zacząłem wtedy poznawać gitarę poprzez mojego ojca i starszego o dziesięć lat brata. Grali w domu na gitarach, więc obserwowałem ich i rozmawiałem z nimi o tym. Ojciec nauczył mnie wtedy większości rzeczy.

To chyba specyficzne dla kultury cygańskiej, gdzie razem żyją wielopokoleniowe, muzyczne rodziny?

Dokładnie, zresztą tak to się odbywa po dziś dzień. Niewielu cyganów zna nuty, więc wszystkiego uczymy się na słuch. To bardzo naturalny proces.

Tak więc twoja muzyczna wiedza nie pochodzi ze szkoły muzycznej lub książek?

Na początku uczyłem się tylko na słuch i praktycznie do dwudziestego roku życia nie korzystałem z nut. Jednakże wcześniej czy później musiałem je poznać, ponieważ grałem i nagrywałem z wieloma innymi muzykami. Prawdę mówiąc, do dziś nie znam zbyt dobrze teorii, i przez większość czasu opieram się wyłącznie na swoim słuchu. Niemniej sądzę, że dobrze byłoby mieć dobrze rozwinięty zarówno słuch, jak i znajomość nut. Szczególnie jeśli się zamierza komponować i aranżować.

Czy analizujesz akordy i harmonie, do których grasz solówki?

To zależy, ale zwykle nie analizuję zbyt dużo. Jeśli improwizuję, na przykład do standardów, to po prostu gram. Próbuję wtedy nie zatykać swojego umysłu żadnymi zbędnymi informacjami, takimi jak analiza akordów, itp.

Czy grając, opierasz się na własnej kolekcji ulubionych i sprawdzonych zagrywek, czy raczej rzucasz się w nieznaną przestrzeń czystej improwizacji?

To wszystko dzieje się chyba jednocześnie. Kiedy improwizujesz, zaczynasz zapamiętywać frazy, które najbardziej przypadły ci do gustu. Gram więc swoje ulubione zagrywki, ale również rzeczy, których jeszcze nigdy wcześniej nie wykorzystywałem. W głębi duszy jestem muzycznym ryzykantem i zamiast grać ciągle to samo, lubię zapuszczać się w nieodkryte rejony. Dlatego kocham improwizację. Dzięki niej odkrywasz nowe rzeczy w tym samym momencie, kiedy tylko wejdziesz na scenę.

W twojej grze jest mnóstwo zabawy rytmem. Czy traktujesz gitarę jak instrument perkusyjny?

Tak, rytm jest dla mnie bardzo ważny, przywiązuję do tego dużą wagę. Gram również na perkusji oraz na basie i wszystkie te rytmiczne elementy wzbogacają moją grę na gitarze. Mam bardzo dobre wyczucie rytmu. Pewnie dlatego muzycy z sekcji rytmicznych lubią ze mną grać... (śmiech).

Czy zmienia się twoje podejście do instrumentu, kiedy przesiadasz się z gitary akustycznej na elektryczną?

Zaczynałem od gitary akustycznej i muzyki Django, ale potem przez wiele lat robiłem inne rzeczy, głównie na gitarze elektrycznej. Grałem jazz, bebop, fusion... Kiedy kilka lat temu powróciłem do swoich korzeni, zdziwiłem się, bo na początku nie potrafiłem nic zagrać. Wszystko wydawało się zbyt trudne. Tak więc gitara akustyczna i elektryczna to dwa zupełnie różne instrumenty. Inaczej układają się ręce, struny inaczej reagują na atak. Na gitarze elektrycznej gra się dużo łatwiej. W przypadku gitar akustycznych typu gypsy trzeba włożyć nieporównywalnie więcej siły, aby instrument zabrzmiał tak, jak powinien. Kiedy wróciłem do muzyki cygańskiej, musiałem sporo ćwiczyć, aby tę siłę odzyskać. Teraz, kiedy czasami biorę do ręki gitarę elektryczną, czuję się, jakbym miał zaraz złamać gryf i pozrywać struny.

Podobno już jako ośmiolatek grałeś cały repertuar Django, a mając dwanaście lat, zrobiłeś furorę na festiwalu gitary cygańskiej w Strasburgu.

Ach, tak... pamiętam. To było bardzo, bardzo dawno temu. Wtedy nie rozpocząłem nawet na dobre swojej profesjonalnej kariery. Po latach, gdzieś koło roku 2000, wróciłem do tej muzyki. Zupełnie inaczej ją teraz postrzegam. Staram się dodawać więcej od siebie i wykraczać poza ramy wytyczone przez Django. Nie chcę grać w kółko jego solówek. Ludzie czasami tego oczekują, a ja, grając je, udowodniłbym, że potrafię. Ale już nie chcę tego robić. Jest mnóstwo świetnych gitarzystów i można oczywiście grać w tym samym stylu muzyki co oni, lecz dokładne kopiowanie ich stylu nie ma żadnego sensu. Dlatego kiedy gram cygański jazz, wykorzystuję ten charakterystyczny rytm, ale dokładam też inne składniki, których w muzyce Django nie było. Staram się poprowadzić ten styl nieco dalej, co jest niezwykle trudne.

W twojej grze jest dużo wirtuozerii. Czy ćwiczysz systematycznie?

Myślę, że każdy z nas musi ćwiczyć. Muzycy często mówią, że nie ćwiczą. To taka moda. Lecz czasem jest to prawda, bo jeśli jesteś długo w trasie, to nie chce ci się ćwiczyć po koncercie, w pokoju hotelowym. Samo granie koncertu jest w pewnym sensie ćwiczeniem. Kiedy jestem w domu, robię zwykle to, na co mam ochotę, i do niczego się nie zmuszam. Trochę poćwiczę, trochę posłucham muzyki, potem znów poćwiczę, a później wezmę się za czytanie jakiejś książki... Podchodzę do tego bardzo naturalnie.

Na jakich instrumentach potrafisz jeszcze grać?

Uwielbiam bas elektryczny i nadal sporo gram na nim w domu. Gdybym nie grał na gitarze, prawdopodobnie zostałbym basistą. Oprócz tego potrafię grać na kontrabasie, perkusji, pianinie, skrzypcach, altówce... W zasadzie próbuję grać na każdym instrumencie, jaki wpadnie mi w ręce.

W jaki sposób udało ci się opanować tyle instrumentów, kiedy innym ludziom nauczenie się jednego z nich zajmuje całe życie?

Myślę, że ma to związek z pasją i cierpliwością, a ja jestem naprawdę niezwykle cierpliwy. Konsekwentnie dążę do celu, który sobie wyznaczam. Zawsze ciągnęło mnie do innych instrumentów, bo bardzo ciekawiło mnie, w jaki sposób działają. Dzięki temu umiem teraz grać na kilku z nich i sprawia mi to dużą satysfakcję. Sama rola gitarzysty nie zaspokajałaby mnie w pełni. To samo dotyczy muzyki. Nie ograniczam się do jednego stylu i słucham wszystkiego, czego tylko się da.

A jakiej muzyki słuchasz obecnie?

Lubię muzykę klasyczną. Słucham praktycznie wszystkiego - od Bacha do współczesności. Lubię Rachmaninowa, Bartóka i innych kompozytorów z przełomu XIX i XX wieku. Z muzyki klasycznej czerpię sporo inspiracji. Ale próbuję słuchać wszystkiego, co tylko wpadnie mi w ręce. Mój syn ma teraz 20 lat i jest DJ-em. Przynosi mi mnóstwo nowoczesnej muzyki, co bardzo sobie cenię. Dzięki temu mam szansę rozejrzeć się wokół i zobaczyć, co się dzieje w muzycznym świecie. Jestem otwarty na różne rodzaje muzyki. Myślę, że takie podejście jest w tym fachu bardzo ważne.

Czy mógłbyś pokazać kilka charakterystycznych elementów stylu gypsy jazz? W jaki sposób grasz rytm w stylu Django?

Jest tu kilka niuansów, na które trzeba zwrócić uwagę. Akordy uderzam na każdą ćwierćnutę, ale stosuję dwa różne typy uderzeń. Pierwsze uderzenie jest często podwójne - składa się z dwóch ruchów kostką. Pierwszy do góry, a drugi w dół. Przy czym akcent przypada na ten drugi ruch w dół, a ruch w górę jest jakby przednutką. Drugi rodzaj uderzenia jest bardzo krótki, staccato. Gram to pojedynczym, mocnym ruchem w dół i od razu puszczam chwyt lewej ręki, która musi tutaj cały czas pracować - przyciskać i zwalniać struny. Tak więc mamy dwa rodzaje uderzeń, które grane są na przemian - pierwsze odpowiada bębnowi taktowemu, a drugie werblowi. W ten sposób gitara pełni rolę sekcji rytmicznej. Brzmi to mniej więcej tak... (przykład 1). Zagrałem tu też inny charakterystyczny element, a mianowicie triole, którymi można urozmaicać podkład. Ale nie trzeba sztywno trzymać się reguł tego bicia. Taki rytm można by zagrać bardziej swobodnie (przykład 2). Django rozpowszechnił taki sposób grania. Kiedy był młody, grał na banjo - i jest to właściwie technika banjo przeniesiona na gitarę.

W końcówkach utworów grasz czasami szybkie akordowe wejścia. Mógłbyś nam to pokazać?

Jasne, ale to nic specjalnego. Zwykłe chromatyczne wejście zagrane dwoma szybkimi triolami i akcentem na końcu (przykład 3). Masz tu dwie triole, czyli sześć uderzeń, więc musisz ustawić rękę sześć progów niżej od akordu docelowego i wejść na niego półtonami.

Grając solówki, często uderzasz kostką w dół kilka razy pod rząd. Mógłbyś przybliżyć nam sposób kostkowania gitarzystów gypsy?

Naprawdę tak gram? Nie wiem, nigdy tego nie analizowałem. Nie myślę zbyt dużo o swojej prawej ręce. Gram tak, jak czuję, i prawa ręka zwykle robi to, co dyktuje jej lewa. Być może wynika to z potrzeby chwili, może dzięki temu ważne akcenty we frazie łatwiej jest kontrolować? Nie wiem. Trudno mi coś teraz pokazać, bo to zawsze jest improwizowane. Spróbujmy może zagrać takie arpeggio... (przykład 4) (gitarzyści grający gypsy jazz używają odmiany techniki rest stroke znanej z gitary klasycznej. W tym przypadku kostka po uderzeniu struny spoczywa (opiera się) na wyższej strunie. Dominuje następująca zasada: zawsze, kiedy przechodzisz na nową strunę, atakujesz ją uderzeniem w dół. Nie występuje tu jednak sweeping i każde uderzenie jest oddzielne - przyp. Red.).

Jeśli chodzi o arpeggio, to w twojej muzyce można znaleźć wiele takich perełek. Brzmią niezwykle klimatycznie...

Lubię wynajdywać takie nastrojowe dźwięki. Oto inny przykład tego typu frazy... (przykład 5).

Pokażesz nam jakieś dobre ćwiczenia na kostkowanie?

W zasadzie gram to, co wszyscy, na przykład skalę G dur. Zwracam wtedy uwagę, żeby kostkować dokładnie każdą nutę (przykład 6A), bo skalę też można by zagrać bardziej legato (przykład 6B). Tak więc ćwicząc kostkowanie, gram tę skalę w górę, potem schodzę po tych samych dźwiękach, powtarzam ćwiczenie o półton wyżej i tak dalej. Jeśli chcę się naprawdę rozgrzać, to gram szybkie kostkowane tremolo (przykład 7). Takie ćwiczenie wpływa pozytywnie na kondycję prawej ręki. Czasami gram arpeggia, żeby rozgrzać również lewą rękę (przykład 8). Akurat tutaj kostkuję wyłącznie w dół, bo nigdy nie znalazłem lepszego sposobu. Ale tak naprawdę to gram więcej improwizowanych ćwiczeń. Nawet jeśli zaczynam od pomysłu zaczerpniętego z muzyki klasycznej, kończę po swojemu (przykład 9). Z kolei więcej techniki legato używam na gitarze elektrycznej. Nie mam jej teraz ze sobą, ale to mogłoby brzmieć mniej więcej tak... (przykład 10). Prawdopodobnie kostkuję z tego około połowy dźwięków, a resztę gram legato. Na gitarze akustycznej się to nie sprawdza.

Grasz głównie trzema palcami. Dlaczego tak rzadko używasz czwartego palca?

Wynika to z trudności grania na tym instrumencie. Na gitarze elektrycznej często korzystam z małego palca, ponieważ tam jest dużo łatwiej. Natomiast na gitarze gypsy używanie trzech palców jest dobrą strategią, bo to w nich masz najwięcej siły.

Czy mógłbyś nam pokazać legendarne cygańskie wibrato? Podobno bardzo trudno się je gra...

O tak, cygańskie wibrato jest bardzo trudne - trzeba pić dużo kawy (śmiech). Prawdopodobnie najpiękniejsze wibrato miał Django. Było bardzo szybkie, ale brzmiało cudownie, nawet w balladach. Kiedy gram w ten sposób, zawsze używam wszystkich czterech palców, dzięki czemu mam więcej siły do dyspozycji. Używanie jednego czy dwóch palców się nie sprawdza. Charakterystyczne, płaczliwe brzmienie zwiększa nie tylko szybkość wibrato, lecz również powoduje lekkie rozstrojenie dźwięku (Biréli podciąga lekko strunę, grając wibrato). Ten niuans jest bardzo ważny. W praktyce może to brzmieć tak... (przykład 11).

Kiedy grasz solówki, poruszasz się wzdłuż całego gryfu, zamiast trzymać się sztywno jednej pozycji. Dlaczego?

Wolę grać w układzie horyzontalnym, poruszając się wzdłuż struny w górę i w dół. Wydaje mi się, że takie podejście pochodzi z techniki skrzypcowej. Na gitarę patrzę jak na duże skrzypce, których cztery struny wymuszają częste zmiany pozycji, szczególnie gdy gra się arpeggio. Skrzypek korzysta z całego zakresu podstrunnicy, zamiast trzymać się jednej pozycji. W ten sposób lepiej poznaje się gryf. Ale prawdę mówiąc, nie jest to moją żelazną zasadą i grając, łączę wszystkie możliwe techniki. Moim celem jest dostać się z punktu A do punktu B na gryfie jak najszybciej i w możliwie najprostszy sposób, dlatego wybieram łatwe rozwiązania. Lubię długie biegniki po całym gryfie, zresztą publiczność chyba też (śmiech).

 

Rozmawiał : Krzysztof Inglik

GALERIA
Biréli Lagrène
Popestar Ghost

Jako jeden z nielicznych w redakcji naszego magazynu uparcie bronię Ghost.

Gramy dalej

9 /10
Breaking Habits Meller Gołyźniak Duda

Wreszcie doczekaliśmy się polskiej supergrupy z prawdziwego zdarzenia. Nie jakiejś tam odpustowej zgrai muzykantów do kieliszka, ale ekipy złożonej...Gramy dalej

8 /10
Testament ocena 8
Brotherhood of the Snake
Gatunek: Thrash metal
When The Smoke Clears
Gatunek: Hardcore
Shklo ocena 7
Shklo Music
Gatunek: Alternatywa
Zobacz wszystkie