Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Jason Hook (Five Finger Death Punch)

Jason Hook (Five Finger Death Punch)

Jason Hook. Lat 43. Z gitarą w ręku od 37 lat. Ten kanadyjski gitarzysta choć swoją przygodę w Stanach zaczynał od grania w zespole Mandy Moore, od pięciu lat jest etatowym muzykiem Five Finger Death Punch, przebojowej kapeli z Kalifornii, która niedawno odwiedziła po raz pierwszy nasz kraj.

Z tego co wiem, na początku historii waszego nowego, dwuczęściowego wydawnictwa "The Wrong Side of Heaven and the Righteous Side of Hell", Ivan nie był nastawiony zbyt entuzjastycznie. Czy to prawda?


To niezupełnie tak. Z każdą naszą płytą wszyscy wiążemy pewne nadzieje i chcemy na niej zamieścić część siebie, pewną wizję, która nas wyraża. Czasami Ivan dostaje naprawdę pokręcony muzycznie materiał do opracowania tekstów. Nierzadko zdarza się, że dopiero po kilku tygodniach od otrzymania muzyki od nas zaczyna coś tworzyć, ale jest świetny w rozwiązywaniu tych układanek (śmiech).


Czemu zdecydowaliście się na podzielenie tego materiału na dwie płyty?


Mieliśmy naprawdę mnóstwo piosenek, które nagraliśmy jeszcze w 2012 roku. Jeszcze nigdy tak szybko nie pracowaliśmy i nim się obejrzeliśmy a już mieliśmy za dużo kawałków grubo przed czasem. Zamiast wybierać dwanaście z nich, postanowiliśmy dograć jeszcze trochę piosenek i umieścić je na dwóch krążkach.


Czym różnią się te wydawnictwa od waszych poprzednich dokonań?


To trudne pytanie, na które nie wiem jak odpowiedzieć, ponieważ czuję, że po prostu robimy to, co czujemy w danej chwili. Nie jest to kwestią jakiegoś planowania. To, co naprawdę jest dla mnie ważne, to to, żeby zawsze muzyka była ekscytująca, energetyczna i potężna - to było naszym celem od początku kiedy założyliśmy zespół.


Czy to zatem oznacza, że nie macie również konkretnych planów na przyszłość?


Priorytetem zawsze jest dla nas jakość muzyki, którą tworzymy i to zapewniam, że się nie zmieni. Faktycznie jednak, rozmawialiśmy już o nowym materiale, na którym chcielibyśmy zrobić coś zaskakującego. Na razie jednak nie zdradzę szczegółów.


Proces twórczy trwa także w trasie?


Absolutnie tak. Gitarę mam ze sobą zawsze i wszędzie i każdego dnia w hotelach staram się nagrywać jakieś pomysły na kompozycje. W trakcie naszej europejskiej trasy z Avenged Sevenfold zarejestrowałem dwanaście konkretnych pomysłów.


Co poza tym robicie pomiędzy koncertami? Bujacie się gdzieś razem czy każdy idzie swoją drogą?


Myślę, że staramy się to wypośrodkować. Szanujemy swoją przestrzeń życiową. Zaraz po koncercie idziemy się przebrać i od razu zaczynamy rozmawiać jak wypadliśmy. To trwa może jakieś 10 minut. Później Ivan idzie do busa na pokoncertowe cocktail party (śmiech). Ja i Zo z kolei wyciszamy się. Chris natomiast od razu ląduje pod prysznicem i szybko stara się wmieszać w tłum lub, jeśli nie jesteśmy gwiazdą wieczoru, idzie oglądać kolejne koncerty.


Co poza muzyką nakręca twoje życie?


Kocham motocykle, koty, elektronikę, sztukę, dobre jedzenie i… aranżację wnętrz.


Nie żartujesz, prawda?


Nie, spędzam mnóstwo czasu na kupowaniu mebli, różnego rodzaju prac do powieszenia na ścianach i innych drobiazgów do domu. Mam w nim także swoje studio, które jest moją wielką dumą, więc spędzam tam dużo czasu.


No właśnie, a jak pracuje wam się w studiu? Macie jakiś stały podział ról?


Zo, Jeremy i ja nagrywamy muzykę. Wychodzi to z jammowania, którego źródłem są pomysły przynoszone przez nas do studia. Wszystko nagrywamy u naszego producenta Kevina. Kiedy mamy już gotowe aranżacje, wysyłamy je do Ivana mailem. On wtedy pisze tony tekstów. To zabawne, bo on jest kompletnie niezorganizowany. Notuje pomysły na serwetkach, biletach parkingowych, komiksach - jest strasznie chaotyczny na tym etapie pracy. Jednocześnie jestem nim kompletnie zafascynowany, bo uważam, że jest świetny w tym co robi. Musiałbyś zobaczyć go w akcji, żeby zrozumieć jego, delikatnie mówiąc, unikalną metodę pracy.


Nie wątpię, że jest to sposób iście rock’n’rollowy?


I tak i nie (śmiech). Prawie zawsze pracuje od północy do siódmej rano, popijając wino u siebie w domu. Kiedy skończy tworzyć przychodzi do studia i pracuje nad tym z Kevinem. W dziewięciu na dziesięć przypadków towarzyszy im Jeremy, który ma świetne ucho do melodii.


A w jakich warunkach komponujesz w swoim domowym studiu?


Siadam w odległości nieco poniżej 1,5 metra od mojego wzmacniacza w formie głowy plus jedna paka Marshall 100 W. Nie jest on bardzo głośny i to jest dla mnie istotne, bo nie chodzi o to by robić coś bezmyślnie, a żeby słyszeć dokładnie nad czym się pracuje, by pozwolić dalej płynąć pierwotnej inspiracji.


Wrócę jeszcze na chwilę do tekstów. To absolutnie przemyślenia Ivana czy podsuwacie mu jakieś pomysły?


W 98% to jego dzieło. Czasami podrzucamy mu jakieś pojedyncze sentencje lub koncept, ale ostatecznie to on decyduje czy i co z tym zrobi. Czasami dajemy mu naprawdę idiotyczne pomysły z zachowaniem poważnych min i badamy jego reakcję - to jedne z zabawniejszych momentów w trakcie naszej pracy (śmiech).


Grałeś m.in. z Vince Neil Band i Alice Cooperem, a na waszym ostatnim wydawnictwie udzielał się m.in. Rob Halford, Max Cavalera i Jamey Jasta. Jak ci się pracuje z takimi ludźmi? Trudno było nakłonić te ostatnie postaci do współpracy?


Pewnie cię zawiodę, ale te historie rzadko są ekscytujące. Zazwyczaj wpadamy na jakiś pomysł i reszta dzieje się przez managerów. Co oczywiście nie zmienia faktu, że kiedy Rob Halford zgodził się by z nami współpracować, byliśmy wniebowzięci. Przecież to legenda!


Z kim jeszcze chciałbyś coś nagrać osobiście?


Osobiście… To ciekawe pytanie, bo wiem, że jeśli chodzi o zespół, to chłopaki nie byliby zachwyceni tym pomysłem (śmiech)… ale zostawiałem wiadomości na automatycznej sekretarce Ritchiego Blackmore’a i Ace’a Frehleya. Niestety nigdy nie odpowiedzieli.


Jaki element bycia w zespole jest twoim ulubionym?


Czas wolny (śmiech). A poważnie, fakt bycia w drużynie. To uczucie jakbyśmy brali ciągły udział w jakichś mistrzostwach i dobrze się przy tym bawili. Gdy komuś z nas jest źle, wspieramy się nawzajem jak byśmy byli rodziną. Mamy też całkiem fajnie wypracowane układy z całą korporacyjną otoczką, która jest normą w przypadku muzyki, więc jakoś sobie radzimy i jesteśmy zadowoleni z tego jak żyjemy.


12 marca przybywacie do Polski (wywiad przeprowadzany był przed koncertem w Polsce - przyp. red.). To będzie wasz pierwszy koncert u nas. Macie jakieś wyobrażenie o kraju?


To pierwszy nasz koncert w Polsce, co więcej, moja pierwsza wizyta u was, co cieszy mnie podwójnie. Nie wiem zbyt wiele o współczesnej Polsce, ale jestem wielkim entuzjastą historii i projekcja "Pianisty" dogłębnie mnie przeraziła swego czasu. Mam nadzieję zgłębić temat tego okresu w waszym kraju, gdy przyjedziemy do was na koncert. Później pozostanie nam się dobrze bawić, na co bardzo liczę.


SPRZĘTOLOGIA
• Gitary: Gibson Explorer (2008 i 2005), Gibson (2004) Iced Tea Burst Les Paul Standard, Gibson (1988) Black Les Paul Standard, Gibson (1991) Black on Black Les Paul Standard, Gibson (2005) Les Paul Custom, Gibson (2005) '61 Reissue SG, Gibson (2007) Wine Red ES-335, Gibson J-50 Acoustic, Gibson Hummingbird, Ibanez Xiphos (7-strunówka z EMG), '78 Ibanez Iceman IC400
• Wzmacniacze: Marshall 9200 Dual Monoblock 100/100W (Voodoo Amps mod.), 1959SLP Marshall Plexi 100W Reissue (Voodoo Amps mod.)
• Efekty: Voodoo Lab Ground Control Pro, TC Electronic G-Major 2 Guitar Effects Processor
• Line 6 Mod Pro, Line 6 Echo Pro, MXR / CAE MC401 Boost/ Line Driver, TC Electronic Rottweiler, Furman P-1800 PF R Power Conditioner

rozmawiał Marcin Kubicki

Zaklęty krąg Cugowscy

Krzysztof Cugowski jest na polskiej rockowej scenie od zawsze, zaś jego dwaj synowie Piotr i Wojciech od prawie zawsze, ale po raz pierwszy wspólnie...Gramy dalej

8 /10
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
CETI ocena 9
Snakes of Eden
Gatunek: Heavy metal
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie